Parę lat temu znałam pewną dziewczynę. Nazwijmy ją Julią, w końcu żadne imię nie kojarzy się tak mocno z ideałem romantycznej miłości. Właściwie za każdym razem, kiedy miałam okazję z nią rozmawiać, była zakochana. I albo właśnie poznawała nowego faceta, albo kombinowała jak wydostać się z jakiegoś związku… przez poznanie nowego faceta.

Jej znakiem charakterystycznym było roziskrzone spojrzenie, uśmiechy posyłane w stronę ekranu telefonu, spora liczba opuszczonych godzin na uczelni i notoryczne odwoływanie spotkań ze znajomymi. Bo coś jej wypadło. „Coś” miało zazwyczaj ciemne włosy i brązowe oczy. Czasem piwne.

Na ostatnich w ciągu dnia zajęciach poprawiała usta szminką i po wybiciu odpowiedniej godziny pierwsza znikała z sali.

Lojalność wobec kobiet nie była najmocniejszą stroną Julii, bo całe jej pokłady inwestowała w swoich chłopaków. Nic dziwnego więc, że z czasem koleżanki ze studiów czy współlokatorki zaczęły traktować ją pobłażliwie i stopniowo przyklejała się do niej mało pochlebna opinia. Julia wydawała się tym jednak nie przejmować – w końcu zawsze miała pod ręką jakiegoś przyjaciela i niezliczonych kolegów, zapewne czekających w kolejce na jej zainteresowanie. Sama zresztą powtarzała, że „o wiele lepiej dogaduje się z facetami”.

W tym także facetami koleżanek.


***


Kiedyś, przez zrządzenie losu utknęłyśmy na dłużej w jednym miejscu. Chcąc nie chcąc, zaczęłyśmy rozmawiać o czymś więcej, niż sprawach związanych z uczelnią. I to był moment, kiedy zmieniłam o niej zdanie. Choć dotąd, patrząc przez pryzmat jej zachowania (i urody lalki) uznawałam ją za nieco infantylną, a może nawet… ograniczoną, Julia okazała się zaskakująco inteligentna. Kiedy dało się jej szansę, była bardzo ciekawym, pełnym pasji rozmówcą, składającym zdania w sposób, który przyprawiłby o dreszcz rozkoszy literatów. Wciągnęłam się w jej opowieści na tyle, że zaczęłam rozumieć, co widzą w niej ci wszyscy chłopcy i mężczyźni.

W tamtym okresie znów przechodziła fazę ostrego zakochania, przez co nie mogła utrzymać zbyt długo zamkniętych ust.  I dzięki temu, bez specjalnego drążenia, poznałam jej sekret. Dowiedziałam się, co zrobiło z Julii Julię.


***


– Wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze? – pytała, i nie czekając na pozwolenie wyrzuciła z siebie całą litanię. – Ten pierwszy okres, kiedy jesteś jeszcze niepewna, kiedy niczego sobie nie powiedzieliście, nic nie zostało uzgodnione. Kiedy wszystko co masz, to domysły. Te wszystkie dwuznaczne flirty, które nie wiadomo, czy są flirtami, czy tylko dopisałaś sobie do nich znaczenie, którego nigdy nie miały. Te wieczory i noce, kiedy nie możesz przestać o nim myśleć, choć wiesz, że nie powinnaś. To uczucie gdzieś w brzuchu, a czasem w gardle, dławiące, ciężkie, a jednocześnie dziwnie przyjemne… To, jak nagle nabierasz sił i odwagi do działań, o które byś się wcześniej nie podejrzewała… Znasz to?

Znałam.

W chwili, gdy to mówiła, zaczynałam rozumieć, dlaczego wcześniej jej nie lubiłam. To wcale nie przez to, że nie można było na niej polegać, to nie jej opinia. To właśnie dlatego, że cały czas widziałam w niej kawałek siebie, tę słabość, podatność i bałam się, że w którymś momencie mogę stać się taka sama. Stracić kontrolę, odrzucić cały porządek dni i tygodni, długofalowe plany, tylko po to, by znowu to czuć. By wypełnić się całą tym rozkosznie mocnym, dzikim uczuciem. Tym rozpaczliwie krótkim, męczącym uczuciem.

Julia ciągnęła dalej.

– Spróbowałam kiedyś amfetaminy. Na początku to coś podobnego. Podnosisz oczy znad stolika, na którym ktoś usypał kreskę i już czujesz jak to się zbliża, jak narasta, jak krew w tobie przyspiesza i kilka minut później wszystkie kolory są jaśniejsze, dźwięki głębsze, a ty sama lżejsza, piękniejsza, bardziej bystra. Czujesz jakby ktoś nałożył ci koronę i dał pozwolenie: teraz możesz wszystko. Właśnie ty możesz wszystko. Próbowałaś kiedyś?

