Jest w ludzkiej psychice taki mechanizm, który ułatwia radzenie sobie z trudnymi wydarzeniami – nazwano go ‚słodkie cytryny’. Oznacza ni mniej, ni więcej, że rzeczom przykrym próbujemy nadać jakieś znaczenie albo wyciągnąć z nich pozytywne elementy, żeby nie czuć się przegranymi i przygnębionymi. To przysłowiowe robienie lemoniady z cytryn, które podsuwa życie.

Gdyby miała opisać rok 2017 czterema słowami byłyby to: po uszy w lemoniadzie.  Oto krótkie podsumowanie lekcji, którymi uraczył mnie najtrudniejszy rok w moim życiu.

 

Przeszłość ma znaczenie, większe niż myślisz

Prawie cały miniony rok upłynął mi pod znakiem grzebania w przeszłości. Nie jest to najwdzięczniejsze zajęcie, ale na pewno w moim przypadku jest zajęciem koniecznym. Od dawna miałam świadomość tego, jak bardzo wczesne doświadczenia potrafią ukształtować charakter, ale mimo wszystko zaskoczyło mnie, kiedy dostałam tego bezpośrednie potwierdzenie w terapii. Nie sądziłam, że potrafią aż tak bardzo!

Czekają mnie lata pracy nad sobą, ale pogodziłam się już z tym, że szeroko rozumiany rozwój będzie mi towarzyszył do końca życia. Ciągle jeszcze patrzę na niego jak na przygodę… i misję. Chcę zdrowieć, by móc kiedyś przez ten sam proces przeprowadzać innych.

 

Prawdziwa rodzina

Krew czyni ludzi tylko spokrewnionymi. Tym, co tworzy rodzinę jest lojalność, akceptacja i prawdziwe wsparcie. W tym roku dobitnie przekonałam się, że rodziną są dla mnie przede wszystkim ludzie, z którymi nie dzielę genów.

Chciałabym w najbliższych miesiącach w końcu rozwinąć ten temat na blogu. Właściwie planuję to od jakiegoś roku, ale… w Polsce to ciągle temat tabu, rodzice są tu takimi świętymi krowami, niezależnie od tego, jak traktują swoje dzieci. Jeśli te zechcą zerwać z nimi kontakt, często uchodzą za niewdzięczne, wyrodne – mało kto bierze pod uwagę, jak układały się między nimi relacje. Zauważane są tylko skrajności kończące się kryminałem, ale nie mówi się o tak powszechnej w polskich domach przemocy emocjonalnej, niedojrzałości do rodzicielstwa i wielu toksycznych postawach usprawiedliwianych ‚wychowaniem’. Za dużo tego widziałam w ostatnim roku, za dużo chorych skutków dzieciństwa u dorosłych ludzi, by o tym milczeć. Mentalnie przygotowuje się więc do włożenia kija w mrowisko.

 

Nie naprawisz się sama, bo nie zepsułaś się sama

Kiedyś to minie, z biegiem lat z tego wyrosnę – jeszcze kilka lat temu to były moje mantry, które dawały mi złudną nadzieję na to, że problemy, z jakimi się mierzę, są czymś przejściowym. Miałam też nadzieję, że ciągle poszerzana wiedza pomoże mi się odpowiednio zdystansować.

Są jednak rzeczy, których nie da się ot, tak pominąć i są rzeczy, których nie dojrzymy bez pomocy innej osoby. Oddając się w ręce specjalistów czułam się trochę jak przegrana, no bo przecież… studiuję psychologię, a sama rozwijam się od jakichś… 7-8 lat. Obawiałam się opinii innych (przecież ‚psycholog’, czy nawet bloger psychologiczny nie może mieć problemów, a jak sobie nie radzi, to znaczy, że się nie nadaje – słyszałam to z niejednych ust). Pomógł mi m.in. artykuł o depresji psychologa i fakt, że moje zasoby wcale nie pozostały bezużyteczne – dzięki nim robiłam w terapii szybkie postępy, a dziś jestem ze swoimi lękami po imieniu. Potrzebowałam tylko mądrego i empatycznego przewodnika. I miałam ogromne szczęście na takiego trafić – takiej porcji empatii i zrozumienia nie dostałam nigdy w życiu. To pomogło mi zrozumieć słynne powiedzenie, że tym, co naprawdę leczy w terapii jest relacja. 

