Każda etykieta, jaką nakładamy na siebie lub innych, jest mieczem obosiecznym. Niesie ze sobą zarówno możliwości, jak i zagrożenia. Niesie też ciekawe informacje o nas samych. Wystarczy przyjrzeć się temu, jakie emocje w nas budzi. Dlaczego AKURAT TAKIE?


Ile razy piszę czy wspominam o jakichkolwiek podziałach charakterów czy temperamentów, jak choćby na ekstra- czy introwertyków, zawsze znajdzie się ktoś, kto za wyższy cel postawi sobie zapoznanie mnie ze szkodliwością takiego nakładania etykiet. Dzieje się to na tyle często, że straciłam już chęć do powtarzania dlaczego się na to w ogóle decyduję, dlaczego nie widzę w tym samego zła. Porozmawiajmy więc o tym raz, a konkretnie.



TAK, ISTNIEJE NIEBEZPIECZEŃSTWO…


 

Zacznijmy od jednego – zgadzam się z tym, że etykiety MOGĄ być niebezpieczne, mogą sprawiać, że będziemy skupiać się wyłącznie na tych cechach, które się z nimi wiążą i zamykać na możliwość dostrzeżenia tego, co poza nimi.

U osób, które nie zadają sobie trudu, by opierać swoje oceny na większej ilości przesłanek, niż kilka etykiet, mogą przyczyniać się do postrzegania drugiego człowieka tylko jako część jakiejś grupy, a nie indywidualność.

U bardziej podatnych mogą wręcz prowadzić do samospełniających się proroctw. Przykład – uznaliśmy kogoś za nieśmiałego, oczekujemy więc, że swoim zachowaniem będzie to potwierdzał. Mając to w głowie, sami możemy prowokować sytuacje, w których ta osoba będzie wypadać jak nieśmiała, np. nie dawać jej dojść do głosu, albo odczytywać jej dłuższe milczenie jako efekt stresu i lęku przed mówieniem. Nasze podejście szybko staje się wyczuwalne, więc osoba ta, w reakcji, rzeczywiście może zacząć się wycofywać. A my przybijamy sobie samym mentalną piątkę, zadowoleni, że tak szybko i TRAFNIE! rozpoznajemy ludzkie charaktery.

[Warto zwrócić uwagę, że działa to nie tylko w przypadku negatywnych etykiet, ale i tych pozytywnych. Jeśli uznamy kogoś za miłego czy zdolnego… resztę dopowiedzcie sobie według wzoru.]


 

…ALE TRUDNO GO UNIKNĄĆ


 

Mimo tego wszystkiego, trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie w dzisiejszym świecie BEZ ETYKIET. Na co dzień przyswajamy tak potężne dawki informacji, że gdybyśmy nie porządkowali ich od razu, wkładając w różne szufladki, pewnie popadlibyśmy w obłęd… albo niczego nie zapamiętali. Bez etykiet trudno byłoby nam też zbudować swoją tożsamość i poczucie przynależności do społeczeństwa.

Mówisz, że Ciebie to nie dotyczy?

A jak byś opisał siebie, gdybyś miał… wystartować w Familiadzie?

– Jestem mamą trójki chłopców, księgową, kocham koty i żarty pana prowadzącego, w wolnych chwilach oglądam programy historyczne i uprawiam warzywa na działce.

– Jestem freelancerką, wegetarianką, tworzę rękodzieło, uczę się szwedzkiego, w przyszłości chcę napisać książkę.

A jak opisałbyś siebie niewidomemu?

– Jestem blondynką o niebieskich oczach, mam wysokie kości policzkowe, 1,70 wzrostu i ważę 50 kg. Teraz mam na sobie niebieską bluzę, krótką plisowaną spódnicę i zakolanówki.

– Jestem brunetem o ciemnej karnacji i czarnych oczach, mam 1,85 i jestem dobrze zbudowany. Mam na sobie czarne spodnie i czarną, dopasowaną koszulę. 

Tak to zazwyczaj wygląda. Ale możesz też spróbować inaczej. Mniej definiująco.

– Nie chcę wpisywać się w żadną kategorię, jestem człowiekiem, nie opisuje mnie moja płeć ani wiek ani zawód ani wygląd ani poglądy polityczne, ani to co jem. Jestem… po prostu jestem.

Ok, nie dający się opisać człowieku, o czym w takim razie możemy ze sobą porozmawiać, jaki nawiązać kontakt, kiedy nie dajesz mi żadnego punktu zaczepienia? Jak mam cię traktować, by przypadkiem nie urazić?

