21 dni postu doktor Dąbrowskiej za mną.
21 dni na ścisłej diecie, pełnej ograniczeń co do ilości i jakości spożywanych pokarmów.
21 dni, które miało oczyścić moje ciało, a oczyściło przede wszystkim… głowę. 

Wiem, że dla niektórych trwanie na diecie, która dostarcza tylko 800 kalorii dziennie z samych niskoskrobiowych i niskoglikemicznych warzyw i owoców jest… delikatnie mówiąc niepojęte, więc postanowiłam podsumować to, co się ze mną działo w trakcie tych dni. I co dzieje się nadal, bo proces zmiany ciągle trwa!

 

NA JAKIM JEDZENIU WYROSŁEŚ? 

U mnie była to tradycyjna kuchnia polska, ze swoją tłustością, mącznością, warzywami stanowiącymi tylko dodatek do posiłku. Z umiłowaniem kaw i deserów spożywanych zaraz po obiedzie i ospałością po niedzielnym kotlecie. Argumentum ad traditionem: wszyscy tak jedzą, jedli i jakoś żyli.

Potem był okres studiów, kiedy z przyzwyczajenia sięgałam po wciąż te same produkty, dodając do tego słodycze, fast foody, kawę i alkohol. Zawsze byłam bardzo szczupła, nigdy nie tyłam po świętach ani nie miewałam niestrawności po okresowych obżarstwach, więc wychodziłam z założenia, że ja to mogę jeść wszystko. I tak robiłam.

Nie wiem w którym momencie do mnie dotarło, co zafundowałam swojemu organizmowi takim podejściem. Być może dopiero wtedy, kiedy pojawiły się pierwsze problemy zdrowotne. Po omacku szukałam więc ich przyczyn i nowej drogi w żywieniu. Okazało się to trudniejsze niż myślałam… ciągle myliłam trop, a lekarze chcieli leczyć mnie objawowo, tylko maskując problemy. Traciłam pieniądze, czas i energię.

I w końcu nadszedł dzień, w którym powiedziałam sobie: albo zrobisz coś radykalnego, albo już teraz przejdź na emeryturę i tam narzekaj, że cały czas jest coś nie tak. Tak trafiłam na opis postu dr Dąbrowskiej i facebookową grupę wsparcia dla osób, które go podejmują. Czytałam, chłonęłam, zachwycałam się efektami. A potem, tak całkiem z dnia na dzień, zapchałam lodówkę warzywami i zaczęłam swoje zdrowotne wyzwanie.



CO MOŻE CI DAĆ POST DR DĄBROWSKIEJ?


spaghetti z cukinii
Spaghetti z cukinii – moje ulubione danie postu. Ten cienki makaron wyczarowała temperówka do warzyw.

O zaletach głodówek i przejściowego ograniczania liczby spożywanych kalorii mówi się już wszędzie, potwierdza to nie tylko tradycja (w dużej mierze związana z religią), ale i współczesne badania. Korzyści są namacalne: oczyszczenie, wyleczenie problemów (nie tylko) zdrowotnych i wydłużenie życia, jeśli robi się to regularnie.

Post Dąbrowskiej doprowadza organizm do autofagii, czyli stanu, w którym komórki zaczynają trawić stare lub uszkodzone elementy. Dzięki temu w środku ma miejsce prawdziwa odnowa biologiczna. Znikają wrzody, mięśniaki, cellulit, maleją blizny, skóra nabiera blasku. Niektórym osobom po kilku pełnych, 6-tygodniowych postach odbudowywała się nawet tarczyca zniszczona przez Hashimoto, znikały choroby zwyrodnieniowe i przewlekłe bóle. A już po jednym normowało się ciśnienie, poprawiały wyniki badań, spadały kilogramy nadwagi.

Osoby chore lub z silnie zanieczyszczonymi organizmami podczas postu mogą przechodzić tzw. kryzysy ozdrowieńcze. Tzn ich ciało usilnie pracuje nad tym, by coś naprawić, a na zewnątrz daje to nie zawsze przyjemne efekty. Np. ludziom, którym oczyszczają się zatoki, ciurkiem leci z nosa. Ci, którzy mieli kiedyś złamanie, mogą odczuwać w tym miejscu ból i dziwne sensacje. Inni miewają gorączki, migreny, bóle gardła, stawów itp. Po kilku dniach wszystko mija, a dotknięte tymi zmianami organy działają jak nowe.



MOJE EFEKTY I PRZEBIEG POSTU


śniadanie na diecie dąbrowskiej
Typowe śniadanie podczas postu: sałatka na winie, czyli bierzesz z lodówki co się nawinie i kroisz na kawałki. 

Zaczynając, byłam nastawiona przede wszystkim na detoks, poprawę stanu układu pokarmowego i na zmniejszenie wypadania włosów. 

