Tegoroczni maturzyści drżą, bo już wkrótce wyniki matur (w tym roku 5 lipca). I zaraz ruszy cała machina z rekrutacjami na studia.

Jeszcze niedawno była studniówka, potem przeglądaliście nerwowo maturalne karty pracy, później zakwitły kasztany i… Teoretycznie powinniście już wiedzieć, co teraz  ze sobą zrobicie, ale praktyka pokazuje, że bywa różnie i możecie skończyć tak jak ja, na dość przypadkowym kierunku. Jeśli ciągle jeszcze macie wątpliwości, to przeczytajcie, jakimi czynnikami NIE kierować się wybierając miejsce i specjalizację swoich studiów. A osoby które już mają mgr przed nazwiskiem, mogą dodać w komentarzach coś od siebie, ku pokrzepieniu 18-letnich serc.

Nie wiem jaki odsetek tegorocznych maturzystów ma dokładny plan na swoje życie i jest w pełni świadomy tego, co chce z nim zrobić… lub co powinien, biorąc pod uwagę swoje uzdolnienia i predyspozycje. Co za ponury absurd, by o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem. Ja sama mając 18 lat, po 3 latach liceum profilowanego, miałam w głowie jedynie wielki kłębek splątanych myśli. Podsumowywałam swoje zainteresowania i talenty, oceniając szanse: psychologia? anglistyka? a może hinduistyka? na malarstwo się nie dostanę… co mogę studiować w Częstochowie albo Kielcach?

 

Nie oceniałam zbyt realnie możliwości, nie zrobiłam researchu wśród znajomych studentów, swoją wiedzę na temat różnych kierunków studiów czerpałam głównie z opasłego „Informatora Maturzysty” i sugestii rodziców. Moi rówieśnicy też nie byli zbyt zdecydowani i ogarnięci w temacie. Ciekawe, że pod koniec naszej wspólnej drogi rozmawialiśmy bardziej o maturach, niż o studiach – do tej pory nie wiem co – i czy w ogóle – studiowali niektórzy z nich. Dziwny to był czas i dziwni my.
Ostateczna decyzja zapadła, kiedy dostałam do rąk wyniki. Jeszcze tego samego albo następnego dnia pojechałam do Kielc, złożyć papiery na resocjalizację ze specjalnością profilaktyka społeczna, a później do Częstochowy – na filologię angielską, specjalność język biznesu. Tylko te dwa kierunki, taki optymistyczny wariant, że na któryś na pewno się dostanę. I jednocześnie duże ograniczenie, bo tym samym odrzuciłam wiele dziedzin, które interesowały mnie bardziej niż wspomniane. Tłumaczyłam sobie wtedy to mniej więcej tak: 


– BO TO BLISKO DOMU –

Moi rodzice starali się mocno wybić mi z głowy studiowanie gdzieś daleko – np. we Wrocławiu (już wtedy mnie tu ciągnęło). Ponieważ w grę wchodziły w zasadzie dwa ośrodki akademickie, w promieniu ok. 70 km od mojego domu, odrzuciłam też myśli o psychologii, której nie było ani w Kielcach, ani w Częstochowie. Przeglądałam zatem ofertę państwowych uczelni w obu tych miejscach i robiłam eliminację dostępnych na nich kierunków, aż do wyboru teoretycznie najmniejszego zła.

Nie miałam na tyle samozaparcia i wiary w swoje możliwości, żeby uprzeć się na wyjazd gdzieś dalej. Dziś myślę, że na pewno przeforsowałabym swoje zdanie i przekonała do niego rodziców, gdybym tylko sama była do niego w 100% przekonana. A tak wolałam udawać dziecko zależne całkowicie od woli dorosłych – zawsze było na kogo zrzucić brak próby spełniania swoich marzeń… Jak to mówił ex-prezydent: nie idźcie tą drogą.

– BO NIE BĘDĘ MIAŁA PIENIĘDZY – 

Ten punkt łączy się u mnie z pierwszym. Wymienione wcześniej miasta wchodziły w grę ze względu na stosunkowo niskie koszty wynajmu mieszkań i utrzymania. Im dalej, tym więcej trzeba było płacić za możliwość pobierania bezpłatnej nauki… Poddałam się więc temu, że będę studiować w tanich miastach i odrzuciłam myśli o tych droższych, choć miały znacznie szerszą ofertę ciekawych dla mnie kierunków i lepsze perspektywy późniejszego rozwoju. Uznałam, że skoro rodzice nie dadzą mi więcej pieniędzy, ja tym bardziej nie będę ich miała.
Dziś mówię – to też nie jest przeszkoda! Wystarczy spojrzeć na wszystko z kalkulatorem w ręku, oceniając na chłodno możliwości i ograniczenia. Mówiąc o możliwościach, mam na myśli szansę zdobywania stypendium (zarówno socjalnego, jak i za wyniki w nauce), którego nie brałam wtedy pod uwagę, czy ostatecznie kredyt studencki – tańszego kredytu już nigdy w życiu nie dostaniecie. No i podjęcie pracy – okazuje się (no szok normalnie!), że można dorabiać sobie już od pierwszego roku, mimo nieznajomości nowego miejsca i ogólnego zagubienia. Trzeba tylko być świadomym celu, na jaki te pieniądze zostaną przeznaczone. Jeśli chcemy, nie ma siły, żeby nie dać rady.

