Jeśli słuchasz więcej niż jednego zespołu lub typu muzyki, założę się że posiadasz odmienne playlisty na różne okazje, skonstruowane tak, by jak najlepiej wpasowały się w Twój konkretny nastrój. Dobrałeś je zapewne intuicyjnie, ale nauka też ma coś do powiedzenia na temat oddziaływania muzyki na nasze emocje, produktywność, wydolność czy stan fizyczny.

Czekaj, czekaj… mówisz, że nie masz takich playlist? No to po tym tekście na pewno je stworzysz!

Dziś opowiem Ci o tych właściwościach muzyki, które sprawiają, że można uznać ją za narkotyk, lek lub suplement, zauważalnie poprawiający różne funkcje życiowe. Bo nie wiem czy wiesz, ale odpowiednio podana zastępuje kofeinę, sterydy, morfinę, a nawet… viagrę.  Dlatego od dawna powtarzam: music is my drug of choice.  Choćby z tego prostego powodu, że wychodzi zdecydowanie taniej. I można zażywać ją bezwstydnie, przy wszystkich i wszędzie.

 



JAKIEJ MUZYKI SŁUCHAĆ PODCZAS PRACY I NAUKI?


TO ZALEŻY. Głównie od rodzaju zadania jakiego się podejmujesz. Z dziesiątek badań naukowych przeprowadzonych w tym temacie wynika, że:

  • jeśli wykonujesz powtarzalne, nudne zadanie wymagające skupienia, ale niezbyt dużo myślenia (coś w rodzaju kontroli jakości, czy pracy fizycznej wymagającej głównie dokładności) możesz używać lekkiej, optymistycznej muzyki żeby zwiększyć swoją energię do działania. Dzięki niej mniej się znudzisz i popełnisz mniej błędów. [1]
  • jeśli Twoja praca wymaga kreatywności, myślenia, rozwiązywania złożonych problemów, wtedy muzyka, którą dobrze znasz z radia lub imprez, albo taka z wyraźnymi słowami bardziej Ci przeszkodzi niż  pomoże. Będzie Cię rozpraszać, bo część mózgu będzie zajęta przetwarzaniem tekstu. [2] Lepiej więc wybierz coś monotonnego, z powtarzalnym rytmem, lub wręcz relaksacyjnego, bez słów lub ze słowami w nieznanym języku.
  • za to w przerwach od takiej wymagającej pracy (i przed jej rozpoczęciem) możesz sięgnąć po muzykę, która Cię motywuje i nakręca do działania.
  • chcesz się uczyć? Być może lepsza niż cisza będzie harmonijna, spokojna muzyka, taka jaka używana jest do medytacji. Jest prawdopodobne, że dzięki temu wytrzymasz z książką dłużej, niż zazwyczaj. Studenci słuchający takiej muzyki uzyskiwali więcej punktów z testów czytania ze zrozumieniem, [3] lepiej wypadali w testach na inteligencję, [4] a słuchając cichej muzyki klasycznej lecącej w tle podczas wykładów przyswajali więcej wiedzy. [5]

Moja propozycja – stwórz swoje własne zestawienia piosenek do różnego rodzaju prac i używaj ich regularnie (ale naprawdę regularnie!). Przez skojarzenie, że jakiś rodzaj muzyki oznacza taki, a nie inny rodzaj aktywności, szybciej wejdziesz w pożądany stan umysłu. Na mojej playliście do pracy znajduje się głównie techno i trance, dzięki swojej monotonii sprawiają, że zamieniam się w prawdziwą maszynę do pisania. Przykład? Proszę:




 

MUZYKA ZAMIAST TABLETKI PRZECIWBÓLOWEJ? 