Pierwsze 2 dni postu były naprawdę ciężkie. Nagłe przestawienie na restrykcyjną dietę okazało się szokiem dla organizmu. Cały ten czas bolała mnie głowa, skutecznie odbierając radość życia. 3 dnia było już lepiej, ból zniknął, zaczęłam też odnajdywać się w nowej rutynie, w której dużo więcej niż zwykle czasu spędzałam w kuchni: krojąc, piekąc, trąc, siekając, wymyślając urozmaicenia ograniczonego menu.

Gdzieś między 4 a 5 dniem diety dostałam takiego kopa energetycznego, że zaczęło mnie po prostu nosić. Wykonywałam wszystkie zlecenia na dany dzień, robiłam posiłki na zapas dla siebie i osobne dla męża, a potem… pucowałam mieszkanie, z segregowaniem rzeczy w szafkach włącznie. Chodziłam nakręcona jak króliczek Duracella i samą siebie zadziwiałam tym, że przez cały dzień mam podobny, stały poziom energii i dobry humor. Żadnych spadków i popołudniowej senności. Zero ziewania w ciągu dnia! Ten stan rzeczy utrzymywał się przez większość postu, dzięki czemu nadrobiłam wiele swoich zaległości.

Nie wiem, czy miałam klasyczne kryzysy ozdrowieńcze, ale przydarzył mi się dzień, podczas którego czułam ból kości w dłoniach i dwa, podczas których dokuczały mi kolana. Potem minęły bez śladu i to tyle z moich trudności.

Skupmy się na pozytywach:

  • Po pierwsze, przez cały post mój brzuch był idealnie płaski i twardy jak deska. Niektóre dziewczyny zrozumieją, jak duże jest to osiągnięcie przy problemach z trawieniem.
  • Po drugie, moje uda, czyli miejsce, w którym gromadzi się każdy nadprogramowy tłuszcz, straciły ponad centymetr z obwodu. Co z tego, że jestem szczupła – też miałam cellulit, a teraz nagle widać, że pod skórą mam też mięśnie!
  • Włosy, czyli to na czym najbardziej mi zależało – podczas postu liczba wypadających była poniżej mojej zwykłej średniej, a na końcu spadła do kilku dziennie. Oby się to utrzymało, odpukuję w niemalowane!
  • Poza tym – stałam się jeszcze bardziej kreatywna w kuchni, poznałam nowe sposoby przygotowania posiłków i sięgnęłam po warzywa i przetwory, których wcześniej nie jadłam (m.in. dynię, patisona czy zakwas z buraków).
  • Odkryłam, że kiedy chcę, mam w sobie dużą siłę woli (zwłaszcza gdy siedziałam na przyjęciu obok tacy z ciastami, skubiąc grejpfruta, albo w kawiarni z zieloną herbatą, obok ludzi zajadających się lodami i goframi).

Jednak tym, co zmieniło się najbardziej, było moje podejście do jedzenia.



CZY WIESZ, DLACZEGO JESZ, DLACZEGO PIJESZ KAWĘ?

Podczas postu miałam okazję przyjrzeć się bardzo uważnie swoim nawykom dotyczącym jedzenia. I to właśnie było najcenniejszą rzeczą, jaką z niego wyniosłam.

Kiedy organizm przestawia się na autofagię, czyli odżywianie wewnętrzne, przestaje się czuć głód. Mimo wszystko czasem jednak dopadało mnie dziwne wrażenie, że muszę coś jeść. W pewnym momencie zorientowałam się, że nie chodzi tu o faktyczną pustkę w żołądku, a o chęć… zmiany stanu emocjonalnego. Robiłam to już wcześniej, ale dopiero teraz stało się to tak wyraźne: mam tendencję do zajadania smutków lub znudzenia.  Jedzenie było dla mnie pewną formą rozrywki, np. podczas dnia wypełnionego wyłącznie pracą. Poza postem w takich chwilach sięgałam najczęściej po jakąś szybką i nie zawsze zdrową przekąskę, zwykle taką, która dostarczała mi skoku energii, a potem pozostawiała śpiącą i poszukującą kolejnego zasilenia. Teraz nie było to możliwe, więc w to miejsce chrupałam marchewki, piłam zakwas z buraków, albo nie jadłam nic, tylko znajdowałam sobie kolejne zajęcie, typu układanie książek kolorami ;) Pomagało.


frytki z pietruszki
Przekąska na kryzysowe chwile przy pracy – frytki z pietruszki.


Odeszła mi też chęć picia kawy.