Pokiwałam głową, żeby tylko nie przerywała opowieści.

– No więc wiesz, ile to trwa i jak jest parę godzin później. Jak wygląda następny dzień. Czujesz się taka tępa, nieostra, wszystko dociera do ciebie z opóźnieniem. Walczysz z brakiem apetytu i jednocześnie głodem,  jesteś zmęczona, ale nie możesz zasnąć. Śmierdzisz, masz dreszcze i przysięgasz sobie, że już nigdy więcej – wzdrygnęła się, jakby na wspomnienie. –  Zupełnie inaczej jest z kokainą.

– Też próbowałaś? – zapytałam ją, orientując się, że od dłuższej chwili wstrzymuję oddech. Zawsze tak robię, kiedy jestem porażona czyjąś niespodziewaną, głęboką szczerością.

– Raz. To drogi sport. Ale totalnie rozumiem, dlaczego ci wszyscy bogaci i znani ludzie ją wybierają. Jeśli amfetamina czyni cię księżniczką, kokaina robi z ciebie królową. I schodzi dużo łagodniej. Po prostu mija i jedyne co czujesz po godzinie, to że wcześniej było lepiej. A teraz jest nudno i jakoś tak… szaro. Bogaci sięgają wtedy po kolejną kreskę, ja musiałam wrócić do domu. Całe szczęście, nie sama – zakończyła, puszczając do mnie oko w tak naturalny i zgrabny sposób, że popadłam w kompleksy. Ostatni raz, kiedy sama tego próbowałam, usłyszałam od chłopaka „coś ci się stało?”.

 Dłuższą chwilę ważyłam jej słowa w ciszy, aż wyjaśniła mi swoją filozofię bardziej dosadnie.

– Stały związek, miłość, jest jak amfetamina. Zauroczenie jak kokaina. Oba są podobne na początku, z tymi wszystkimi super mocami, oba mijają, ale drugie ma tę przewagę, że przechodzi bez większego bólu. Po pewnym czasie zaczyna cię po prostu nosić. Jedyna różnica jest taka, że w przypadku zauroczenia nie potrzebujesz większej dawki, żeby znowu to poczuć. Wystarczy, że dawka jest… inna. Inne imię, inna historia, inne dłonie.

– Nie myślałaś o tym, żeby to przerwać? – zapytałam chyba tylko dla formalności, nie wierząc nawet przez chwilę, że to co mówię, jakkolwiek na nią wpłynie.

A ona tylko spojrzała na mnie z tym rozbrajającym uśmiechem, za który niejeden facet dałby się pokroić. Dziwnym trafem, właśnie wtedy przypomniało mi się zdanie z któregoś wykładu: „orientacja seksualna rozciąga się na kontinuum, zwłaszcza u kobiet jest bardziej płynna”. Odwróciłam wzrok, przenosząc go do wnętrza torebki i z zapałem zaczęłam szukać niczego.

– Kiedyś pojawi się ktoś taki, dla kogo będę wiedziała, że warto przestać – powiedziała po chwili. – Jak widać to jeszcze nie ten czas.

– A teraz… nie wydaje ci się, że ich krzywdzisz?

Słodka naiwności.

– Raz ja krzywdzę ich, raz oni krzywdzą mnie. Bilans zysków i strat jest podobny, bilans wzlotów i upadków też. Ale mimo wszystko nigdy nie oddałabym tego uczucia, za żadną cenę. Tego, w którym coraz bardziej zbliżasz się do krawędzi, przeciągasz to napięcie, to podekscytowanie, to pytanie bez odpowiedzi… Nadchodzi moment, kiedy wiesz już prawie na pewno, ale ciągle jest w tobie cień strachu, że wszystko okaże się jakąś tragiczną pomyłką, że wyjdziesz na idiotkę. I zbliżasz się do niego po raz pierwszy, albo on zbliża się do ciebie. Ta sekunda między waszymi ustami, ta chwila zanim się dotkną… och, mam wtedy ochotę zamrozić czas, zapisać ten moment, gdyby się dało, włożyłabym go do klasera – westchnęła. – To co dzieje się później, wcale nie jest lepsze. Najpiękniejsze są chwile…

– Między ustami a brzegiem pucharu – odruchowo skończyłam za nią.

