Nie jesteś z tych, którzy inicjują kontakt. Zadzwonić do kogoś ot tak, bez powodu? Nie ma szans. Nawet wysłanie smsa do dobrego znajomego jest ponad Twoje siły, bo nie chcesz być odebrany jako ten, który się narzuca, stara za bardzo. Poza tym, on pewnie właśnie jest zajęty. Ma ważniejsze rzeczy na głowie. A Ty nie jesteś na jego liście priorytetów. Więc kasujesz wiadomość, zanim ją napiszesz, albo zmieniasz jej treść tak, by oprócz niezbędnych konkretów i uprzejmych, konwencjonalnych formułek nie zawierała nic za bardzo osobistego, nic za bardzo emocjonalnego. Delete the kisses at the end. Może się nie domyśli, jak bardzo czekasz na odpowiedź.

***

Kiedy to Ty dostajesz wiadomość, to choć w środku podskakujesz z radości, zwlekasz z odpisaniem. To jeszcze nie ten moment. Nie zabierzesz się za to tak po prostu w autobusie czy na ulicy. Tu trzeba namysłu i strategii. W końcu nie chcesz wyjść na takiego, któremu zależy za bardzo. Ale prawda jest taka, że Ci zależy, bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Zależy Ci tak, że zawstydza to nawet Ciebie samego.

Odsuwasz na bok telefon, byle o tym nie myśleć.

***

Grupa rozmawia, a Ty siedzisz z boku i nie bierzesz w tym udziału. Ludzie myślą, że ich oceniasz, że czujesz się zbyt dobry, by się z nimi bawić i żartować. Prawda jest taka, że czujesz się ZA MAŁO dobry, by do nich dołączyć. Czujesz, że nie możesz swobodnie wypowiedzieć swoich poglądów. Co jeśli nie zostaną zrozumiane, zaakceptowane? Co jeśli ukażą światu tę dziwną i wrażliwą część Ciebie?

Śledząc ich rozmowy, z nadzieją czekasz, aż zwrócą się bezpośrednio do Ciebie, zauważą Cię pierwsi, a umysł podsuwa Ci wspomnienia momentów, kiedy na lekcjach wf-u zbyt długo czekałeś, aż ktoś wybierze Cię do swojej drużyny. Nie zgłosisz się sam, nie odezwiesz niepytany. Bo co jeśli Cię NIE ZECHCĄ?

***

Nie patrzysz ludziom w oczy, wodzisz wzrokiem po ścianach. Wydajesz się nie słuchać. Och, gdyby mieli pojęcie, że w tym czasie zapamiętałeś każde ich słowo. Gdyby tylko wiedzieli, że do niektórych będziesz wracał po wielokroć.

***

Kończysz spotkania szybciej niż zamierzałeś, kiedy coś wskazuje, że wkrótce może zrobić się zbyt szczerze, zbyt intymnie. Choć codziennie tęsknisz za tak bliskim kontaktem, uciekasz, gdy pojawia się szansa, by go nawiązać. Nie wiedziałbyś przecież jak sobie z nim poradzić. I nie chciałbyś pokazać, jak bardzo go potrzebujesz i jak bardzo Cię rusza, że to być może właśnie się dzieje. A rusza tak, że na wspomnienie pojedynczych momentów prawdziwej łączności masz czasem łzy w oczach.

***

Wybierasz bezpiecznie. Ludzie, którzy Cię otaczają, dają Ci przyjemnie przyziemny poziom kontaktu. Nie zwierzacie się sobie z najgłębszych lęków, nie widzieliście siebie w największej euforii. Macie siebie obok, może nawet w jednym domu, jednym łóżku, ale nie znacie tak naprawdę. W końcu odrzucenie przez osobę, której nigdy nie pokazało się głębi swojego serca, boli mniej, dużo mniej.

