Najbardziej przerażające jest to, że osobnik tkwiący w szponach depresji nie potrafi powiedzieć w jaki sposób dał się pochwycić. Pamiętam taki znakomity dialog w „Słońce też wschodzi”; ktoś pyta Mike’a Cambella, jak to się stało, że zbankrutował, a on mówi: „Stopniowo, a potem nagle”. Kiedy ktoś pyta, w jaki sposób straciłam rozum, tak właśnie odpowiadam.

Elizabeth Wurtzel, „Kraina Prozaca”

Z czym kojarzy Wam się depresja? Jej popularny obraz, wzmacniany przez media to zaniedbana, leżąca osoba, która nie wychodzi z domu, płacze i nic jej nie cieszy. I tak przez kilka tygodni, zanim bliscy od zdenerwowania na jej ‚lenistwo’ i ‚rozwydrzenie’ przejdą do szukania pomocy (ale tak, by sąsiedzi nie widzieli).

To dosyć ponura i trochę przejaskrawiona wizja, ale nie da się zaprzeczyć, że wiedza społeczeństwa na temat objawów chorób psychicznych jest raczej nikła. Co więcej – czasem nawet ta wiedza nie pomaga, bo zanim objawy zaczną być nie do przeoczenia, depresja daje wiele sygnałów, które łatwo zrzucić na karb przemęczenia lub jakiejś fizycznej choroby. Dlatego nauczona doświadczeniem, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na pewne wczesne symptomy, które mogą świadczyć o tym, że ktoś potrzebuje pomocy, a na pewno uwagi.

Irytacja, rozdrażnienie

Nie tylko smutek i apatia – u niektórych depresja powoduje, że najmniejsze drobiazgi wywołują białą gorączkę. Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn z depresją – mało się o tym mówi, ale każda płeć przeżywa tę chorobę nieco inaczej. Mężczyźni mogą być wręcz agresywni i skorzy do wybuchów, co jest niezbyt intuicyjnym sygnałem, że w tym okresie mają zwiększoną wrażliwość na zranienie i mocniej odczuwają wszelkie zawody.

[Widocznie mam męski mózg, bo i u mnie tak się działo. W pewnym momencie drażniło mnie już wszystko – hałasy, głupie dowcipy, ludzie w tramwaju, brak jakiegoś produktu w sklepie. Po dniu pełnym takich porażek miałam ochotę kogoś skopać, a jednocześnie odzywało się we mnie poczucie winy, że w ogóle mam takie myśli. To straszne, błędne koło.]

Powolne myślenie i brak koncentracji

Depresja może wpływać na możliwości poznawcze, pamięć i koncentrację chorego. Dosłownie odczuwa się to jak spowolnienie myśli, a w praktyce przekłada się to na trudności w pracy i nauce. Myślenie, wykonywanie umysłowych operacji, wnioskowanie męczy niemal fizycznie. Na zewnątrz można to zaobserwować, kiedy znane zadania zaczynają zabierać choremu więcej czasu, kiedy przestaje dotrzymywać terminów, opuszcza się w nauce.

[Dziś, przez kontrast z tym, co było wczesnym latem, widzę, jak bardzo sama byłam spowolniona. Napisanie tego tekstu w lipcu zajęłoby 3 razy tyle czasu, a najpewniej po pierwszym akapicie musiałabym się położyć i odpocząć, albo w ogóle bym z tego zrezygnowała. To dlatego od momentu diagnozy praktycznie zrezygnowałam z pisania, wykonując jedynie małe i niewymagające zlecenia. Za to teraz, po miesiącach odpoczynku  wręcz rozpiera mnie chęć tworzenia, tak jakbym chciała nadrobić stracony czas.]

Trudności w podejmowaniu decyzji i rezygnacja z aktywności

Jeśli podjęcie najmniejszej decyzji lub zainicjowanie działania sprawia komuś trudność tak wielką, że woli ich unikać, coś jest na rzeczy. Jeden z amerykańskich psychiatrów opisywał, że jego pacjenci z depresją, mimo że posiadali na koncie pieniądze, tak długo nie mogli  zebrać się do opłacenia rachunków, że często kończyli z odciętym prądem. Dotyczy to rzeczy poważnych, jak i zupełnie drobnych decyzji, typu wybór bluzki, którą założy się na spotkanie.

[Przykład z bluzką potrafię sobie dobrze wyobrazić. W depresji ma się na tyle zniekształcone myślenie, że czasem przykłada się ogromne znaczenie do drobiazgów, więc źle wybrana bluzka świadczy wtedy o naszej beznadziei i o tym, że w ogóle nie nadajemy się do ludzi. A skoro tak, to lepiej zostać w domu. Ale prawdziwej przyczyny nie pozna nikt – na zewnątrz podamy informację, że jesteśmy zmęczeni, albo mamy pilne obowiązki.]