 

Nie zmusisz nikogo żeby zobaczył prawdę

Choćbyś wychodził z siebie, rozdzierał na piersiach szaty i mówił drukowanymi literami – kto nie jest gotowy na prawdę, ten jej nie zobaczy ani nie usłyszy. Możesz chcieć dla takiej osoby jak najlepiej, możesz widzieć tragiczne konsekwencje jej trwania w zaprzeczeniu – nic z tego. Ludzie mają tyle mechanizmów broniących ich dobre samopoczucie i zdanie o sobie, że próbując się przez nie przebić, skończysz jak najbardziej bezradna osoba na świecie. Przynajmniej ja skończyłam. Ale zaowocowało to mocnym postanowieniem, by w przyszłości w takich sytuacjach po prostu odpuszczać.

Czasami bywałam zaskoczona, jak po paru miesiącach ktoś sam dochodził do wniosków, które próbowałam mu przedstawić, ale zmierzyłam się też z nieuleczalnym przypadkiem, odpornym na słowa moje, innych bliskich, czy specjalistów. To była duża lekcja pokory.

 

Czasowstrzymywacz 

W świecie, którym rządzi terror produktywności, zatrzymanie się, by nie robić nic (a przynajmniej nic, co by dawało widoczne dla świata efekty), nabiera znamion rebelii. Tak właśnie się czułam, kiedy na 5 miesięcy ubiegłego roku wyskoczyłam z pociągu zwanego życiem. Wyskoczyłam, żeby iść obok torów własnym tempem, albo po prostu siedzieć w miejscu, czy nawet się cofać.

Kiedy zaczynałam terapię, doświadczyłam ciekawej synchroniczności: jednego dnia stanęły mi dwa różne ręczne zegarki. Uznałam to za znak, że czas zatrzymał się dla mnie również metaforycznie i żebym nie przejmowała się, że coś mnie przez to omija. Czasem tak po prostu trzeba. Im bardziej się temu opieramy, tym bardziej cierpimy.

 

Pozytywne strony depresji

Ten punkt brzmi trochę jak oksymoron. Czy depresja może wnosić w życie coś dobrego? A jednak. Może w trakcie moich najczarniejszych dni nie widziałam w niej ani krzty pozytywu, ale z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że przyniosła mi kilka podarków.  Opakowanych w płacz i apatię, ale jednak. Dzięki depresji:

  • przez nadmierny apetyt przytyłam do poziomu w którym wreszcie mam BMI w normie (wcześniej całe życie miałam niedowagę),
  • odespałam senne zaległości z jakichś… 5 lat,
  • obejrzałam prawie 70 filmów i dzięki lekturze Filmwebu i IMDb zdobyłam sporo wiedzy o kinematografii,
  • odnowiłam fascynację Czarodziejką z Księżyca, a oglądając ją z dorosłej perspektywy, ciągle odnajdowałam w niej wątki, nad którymi aktualnie pracowałam w terapii,
  • pozbyłam się z szafy wszystkich ubrań, które do mnie nie pasowały i dzięki (rozsądnemu) pocieszaniu się zakupami uzupełniłam je o te, w których czuję się sobą,
  • z postawą ‚wszystko mi jedno’ pofarbowałam włosy na niebiesko (i tak noszę je do dziś. i kocham to!),
  • wreszcie dowiedziałam się ‚jak to jest w szpitalu psychiatrycznym’ (uważaj czego pragniesz, bo możesz to otrzymać;)),
  • last, but not least: zyskałam 9 wyjątkowych koleżanek (których pewnie nie poznałabym, gdyby nie terapia).

 

Wytrzymałam. 

To chyba najważniejszy punkt. W tym roku zawaliło się niemal wszystko, co tworzyło mój świat (choroba to tylko jedna z tych rzeczy, o reszcie może kiedyś… napiszę książkę;)). W pewnym momencie wydawało się już, że gorzej być nie może. Mimo wszystko trwałam i jakimś cudem parłam do przodu. A dziś… po serii nowych początków nadal tu jestem i coraz częściej się uśmiecham :) Wiem, że jestem silna, wiem, że mogę znieść dużo więcej, niż mi się wydawało. Urosłam jako człowiek i nie przestaję rosnąć.

To były naprawdę słodkie cytryny.

28
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
Asia | Króliczek DoświadczalnyMiłosz KaniaMartyna JaniszewskajagrysBarbara Nowacki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka Konieczna
Gość
Agnieszka Konieczna

To chyba jedyny blog dla którego rzucam wszystko i czytam, jeśli tylko pojawi sie nowy post:D Z tą terapią coś jest… niby ciężki okres, ale z perspektywy czasu dużo pozytywów się widzi. Ja miałam podobnie:) Co do zegarka, to akurat zaraz na początku terapii zaczełam go w końcu nosić:) Filmów nie oglądałam ale za to zaczełam pochłaniać książki. Zawsze lubiłam czytać, ale przed terapią zrezygnowałam, bo nie mogłam sie skupić. I też pozbyłam się w końcu wszelkich nie potrzebnych ubrań, dodatkowo sprzedałam lub oddałam do biblioteki książki, do których wiem, że nie wrocę i nie mam żadnego sentymentu (z trzech… Czytaj więcej »

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

No to poczułam się doceniona! :)

Mam taką teorię, że tymi porządkami robimy właśnie miejsce na nowe rzeczy w naszym życiu – również te niematerialne :)
Trzymam kciuki za Twoją karierę. Każdy moment jest dobry by się przebranżowić, a osoby, które lubią to co robią, są w tym najlepsze i najbardziej odporne na wypalenie.