Nałóg kawowy był dla mnie dużym problemem. Już raz go rzuciłam, ale po wyjeździe do Włoch wrócił. Kiedy się nad tym zastanowić, nie byłam uzależniona od samej kofeiny. Tym, co mnie wciągnęło, był rytuał chodzenia do różnych kawiarni z laptopem, żeby popracować. Przy okazji testowałam, gdzie dają najlepsze cappuccino. Kawiarniana kawa przyciągała mnie nie tylko smakiem czy zapachem, ale i wyglądem – wiem, jak głupio to brzmi, ale czy patrząc na zdjęcia filiżanek pełnych pianki z wzorkami, nie nabieracie na nie ochoty?  Podczas postu nauczyłam się jednak, że pracować da się nawet przy zielonej herbacie albo pietruszkowo-jabłkowym smoothie. A ostatnio znalazłam idealną domową alternatywę dla cappuccino – bezkofeinową, bezglutenową, bezlaktozową. To kawa z cykorii na mleku roślinnym. Jest świetna – cykoria zawiera inulinę, korzystną dla układu pokarmowego. I wygląda tak samo dobrze :)


kawa z cykorii
Ja próbowałam cykorii która jest do kupienia w Auchanie i Simply, a mleko owsiane kupuję w Rossmannie (najlepszy stosunek składu do ceny).

Słodycze? Nie, dzięki.

Na składające się głównie z cukru i niezdrowych tłuszczów ciastka, batony czy czekolady też już nie mam ochoty. Bo zwyczajnie szkoda mi efektów postu. Teraz jakoś bardziej dociera do mnie to, że poza bardzo ulotną przyjemnością nic mi to nie da. Za jakiś czas mam zamiar produkować zdrowe słodycze sama, ale póki co, jak nigdy dotąd doceniam słodkość jabłka z cynamonem, grejpfruta, czy niektórych warzyw. Podczas tego detoksu tak wyostrzył mi się smak, że nawet patison wydaje mi się lekko słodki, nie mówiąc już o batatach czy marchewce.



CO DALEJ? 

Przy okazji postu dotarłam do sedna moich problemów z trawieniem i włosami najpewniej też: to niedokwaszony żołądek. Jeśli gdzieś uciekają Wam minerały i witaminy, mimo suplementacji wciąż macie anemię, a po jedzeniu pojawia się zgaga czy dziwne odgłosy z brzucha, przeczytajcie, bo może dotyczy to i Was. A lekarze na takie dolegliwości niestety przepisują leki, które dają chwilową ulgę, lecz w dłuższej perspektywie pogarszają sytuację.

Póki co mam w planach leczyć się dalej sama i stopniowo rozszerzać dietę, obserwując reakcje organizmu. Codziennie zapisuję co jem i jak się po tym czułam, wyciągam wnioski i dokształcam się na temat działania układu pokarmowego i hormonalnego. BTW, bardzo przystępnie tłumaczy to książka „Zdrowie zaczyna się od jedzenia” – polecam!

No i najważniejsze: droga, którą wybrałam, jest drogą bez odwrotu. Jestem świadoma, że powrót do starych nawyków nie da mi zdrowia, a ja nie chcę już tracić czasu na półśrodki.


PS:

Nie będę Was zachęcać, żebyście koniecznie przeszli na post Dąbrowskiej, ale zachęcam do przyjrzenia się źródłu Waszych nawyków związanych z jedzeniem i stanowi układu pokarmowego. Być może ma to związek z objawami, których nigdy byście ze sobą nie połączyli?

 


 

67
Dodaj komentarz

avatar
29 Comment threads
38 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
31 Comment authors
NadiecieGosiaAdamAsia | Króliczek DoświadczalnyMarta Iwanowicz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Blue Kangaroo - BLOG STUDENCKI
Gość

Jestem mega ciekawa, jak smakuje taki zakwas z buraków albo kawa z cykorii. :) Dołączam do grupy i zaczynam zbierać wiedzę na ten temat, bo od października muszę być gotowa. U mnie chyba nie będzie takiego problemu z przejściem, bo teraz jestem na diecie: bezglutenowej, bezmlecznej i bezcukrowej (odpuściłam tylko na Lwów, bo nie chcę, żeby jakieś choroby niszczyły mi podróże). Nowością będzie dla mnie więc brak skrobi i większości owoców. Trochę się boję braku bananów, bo je kocham, ale dam radę. ;D

Króliczek Doświadczalny
Gość

Zakwas z buraków – trochę jak barszcz, a jak woda z kiszonych ogórków. Jeśli lubisz kiszonki, może Ci się spodobać :)
A do kawy z cykorii przekonałam nawet męża, taka na spienionym mleku roślinnym jest naprawdę dobra i nie trzeba jej nawet słodzić.
Myślę, że na poście znajdziesz nowych ulubieńców, np zamiast banana grejpfrut? Ja wcześniej nie jadłam ich zbyt dużo, a teraz mam stale w kuchni.

