Rozmawiałam ostatnio z kimś na temat planowania i podczas tej rozmowy, krótkiej, lecz inspirującej wyrzuciłam z siebie, że plany mnie drażnią. Zwłaszcza te noworoczne. I że nie jestem dobra w ich realizacji. Zastanowiłam się później, co spowodowało we mnie taki opór i doszłam do wniosku, że po prostu jeszcze nie znalazłam swojego sposobu na planowanie.

Parę dni później, z mazakiem w ręku patrzyłam na kalendarz, który zawiesiłam na swojej tablicy korkowej. Odruchowo zamalowałam końcówkę słowa styczeń, bez kreski nad n. ZEN. Zen. Tak bardzo brakowało mi tego stanu, że ostatnio wszędzie widziałam znaki wskazujące, że powinnam pozwolić mu na zaistnienie.

Potem spojrzałam na dwa kolejne miesiące. I na całą resztę. Nagle, zupełnie jak w „Pięknym umyśle” z ich nazw zaczęły się wyłaniać ukryte w nich słowa. Takie, z którymi od razu poczułam jakiś związek i z których postanowiłam stworzyć wyzwania. Bo każde odpowiada za coś, czego pragnę, za co od dawna chciałam się zabrać, z czym chcę się zmierzyć i czemu przyjrzeć lepiej. Brzmi jak plan! I to plan w kształcie, który jestem w stanie zaakceptować i na którego spełnienie wyczekuję z ekscytacją szczeniaka przed spacerem.


 

12 WYZWAŃ NA ROK 2017


stycZEN 

do końca stycznia zostało wprawdzie już niewiele czasu, ale każdego z tych dni będę robić coś, żeby zbić poziom stresu i dokopać się do tego niewyczerpanego źródła szczęścia, które wszyscy w sobie nosimy. Do stanu ZEN.


luTY 

TY, czyli tym razem nie ja, tym razem skupiam się na ludziach obecnych w moim życiu i tych, których chciałabym jeszcze do niego przyciągnąć. Jesteś sumą 5 osób z którymi spędzasz najwięcej czasu – coraz bardziej utwierdzam się w tym, jak prawdziwe są te słowa.


MARZĘc

w marcu zobaczyłam słowo marzę. I chyba nie bez powodu marzenia, nawet te całkiem szalone, są ważnym pokarmem duszy. Przynajmniej mojej. Dlatego podczas tego miesiąca będę skupiać się bardziej metodycznie niż zwykle, na tym, co mogę zrobić, by popchnąć do przodu moje zachcianki z listy before I die. Określić zasoby i osoby, których będę potrzebować do ich spełnienia. I przejrzeć, czy wszystkie nadal pociągają mnie tak samo.


kwieCIEŃ 

cień w psychologii oznacza wyparte treści osobowości. Najczęściej opisywany jest jako nasza ciemna strona. To, co z siebie wypieramy, często projektujemy na inne osoby tej samej płci. Dobrą wskazówką do szukania swojego Cienia jest więc przyglądanie się temu, co w innych ludziach budzi naszą niechęć, co uważamy za drażniące i jakie cechy oceniamy jako niepożądane. Po wyciągnięciu na światło dzienne, można jednak wykorzystać je jako dodające siły zasoby, jako zrównoważenie naszych słabości. W kwietniu będę więc badać swój Cień.

Jeśli zaciekawił Cię  ten temat – polecam krótkie wprowadzenie: pozaschematy.pl/2007/04/10/poznaj-ipokochaj-swoj-cien


MAj

w maju przejdę do zupełnie innego tematu. MA, czyli posiada. Skupię się na swoich zasobach materialnych, na finansowych planach, na rzeczach które mam, które chcę mieć i które są mi już zbędne. W tym temacie zawsze jest pole do usprawnień.


czerWIEc

w moim czerwcu skrywa się słowo wie, co oznacza, że uwagę poświęcę stanowi swojej wiedzy i temu, o jakie dziedziny chciałabym ją poszerzyć, a także informacjom, jakim pozwalam przez siebie przepływać. Nie na wszystkie jest w moim życiu miejsce, a niektórych jest znów za mało. 30 dni powinno być wystarczającym czasem na określenie priorytetów i wprowadzenie zmian.


liPIEC 

piec, czyli co mnie grzeje, co podsyca płomień. W środku gorącego (mam nadzieję) lata, będę zastanawiać się nad tym, które elementy mojego życia ogrzewają mnie od środka, a które gaszą mój ogień. I robić wszystko, żeby tych pierwszych było więcej, ale też by jedne i drugie znajdowały się pod kontrolą.


sierPIEŃ 

pień to podstawa, to filar, to niewzruszony fundament, który pozostaje stały i żywy, niezależnie od przemian pór roku i chwilowych kataklizmów. W sierpniu chcę dotrzeć do mojego pnia, czyli tego co we mnie niezmienne, do zasad, tych nielicznych, których się trzymam; poświęcić im uwagę, zaplanować jak je odżywiać, rozejrzeć się też, czy jest coś, czym mogłabym uzupełnić swoją podstawę.