***

Pewnie nawet tego nie pamiętasz, może nie chcesz pamiętać: momentów, kiedy jako dziecko wyciągałeś ramiona, a one trafiały w pustkę. Kiedy wyglądałeś drugiej twarzy z niewinnym uśmiechem i nadzieją w oczach, a napotykałeś chłód lub zniecierpliwienie. Kiedy chciałeś podzielić się czymś szczerym i płynącym ze środka, a kończyłeś zawstydzany lub karany. Kiedy w końcu przestałeś wierzyć, że zasługujesz na to, by być kochany tak za nic, po prostu za to, że jesteś.

Pewnie nie zdajesz sobie sprawy z przyrzeczenia, jakie wtedy powziąłeś: nigdy więcej. Więc nie odzywasz się pierwszy, nie odpowiadasz za szybko, unikasz autentyczności, bliskości, kontaktu. Zamrażasz przestrzeń wokół biernością i strachem.

Gołym okiem nie zobaczysz pancerza, który oddziela Cię od świata.

Widzisz tylko jego skutki –
to, że wokół jest pusto.

24
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
MarcelinaIwonaMagdalena KrukowskaMarcinAsia | Króliczek Doświadczalny Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marcelina
Gość
Marcelina

Po raz pierwszy przeczytałam coś co zgadza się z tym co mi dolega w 100 procentach. Aż łezka w oku się zakręciła. Czy napisałaś już jakiś tekst odnośnie tego jak sobie z tym radzić?

Iwona
Gość
Iwona

To nie o tobie!! Ty smiala jestes i nie masz z tym problemow

Marcin Łyszkowski
Gość
Marcin Łyszkowski

Piszą same kobiety. A przecież ta kwestia dotyczy obydwu płci. Jednak nadwrażliwa kobieta jest znacznie lepiej postrzegana w społeczeństwie niż nadwrażliwy facet. Dlatego mężczyzna, nawet jeśli odnajdzie siebie w tym tekście, nie ujawni, że to jest także o nim. Może również przed sobą… Uderzałoby to mocno w obraz jego męskości. Mężczyzna przecież powinien być zdecydowany, proaktywny, dążący do sukcesu i sięgający po swoje. A jednak jestem przekonany, że facetów dotyczy ten problem w równym stopniu i jest jeszcze bardziej trudny, bo zazwyczaj go ukrywamy. Wstydzimy się go. Króliczek, napisałaś kiedyś posta „Kiedy inteligencja bywa przekleństwem”. Nie trzeba mieć chłodnych rodziców,… Czytaj więcej »

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Oczywiście, że dotyczy mężczyzn. I współczuję wszystkim, których dotyczy, bo rzeczywiście, tak jak mówisz, na ich wrażliwość i emocjonalność (inną niż wyrażanie złości) i zagubienie jest w tym świecie mniej miejsca.

Jak często medytujesz? I jakie efekty zauważasz – chodzi o wyciszenie wewnętrznego krytyka?

Marcin
Gość
Marcin

Nie bardzo wychodzi mi medytacja w stylu jaki proponuje Zen, tzn siedzenie przodem do ściany ;) Wtedy jakoś myśli bombardują mnie jeszcze badziej niż zwykle i nawet liczenie oddechów nie pomaga. Na szczęście można też po prostu być uważnym, skupiać się na tym co się robi i co się widzi. I tak np. chodzę na spacer, lub jadę na rowerze i wsłuchuję się i wpatruję w las, który mnie otacza. Wtedy faktycznie nie myślę o niczym i to jest bardzo uwalniające. Efekty są, tzn. później przez cały dzień myśli jest jakby mniej, szczególnie tych kompulsywnych. A co do częstotliwości, gdzieś… Czytaj więcej »

Aurora
Gość

Trudno w to (głównie mi samej) uwierzyć, ale też tak kiedyś miałam… I czasem przyłapuję się na tym, że nadal są takie dni, że tak reaguję. To wskazówka, że pora na chwilę autoterapii 😊