I już wiedziałam, że ona też wie. Że rozpoznała we mnie tę cząstkę, która sprawiła, że byłam tam z nią przez cały czas, słuchałam, i wydawałam się rozumieć.



uzależnienie od zakochania



UZALEŻNIENIE OD ZAKOCHANIA ISTNIEJE NAPRAWDĘ

Historia z Julią przypomniała mi się w momencie, kiedy na kilku portalach i blogach psychologicznych, które obserwuję, w jednym czasie pojawiły się artykuły porównujące zakochanie do kokainy. Najczęściej wskazywały one na podobieństwo stanu zakochania do euforii kogoś, kto pali crack. Podkreślały też możliwość wystąpienia przymusu powtarzania tego odczucia, bez chęci przejścia do spokojnej i stabilnej fazy stałego związku.

Zbadałam bliżej temat. Dzisiaj uzależnienie od miłości lub zakochania jest leczone podobnie jak uzależnienie od alkoholu. Istnieją ośrodki i terapeuci, którzy proponują leczenie według systemu 6 lub 12 kroków, są też na całym świecie grupy wsparcia SLAA (sex and love addict anonymous).

Jeśli słowa Julii brzmią dla Ciebie choć po części znajomo, warto żebyś odpowiedział/a sobie na kilka pytań. Może staną się one bodźcem do tego, żebyś zajął się swoim podejściem do związków i miłości na poważnie.


CZY JESTEŚ UZALEŻNIONY OD MIŁOŚCI, ZAKOCHANIA, UWODZENIA? WSTĘPNY TEST 

  • Czy myślałeś kiedyś, że gdybyś tylko znalazł specjalną osobę, taką która pokochałaby Cię w wyjątkowy sposób, byłbyś już szczęśliwy przez resztę życia?
  • Czy zwracasz szczególną uwagę na wzmianki o miłości w filmach i muzyce?
  • Czy zdarzyło Ci się kiedyś zakochać w kimś, do kogo nie byłeś szczególnie przekonany, bo czułeś tak wielką potrzebę zakochania lub bycia w związku?
  • Czy zdarzyło Ci się już na etapie poznawania kogoś dojść do wniosku, że będziesz musiał wiele w nim zmienić, ale nie chciałeś pomyśleć o tym, że ta osoba po prostu nie jest dla Ciebie?
  • Czy trwałeś w złym związku lub wracałeś do byłego partnera tylko dlatego, że nie mogłeś znieść myśli o byciu samym?
  • Czy będąc w związku zastanawiałeś się nieraz, czy na pewno wybrałeś dobrze, albo fantazjowałeś o kimś z Twojej przyszłości, myśląc że z nim byłbyś szczęśliwszy?
  • Czy używasz słów „bratnia dusza” w odniesieniu do związku i liczysz, że gdzieś na świecie jest Twoje idealne dopełnienie?
  • Jaki był najdłuższy okres kiedy pozostawałeś singlem, nie byłeś w nikim zakochany ani nie rozglądałeś się za nową miłością (od 18 roku życia)?
  • Czy po zakończeniu związku dajesz sobie czas na przeżycie ‚żałoby’ i wyleczenie ran, czy natychmiast szukasz nowego towarzystwa?
  • Czy oczekujesz, że Twój partner sprawi, że poczujesz się kochany, godny miłości i zainteresowania?

    (źródło testu: psychologytoday.com/blog/healthy-connections/201012/how-break-the-pattern-love-addiction)

Im więcej z tych stwierdzeń jest Ci bliskich, tym bardziej wskazane jest, żebyś zatrzymał się w miejscu i przyjrzał dokładniej swojemu zachowaniu i swoim związkom. Ann Smith, autorka podlinkowanego powyżej tekstu, radzi również, by starać się dotrzeć do powtarzających się w nich motywów. Być może jest tam coś, co nawiązuje do Twoich dziecięcych doświadczeń? Wiem, że odkrycie tego dla przeciętnej osoby nie jest zbyt łatwe, dlatego czasem najlepszą opcją pozostaje poszukanie profesjonalnej pomocy. To niewielki koszt w porównaniu do perspektywy stracenia całego życia w pogoni za uczuciem nigdy niedającym nasycenia.