WRZEsień

co we mnie wrze, co doprowadza do wściekłości, co złości. Takie wybuchy nie zdarzają mi się zbyt często, uciekam przed złością, nie znoszę jej też u innych. Tymczasem jej pojawienie się jest zawsze cenną informacją o granicach mojego ja. Samej złości można używać też jako silnej energii, którą da się przekuć w coś bardziej konstruktywnego, w źródło zmian i kreatywności. Nad tym pochylę się we wrześniu.


PA!ździernik

w październiku powiem PA! rzeczom, które mi nie służą. Rzeczom z każdej sfery życia, jaka przyjdzie mi do głowy. Nazwijmy to jesiennymi porządkami. Gruntownymi.


liSTOpad

listopad często był dla mnie miesiącem zastoju spowodowanego chłodem, skracającym się dniem i w następstwie – brakiem energii. Dlatego postanowiłam wprowadzić do niego wiele ruchu i świeżej energii, tworząc odpowiednio wcześniej listę zawierającą STO nowych rzeczy, których chciałabym doświadczyć. Wiem, że to daje ponad 3 nowe rzeczy na dzień, ale jako nowości zaliczam też całkiem małe rzeczy, jak przygotowanie nowych potraw, odwiedzenie nowej kawiarni, wypróbowanie innego niż zwykle makijażu itd. Oczywiście będzie tam też miejsce na większe wydarzenia. I tym sposobem już teraz cieszę się na listopad!


gruDZIEŃ 

jak wygląda Twój dzień rozpisany na godziny? Czy byłbyś dumny z tego jak wykorzystujesz dany Ci codziennie czas, gdybyś monitorował każdą swoją czynność? W grudniu podejmę właśnie takie wyzwanie. 31 dni przyglądania się swoim nawykom i temu, jakie sfery życia przekarmiam, a jakie głodzę. Wyniki mogą być zawstydzające… ale i motywujące.


Po każdym miesiącu będę opisywać swoje wrażenia i wnioski z kolejnych wyzwań. Jeśli jesteś ciekaw co z tego wyniknie, zostań ze mną :)


***

Kiedy zapisywałam w kalendarzu wyzwania na każdy z miesięcy, uderzyło mnie, że już gdzieś trafiłam na takie intencje opisywane jednym słowem. Chwila poszukiwań i dotarłam do projektu ONE LITTLE WORD, zapoczątkowanego w 2006 przez Ali Edwards. Ali na początku stycznia zawsze wybiera jedno główne słowo, które staje się jej przewodnikiem w trakcie całego roku. To słowo pełni rolę kompasu, który w morzu codziennych spraw nie pozwala zgubić z oczu większego celu.

Ja zachęcam do tego, żebyś oprócz intencji przewodniej na cały rok postawił sobie mniejsze cele, wyzwania na każdy miesiąc. Mogą być dopasowane do specyficznego klimatu każdego miesiąca albo całkiem od niego odległe. Sam wiesz najlepiej, nad czym chciałbyś popracować albo co Cię od dłuższego czasu przyciąga i prosi o uwagę.

Żeby zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu, spróbuj myśleć o nich nie jako postanowieniach, a wyzwaniach właśnie. Najlepiej w formie pytania (czy uda mi się to zrobić? czy jestem w stanie to osiągnąć?). W jaki sposób zadawanie pytań zwiększa motywację do działania, jak pobudza mózg do wykazania się, wyjaśnia ten wpis o zaklinaniu rzeczywistości.


PS:

moja całoroczna intencja zawiera się gdzieś między słowem PRAWDA a INTUICJA. Nie chcę tracić z oczu tej pierwszej, a jako narzędzie do tego będzie mi służyć druga. Wierzę, że każdy z nas ma intuicję, ale nie każdy skalibrowaną na tyle, by w pełni jej ufać. Przez cały rok będę więc badać jej temat (również od strony naukowej), wsłuchiwać się w nią i starać wyostrzyć.

słowo przewodnie roku


A Ty, masz jakiś motyw przewodni dla tego roku?