Pamiętam podsłuchaną kiedyś telefoniczną rozmowę współlokatorki (nazwijmy ją roboczo Agnieszka) z chłopakiem.

– … no i byłam dzisiaj na zakupach i oprócz BlaBlaBla (długa tyrada opisująca wszystkie przeżycia po drodze) kupiłam ci taki mały, śmieszny samochodzik, jak się go nakręci, to tak szybko jeździ. Wiem, że ci się spodoba. – mówiła to z wielkim entuzjazmem, który jednak stopniowo przygasał, żeby w końcu przerodzić się w zarzut. – A czemu ty nigdy nie kupujesz mi takich spontanicznych prezentów? Ja zawsze o tobie myślę kiedy jestem na zakupach!

Z tego co pamiętam, chłopak Agnieszki myślenie-o-niej wyrażał nieco inaczej. Przynosił jej leki, gdy chorowała, przykręcił półkę, która groziła nagłym zawaleniem, naprawił nawet skazany na zapomnienie telewizor z naszej stancji. Zdarzało się też, że pomagał jej ogarniać bałagan, który produkowała wszędzie, gdzie się znalazła, również w pomieszczeniach wspólnych (i dlatego był jedynym z chłopaków współlokatorek, na którego wizyty autentycznie się cieszyłam). 

Na nic to jednak, bo Agnieszka co chwilę tęsknie zerkała na szafkę mieszkającej z nią w pokoju Joli.

Honorowe miejsce zajmował tam biały miś, kilka zasuszonych róż, butelka perfum Britney Spears i kolekcja blaszanych pudełek w kształcie serca, po drogich, jak na studencką kieszeń, czekoladkach. Bo chłopak Joli o uczuciu mówił właśnie przez prezenty, może niezbyt ambitne, ale częste. Odwiedzał nas o wiele rzadziej, niż złotoręki mężczyzna Agnieszki, ale zawsze przywoził COŚ. Coś, co miało rozchmurzyć ponure zwykle oblicze Joli.

I to okazywało się bezskuteczne, bo tym, czego najbardziej potrzebowała Jola (jak wynikało z kolejnych podsłuchanych przeze mnie rozmów) był właśnie spędzony razem czas. WIĘCEJ spędzonego razem czasu. Na spacerach, w restauracjach, gdziekolwiek.

Tkwiąc przez rok między jedną a drugą wiecznie wzdychającą współlokatorką, nauczyłam się paru ważnych rzeczy:

– po pierwsze – nie rozmawiaj przez telefon na wspólnym korytarzu, nawet jeśli wydaje ci się, że robisz to cicho;

– po drugie – możesz bardzo się starać pokazać, jak zależy ci na drugiej osobie, ale jeśli nie robisz tego w sposób, który do niej przemawia, to tak jakbyś nie robił tego wcale. I prędzej czy później oberwiesz rykoszetem za wszystkie nagromadzone frustracje i poczucie bycia niekochanym/aną.

Bang!


 

5 JĘZYKÓW MIŁOŚCI. KTÓRYM MÓWISZ TY?

 

 

I tu mógłby być koniec bajki, ale po paru latach trafiłam na teorię, która pięknie to wszystko ubiera w słowa. Jej twórcą jest Gary Chapman, terapeuta i publicysta, autor książki „5 języków miłości” – jednego z najczęściej polecanych poradników na temat związków. Z tego co słyszałam, chętnie czerpią z niego również prowadzący nauki przedmałżeńskie.

Jak mówi Chapman:

Moje wnioski po 30 latach terapii par: jest pięć podstawowych emocjonalnych języków miłości, pięć sposobów, na które ludzie wyznają i rozumieją miłość. Tak jak język mówiony może mieć różne dialekty i wariacje, tak i wśród pięciu języków miłości istnieje wiele dialektów… Najważniejsze, to mówić językiem, który rozumie twój małżonek.

i jeszcze jedna uwaga:

Nie możesz zmusić kogoś, żeby zaakceptował Twoją ekspresję miłości. Możesz ją tylko zaoferować. Jeśli nie zostanie przyjęta, musisz uszanować decyzję tej osoby.

Anglojęzyczny test sprawdzający język miłości znajdziecie tutaj:  5lovelanguages.com, ale w zasadzie wystarczy przeczytać opis każdego z nich, by poczuć, że ten lub tamten szczególnie do nas przemawia.

Polecam zastanowić się nad tym od razu z partnerem.