Blue Kangaroo - BLOG STUDENCKI
Gość

Oby tak się stało! Na razie grejpfrut ni jak ma się do mięsistości i słodkości banana, ale zobaczymy, co mi się w główce poprzestawia. :D

Olga | Napisawszy.pl
Gość

Ciekawe! :-) Rzeczywiście, za uwielbienie słodyczy i tłuszczy w głównej mierze odpowiadają nasze nawyki żywieniowe, ale też trochę biologii. Na pewno dobrze jest się przestawić z batoników na gorzką czekoladę czy z żelków na świeże owoce. Mnie przemożna ochota na słodkie mija po kilku dniach pilnowania IG posiłków :-)

A w temacie jedzenia – polecam książkę „Kto nam podkłada świnię”. Myślę, że może Cię zainteresować :-)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Opis brzmi ciekawie, zobaczymy na jaki temat jeszcze się oszukiwałam :)
IG to moje odkrycie ostatnich czasów, do pewnego czasu byłam przekonana, że korzyść z jego pilnowania mają tylko osoby z cukrzycą. Słodka ignorancja…

Hai Le
Gość
Hai Le

Mam znajomą teraz obecnie w ośrodku dr Dąbrowskiej, która codziennie podsyła mi zdjęcia jedzenia :) Ona się właśnie leczy z Hashimoto. Ja natomiast znam się już na tyle, żeby wiedzieć, że dla mnie są półgłodówki/ głodówki na plynach. Teraz wskakuję na coraz bardziej restrykcyjną fazę przygotowawczą, a za tydzień powtarzam detoks cytrynowy. Mam plan na minimum 21 dni, choć będę się kierować głosami z organizmu i zobaczę kiedy to on powie „dość”.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Dobra rzecz taki turnus, ktoś przygotowuje jedzenie, jest opieka lekarza i jeszcze dodatkowe zabiegi fizjoterapeutyczne (nie wiem czy w każdym ośrodku).

Fajnie, że masz taki kontakt ze swoim organizmem i wiesz co mu służy. Ja długo zagłuszałam ten głos, więc ciągle jeszcze szukam najlepszej drogi.

Hai Le
Gość
Hai Le

Mam. Jednak ciągle zdarza mi się być tą złą i ten głos zagłuszać, żeby zjeść coś, co ja chcę, a moje ciało nie. Zawsze to później odchoruję.
Długo starałam się wierzyć, że istnieje możliwość kompromisu między jedzeniem, które służy więzią społecznym, potrzebie słodyczy, a mojego zdrowia. Szukałam, szukałam i nie znalazłam.

Króliczek Doświadczalny
Gość

O, to jest ważna kwestia która nas chyba często trzyma przy jedzeniu rzeczy, które nie służą: jedzenie dla podtrzymania więzi. Trochę ubolewam, że kiedy zaczynasz odżywiać się zdrowo, z troski o siebie, stajesz się czasem czymś w rodzaju problemu na imprezach i spotkaniach, albo nagle skupiasz na sobie całą uwagę.

Hai Le
Gość
Hai Le

No dokładnie. Chociaż ja sama uważam, że hardcorowcem nie jestem. Pierniki jem sklepowe. I margarynę sklepową. I białą mąkę. Ale dla niektórych jestem, bo nabiału żadnego się nie tknę, nawet odrobinki. Bo po tej odrobince, to ja mam niestrawność przez tydzień.

Gradowa
Gość

Slyszalam wielokrotnie o poscie Dąbrowskiej choc sama się nie podjęłąm. Natomiast podobnie jak Ty, chodzilam z dolegliwosciami zołądka do lekarzy, a Ci przepisywali mi kolejne tabletki i antybiotyki. W pewnym momencie powiedzialam dosc i po prostu zaczelam czytac o diecie. Przestalam jesc mieso, ograniczylam nabial do absolutnego minimum, przeszlam na kilka miesiecy na weganizm. Teraz jestem na wegetarianizmie bez jajek i mleka. I czuje sie dobrze! Juz mnie nie boli zoladek, problemy z cera zniknely a co najwazniejsze pozbylam sie migren! Warto sluchac swojego organizmu i zamiast pakowac w siebie kolejne lekarstwa po prostu zaczac jesc warzywa i owoce ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Świetne efekty! Oby takie już zostały!

Miałam etap roku na wegetarianizmie, pamiętam jak dobrze się wtedy czułam :)
Potem niestety wyszły mi niedobory. Ale teraz widzę, że to dlatego, że odpuściłam sobie pilnowanie składu posiłków. Nie zadbałam, żeby znalazły się tam wszystkie potrzebne składniki, myślałam, że dam radę robić to intuicyjnie, ale jednak mam słabą intuicję w kwestii odżywiania :P

Gradowa
Gość

Ja wciąż żywię się intuicyjnie, robię regularnie badania krwi i źle nie jest więc będę się tego trzymać. A żadnych tabletek to nie brałam już od ponad roku, poza p/bólowymi gdy zdarzyły mi się bolesne okresy. Także to jednak prawda, że jesteś tym co jesz :)
Swoją drogą gratuluje wytrwania na tym poście. Ja próbowałam detoxu już dwa razy i wymiękłam. Może kiedyś mi się jednak uda!