Asia
Gość
Asia

Nie mogę się doczekać artykułu na temat rodziny, zwłaszcza że tak jak wspomniałaś w Polsce wciąż panuje przekonanie, że rodzina to świętość bo tak, niezelżenie od tego jak traktują się jej członkowie. Jak zwykle z przyjemnością przeczytałam Twoją notkę i z wieloma stwierdzeniami się zgadzam. Zwłaszcza, to że nie mamy możliwości otworzyć komuś oczy na prawdę, jeśli ta osoba sama nie będzie chciała jej zobaczyć. Dużo czasu zajęło mi zrozumienie tego, a i tak wciąż trudno jest powstrzymać mi się i odpuścić, to już chyba kwestia charakteru i mojej nadopiekuńczości względem tych, na których mi zależy. Oby ten 2018 rok… Czytaj więcej »

Pata bloguje...
Gość

Chce czytać więcej! Pisz, pisz, bo to potrzebne, a choć wszyscy myślą podobnie to nikt o tym nie mówi. Oj… jak w tym podsumowaniu jest dużo o mnie. Mam nadzieję, że za rok napiszemy z dumą, że oswoiłyśmy demony 😊

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Tak będzie!

Karolina Gie
Gość

Czekam na twoje wpisy o „świętych krowach”…

Nikotyna
Gość
Nikotyna

Mam nadzieje, ze 2018 bedzie dla Ciebie lagodniejszy i dalej bedziesz parla do przodu. Jestes niezwykle silna kobieta, nigdy o tym nie zapominaj! A w niebieskich wlosach Ci cudownie, mam wrazenie, ze to bylby kolor Twojej duszy :)
Ciesze sie, ze jestes, trzymaj sie cieplo Kroliczku.

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

To JEST kolor mojej duszy! Dziękuję :))

Dorota
Gość

Uwielbiam Cię czytać, dodajesz mi weny do życia. Pisz ile się da, to będzie taka terapia dla nas :) Ach, sklerotyczka ze mnie :/ Życzę dużo sił i zdrowia :*

Magda Hurko | ekopozytywna
Gość

„Krew czyni ludzi tylko spokrewnionymi. Tym, co tworzy rodzinę jest lojalność, akceptacja i prawdziwe wsparcie. W tym roku dobitnie przekonałam się, że rodziną są dla mnie przede wszystkim ludzie, z którymi nie dzielę genów.” Tak bardzo się z tym identyfikuję. Ja w ciągu dwóch lat odsunęłam się od 2 „gałęzi” w mojej rodzinie (co prawda nie chodzi tu o rodzica, tylko o dalszą rodzinę), bo były to relacje dla mnie tak krzywdzące i toksyczne, że przestałam rozumieć, dlaczego mam to znosić. I tak strasznie mam już dosyć tekstu, ze „trzeba zrozumieć” i tego zdziwienia i obruszenia, że przyjaciółki są mi… Czytaj więcej »

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Otóż to, jak często spotykam się z tą postawą, że młodsi mają ustępować i szanować niezależnie od wszystkiego.
Tylko szacunek nie jest czymś, co się dostaje ot, tak automatycznie. Nie szanujesz innych, nie oczekuj, że będą ciebie szanowali.
Koniec z jednostronnymi relacjami w których ‚starszyzna plemienna’ pełni rolę pijawki.