Ana
Gość

Skąd ja to znam… może nie w każdym aspekcie w aż takim stopniu, ale doskonale znam to „nigdy więcej”. Bardzo dużo czasu zajęło mi dostrzeżenie, że też otoczyłam się cieplutkim kokonikiem, którego nie tylko nie widzą inni, ale i ja sama, bo tak mi było wygodniej – choć też nie do końca. Moment, w którym zaczyna się rozrywać ten kokon bywa bolesny, ale myśl, że wyfrunie się z niego prawdopodobnie już jako motyl, pomaga w przełamywaniu kolejnych barier.

Dotee - Witaj Słońce
Gość

Mam wrażenie, że takie coś występuje bardzo często, tylko że w różnym stopniu, nie zawsze w tak ekstremalnej wersji. Odrzucić, żeby nie zostać odrzuconym – zdarza się nawet ludziom zupełnie zdawałoby się świadomym i stabilnym. Na dokładnie tym samym schemacie, z dokładnie tym samym porzuconym dzieckiem w środku. Z tą samą przejmującą samotnością i byciem za szybą.
Pisz jak da się wyjść, znam co najmniej dwie osoby co by skorzystały. U mnie temat na czasie :)

migi
Gość
migi

No właśnie, gdzie te osoby znaleźć?
Bo co z tego, że ja się staram otworzyć, zagadywać, mogę się wypluć z energii a i tak nie dostaję nic w zamian, coraz częściej mam wrażenie, że po prostu żebrzę o cokolwiek.
Jedną sesję terapii już przeszłam, ale chyba znowu będę musiała wrócić na fotel.
A nie, pół roku temu wydawało mi się, że znalazłam przyjaciela, osobę z którą mogę pogadać, a tuż przed świętami się okazało, że ta osoba ma zupełnie inne priorytety, a ja nawet nie wiem gdzie popełniłam błąd i zwyczajnie nie umiem się pozbierać…

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Wiesz, czasem jest tak, że oceniamy że zrobiliśmy wszystko, bo podjęliśmy ileś-tam starań, a nie bierzemy pod uwagę jakości tych starań, i tego jak one są odbierane przez drugą stronę – może w tym tkwi problem?

Jedna sesja – masz na myśli cały cykl spotkań? Zajmowałaś się tam tematem relacji?

migi
Gość
migi

Tak, caly cykl spotkan, glownie probowalam wtedy poprawiac poziom samooceny i resztki depresji, o relacjach tez troche rozmawialysmy, glownie o tym ze nie mozna dopasowac kolka do kwadratu( nie wiem jak to lepiej przelozyc na polski) ze nie zawsze musze gadac tylko o blahostkach, ze powinnam szukac ludzi w roznych srodowiskach

Marta
Gość
Marta

Oj to o mnie. Może w delikatniejszym wydaniu, bo zwierzałam się z trudniejszych chwil mojego życia, to jednak nawiązywanie bliższych relacji jest dla mnie ciężkie.
Mam wrażenie, ze inni nie przykładają tak wagi do utrzymania relacji. Kiedyś strasznie płakałam po jednej kłótni, a wydaje mi się, że druga osoba nawet się tym nie przejęła i to boli.

Karolina
Gość
Karolina

A jak to naprawić? Będzie o tym post? :(

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Będzie na pewno. Ale już teraz mogę powiedzieć, że raczej nie obejdzie się bez terapii.
Dobra wiadomość, że jest to odwracalne, ale wymaga czasu i zaangażowania.