Katarzyna Seredin-Kolarczyk
Gość

Kilka razy stosowałam ten post i czułam się po nim świetnie, nigdy jednak nie pomyślałam, że może być on wstępem do zmiany nawyków żywieniowych na stałe. A, pomimo, że badania mam doskonałe, nie czuję się jak skowronek. Może pora zastanowić się nie tylko nad tym, co mi smakuje, ale co mi służy lub wręcz przeciwnie…

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ja od razu ustaliłam sobie sama ze sobą: jak coś zmieniam, to na stałe. Bo co z tego, że chwilowo bym się oczyściła, skoro później ten czysty organizm zarzuciłabym takim jak wcześniej jedzeniem, które przecież doprowadziło mnie do tego stanu. Widzę to trochę jako stratę czasu i energii. Na pewno lepiej jest zrobić post niż nie zrobić, ale jeszcze lepiej zrobić post, a potem przejść na zdrowe odżywianie na stałe :) I mówiąc zdrowe nie mam tu na myśli jakiegoś jednego stylu odżywiania, jednej cudownej diety, tylko to, co danej osobie służy. Dochodzę do wniosku, że nie ma niczego totalnie… Czytaj więcej »

Igor Mróz
Gość
Igor Mróz

High Five! Mam środowiskową presję na całkowitą głodówkę, ale się tego nie chcę podjąć. Na razie. Natomiast to warzywowe 800 kcal wygląda całkiem nieźle.

Napisz mi tylko jedno, jak wyglądał sport w tym czasie? Ilość? Wydolność? Regeneracja?

Króliczek Doświadczalny
Gość

Oj, nie jestem typem sportowca, mój sport to głównie rozciąganie i dużo szybkiego chodzenia :)
Ale na facebookowych grupach dotyczących postu jest sporo osób, które w tym czasie intensywniej niż ja ćwiczą/ćwiczyły na siłowni lub biegały, bez spadków energii. Nie wiem jak się miały ich parametry, ale ruch jest podczas tego postu wskazany, nawet przez samą autorkę, bo przyspiesza efekty oczyszczania.

Balbina Ogryzek
Gość

Wspaniale, że dieta Dąbrowskiej tak pozytywnie u Ciebie zadziałała! :) Ja się do niej przygotowuję powoli. Myślę, że dopiero w przyszłym roku zrobię podejście, bo nie mogę zmieniać nic gwałtownie ze względu na wahania hormonów tarczycy. Jedno jest pewne – całkowite wyeliminowanie glutenu zadziałało u mnie cudownie! Samopoczucie zmieniło się bardzo na plus. Niestety od kilku miesięcy mimo diety i (jak na mnie!) dużej aktywności fizycznej nic a nic nie chudnę. Waga stoi w miejscu jak uparty osioł i doprowadza mnie to do szaleństwa. Dlatego wybieram się do dietetyka, niech mi coś podpowie, bo mimo przeczytania połowy Internetu, nie wiem,… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Może to coś z poziomem insuliny? Bo to potrafi nieźle namieszać w całej reszcie. Ale nie ma co spekulować, sama też myślę o tym, żeby za jakiś czas poszukać dietetyka klinicznego, bo nie chcę się pogubić na tej nowej drodze życia :D Teraz tylko cała sztuka ze znalezieniem takiego, któremu zaufam ;)

Balbina Ogryzek
Gość

Możliwe. Albo też łączenie pokarmów. No, ogólnie chciałabym, żeby ktoś mi popatrzył w oczy i wyczytał, co mi służy :D Mam nadzieję, że znajdziemy dobrego. Zwłaszcza, że i ja i Ty już co nieco wiemy o jedzeniu, nie przychodzimy z biegu i w zupełnej zieloności. Dlatego myślę, że będziemy wyczulone na najbardziej wyświechtane frazesy i brednie. Np. wyszedł mi wysoki cholesterol i moja rodzinna lekarka stwierdziła, że to od jedzenia zbyt dużej ilości smażonego mięsa w panierce. Mówię jej: Pani, ja smażonego w panierce nie jem od 10 lat, bo nie lubię. A ona mi na to, że każdy tak… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Może ona właśnie w oczach Ci te kotlety wyczytała :DD

Sayaka
Gość

Po twoich wpisach na instagramie zastanawiam się czy nie spróbować tej diety ale to dopiero jak skończę karmić piersią, teraz wolę unikać kolejnej rewolucji. Póki co jestem na diecie bezmlecznej i bezjajecznej bo mój synek ma skazę białkową. Codziennie przeglądam wegańskie blogi w poszukiwaniu przepisów, sama też dużo kombinuję (wcześniej sądziłam, że moja kuchnia jest kreatywna, pfff, tamto to pikuś). Wstyd się przyznać ale pomimo wieloletnich problemów z trawieniem dopiero w ciąży zainteresowałam się tym co jem i co mi szkodzi. Wystarczyło zmienić bardzo niewiele i było ok – śniadania. Wcześniej jadłam biały chleb, a okazało się, że to po… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Przy karmieniu piersią to nawet niewskazane, bo z organizmu uwalniają się toksyny i mogłyby przejść do mleka. Ale już teraz możesz się przygotować na post mentalnie, z tego co widziałam wypowiedzi na grupie, niektórym bardzo pomogło jak wcześniej zgromadzili wszystkie informacje i wiedzieli czego mogą się spodziewać :) Z tym pobudzeniem po zielonej herbacie mam tak samo – też je wyraźnie czuję, a po kawie czasami miałam wręcz za duże, z drżeniem rąk i łomotaniem serca włącznie. Dlatego cieszę się, że udało mi się znaleźć taki zamiennik – czasem łatwiej jest zamienić jeden zwyczaj na inny, niż coś wyeliminować całkowicie… Czytaj więcej »