Tak! Zamiast szprycować się chemią, dobierz odpowiedni rodzaj muzyki do swojego bólu:

  • wystarczą dwie muzyczne sesje dziennie, żeby zmniejszyć odczuwanie bólu chronicznego (odczuwanego np. przy fibromialgii lub polineuropatii). Do tego zmniejsza się napięcie i depresja, które często towarzyszą osobom z takim problemem; [6]
  • w sytuacji kiedy trzeba znieść ból, największą kontrolę nad nim odczujesz słuchając radosnej muzyki. Będziesz w stanie wytrzymać go dłużej, niż miałoby to miejsce w ciszy. Przy muzyce relaksacyjnej zmniejszy się za to Twój lęk przed bólem, napięcie i odczuwana intensywność bólu. Nawet słuchanie smutnej muzyki, choć daje mniejsze efekty, jest lepsze, niż nie słuchanie niczego. [7] Pamiętaj o tym, kiedy wybierzesz się na jakiś bolesny zabieg, do którego nie podaje się znieczulenia (jak choćby na sesję tatuowania czy posiedzenie u dentysty);
  • jeśli czeka Cię operacja, słuchaj muzyki przed i po niej. Przed zmniejszy Twój lęk i nerwowość oczekiwania, a po – uśmierzy ból i zmniejszy ilość leków przeciwbólowych jakich będziesz potrzebował; [8]
  • do walki z bólem wybieraj muzykę, którą już znasz, którą lubisz lub która angażuje Cię emocjonalnie – Twój umysł będzie podążał za słowami czy przewidywanymi zmianami rytmu, tym samym nie pozwoli Ci aż tak skupiać się na bólu.  [9]

Mój osobisty przeciwbólowy wybór, lepszy niż Nospa i ciepły kompres razem wzięte, kojący jak nic innego:



 

MUZYKA NA SIŁOWNI I W BIEGU 


Wiecie już, że muzyka odwraca uwagę od bólu (i zmęczenia), poprawia motywację, ułatwia skupienie na monotonnych, nudnych czynnościach, zwiększa dokładność ruchów.  Co za tym idzie – idealnie nadaje się też do uprawiania sportu. Z muzyką ludzie biegną dalej, pedałują dłużej, wyciskają więcej i nawet nie zdają sobie sprawy, jak ich ciało synchronizuje się z jej rytmem. Klucz tkwi jedynie (ale niespodzianka!) w doborze playlisty do rodzaju ćwiczeń:

  • jeśli zależy Ci na uzyskaniu lepszego tempa np. podczas biegu, wybieraj równie szybką muzykę, ale uwaga – zbyt szybka może wywołać frustrację, że nie możesz za nią nadążyć i Cię zmęczyć;
  • jeśli potrzebujesz większej mocy np. do podnoszenia ciężarów albo wytrzymałości podczas ćwiczeń cardio, wybieraj muzykę, która sprawia, że chce Ci się tańczyć, ruszać, skakać (tu zwykle sprawdza się muzyka z tempem 140 BPM lub większym, niekoniecznie typowo taneczna, ale również rockowa);
  • najlepsze efekty da włączenie muzyki dopiero wtedy, kiedy zaczynasz się męczyć, będzie nagłym strzałem adrenaliny, dodatkową motywacją, żeby wytrzymać jeszcze trochę;
  • jeśli bierzesz udział w zawodach sportowych, jako ostatnią przed występem wybierz tą piosenkę, która najbardziej Cię motywuje, coś na kształt piosenki na wejście przed zawodami MMA;
  • na lepsze uspokojenie i regenerację organizmu po wysiłku wybieraj piosenki z tempem 60-70 BPM (podobne do rytmu uderzeń serca). [10]

Szukasz dopalacza do ćwiczeń? Spróbuj tego! (prawie cały soundtrack z „Football Factory” jest idealny, żeby się spocić!):




MUZYKA W SYPIALNI, CZYLI VIAGRA W SŁUCHAWKACH


Nie ma nic złego w ciszy w sypialni, ale czemu by jej nie wypełnić, zwłaszcza jeśli miałoby to sprawić, że wszystko co się tam wydarzy, będzie jeszcze przyjemniejsze i jeszcze bardziej zmysłowe. Muzyka i seks mają przynajmniej dwie wspólne rzeczy: łączą emocje i rytm. Im bardziej sugestywny rytm w piosence, tym bardziej wzmaga się nastrój podczas słuchania.