Więcej o uzależnieniu od miłości przeczytasz na kilku polskich stronach, szczególnie polecam:

– uzaleznienieodmilosci.pl/page/wzorce – o kilku różnych typach tego uzależnienia, niektóre, jak np. wzorzec fantazji lub uwodzenia wydają się dosyć niewinne (pozornie!) i niepokojąco rozpowszechnione;

– slaa.pl – Polska Wspólnota Uzależnionych od Seksu i Miłości;

– kobieceserca.pl – Fundacja Kobiece Serca, dla kobiet uzależnionych od miłości, polecam zwłaszcza zakładkę DIAGNOZA, gdzie znajdują się bardziej rozbudowane testy (uzależnienia od miłości, wzorców uzależnienia od miłości, miłości obsesyjnej, kochania za bardzo, seksoholizmu) oraz czytelnia, gdzie polecane są książki na ten temat (w tym jeden ebook do darmowego pobrania).


 

30
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
Wspomnienia października i listopada 2016 - Pani KulturaGość30 pomysłów lepszych, niż kolejne zakochanie - Króliczek DoświadczalnyDotee - Witaj SłońceAnka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Igor Mróz
Gość

Dobre, naprawdę dobre. Pozwolę dorzucić sobie swoje trzy grosze.

Pewne przypuszczenie.

Stawiam, że prawdopodobieństwo, że ktoś uzależni się od zakochania jest wprost proporcjonalne do jego ogólnie pojętej atrakcyjności.

Dlaczego?

Bo to bardzo miło czuć tę niepewność i inne trele morele, o których prawi Julia, kiedy wie się, że na 75% „się raczej uda”, a jak nie to są i inni chętni w okolicy.

Nie mając za fajnych doświadczeń/mniemania o sobie, ciągnie nas chyba do słodkiej, stabilnej, nudnej, pewnej monogamii.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Tu się zgodzę. Widzę po sobie :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Myślę że to bardzo trafne przypuszczenie. Ostatnio trafiłam na coś na ten temat w kontekście przyjaźni damsko – męskiej. Działa tu taki ciekawy mechanizm: 1 – Osoba A, która ma jakieś uczucia wobec B, zaczyna projektować na nią swoje uczucia. 2 – Osoba A wierząc, że jest szansa na odwzajemnienie, zaczyna doszukiwać się w B potwierdzenia reakcji na swoje zachowanie. Jeśli je zobaczy (choćby nawet były tylko fantazją i nadinterpretacją), jej działania będą spotęgowane. 3. Nasilone działania A (w wyniku wtedy jeszcze fałszywych założeń), sprawiają że B w końcu też zaczyna patrzeć na nią jak na obiekt seksualny/miłosny. Jest większe… Czytaj więcej »

Monika
Gość
Monika

Zgadzam sie w zupelnosci , gdybym nie byla z stalym zwiazku , bylabym Julia ..Sama nie wiem czy powinnam sie z tego cieszyc czy smucic , ze nie moge poflirtowac , ale mam tendencje do tego by uwidzic facetow wlasnie takich nie swiadomych . Aktualnie jest to moj trener personalny , robie to zupelnei nie swiadomie , ale dzieki temu ze przychodze na kazda sesje i oprocz tego jeszcze 2 razy w tygodniu , moja kondycja jest bez porownania – skutek uboczny .

Marta Maksylewicz
Gość
Marta Maksylewicz

Znów narobiłaś mi smaka na przeczytanie Twojej autorskiej książki.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Co się odpowiada na takie wyznania? Bo zupełnie nie wiem co powiedzieć :)

Marta Maksylewicz
Gość
Marta Maksylewicz

„Challenge accepted!” :)

Mrslifestyle.pl
Gość

Zgadzam się! Kupiłabym bez wahania :)

Mrslifestyle.pl
Gość

Tak sobie myślę, że kobiety jednak częściej są podatne na ten rodzaj uzależnienia. To my tęskno spoglądamy w przeszłość przypominając sobie te uczucia i emocje. Jest cieniutka granica pomiędzy dobrym wspomnieniem, a wyciągnięciem ręki po więcej i więcej… :)

Jagoda Ol
Gość
Jagoda Ol

Pozwolę sobie wyrazić własną teorię, bo zgadzam się z założeniem.
Uważam, że dużo kobiet, w pewnym okresie swojego życia, doświadcza czegoś o czym pisał Osho – niewolnictwa seksualnego.

Króliczek Doświadczalny
Gość

To ciekawe co mówisz – w jakim tekście albo książce o tym pisał? Chętnie bym przeczytała.