Ania | Primo Cappuccino
Gość

Tę krótką książeczkę „Przywracać zdrowie jedzeniem”, swego czasu traktowałam jako główną w kuchni! Cieszę się, że piszesz o tej diecie, przeszłam ją dawno temu (będzie jakieś 12 lat) i całkowicie zrewolucjonizowałam swoje podejście do odżywiania. 2 tyg. ścisłej, później pół roku na makrobiotycznej, czyli dostarczającej wszystkich składników odżywczych. To był czas, w którym całkowicie odzwyczaiłam się od mięsa i cukru.

Marta Maksylewicz
Gość
Marta Maksylewicz

Ooo, to jest ten post, na który tak bardzo czekałam! Po pierwsze, gratuluję wytrwałości! :-) Na chwilę obecną nie zdecydowałabym się na taki post, aczkolwiek argumentów „za” jest bardzo wiele: Hashimoto, wypadające włosy, pewnie jeszcze coś by się znalazło. Zawsze, gdy chcę zgubić kilka kilogramów, stosuję dietę „intuicyjną”. Trzymam się kilku podręcznikowych zasad w stylu: jeść mniej, a częściej, nie jeść póznym wieczorem, nie jest słodyczy, pić dużo wody, jeść w miarę lekko i nietłusto. Tym sposobem od lutego do maja tego roku zrzuciłam 11kg. Nagle z niedoczynności popadłam prawie w nadczynność, lepiej się czułam, miałam więcej energii… Ale do… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Dobrze właśnie, że nie ma tu limitów znaków, dzięki czemu mogę czytać takie komentarze. Fajnie, że chciało Ci się tyle napisać :) Moja dieta już jakiś czas przed była pozbawiona praktycznie glutenu (no chyba że ukrytego, np. w płatkach owsianych), pieczywa nie jem od roku czy dwóch, bo po źle się po nim czuję. Nabiał bardzo rzadko (w miejsce mleka kupuję roślinne, jogurtów i serków nie lubię). Jedynie jajka – to było moje najczęstsze śniadanie. Jeśli chodzi o owoce zatrzymałam się na jabłkach i grejpfrutach do których przyzwyczaiłam się na poście, do tego borówki i raz na jakiś czas banan… Czytaj więcej »

Ania Kalemba
Gość

Superowo! ;) Muszę kiedyś wypóbować! A na razie: szacun! ;)

Blogierka
Gość

Jestem pełna podziwu! Ja na takiej głodówce nie dałabym rady! Ale na dłuższą metę to zdecydowanie!
Krótka głodówka podobno owszem zalecana ale spozywanie mniej niż 1500kcal to zabójstwo dla organizmu a u kobiet dodatkiem może być zatrzymanie miesiączki.
Mega że dobrze się czujesz i słuszasz swojego ciała- uważaj tylko żeby to w ortoreksję nie popadło.
ps. Większość chorób jest wynikiem złej diety ale większość ludzi tego nie wie albo nie chce wiedzieć i siąga po tabsy :/

Króliczek Doświadczalny
Gość

Do ortoreksji myślę, że mi daleko, wystarczająco głupio się czułam licząc kalorie na tej diecie i na pewno nie chcę tak robić przez dłuższy czas. Świadome jedzenie to jedno, ale obsesja na tym punkcie – nope! :)
Ten post trwa maks 6 tygodni, i tyle jest sprawdzone jako bezpieczne, ale to raczej dla ciężej chorych albo bardziej otyłych. Więc ja przy swojej chudości go sobie skróciłam, a następny zrobię dopiero w przyszłym roku. Pod warunkiem, że teraz zdrowo przytyję, co wydaje mi się już prostsze, bo przy okazji znalazłam źródło swoich problemów z wchłanianiem :)

Blogierka
Gość

A wiesz że ja też mam ten niedokwaszony żołądek? I mój ojciec też. Dzięki za ten wpis o to również wyjaśnia wiele rzeczy w moim przypadku :).
Trzymam zatem kciuki za zdrowe tycie i koniecznie daj znać jak Ci idzie :)

rytmynatury.pl
Gość

Trochę bałabym się tak długiego postowania jednak od 2 lat diametralnie zmieniłam swój sposób życia i odżywiania i nie piję również kawy a różnica jest diametralna. Całokształtowi poświęcam swój blog.