Nina Wum
Gość
Nina Wum

Bardzo długo przejawiałam komplet wymienionych tutaj objawów. Było tak, jak Autorka pisze: ukształtował mnie tzw. zimny wychów. Na szczęście (niestety?) doświadczyłam w dorosłym życiu odrzucenia od osób w tamtym momencie życia bardzo ważnych, wręcz najważniejszych. Kilkakrotnie. To bolało tak, że w pewnym momencie po prostu przestałam się przejmować pomniejszym ryzykiem. Potencjalny foch dalekiego znajomego, możliwa niechęć jakiejś koleżanki – nie mają już dla mnie znaczenia. Tylko z miłością wciąż sobie nie radzę.

wasted
Gość
wasted

Coś w tym jest, bo „been there, done that” :)

Kasia Wilk | Mydłoteka
Gość

AvPD. Osobowość unikająca, F60.6. Bardzo ciężko się z tym żyje. Trochę tak, jakby człowiek siedział w szklanym kubiku, widział jak toczy się życie wokół niego, ale nie mógł z tego kubika wyjść. Niby ludzie cię widzą, ale jednak nie widzą. Niby ty widzisz ludzi, ale co z tego jak ta szklana szyba cię od nich oddziela. Bardzo chcesz, ale się boisz, a wszystko co znasz to unik- konfrontacja jest najstraszniejsza, unik boli najmniej. Do czasu.

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

No właśnie, do czasu. Im więcej uników, tym większe spustoszenie wokół siebie się czyni. Chwilowa ulga przynosi coraz większe osamotnienie, a to z kolei sprawia, że jeszcze trudniej jest później wykonać krok ku drugiej osobie. Błędne koło, z którego prawie niemożliwe jest wyjść samodzielnie.

Kasia Wilk | Mydłoteka
Gość

Tak, bardzo trudno jest z tego wyjść samemu, bo nikt, tym bardziej sam zainteresowany, nie kontestuje myśli automatycznych jakie pojawiają się w głowie osoby unikającej. Niska samoocena podkopuje wiarę we własne kompetencje, a unikanie ludzi sprawia, że te kompetencje, zwłaszcza społeczne, nie rozwijają się i rzeczywiście następuje błędne koło. Jestem beznadziejny- lepiej będzie jak nigdzie nie pójdę- nigdzie nie wychodzę. To są dziecięce mechanizmy radzenia sobie z dorosłymi problemami. Zamiast stawiać im czoła unikam ich, bo konfrontacja powoduje ból. Mój obraz siebie jest tak zniszczony i widzę siebie w tak złym świetle, że kolejnej porażki nie zniosę. I często człowiek… Czytaj więcej »

ana
Gość
ana

Tak jest dużo prościej.
A jak trafić na osobę, przed którą warto się mniej lub bardziej otworzyć? Metoda prób i błędów to zbyt ryzowane, tyleee ludzi będzie tak dużo o mnie wiedzieć ;) Jednak osoby otwarte i towarzyskie zawierając wiele znajomości koniec końców na kogoś utrafią. Większe prawdopodobieństwo.
Kilka dni temu sie trochę uzewnętrzniłam przed osoba, która znam od lat i nic z teog nie wynikło – znowu. Nie powstała z tego żadna rozmowa, chęc poznania mnie lepiej.

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Może ona też obawia się tego głębszego kontaktu?

Jak znaleźć takie osoby – wiesz co, to jest chyba dobry pomysł na tekst. Dzięki za inspirację!

Paulina Sz
Gość
Paulina Sz

Niestety wszystko się zgadza…

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Przykro mi… Ale wiedz, że nie musi! Będę jeszcze o tym pisać, da się z tego wyjść.

Magdalena Krukowska
Gość
Magdalena Krukowska

Czekam z niecierpliwością na wskazówki, jak sobie z tym poradzić :) Mnie też to niestety dotyczy. Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że dobiegam czterdziestki, a przez większość tego czasu właściwie nie żyłam, tylko wegetowałam – ze strachu przed śmiesznością i odrzuceniem. Przez to nie mam różnych doświadczeń, które innym wydają się oczywiste. A wiem, że nie będę żyła wiecznie. Chciałabym więc jakoś to nadrobić, póki jest czas.