Wiem, że przechodzę do skrajności, ale zawsze mam ochotę zapytać osobę, która tak odżegnuje się od etykiet, dlaczego chce żeby jej partner nazywał ją dziewczyną/chłopakiem, a to co ich łączy – związkiem? Czy to też nie jest ograniczające? Albo, jak w powyższym przykładzie, poprosić, by opisała siebie, nie używając żadnej etykiety.

Dlaczego więc tak oburza się, kiedy próbują robić to inni?


 

NIE JESTEŚ PIĘKNYM, UNIKALNYM PŁATKIEM ŚNIEGU


 

Mam pewną obawę, że gwałtowne, negatywne reakcje na stosowanie wobec nas etykiet po części wynikają z naszego… narcyzmu. Tak, narcyzmu. Według niektórych badań, w ciągu ostatnich 30 lat częstotliwość występowania postaw narcystycznych wzrosła u amerykańskich studentów o 30%* (jakby w odpowiedzi na to, podczas rozdania dyplomów w jednej ze szkół średnich wygłoszono mowę pod znamiennym tytułem nie jesteś wyjątkowy, która szybko stała się viralem). Polscy naukowcy twierdzą, że o pokoleniu narcyzów można mówić także u nas. Współczesna kultura bardzo promuje indywidualizm, a nawet skupienie na sobie. Efekty widać i na Instagramie, i na LinkedIn.

Jak to wszystko pogodzić z sytuacją, w której ktoś przykleja nam etykietę, wpisującą w kategorię, w której oprócz nas znajdują się setki, tysiące, miliony innych ludzi w kraju i na świecie?

Uparcie chcemy wierzyć, że mamy w sobie choćby część cech, które czynią nas wyjątkowymi, nadają nam unikalności, które mogą wprawić innych w zachwyt. Jednak statystyki miażdżą – jest nas zbyt dużo, by jakakolwiek właściwość pozostawała niepowtarzalna. 38,5 miliona Polaków. Ponad 7 miliardów ludzi na świecie. Jestem pewna, że wśród nich istnieją osoby, w których mogłabym przejrzeć się jak w lustrze. Ba, kilka podobnych z wyglądu już spotkałam. I ciągle trafiam na ludzi, których twarze wyglądają jak twarze znajomych, którzy powtarzają opinie, które już gdzieś słyszałam, których życiowe historie opierają się na tym samym zwrocie akcji, którzy w podobnych sytuacjach zachowują się podobnie, którzy wyznają te same wartości, a do tego jedzą to samo na śniadanie i ubierają się podobnie.

Nawet ci, którzy całe swoje życiowe podporządkowują temu, żeby wyróżnić się, odstawać, być innymi – ostatecznie kończą z bardzo podobnym efektem. I można nadać im wspólną z tysiącami innych etykietkę: „nie chcę by nadawali mi etykiety!”. 

Nie jesteśmy tacy wyjątkowi. Nie jesteś taki wyjątkowy. Ty i ja jesteśmy jak cała masa innych ludzi.

Kiedy pozwolisz sobie na przyznanie tego, życie może stać się dużo lżejsze. Co więcej, zyskają na tym Twoje kontakty z innymi. W końcu poczucie łączności bierze się przede wszystkim z podobieństw, nie z ‚uznawania swojej indywidualności’.

 

 


CZY WIERZYSZ W ZMIANY?

OD CZEGO ZALEŻY TWOJA SAMOOCENA?


 

Ludzie dzielą się na tych, którzy wierzą, że człowiek może się zmienić i na tych, którzy uznają, że charakter, typowe zachowania są dane nam raz na zawsze. Ludzie dzielą się też na tych, którzy obraz siebie tworzą na podstawie własnych osiągnięć i dokonań, i takich, których samoocena buduje się z cegiełek podawanych przez innych: ich opinii, ocen, poglądów, pochwał i nagan.

Badania pokazały, że tym pierwszym dużo łatwiej jest uczynić w życiu postęp, przełamać trudności, nauczyć się czegoś nowego. Zresztą, nie trzeba było tego potwierdzenia – to dość logiczne.

Mam podejrzenie, że wśród osób, które tak nerwowo reagują na etykietki, wiele jest takich, które uważają, że kiedy coś się do nich przyklei, to już żadnym sposobem nie będzie dało się tego oderwać. A nawet jeśli, to resztę życia spędzi się potem na skrobaniu pozostałego kleju. I wiele takich, w których przypadku każda etykietka przyklejona przez inną osobę pozostawia trwałe piętno. Klej staje się żrącym kwasem.