Spowolnienie fizyczne i ciągły brak energii

Depresja przekłada się często na zwiększoną męczliwość, stale odczuwany brak energii, a co za tym idzie – trudności w wykonywaniu codziennych czynności. W najgorszych wypadkach ciężko jest w ogóle wstać z łóżka. W tych mniej nasilonych, kiedy chory jeszcze udaje przed światem (czy nawet sobą), że wszystko jest ok, może to przekładać się na słabszą kondycję i wytrzymałość, więcej czasu potrzebnego do realizacji zwykłych zadań, więcej pitej kawy i energetyków…

[Najgorsze jest to, że zanim zorientujesz się, że taki stan raczej nie jest normalny, przez swoje zniekształcone myślenie wyrzucasz sobie, że jesteś po prostu leniwą bułą i musisz się ogarnąć, tak jak wszyscy wokół. Skoro o wszystkich wokół mowa – oni też nie wiedzą, a że nie wiedzą, to też nie pomagają albo wpędzają w jeszcze gorsze poczucie winy.]

Bóle i choroby nieznanego pochodzenia

Czasem depresja może ukrywać się pod maską fizycznych objawów, konkretnych chorób. Może być powracającymi bólami głowy, pleców, brzucha, wysypkami, zapaleniami… Tak zwane dolegliwości psychosomatyczne pojawiają się znacznie częściej niż mogłoby się wydawać, i jest szansa, że w jakimś okresie życia sam je przeżyłeś pod wpływem silnego stresu lub jakiejś traumy.

[Z tym zmagałam się już od dawna. Nie zliczę ile w ostatnich latach wydałam na badania, leki i suplementy, poszukując przyczyn chorób, których tak naprawdę nie było. Podejrzewano u mnie zaburzenia pracy tarczycy, wadę serca, jakąś chorobę immunologiczną – wszystko bez pokrycia w wynikach badań. Dziś wiem, że wiele z tych objawów (jeśli nie większość) początek miała w mojej głowie. To podwójnie przegrana sytuacja, bo cierpi się naprawdę, a leki nie dają rady. Do tego otoczenie może zacząć podejrzewać, że symulujemy, skoro trwa to tak długo i ciągle coś nam jest.]

Utrata zainteresowania dawnymi aktywnościami

Jednym z najwyraźniejszych objawów depresji jest niezdolność do odczuwania przyjemności z rzeczy, które kiedyś sprawiały nam radość. Kiedy ktoś traci zainteresowanie swoim dotychczasowym hobby, zaczyna unikać spotkań ze znajomymi, nie ma ochoty na seks, bo nic z tego nie daje mu już przyjemności, jest to dość głośny sygnał, że coś jest nie tak. W takim stanie chory zazwyczaj zwiększa ilość czasu poświęcanego na prostsze, niewymagające wysiłku aktywności, jak przeglądanie internetu, czy oglądanie tv.

[Nie wiem kiedy dokładnie zaczęło się u mnie, ale momentem, który szczególnie dał mi do myślenia, był ten, w którym straciłam serce do prowadzenia bloga. To miejsce zawsze dawało mi mnóstwo radości i satysfakcji, nigdy też nie miałam czegoś co nazywają ‚kryzysem blogera’. Aż tu nagle to wszystko po prostu zgasło, a ja poczułam się twórczo bezpłodna.]

Zmiana jakości snu

Książkowym objawem depresji są również zmiany cyklu snu. U wielu osób występuje bezsenność, ale równie dobrze może to być nadmierna senność, czy wyjątkowo płytki sen.

[Nigdy w życiu nie miałam problemów z bezsennością, ale za to w pierwszym okresie choroby miałam wrażenie, że moje sny są puste, nie pamiętałam niczego, co mi się śniło, nie czułam się zregenerowana. Mimo wszystko traktowałam spanie jako ucieczkę i często zasypiałam w środku dnia.]

Zmiana apetytu

Sytuacja, kiedy je się znacznie więcej niż zwykle albo dużo mniej, i kiedy traci się lub zyskuje ok. 5% wagi ciała w ciągu miesiąca, może być wskaźnikiem depresji.

[Tutaj dodam tylko, że w trakcie terapii i intensywnej pracy nad sobą przytyłam 4 kg, co kiedyś było zupełnie nie do osiągnięcia.]

Poszukiwanie komfortu

Osoba w lekkiej lub umiarkowanej depresji, kiedy jeszcze nie zdaje sobie sprawy ze swojej choroby, może szukać różnych form pocieszenia, przyjemności (nie zawsze zdrowych), byle tylko poprawić sobie humor. A że najczęściej nie przynosi to efektu, sięga po jeszcze więcej. Stąd krótka droga do uzależnień… i zaległości w obowiązkach.