Kasia
Gość
Kasia

Ja również się z tym identyfikuję i czekam z niecierpliwością na wpis na ten temat :)

LadyLee
Gość
LadyLee

Co tu dużo mówić… Wpis interesujący jak zwykle! Ale, gdy wspomniałaś o książce, od razu zapragnęłam ją przeczytać. Wiem, że to nic pewnego, ale jakby co, ja już czekam ;))

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Napisanie książki jest moim marzeniem, ale już nie łudzę się, że uda mi się to zrobić w tym roku. Pewnie nie uda się nawet w tym pięcioleciu. Niemniej materiał cały czas jest w głowie i nawet roboczy tytuł już mam :)

Klaudia
Gość

Zapowiada się sporo solidnych wpisów, super! :) Cieszę się, bo są to obserwacje, które i ja czynię, ale nie mam wiedzy, żeby o tym pisać, ot, mój ogląd sytuacji. Będę więc czekać :)

Aneta Kicman | ZenBlog.pl
Gość
Aneta Kicman | ZenBlog.pl

A ja Ci dziękuję z całego serca, że tymi obserwacjami się dzielisz! Dla mnie zawsze są bardzo, bardzo wartościowe i wiele wnoszą do moich własnych przemyśleń. :)

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Więc i ja dziękuje – za takie słowa :)

kubekczekolady
Gość
kubekczekolady

A jak Twój związek przetrwał ten czas?

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Dla obojga z nas to była tak samo pouczająca i rozwijająca lekcja.

Barbara Nowacki
Gość
Barbara Nowacki

wypijmy za bledy-nie ma tyle alkoholu,, Nikt nie jest doskonalym, kazdy z nas popelnia bledy . jedne sa mniej znaczace inne bardziej. Wybaczenie to wielkie slowo ale ono moze zmienic nasze zycie. Bez wybaczenia zyjemy w przeszlosci i nie jestesmy w stanie pojsc do przodu. Mentalne i intelektualne przezwyciezenie doswiadczenia ktore nas zranilo, zrodzilo roczarowanie to droga do spokoju i wolnosci.

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Wybaczenie – tak, ale nie na siłę, dopiero w momencie kiedy jest się na to gotowym. W przeciwnym wypadku to jest jak zdradzanie samego siebie.
No i bez ponownego wchodzenia w sytuacje, które raniły.

Barbara Nowacki
Gość
Barbara Nowacki

Najwazniejsze zeby mozna bylo z tym zyc,
„Jesli nie umiesz latac,biegnij. Jesli nie umiesz biegac,chodz Jesli nie umiesz chodzc,czolgaj sie. Ale bez wzgledu na wszystko-posuwaj sie naprzod” M. Luther King
Wszystkiego dobrego

jagrys
Gość
jagrys

Brawo za wytrwałość. Rozumiem, jak to jest przeżyć taki „rok przemian”, kiedy wszystko wywraca się do góry nogami. Dla mnie 2017 upłynął pod znakiem terapii DDA (dlatego podoba mi się pomysł na poruszanie tematów rodzinnych), a pod koniec roku wyszłam za mąż :) Cały ten rok był dla mnie niesamowicie trudny, jednak teraz uważam, że terapia to jedna z najlepszych rzeczy, jaka się w moim życiu wydarzyła.
Tobie życzę samych sukcesów na drodze zmian :)

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Cieszę się, że masz tak pozytywne doświadczenia po terapii. Mam nadzieję, że efekty się utrzymają! Trzymaj się ciepło i dzięki! :)

Martyna Janiszewska
Gość
Martyna Janiszewska

„Nie naprawisz się sama, bo nie zepsułaś się sama” – dla mnie sedno 2017 roku też. Ale z Twoim tekstem także nadzieja, że cała ta kilkuletnia fascynacja rozwojem osobistym więc psychologią, pomoże mi wyjść z czarnej dziury szybciej:)

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Samoświadomość i otwartość na psychologiczne teorie bardzo pomaga. Ludzie którzy nie mieli z tym wcześniej do czynienia, często mają opór wobec tego, co chce przekazać terapeuta, tym samym potrzebują więcej czasu.
Masz już dobre podstawy do współpracy z osobą, która pomoże Ci wyjść z tej dziury :)

Miłosz Kania
Gość
Miłosz Kania

Nauka robienia lemoniady z tych życiowych cytryn to trudna lekcja. Na pewno można wtedy bardzo wiele się nauczyć. Zwłaszcza wtedy, gdy pierwsze szokujące, często bolesne odkrycia poczynione podczas przetrząsania psychiki i emocji zepchniętych do podświadomości, zostały już dokonane i człowiek ma poczucie, że jest w stanie sobie z tym poradzić. Dla mnie najtrudniejsza jest chyba lekcja stania w miejscu (a czasem cofania się, żeby przepracować coś z przeszłości), o której każdy z zewnątrz myśli, że to efekt mojego lenistwa. Bo ludziom z zewnątrz chyba po prostu nie chce się zauważać, nie mają ochoty wysilić się i dostrzec, że moje życie… Czytaj więcej »

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

To jest to, nie zrozumie Cię w pełni nikt, kto sam nie przeszedł czegoś podobnego – to też lekcja, którą przerabiam, starając się nie obrażać przy tym na tę część świata, która wymaga ode mnie niemożliwego w tym czasie :)