Jagoda Ol
Gość
Jagoda Ol

Osho Księga Kobiet. Eksperyment z gupikami (przepraszam Panów, jesteście czymś dużo więcej niż gupiki) udowodnił, że samce muszą co jakiś czas uprawiać seks, bo przymusowe celibaty mają duże konsekwencje. Jeśli chodzi o gupiki :D to gupiki były śnięte i bez życia, zaś samiczki po odseparowaniu (za bardzo się mnożyły) były energiczne i widocznie zadowolone; nie musiały całymi dniami uciekać przed żądnymi seksu samczykami. No i niestety, w ludzkim życiu podobnie jak w gupikowym, a liczne żarty czy ironiczne uwagi na ten temat (głowa ją boli ;-) zdają się to potwierdzać – facet musi, chociaż raz na jakiś czas, nie jest… Czytaj więcej »

Gość
Gość
Gość

A może to Twój problem z seksualnością powoduje brak zadowolenia? Ja jestem kobietą i nie narzekam na 3x w ciągu dnia, wręcz przeciwnie.

Ewa
Gość
Ewa

Dziękuje za ten tekst. Dodałabym też coś o znudzeniu – bo dawka emocji szybko się wyczerpuje i człowiek wciąż szuka tego samego, ale w innym kształcie. Kokaina to narkotyk, a zakochanie to po prostu nasze oczekiwania wobec partnerów, które wciąż błądzą gdzieś na granicy związku. Myślę, że dużo zależy od polubienia rutyny i samotności, bo tam jest miejsce na akceptacje i czasem dopuszczenie do siebie drugiej osoby.

Ania Kalemba
Gość

Świetna historia!!! Jak ja lubię czytać Twoje teksty! Zgadzam się z przedmówczyniami! Czekamy na książkę!!! ;*

Króliczek Doświadczalny
Gość

Dziękuję! :)

Hipis
Gość

Temat mnie nie dotyczy, ale jest fascynujący. Nigdy też nie spotkałam takiej osoby, a może nie wiedziałam, że spotkałam? Teraz będę wiedzieć…

Magda | Emplace
Gość

Właśnie poczułam świeżość, takich tematów dawno nikt nie poruszał, jeśli w ogóle. Tak zgrabnie wplotłaś mega poważny problem w nienachalną i życiową sytuację, że powinnam pogratulować lekkiego pióra ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Wow, dziękuję bardzo :)

Dawid Straszak
Gość

Ciekawe jak wpływa używane nazewnictwo na samo podejście do sytuacji – porównanie zakochania i zauroczenia do twardych narkotyków. Sama Julia opisywała skutki uboczne zażywania ich, więc pytanie czy również utożsamiała to z zakochaniem. Bardzo nie przepadam za przekonaniem „jak pojawi się ktoś odpowiedni to będę wiedziała”, bo jestem pełen obaw, że w momencie kiedy pojawi się taka osoba, to Julia będzie już tak biegła w używaniu zapisanych w głowie schematów pt „zakochanie”, że może najzwyczajniej w świecie przegapić tego faceta i potraktować go jak większość poprzednich. To jak z czekaniem na odpowiedni moment do tego, żeby założyć własną firmę, zakończyć… Czytaj więcej »

Marzena
Gość

Przed chwilą znalazłam twój blog i ten post przeczytałam z ogromnym zaciekawieniem. Naprawdę, jak ktoś napisał o „lekkim piórze”, bardzo łatwo to się czyta i ciągle jest myśl „co będzie dalej?”.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Dziękuję Ci bardzo!

ucherubinow
Gość

Dokładnie Marzena ma rację bardzo fajnie się to czyta. Cała historia mnie pochłonęła!

Króliczek Doświadczalny
Gość

Bardzo miło to słyszeć. Po to to robię, żeby Cię pochłonęło ;)

Quinn
Gość
Quinn

fajnie napisane chociaz mam wrazenie ze na Twoim blogu doslownie wszystko sprowadzasz do choroby psychicznej xD

Króliczek Doświadczalny
Gość

O chorobach piszę akurat dość rzadko, za to o różnych zaburzeniach całkiem często.
Może dlatego że znakomita większość ludzi z takimi na co dzień funkcjonuje ;)

Anka
Gość
Anka

Hej Króliczku :) dziękuję za wciągający materiał, będę do Ciebie zaglądać częściej, pozdrawiam

Dotee - Witaj Słońce
Gość

Oo, mój cień :)
Wychodzi co jakiś czas i mruga do mnie.

Dzięki, że o tym piszesz :)

trackback

[…] już, że od miłości można się uzależnić. Że wchodzenie ze związku w związek może stać się niszczącym nawykiem. Że zakochujemy się czasem z zupełnie niedorzecznych […]

trackback

[…] z bloga Króliczka Doświadczalnego: Inteligencja jest przekleństwem, Music my drug of choice oraz Uzależnienie od zakochania. Rozpisywać się nie będę, lepiej ten czas przeznaczyć na zapoznanie się z tymi […]