Magda
Gość

Boże, ile bym dała, żeby mi również odeszła chęć, a może bardziej nawyk picia kawy. Na razie ograniczam się do jednej co drugi dzień. Małe kroki !

Króliczek Doświadczalny
Gość

Na niektórych to działa – ograniczają, ograniczają, aż w końcu całkiem przestają czuć potrzebę picia/jedzenia czegoś. U mnie z kolei sprawdzają się decyzje i odstawienia z dnia na dzień :)

Amused Observer
Gość

Nie myślę już o przejściu o dietę jako czymś chwilowym trwającym x dni, ale myślę o diecie jako o stylu życia – bo chyba tylko to ma sens.
Każdy musi znaleźć dietę odpowiednią dla siebie :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

No właśnie to jest najlepsze, że nie ma jednej idealnej diety dla wszystkich i rzeczywiście trzeba chyba trochę pobłądzić, zanim znajdzie się swój własny złoty środek. Ale potem się go trzymać, tak jak mówisz, takie chwilowe diety mam wrażenie wprowadzają tylko więcej zamieszania niż pożytku.

PaulinaC
Gość
PaulinaC

Ale teraz jak wygląda Twoja dieta po poście? Jesz mięso, nabiał, pieczywo czy już pożegnałaś się z nimi na dobre?

Króliczek Doświadczalny
Gość

Po tym poście jest zawsze tzw. okres wyjścia, który trwa tyle samo co trwała dieta i w którym stopniowo zwiększa się kaloryczność i dodaje kolejno różne produkty. Przedstawia to tabelka poniżej, gdzie jest to rozpisane dla 6 tygodni. Jeśli się miało krótszy post, to proporcjonalnie przyspiesza się kolejne etapy. Nabiału nie jem (no chyba że jajka uważane są za nabiał), pieczywa też już nie jem od dawna i raczej nie wrócę. Akurat wchodzę w etap kiedy mogę zacząć jeść mięso i będę najprawdopodobniej jadła je raz w tygodniu, bo trafiłam na dobre źródło drobiu (do sklepowego nie jestem przekonana). Aha,… Czytaj więcej »

PaulinaC
Gość
PaulinaC

Dziękuję za informacje :) Bardzo mnie to zaintrygowało ale muszę jeszcze poszukać informacji albo zapytać lekarza czy mogę taki post zastosować ponieważ mam usuniętą tarczycę i codziennie przyjmuje hormony. Chyba, że jest tutaj na sali ktoś kto mógłby się podzielić doświadczeniami?

Króliczek Doświadczalny
Gość

Możesz poszukać odpowiedzi na tej grupie na Facebooku którą podlinkowałam, są tam osoby po różnych przejściach.

Izabela Kornet
Gość
Izabela Kornet

FRYTKI Z PIETRUSZKI! Dlaczego nie słyszałam o nich wcześniej?! :D

Króliczek Doświadczalny
Gość

Frytki (w sensie pieczone w piekarniku, nie na oleju) da się zrobić tak naprawdę z każdego w miarę twardego i mięsistego warzywa. Robiłam już z marchewki, selera, ale najlepsze są z dyn – polecam bardzo, akurat jest sezon :)

Izabela Kornet
Gość
Izabela Kornet

Z dyni uwielbiam mus, ale tak naprawdę nigdy nie jadłam jej na półtwardo, więc takie dyniowe fryty mogą mi smakować. A mus robię całą jesień i zimę i zjadam łyżeczką ;) Jego modyfikacje były różne… :D

Króliczek Doświadczalny
Gość

O, to ja z kolei nigdy nie jadłam musu ani np. zupy z dyni. Teraz jak się do niej przekonałam, to pewnie będę ją wykorzystywać na różne sposoby. Nawet są ciasta na jej podstawie :)

Izabela Kornet
Gość
Izabela Kornet

Dyniowego ciasta na słodko nie piekłam, ale za to piekłam domowe, dyniowe bułki z sezamem. Orany, cudowne były ;) Dobrze, że mam dyńki w ogrodzie ;)

Kajtek
Gość
Kajtek

Cześć :) A powiedz, czy jadłospis znajde w tej książeczce? Czy lepiej poszukać go na jakiejś stronie? :)
Myślałam o tej diecie już kiedyś, kiedyś, dawno temu. Pzdr!

Króliczek Doświadczalny
Gość

Hej, nie ma tam typowego jadłospisu, ale są wymienione propozycje potraw jakie można zrobić z tych ograniczonych produktów. A więcej przepisów i inspiracji jest na podlinkowanej grupie facebookowej :)

Olcha Sosnowa
Gość

Gratuluję pierwszego (i pewnie nie ostatniego) postu! Mi po pierwszym przestały smakować moje ulubione bułeczki ze szpinakiem. Odrzucało mnie na zapach prztworzonego jadła i tak jak Ciebie – zupełnie przestało ciągnąć do słodyczy. Mąż zaliczył kryzys ozdrowieńczy, łącznie z 40 stopniową gorączką. Nasi znajomi przeprowadzją ten post co roku w Wielkim Poście. My w tym roku spasowaliśmy, bo byłam w ciąży.

