Wprost uwieeelbiam sarkastycznych ludzi.

To powyżej to była ironia.

Szkoda tylko, że muszę to tak wyraźnie zaznaczyć, ale jesteśmy w internecie i mamy rok 2016, więc skoro nie umieściłam na końcu emotikony, większość z was mogłaby tego nie załapać, nawet gdyby było to napisane comic sansem i na różowo.

A to już był sarkazm.

Jak się z nim czujecie, drodzy czytelnicy? Czy pod tą warstwą heheszków nie wyczuwacie czasem odrobiny… wrogiego nastawienia?

 

 

INTERNET – STOLICA SARKAZMU

 

Przyznaję –  w czasach, kiedy rozkręcałam tego bloga i szukałam dla niego motywu przewodniego, przeszłam fazę epatowania ironią i sarkazmem. Sarkazm wydawał mi się wtedy oznaką szybkiego kojarzenia faktów, poczucia humoru, a więc i inteligencji. Są nawet jakieś badania, które to powiązanie potwierdzają*. Pisałam więc satyry na rzeczy, które mnie drażnią. Ludziom się podobało, więc produkowałam tego jeszcze więcej, brnęłam w ten styl, aż w końcu wpadłam w pułapkę, którą sama na siebie zastawiłam. Kiedy chciałam zamieścić na blogu coś poważniejszego, bardziej refleksyjnego – liczba czytelników się zmniejszała, bo przecież przyzwyczaiłam ich do mocnej, skondensowanej rozrywki w stylu 20-minutowego sitcomu. Dlaczego mieliby nagle zacząć traktować mnie poważnie?

Dziś patrzę na ten etap trochę ze wstydem. Bo widzę, że jak wielu, uległam społecznemu trendowi, zgodnie z którym najlepiej sprzedają się złośliwe, acz błyskotliwe komentarze otaczającej rzeczywistości. Im ostrzejsze i sprytniej zawoalowane, tym więcej lajków. Przoduje w tym Twitter, nie ustępuje mu Facebook i blogi. Dlaczego? Po co? Ktoś gdzieś powiedział, że:

czysta prawda bez gorzkich lub ostrych ozdobników brzmi zbyt infantylnie/patetycznie, jest za mało efektowna.

I to ma sens, zwłaszcza dla pokolenia przyzwyczajonego przez media do mocnych doznań i niereagującego na prosty przekaz. Zalewa nas codziennie tyle informacji, że jesteśmy w stanie dostrzec tylko te najbardziej kreatywne, wymyślne, czy pikantne. Trudno kogoś za to winić.

ALE! Trendy w Internecie to tylko jedna strona medalu. Dopóki tutejszy sarkazm nie jest wycelowany w konkretne osoby czy mniejszości, dopóki piętnuje to, co rzeczywiście zasługuje na napiętnowanie, można się uśmiechnąć. Sama też się śmieję (lub dziko rechoczę) po drugiej stronie monitora, nie połknęłam jeszcze kija, bądźcie spokojni.

Chodzi mi o jeszcze coś innego.


 

NA PEWNO ZNASZ KOGOŚ TAKIEGO.

 

Kogoś, kto z sarkazmu zrobił swój znak rozpoznawczy, kto nie potrafi już normalnie odpowiedzieć na dzień dobry czy ogłosić, że doczekał się potomka bez rzucania jakiejś ironicznej uwagi, kto każde towarzyskie spotkanie traktuje jako okazję do poćwiczenia rzutów osobistych w kierunku znajomych.

Może to kolega w pracy, wykładowca na uczelni, znajomy widywany na imprezach, czy nawet ktoś z rodziny. Sarkastyczny do bólu, nie do przegadania. Docina tak, że może zaboleć, ale łatwo jest mu schować się za płaszczykiem mocniejszego poczucia humoru, zwłaszcza, że resztę towarzystwa jego uwagi często bawią – przynajmniej dopóki sami nie staną się ich ofiarą.

Szkoda, że prawda o tym ich „poczuciu humoru” zwykle nie jest już tak zabawna.


 

SARKAZM CZY SCAR-CASM?

 

Warto zauważyć, że słowo sarkazm pochodzi od greckiego sarkasmos, oznaczającego „gryźć ze złości wargi” – i chyba nic nie oddaje lepiej natury tego zjawiska. John Haiman, lingwista z college’u w St. Paul mówi, że kiedy ludzie używają sarkazmu, rzadko kiedy są to TYLKO żarty. Najczęściej w ich słowach jest więcej niż ziarno prawdy, ale wszystko osłonięte jest warstwą humoru. Dla ochrony. Bo sarkazm jest techniką przetrwania ludzi inteligentnych, lecz niepewnych – tłumaczy Haiman. –  Używamy go żeby wydawać się mocniejsi lub silniejsi, jednak nie robimy tego z całkowitą powagą i szczerością, bo ludzie mogliby szybko uznać nas za dupków.