 

1. SŁOWA UZNANIA, DOCENIENIA

 

5 języków miłości - słowa

Jeśli czujesz się najbardziej kochany, gdy słyszysz od swojej drugiej połówki, że docenia Twoje wysiłki, gdy prawi Ci komplementy, powtarza, że Cię kocha, pragnie, czy lubi jakąś Twoją cechę – jest bardzo prawdopodobne, że Twoim językiem miłości są słowa docenienia. Nieważne, że partner o Ciebie zadba, przyniesie prezent, lub w czymś Cię wyręczy – jeśli odpowiednio często nie przypomni Ci słowami, że kocha, czujesz się zaniepokojony.

Osoby mówiące tym językiem czują się głęboko zranione wszystkimi obelgami czy niemiłymi słowami wypowiedzianymi w kłótni z ukochanym/ną.


 

2. POMOC, DZIAŁANIE NA RZECZ DRUGIEJ OSOBY

 

5 języków miłości pomoc

To Twój język, jeśli zgadzasz się ze stwierdzeniem, że wyręczenie kogoś w sprzątaniu domu czy wykonanie za niego jakiegoś obowiązku, kiedy jest zmęczony, najlepiej mówi o prawdziwej miłości i oddaniu. Trafia też do Ciebie powiedzenie: czyny mówią głośniej niż słowa.

Dlatego też, jeśli ktoś prawi Ci czułe słówka, a w rzeczywistości nie wywiązuje się ze swoich obietnic i nie jest w stanie zrobić nic dla Ciebie, bardzo traci w Twoich oczach.


 

3. PODARUNKI

 

5 języków miłości - podarunki (1)

Język miłości wyrażany przez prezenty nie ma nic wspólnego z materializmem. Bo tu nie liczy się cena podarunku, a sam fakt jego otrzymania i to, że ktoś o Tobie pomyślał, starannie dobrał to, co na pewno Ci się spodoba, albo wykonał/zebrał coś samodzielnie, poświęcając na to swój czas.

Jeśli to Twój język, przegapione urodziny czy rocznica bardzo Cię bolą i odczytujesz je prosto: nie liczę się dla ciebie! Podobną frustrację możesz odczuwać, kiedy Twój partner wręcza Ci prezenty tylko przy oficjalnych okazjach, albo są to rzeczy w rodzaju karty podarunkowej czy gotowego zestawu prezentowego (o ile tego właśnie nie chciałaś/eś).


 

4. WARTOŚCIOWY CZAS SPĘDZONY RAZEM

 

5 języków miłości - wartościowy czas spędzony razem

To Twój język, jeśli nic tak nie mówi Ci o miłości partnera, jak wspólnie spędzone chwile i czas, który poświęca tylko Tobie. Bez rozpraszania się smartfonem czy obowiązkami. Tylko pełna, niepodzielna obecność, wartościowe rozmowy i spędzanie czasu na ciekawych czynnościach/w ciekawych okolicznościach.

Jeśli więc podczas Waszych rozmów partner odlatuje gdzieś myślami, zerka na komputer, albo odwołuje Wasze spotkania, bo jest coś ważniejszego, czujesz się zaniedbana/y.


 

5. DOTYK

 

5 języków miłości dotyk

Tu nie musi chodzić o dotyk seksualny. Dla osoby, która ceni sobie kontakt fizyczny z partnerem, ważne są takie gesty jak przytulanie, trzymanie się za ręce podczas spacerów, buziaki na powitanie i pożegnanie, czy choćby stroszenie włosów. To wszystko pozwala jej poczuć się kochaną, zauważoną, sama też wyraża w ten sposób, że troszczy się o drugą osobę i cieszy ją jej towarzystwo.

Jeśli to Twój język, nic tak nie boli Cię, jak rozłąka i fizyczna niedostępność partnera, a jego niechęć do dotyku sprawia, że czujesz się odrzucony/na.


* * *

Niektórzy mogą preferować dwa lub trzy języki naraz, jednak zazwyczaj jest taki jeden, ważniejszy niż pozostałe, na którym powinien skupić się partner. Czasami poznanie swoich języków może być momentem przełomowym dla związku, wyzwalającym z egoistycznych przekonań typu: „naprawdę dbam o naszą relację, a to jego/jej wina, że tego nie zauważa”.

Co ciekawe, języki te mają też zastosowanie w innych relacjach, np. rodzinnych czy przyjacielskich.

Czy Twojego rodzica bardziej cieszy prezent urodzinowy, czy Twoja obecność podczas tego święta?

Im prędzej wdroży się tę wiedzę w życie, tym więcej zyskają na tym wszystkie nasze związki.


PS – U mnie na pierwszym miejscu jest dotyk, a zaraz za nim – słowa docenienia. A jaki jest Twój język?