Nauka nie ma jeszcze jednej odpowiedzi na to, jak bardzo jesteśmy podatni na zmiany i na ile możliwe jest przełamywanie stygmatów i etykiet. Znam ludzi, którzy przez całe życie pozostają tacy sami, nawet mimo tego, że ta toż-samość wydaje im się mocno ciążyć. Znam też takich, którzy rzeźbią w sobie samych jak w skałach, wykuwając na nowo lepszy, piękniejszy, bardziej funkcjonalny obraz siebie. Myślę więc, że póki co, tę odpowiedź tworzy na bieżąco każdy z nas – swoim nastawieniem i przekonaniami.


 

CO MOŻESZ ZROBIĆ ZE SWOIMI ETYKIETKAMI?


 

Nosić z dumą. 

Traktować jako swój atut. Oznakę, że w jakimś wymiarze jesteś wyrazisty. I wykorzystywać tę wyrazistość. Wszystko można w jakiś sposób wykorzystać, nawet w pozornie negatywnych cechach da się odnaleźć możliwości (zobacz podpunkty o super mocach 4 typów introwertyków). O ile tylko potrafi się do nich przyznać.

PS – a propos introwertyzmu – odkąd odkryłam, że na skali temperamentów bliżej mi do intro niż ekstra, łatwiejsza stała się dla mnie akceptacja cech, które się z tym wiążą. Akceptacja jest z kolei pierwszym krokiem do zmian. Nie zmienimy niczego, jeśli nie zaakceptujemy najpierw stanu wyjściowego. Aktualnie pracuję nad przejściem bliżej środka tej skali, tak by łączyć w sobie najlepsze cechy z obu krańców. Best of both worlds, jakby to powiedziała Hannah Montana.


Przyglądać się i analizować.

Każda z takich mocnych reakcji na nakładaną nam przez kogoś, albo używaną w stosunku do innych etykietką, może być inspiracją do głębszego wglądu w siebie, w rzeczy, które staramy się wyprzeć.

Świetnie opisuje to jeden z moich ulubionych cytatów, autorstwa Edwarda Stachury:

Jeżeli coś do­tyka cię, znaczy: do­tyczy cię. Jeżeli­by nie do­tyczyło cię – nie do­tykałoby cię, nie zrażało, nie ob­rażało, nie drażniło, nie kuło, nie ra­niło. Jeżeli bro­nisz się, znaczy: czu­jesz się ata­kowa­ny. Jeżeli czu­jesz się ata­kowa­ny, znaczy: jes­teś cel­nie tra­fiony. Miej to na uwadze.


Traktować jako źródło informacji zwrotnej.

Etykietki które nam się przykleja, są świetną informacją na temat pierwszego wrażenia, jakie wywieramy na ludziach. Jeśli nie chcemy robić akurat takiego, zamiast się obrażać i apelować o brak stygmatyzacji, lepiej będzie zmienić to, co da się zmienić. A jeśli nie mamy ochoty na zmiany, albo jakiejś cechy naprawdę nie da się zmienić (jak np. koloru skóry) – wtedy pozostaje nam zmienić swoje podejście do niej i do reakcji ludzi na nią.

PS – Jakiś czas temu, poznając nową osobę, znów usłyszałam, że jestem nieśmiała. Mogłabym się tego wypierać, protestować – kiedyś zresztą tak bym zareagowała. Dziś cieszę się z tego feedbacku, jest informacją, że w mojej pracy nad sposobem prezentacji siebie światu, jest jeszcze trochę do zrobienia. 


Używać jako skrótu na drodze do innej osoby.

Nosimy tę samą etykietkę? Świetnie, w pewnych wymiarach będzie nam się dużo łatwiej porozumieć i do siebie trafić. A potem poznać te rzeczy, którymi się różnimy. Jednak wydźwięk tych różnić będzie dużo łagodniejszy, bo nawiązaliśmy już ze sobą łączność.


Ignorować i dalej robić swoje.

Kto zechce, zmieni o nas z czasem zdanie, kto nie, wcale nie musi. Na szczęście nie w każdym przypadku musimy się o to starać.




* – jeszcze więcej statystyk i myśli na temat amerykańskiego narcyzmu prosto od źródła:
economist.com/news/books-and-arts/21651767-how-get-narcissism-thoughtfulness-you-are-not-special Polecam!