Dodatkowo, muzyka jest w stanie zalać nas dopaminą, tą samą którą znamy z momentów, kiedy odczuwamy przyjemność z jedzenia, narkotyków czy seksu właśnie. [11] Odpowiednie piosenki wywołują też efekty podobne do podniecenia seksualnego – zwiększają tempo bicia serca, oddechu, a nawet przewodnictwo skóry. [12] Weźmy to wszystko razem, dodajmy do tego znany już fakt, że muzyka usuwa efekt zmęczenia podczas ćwiczeń fizycznych… i mamy idealny przepis na niefarmakologiczną Viagrę.

PS – Badania prowadzone przez psychologa Daniela Müllensiefena na zlecenie Spotify zaowocowały listą 20 kawałków najlepszych do słuchania w sypialni [*], stworzoną na podstawie odpowiedzi ludzi w wieku 18-91 lat.  Mała, dziwna ciekawostka – 40% osób z tego badania twierdziło, że muzyka jest w stanie podniecić ich bardziej, niż ich własny partner.


A może zamiast Patricka Swayze czy Celine Dion spróbuj tego (na wszelki wypadek podaję od razu w godzinnej wersji)?:



 

SMUTNA MUZYKA NA ZŁE CZASY I ZŁAMANE SERCE


Wydawać by się mogło, że kiedy dopada nas ból serca, bynajmniej nie fizyczny, najlepszym wyjściem będzie sięgnięcie po jakieś muzyczne rozweselacze. Nic bardziej mylnego! Smutek lubi towarzystwo smutku. Przynajmniej przez pewien czas.

Słuchając smutnych piosenek odczuwamy ulgę, podobną do tej, gdy jesteśmy słuchani i pocieszani przez przyjaciela. Podążając za melodią, słowami piosenki, sami też możemy podłączyć się pod emocje wykonawcy i dzięki temu połączeniu z nim – poczuć się mniej samotnie. [13] Takie muzyczne kompresy na duszę pozwalają łatwiej dojść nam do stanu akceptacji i pogodzenia. [14]

Jedna  z najsmutniejszych (i jednocześnie najpiękniejszych) piosenek jakie znam:





A TERAZ POLUBISZ JAZZ!


Jeśli wybierasz się do pracy/szkoły i wiesz, że czeka Cię stresujące spotkanie lub jakieś wymagające zadanie, możesz wykorzystać czas na dojazd na wysłuchanie czegoś, co ukoi Twoje nerwy. A gdyby oprócz spokoju przyniosło Ci także zwiększoną kreatywność? Oba te warunki idealnie spełnia jazz. [15] Mało tego – jazz stymuluje część umysłu odpowiedzialną za język.

Chcesz być wyluzowany, wygadany i sypać pomysłami z rękawa – polub się z jazzem.  Wiem, że to dość wymagający gatunek i nie każdy jest do niego przekonany, ale jeśli wcześniej nie próbowałeś, zacznij np. od Jamiego Culluma. Robi to w dość przystępnej formie. Sprawdź choćby tą piosenkę, chociaż wydaje się nostalgiczna, ma bardzo dowcipny tekst:





MUZYCZNY STRZAŁ PRZED WYJŚCIEM NA PODRYW


Niektóre rodzaje muzyki, zwłaszcza te z wyraźną linią basu sprawiają, że możemy poczuć się pełni mocy, pewniejsi siebie i gotowi do podjęcia inicjatywy. A to brzmi jak idealny stan umysłu, psychiczna zbroja przed wyjściem na podryw. Skąd bierze się to połączenie? Od zarania dziejów niskie, dudniące dźwięki silnie kojarzą się z dominacją, męskością, siłą. [16]

Osoby, które były badane pod kątem reakcji na taką muzykę, jako jeden z najlepszych zastrzyków mocy wybrały „We will rock you” Queen i „In Da Club” 50 Centa. A ja dorzucilabym tu Godsmack i „Speak”, w którego teledysku testosteron aż się przelewa.





