Zdarzyło Ci się kiedyś, że myślałeś o osobie z przeszłości, z którą nie kontaktowałeś się od dawna i nagle, zupełnie znienacka stawała Ci na drodze w obcym dla Was obojga mieście?

Albo, że odkryłeś cudowny zakątek na Ziemi, miejsce do którego zapragnąłeś pojechać i nagle widzisz jego zdjęcie na wielkim banerze, potem dostajesz zlecenie, by napisać o nim artykuł, a kolejnego dnia słyszysz jego nazwę w radio, choć w ogóle nie jest popularne?

Albo długo myślałeś nad rozwiązaniem jakiegoś problemu i nagle słyszysz w autobusie rozmowę ludzi, którzy opisują taką samą sytuację i to, co należy w niej zrobić.

Przypadek, powiesz.

Całkiem możliwe, ale zanim przesądzisz o losowym charakterze takich wydarzeń z Twojego życia, opowiem Ci o synchroniczności.


Synchroniczność

…jest pojęciem wprowadzonym przez C. G. Junga i według niego oznacza:

„jednoczesne pojawienie się pewnego stanu psychicznego i jednego lub więcej zdarzeń, które zdają się znaczącymi paralelami do chwilowego stanu podmiotowego – i, w pewnych przypadkach, vice versa”

Tłumacząc na bardziej ludzki język: to równoczesne występowanie wydarzeń nie związanych ze sobą przyczyną (np. snu czy przeczucia z wydarzeniem w świecie fizycznym), ale mających związek dla obserwatora. Jung wyodrębnił trzy typy synchroniczności:

  • równoczesność stanu psychicznego obserwatora z wydarzeniem zewnętrznym (np. myślę o kimś i minutę później ta osoba do mnie dzwoni);
  • równoczesność stanu psychicznego obserwatora z wydarzeniem zewnętrznym odległym w przestrzeni (mam przeczucie o tym, co dzieje się u osoby mieszkającej kilkaset kilometrów dalej, wkrótce się to potwierdza);
  • równoczesność stanu psychicznego obserwatora z wydarzeniem zewnętrznym odległym w czasie np. mającym nastąpić dopiero w przyszłości (mam sen o jakimś wydarzeniu i za miesiąc jestem świadkiem, jak wszystko wydarza się dokładnie tak, jak miało miejsce we śnie).

Złoty skarabeusz, śliwkowy pudding i inne historie

Można się domyślić, że aby ująć je w kategorie, Jung musiał spotkać się z wieloma przypadkami synchroniczności. I rzeczywiście tak było – doświadczał ich sam, doświadczali ich jego pacjenci, o swoich zbiegach okoliczności donosili mu znajomi i współpracownicy.

Jednym z najbardziej znanych przykładów jest złoty skarabeusz. Jung prowadził terapię pewnej bardzo inteligentnej kobiety, jednak dotarł w niej do momentu, w którym nie potrafił przebić się przez jej racjonalny umysł. Jak wspomina, oczekiwał wtedy już tylko na jakiś cud. Noc przed kolejną wizytą jego pacjentka miała sen, w którym dostała w prezencie złotego skarabeusza. Kiedy następnego dnia opowiadała o tym Jungowi, coś zastukało w okno gabinetu. Jung je otworzył i do pokoju wleciał złoto-zielonkawy, duży chrząszcz, przypominający owada ze snu pacjentki. Złapał go więc i wręczył kobiecie mówiąc: oto twój skarabeusz. I rzeczywiście, był to oczekiwany przełom – pacjentka zrozumiała, że sny mogą wkraczać w obszar jawy i otworzyła się na dalszą terapię.

Inną historią, którą zainspirowała Junga, był przypadek francuskiego poety, Emile Deschamps i jego śliwkowego puddingu. W 1805 roku, podczas swojej wizyty w Paryżu Emile został poczęstowany śliwkowym puddingiem przez pana de Fortgibu, obcego mężczyznę, którego poznał w restauracji. 10 lat później Emile znów udał się do Paryża i w restauracji zamówił śliwkowy pudding, jednak kelner powiedział mu, że właśnie wydano ostatni talerz komuś innemu – jak się okazało… panu de Fortgibu. To jednak nie koniec. W roku 1832 Emile uczestniczył w przyjęciu, kiedy podano śliwkowy pudding. Zażartował więc do swojego przyjaciela, że brakuje tu tylko pana de Fortgibu. W tym samym momencie otwarły się drzwi pomieszczenia i do pokoju powoli wszedł… tak, de Fortgibu, we własnej, już mocno podstarzałej osobie.

Jung przytacza jeszcze przykład Flammariona, astronoma, który pisał książkę o atmosferze Ziemi. Kiedy tworzył rozdział poświęcony sile wiatru, do pokoju wpadł silny podmuch powietrza i wywiał wszystkie jego papiery za okno.

W opowieści jak te obfituje literatura, współczesne gazety, pełen jest ich internet. Ale gdzie szukać ich przyczyny?


synchroniczności


To coś, co przenika i łączy świat

Jung wiązał istnienie synchroniczności z pojęciem nieświadomości zbiorowej, czyli najogólniej – nieuświadamianego, wspólnego dla wszystkich ludzi zbioru wiedzy, stanowiącego źródło instynktów, lęków, postaw uważanych za naturalne, i dostępnego od urodzenia:

„zbiorowa nieświadomość jest ogromnym duchowym dziedzictwem rozwoju ludzkości, odrodzonym w każdej strukturze indywidualnej”

Dziedzictwo to objawia się między innymi w archetypach, obecnych w każdym okresie historycznym i każdej kulturze, także w tych, które rozwijały się niezależnie od siebie i nie miały na siebie wpływu.