Patrycja
Gość

Gratuluję!
Fakt zajadania smutku czy nudy już dawno u siebie odkryłam, ale jeszcze z tym walczę..

Little Carmen
Gość
Little Carmen

podziwiam! moim zdaniem ciężki post btw. zaciekawiłaś mnie tą kawą z cykorii

trackback

[…] Asia z Króliczka Doświadczalnego przeprowadziła 21-dniowy post i opisała swoje wrażenie o tutaj. U niej poczytacie, jaki wpływ na organizm ma taka dieta. Ja wypowiem się, gdy skończę 42 […]

Marzena Kud
Gość
Marzena Kud

Podziwiam! Ja robiłam przez ostatni tydzień detoks jaglany i już mi było ciężko,a to tylko tydzień…

Paulina Weiher @theCieniu
Gość

Jak jakiś czas temu próbowałam podobnie głodzącej diety opartej głównie na warzywach, to przez pierwszy tydzień nie czułam zbyt dużej różnicy, ale potem zaczęłam się źle czuć, bolala mnie głowa i ostatecznie odpuściłam. Na grupie wsparcia wszyscy cierpieli na początku, a potem było spoko, a u mnie na odwrót i mam już dość takich eksperymentów, chyba że pod okiem lekarza i dietetyka. Inna sprawa, że ja nigdy nie miałam problemów z podjadaniem ani nie ciągnie mnie do słodyczy. Problemy z obsesyjnym myśleniem o jedzeniu robią się u mnie wtedy kiedy jestem na diecie, więc rezygnuje i po prostu pilnuję zdrowego… Czytaj więcej »

Stracone Nadzieje.
Gość
Stracone Nadzieje.

A mogę poprosić link do tej grupy wsparcia na fb? albo jestem ślepa, albo nie mogę nigdzie znaleźć tego linku

Króliczek Doświadczalny
Gość

Hej, spróbuj wyszukać na fejsie ‚post Dąbrowskiej grupa wsparcia’ trafisz na kilka różnych do wyboru :)

Stracone Nadzieje.
Gość
Stracone Nadzieje.

Niestety większość jest już nieaktualna.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Post dr Dąbrowskiej – porady – spróbuj tak. Wiele z tych grup to grupy zamknięte wiec trzeba poczekać na dołączenie, ja byłam w takiej która ma ponad 20 tys członków

Stracone Nadzieje.
Gość
Stracone Nadzieje.

No w sumie znalazłam coś, ale to nie jest grupa zamknięta itd.. ale.. Dobre i to! :) Dziękuje bardzo.

Jolanta Gron-Volle
Gość
Jolanta Gron-Volle
Marta Iwanowicz
Gość
Marta Iwanowicz

Hej Asiu,
Czy moglabym zamieścić twoja relacje z postu w serwisie dot diety dr Dąbrowskiej?

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Hej, ale w całości?
Nie mam nic przeciwko np. jakiemuś cytatowi i linkowi odsyłającemu do tego tekstu, ale jeśli cały taki sam artykuł znajduje się w dwóch miejscach naraz to jednak grozi uznaniu strony za plagiatującą przez Google :( więc takich sposobów udostępniania moich treści unikam.

Jolanta Gron-Volle
Gość
Jolanta Gron-Volle
Marta Iwanowicz
Gość
Marta Iwanowicz

takze mozesz tutaj: http://www.RazemNaDiecie.org

Anna Bocheńska
Gość
Anna Bocheńska

Piwiedzcie proszę jak się ma dieta do refluksu i nadkwasoty żołądka

Króliczek Doświadczalny
Gość

Odsyłam do dyskusji na grupach na Facebooku, o których jest mowa tu niżej w komentarzach. Tam jest tyle osób że na pewno trafił też ktoś z tą przypadłością. Warto zajrzeć i po dołączeniu do grupy skorzystać z wyszukiwarki która się tam znajduje albo napisać posta z takim pytaniem :)

Adam
Gość
Adam

Dieta, jak dieta – plusy i minusy zawsze są. Ja widziałem, że można ją jako detoks także traktować – http://terazdieta.pl/dieta-dr-dabrowskiej-jako-sposob-skuteczny-detoks/ – czy to również prawda, czy nie jest ona zalecana w tego typu „działaniach” ?

Gosia
Gość
Gosia

o której godzinie jadasz ostatni posiłek przy diecie Dąbrowskiej ile ich zjadasz w ciągu dnia, co pijesz/jesz po przebudzeniu? Czy jadasz tylko surowe warzywa i owoce?

Nadiecie
Gość
Nadiecie

Też miałaś dzien gdy pomyslalas ze zgromadzilo sie w Tobie mnostwo wody ? Mam dzisiaj taki właśnie dzien i szczerze czuje jakbym robila cos zle :(