COŚ NA LEPSZY KONTAKT Z WŁASNYM WNĘTRZEM


Muzyka przez swój ładunek emocjonalny czy konkretne słowa piosenek, jest w stanie wyciągnąć z nas to, co czujemy naprawdę, a co na co dzień w sobie tłumimy. Pomaga nam być w lepszym kontakcie z samym sobą. Jeśli więc coś Cię przerasta, wybierz piosenkę, która opowiada o takiej sytuacji i daj upust krzykowi, płaczowi czy złości. Czasem taka intensywna sesja przeżywania razem z muzyką da nam więcej, niż godzina opowiadania o swoich problemach przy kawie, kiedy próbujemy cały czas robić dobrą minę do złej gry, mimo, że w środku skowyczemy z bólu.

Z doświadczenia mojego i osób, z którymi mam głębszy kontakt wynika, że źródłem wielu blokad i szkodliwych przekonań są niewyrażone emocje. Więc jeszcze raz zachęcam – wróć do nich. Przeżyj je. Przyjrzyj się im. Nazwij. Z muzyką będzie łatwiej.




MUZYKA ZAMIAST DIETETYKA


Kiedy jemy coś z powolną, przyjemną muzyką w tle (najlepiej taką bez słów), jesteśmy w stanie lepiej skupić się na smaku, zapachu i teksturze jedzenia. Jemy też wolniej, przeżuwamy dokładniej, co ma ogromne znaczenie dla naszego trawienia (pisałam o tym już TUTAJ). Odwrotność tego prawa wykorzystują fast foody w których słyszymy zwykle szybką muzykę. To dlatego jemy tam szybciej, a co za tym idzie – możemy zjeść więcej. I kupić więcej. Odchudzasz się – jedz ze spokojną, klasyczną muzyką w tle.


 

To czego posłuchasz najpierw? 


ŹRÓDŁA:

[1] – Fox, J. G., & Embry, E. D, Music—An aid to productivity
[2] – Anderson, S. A., & Fuller, G. B., Effect of music on reading comprehension of junior high school students
[3] Kiger, D., Effects of music information load on a reading comprehension task
[4] Cockerton, T., Moore, S., & Norman, D., Cognitive test performance and background music
[5] Dosseville, F., Laborde, S., & Scelles, N., Music during lectures: Will students learn better?
[6] Guétin S1, Giniès P, Siou DK, Picot MC, Pommié C, Guldner E, Gosp AM, Ostyn K, Coudeyre E, Touchon J., The effects of music intervention in the management of chronic pain: a single-blind, randomized, controlled trial
[7] Finlay, K. A., Anil K., Passing the time when in pain: Investigating the role of musical valence
[8] Hole, J., Hirsch, M., Ball, E., Meads, C., Music as an aid for postoperative recovery in adults: a systematic review and meta-analysis
[9] Bradshaw, D. H., Chapman R.C, Jacobson, R.C., PhD, Donaldson, G. W., Effects of Music Engagement on Responses to Painful Stimulation
[10] http://psychologiasportu.pl/muzyka-a-sport
[11] Salimpoor, V.N., Benovoy, M., Larcher, K., Dagher, A. & Zatorre, R.J., Anatomically distinct dopamine release during anticipating and experience of peak emotion to music.
[12] Levitin D., Chanda M. L., The neurochemistry of music
[13] Taruffi L., Koelsch S., The Paradox of Music-Evoked Sadness: An Online Survey
[14] Van den Tol A. J. M., Edwards J., Heflick N.A., Sad music as a means for acceptance-based coping
[15] https://ww2.kqed.org/mindshift/2014/04/11/the-link-between-jazz-improvisation-and-student-creativity/
[16] http://insight.kellogg.northwestern.edu/article/pump_up_the_jams_and_feel_powerful

[*] – Zrozumiem Celine Dion, zrozumiem nawet Bolero Ravela (!), ale soundtrack z Gwiezdnych Wojen… naprawdę?