Vanessa Van Edwards, behawiorysta i autorka strony Science of People, dodaje, że sarkazm zwykle ma 3 źródła: 

1 – NIEPEWNOŚĆ. Dla niektórych sarkazm jest metodą na uniknięcie konfrontacji, której się obawiają. Nie chcą narażać się na odmowę czy negatywną reakcję, więc używają go zamiast poprosić, wyrazić coś wprost.

2 – TŁUMIONY GNIEW. Czasami sarkazm jest również pasywno – agresywnym sposobem na nieoczywiste wyrażenie swojego rozczarowania lub złości na kogoś.

3 – POCZUCIE SPOŁECZNEGO NIEDOSTOSOWANIA. Dotyczy to ludzi, którzy nie zawsze umieją podtrzymać rozmowę i nie wiedzą jak odczytywać zachowania i nastroje w towarzystwie (bo np. więcej czasu spędzają w internecie, niż wśród żywych). Wybierają oni sarkazm, żeby zaprezentować się jako zabawne i inteligentne osoby (przecież w sieci to działa!) ale często wśród nowo poznanych przynosi to odwrotny efekt i ostatecznie są odbierani jako złośliwi czy zgorzkniali.


Gdzieś, już nie pamiętam gdzie, trafiłam na celną uwagę, że sarkazm powinien właściwie nazywać się SCAR-CASM (od ang. scar – blizna, szrama), bo jego notoryczne używanie jest oznaką ludzi wewnętrznie zranionych, cierpiących, którzy chcąc zaznać ulgi, przerzucają swoje cierpienie na innych. Dokładnie na tej samej zasadzie, na której osoby maltretowane w dzieciństwie same często stają się oprawcami dla słabszych.


 

 

JAK REAGOWAĆ NA SARKAZM, KTÓRY BOLI?

 

Jeśli masz często do czynienia z osobą, która obrzuca Cię sarkastycznymi uwagami, a Ty nie masz już ochoty ich znosić, możesz zastosować cztery podejścia:

  • wdać się z nią w potyczki słowne, starając się odbić piłeczkę jeszcze większym sarkazmem – ale najczęściej ona i tak pokona Cię doświadczeniem, lub co gorsza, uzna, że rzucasz jej wyzwanie i przy każdej okazji będzie szykować na Ciebie coraz to mocniejsze pociski;
  • udać, że nie zrozumiałeś jej uwagi (pisałam o tej technice TUTAJ na fanpage’u);
  • odpowiedzieć z rozbrajającą szczerością, udając, że traktujesz jej uwagę całkiem poważnie („chciałeś przez to powiedzieć, że wyglądam na grubszą niż kiedy ostatnio się widzieliśmy? Muszę porozmawiać o tym z moim dietetykiem, najwyraźniej ta dieta nie działa jak należy”). Ta osoba pewnie boi się konfrontacji, więc po takim wyznaniu jest spora szansa, że poczuje się zakłopotana i zacznie się wycofywać;
  • obnażyć przyczyny, dla których dana osoba stosuje wobec Ciebie sarkazm – („czujesz się czymś zagrożony, że mówisz takie rzeczy? Nie bój się, my wszyscy tutaj jesteśmy bardzo tolerancyjni i przyjaźni”). Trzeba tylko uważać, by przy tej technice nie popaść w złośliwości i nie dawać takich sygnałów ciałem lub mimiką – przecież nie chcemy zwalczać ognia ogniem.

 

Sam jesteś uzależniony od sarkazmu? 

 

Nawet jeśli nie masz negatywnego czy złośliwego nastawienia, bo to tylko „przyzwyczajenie” czy „styl bycia”, weź pod uwagę, że ci, którzy po Twoich słowach się śmieją, gdzieś w głębi mogą czuć się dotknięci. Choć być może nigdy Ci tego nie powiedzą. Jeśli zależy Ci na szczerze pozytywnych relacjach, a nie tylko ich namiastce, pamiętaj, że ludzie zapominają konkretne słowa jakie do nich wypowiedziałeś, zapominają też czyny, ale rzadko kiedy zapominają, jak się przy Tobie czuli. Im częściej czują się przy Tobie zranieni lub ośmieszeni, tym bardziej zaczynają kojarzyć Cię z  tym uczuciem, a w efekcie – unikać, całkiem dosłownie, albo przez wprowadzenie dystansu emocjonalnego.

Sarkazm jest jak przyprawa, w niewielkiej ilości dodaje relacjom smaku, w nadmiernej – powoduje niestrawność i rozstrój żołądka.


* – ZAWSZE są jakieś badania, które to potwierdzają.