[Zawijanie się w kocyk i oglądanie filmów (codziennie 1-2). Kawa, która miała dodać mi energii, ale którą potem piłam już głównie dla smaku i dlatego, że kupowanie jej dawało mi poczucie, że się rozpieszczam. Bezy, ptysie i orzechy laskowe, których w trakcie terapii zjadłam jakieś 8 kilogramów (orzechów, nie ptysi). Śmieszne strony typu joemonster i głupie typu pudelek. Liczne kąpiele i dłuuugie, gorące prysznice. Latem – leżenie plackiem na słońcu, bez żadnego zajęcia i bez żadnej myśli. To właśnie były moje sposoby na poczucie się lepiej, które poprawiały mi humor na jakieś 20 minut, a ostatecznie wpędzały w coraz większe poczucie winy. No właśnie – poczucie winy. Skoro wspominam o nim już 3 raz…]

Poczucie winy

To również bardzo częsty objaw depresji, którego inni raczej nie dostrzegają, a sam chory może uważać za coś świadczącego właśnie o… normalności, a przynajmniej o dążeniu do niej. Kiedy nagle zawala się kolejne rzeczy, izoluje od znajomych, sprawia zawód bliskim i nie może wykrzesać z siebie ani cienia produktywności, pozytywnego myślenia i innych fit postaw, którymi bombardują nas media, łatwo zacząć oskarżać samego siebie i czuć się winnym wobec całego świata.

[Ogromnym skarbem są bliskie osoby, które dają chorym przestrzeń na niedoskonałość, nie wypominają wszystkich zawalonych rzeczy i nie wywołują presji, by natychmiast zacząć sobie radzić. To może nie zmniejsza zupełnie poczucia winy, ale chociaż go nie wzmacnia.]

Trudność w nawiązaniu głębokiego kontaktu

Osoba w depresji może być bardziej niż zwykle zamknięta w sobie i nie dopuszczać innych do swojego wewnętrznego świata. Niby utrzymuje kontakt, prowadzi rozmowy, czasem może spotykać się ze znajomymi z taką samą częstotliwością jak dawniej, ale jednak bystre oko dojrzy, że w pewnym stopniu jest niedostępna.

[Jak powiedziała bliska mi osoba – tuż przed chorobą ‚zniknęłam jej z radaru’. Niby byłam, ale ta moja obecność była inna… mniej wyczuwalna.]

Czarne myśli

Zazwyczaj ciężka depresja kojarzy się z myślami samobójczymi. Równie niebezpieczne są jednak myśli rezygnacyjne, takie jak wolałbym zniknąć, mam wszystkiego dośćrodzinie byłoby lepiej beze mnie, jaki to wszystko ma sens, i tak nie czeka mnie już nic dobrego. Nie warto ich ignorować, bo to właśnie one poprzedzają myśli samobójcze, które są już jasnym wskazaniem do rozpoczęcia leczenia farmakologicznego, a czasami także pobytu w szpitalu psychiatrycznym.

[Sama często miałam myśli o tym, że skoro tak bardzo nie mam siły i jest mi tak źle, mogłabym przespać ciągiem trzy tygodnie. Zastanawiałam się też jak to zrobić, żeby wszyscy się ode mnie odczepili i żebym nie miała żadnych obowiązków. Oczywiście długo nikomu o tym nie mówiłam, bo brzmi to jak klasyczne lenistwo, a nie choroba.]


Oprócz symptomów wymienionych powyżej przypominam oficjalne kryteria epizodu depresyjnego według klasyfikacji ICD-10

Jeśli co najmniej od 2 tygodni występują przynajmniej 2 z następujących objawów:

  • obniżony nastrój,
  • utrata zainteresowań i zdolności odczuwania przyjemności,
  • zmniejszona energia lub większa męczliwość,

oraz przynajmniej 2 z następujących objawów:

  • upośledzenie uwagi,
  • zmniejszona samoocena i pewność siebie,
  • poczucie winy, bezwartościowości,
  • pesymistyczne widzenie przyszłości,
  • myśli i tendencje samobójcze lub samouszkodzenia,
  • zaburzenia snu,
  • zmniejszenie apetytu,

można mówić o epizodzie depresyjnym.

(źródło: Psychiatria. Crash Course, Alasdair D. Cameron).


Pamiętajcie, że depresja depresji nierówna i niektóre epizody mogą objawiać się jeszcze inaczej. Czuję się też w obowiązku podkreślić, że żadna diagnoza przez Internet nie zastąpi wizyty u lekarza. Jeśli z Wami lub kimś bliskim dzieje się coś, co odbiega od Waszego/ich zwykłego zachowania i taki stan utrzymuje się dłuższy czas, polecam zwrócić się od razu do psychiatry. Wizyty czy to na NFZ, czy prywatnie nie wymagają skierowania.