Do tego wszystkiego można by wmieszać jeszcze kwantowy model świadomości i świata. W stanie normalnej świadomości postrzegamy świat z jednej perspektywy, mamy jakąś jego wizję, jedną wersję wydarzeń, co jednak nie wyklucza, że współistnieją inne wersje, wymiary, niemierzalne dostępnymi nam metodami, a to wszystko się ze sobą przenika w jednym czasie (czasie w ludzkim rozumieniu – bo to przecież tylko pojęcie, stworzone dla porządku i bezpieczeństwa).

Być może doczekamy momentu, kiedy fizyka będzie w stanie wytłumaczyć takie zjawiska jak jasnowidzenie czy wróżenie. Według obecnego stanu wiedzy (czy może raczej – przypuszczeń), mogą one być właśnie podłączaniem się do nieświadomości zbiorowej lub innych wymiarów świata. Odpowiednio ‚dostrojeni’ wróżbici mają z nimi większy kontakt, a my, losowo lub po zaistnieniu pewnych nieznanych warunków, otrzymujemy z nich przebłyski w postaci synchroniczności, które lubimy nazywać przypadkiem.


Przypadek?

No właśnie, to dość wygodna szufladka, w której pomieścić można wszystko to, co wymyka się racjonalnej zasadzie przyczyny i skutku. Łatwo jednak popaść w drugą skrajność i doszukiwać się wyjątkowego znaczenia wszędzie, w najdrobniejszych wydarzeniach i zbiegach okoliczności (psychologia przestrzegałaby tu przed myśleniem magicznym). Przeciwnicy idei synchroniczności podkreślają, że zjawiska tego nie da się udowodnić, trudno bowiem zaprojektować eksperyment, który mógłby je potwierdzić. Powołują się też na rachunek prawdopodobieństwa, a każdy ‚nawiedzony’ fan takich idei tylko umacnia ich w swoich przekonaniach.

Jak więc połączyć to, co nie daje się połączyć?

Ian Stewart w swojej książce „Liczby natury” nie daje żadnej konkretnej odpowiedzi, ale podsumowuje te wątpliwości zgrabnymi słowami:

„Przez wiele stuleci ludzkie myślenie o przyrodzie oscylowało pomiędzy dwoma przeciwstawnymi punktami widzenia. Zgodnie z jednym poglądem, wszechświat podlega stałym, niezmiennym prawom, a wszystko istnieje w dobrze określonej obiektywnej rzeczywistości. Przeciwny pogląd jest taki, że nie ma czegoś takiego jak obiektywna rzeczywistość; wszystko jest przepływem i zmianą. […] Musimy całkowicie wydostać się z tej bezowocnej gry. Musimy znaleźć sposób na odejście od tych przeciwstawnych obrazów świata – nie po to, aby poszukiwać syntezy, lecz żeby ujrzeć je jako cienie pewnego wyższego porządku rzeczywistości – cienie, które są różne tylko dlatego, że patrzymy na ten wyższy porządek z dwóch różnych kierunków. Czy istnieje jednak taki wyższy porządek, a jeśli tak, to czy jest dostępny?”


Po co nam synchroniczności?

Najczęściej spotykane synchroniczności, o których donoszą ludzie z różnych stron świata to:

  • ciągłe dostrzeganie tych samych numerów, zwłaszcza 1111, 222, czy innych podwójnych lub potrójnych, np. na tablicach rejestracyjnych, rachunkach, czy na zegarach,
  • telefon lub wiadomość od kogoś, o kim się właśnie myślało,
  • odtwarzanie w głowie słów jakiejś piosenki i usłyszenie jej chwilę później w radio (zwłaszcza gdy nie jest to aktualny hit),
  • uzyskanie natychmiastowej odpowiedzi na pytanie nad którym się myślało (np. w postaci napisu na billboardzie, czy samochodzie, który się właśnie przed nami zatrzymał),
  • otrzymanie wymarzonego czy potrzebnego prezentu, o którym nikomu się nie mówiło,
  • przypadkowe spotkanie kogoś, kto pomaga w problemie.

Alex Marcoux, badaczka synchroniczności i autorka książki „Lifesigns: Tapping the Power of Synchronicity, Serendipity and Miracles,” twierdzi, że zjawiska te mogą prowadzić do pełniejszego i bardziej satysfakcjonującego życia. Mówi, że synchroniczności pomagały jej podjąć wiele życiowych decyzji. Zapytana, jak odróżnić je od zwykłego przypadku podpowiada, że takie wydarzenia są jednocześnie: nieprawdopodobne, znaczące dla niej jako dla obserwatorki i że w momencie ich dostrzeżenia przychodzi nagłe zrozumienie, są jak objawienie.

Jeśli czujesz, że przypadki, których doświadczasz miały szczególne znaczenie, właśnie tak możesz je traktować: jak drogowskazy, wskazówki od wyższego ‚czegoś’, sygnały zachęcające do otwarcia się na niemożliwe, nieznane. Niektórzy twierdzą też, że coraz częstsze dostrzeganie synchroniczności to znak duchowego przebudzenia… ale to już materiał na zupełnie inną historię.

Niezależnie w co wierzysz i jakie nadajesz znaczenie takim wydarzeniom, jestem ciekawa, czy jakichś doświadczyłeś. Jeśli tak, podziel się swoją opowieścią w komentarzu!