– BO RODZICE / ZNAJOMI MNIE NAKŁANIAJĄ – 

O wpływie rodziców powiedziałam już wystarczająco, spotkałam się jednak też z przypadkami, gdy jakieś pary przyjaciółek wybierały się na tą samą uczelnię. I któraś z nich zwykle bez większego przekonania, ale z myślą, że skoro ta druga idzie, to razem będzie raźniej. Łączyło się to często z planem wspólnego zamieszkania w akademiku/wynajęcia mieszkania.
A ja mówię, że pod wpływem koleżanki można wybrać najwyżej sukienkę lub lakier do paznokci, a nie wstęp do swojej kariery zawodowej! Dodam też, że w takich sytuacjach powiedzenie „chcesz kogoś znienawidzić, to z nim zamieszkaj” wydaje się bardzo trafione (u mnie sprawdziło się idealnie). Jeśli nie masz przekonania do jakiegoś kierunku, albo nawet do jakiegokolwiek kierunku, nie poddawaj się presji, niczyim namowom, nie ma nic gorszego niż osoba tłumacząca swoją decyzję o studiach tym, że…

– BO MUSZĘ STUDIOWAĆ COKOLWIEK / NIE MOGĘ STRACIĆ ROKU – 

Z tym też się spotkałam. Pokutuje w nas ciągle jeszcze dziwne przekonanie, że aby osiągnąć w życiu sukces KONIECZNIE musimy skończyć studia. Jakiekolwiek. I że lepiej jest wybrać się na byle jaki kierunek, niż stracić po maturze rok. Tak więc absolwenci, którym źle poszła matura obniżają często swoje standardy i lądują na studiach, które nie do końca zaspokajają ich ambicje. A później niejednokrotnie już na nich zostają – bo ciężko jest ruszyć się z miejsca…

Tymczasem zrobienie sobie roku przerwy po maturze nie jest wcale złym pomysłem, o ile ma się na niego jakąś konkretną wizję: wyjazdu za granicę do pracy, czy z nastawieniem na podróże, zrobienia w tym czasie kursu, który da praktyczną wiedzę pożądaną na rynku pracy/rozwijającą wnętrze… zarobienia na lepsze/ciekawsze studia gdzieś poza własnym rejonem… czy przygotowania się do ponownego podejścia do matury, żeby z większą liczbą punktów już na pewno dostać się na prestiżowy kierunek. Jest mnóstwo opcji i naprawdę nie widzę sensu w pchaniu się na studia, kiedy się tego w ogóle nie czuje.  To prędzej czy później skończy się porażką. Jawną lub utajoną.


– PO TYM KIERUNKU NA PEWNO JEST PRACA / NIE MA PRACY – 

Dziś niebezpiecznie jest szafować określeniami, że jakiś kierunek studiów gwarantuje dobrą pracę, a jakiś inny jest w ogóle bez przyszłości… To częsty błąd maturzystów, którzy bez przekonania idą na kierunki inżynierskie, albo odmawiają sobie studiów humanistycznych, które ich kręcą, dlatego że… no właśnie. Czas Was uświadomić. Nie ma czegoś takiego jak pewna praca, ani gwarantowane bezrobocie! Prawda jest taka, że prawdziwy pasjonat, oddany swojej dziedzinie, prędzej czy później osiągnie sukces nawet po niszowym kierunku, a ignorant, który mechanicznie zalicza kolejne sesje na kierunku ‚przyszłościowym’, może boleśnie zderzyć się z wymaganiami rynku pracy. Który ciągle się zmienia, i który oczekuje od absolwenta nie tylko dyplomu z magistrem, ale i wielu osobistych kompetencji, a przede wszystkim – praktyki i zaangażowania.

Żeby niektórzy się nie dziwili, że mówię takie oczywistości – ja kiedyś o tym nie wiedziałam. I dziwnie jakoś tak się złożyło, że nie miał mi kto o tym powiedzieć.


– I TAK SIĘ TAM NIE DOSTANĘ – 

To chyba najgorsza z możliwych motywacji. I tak nie dostanę się na psychologię, więc nawet nie będę składać. Nie przejdę egzaminów na aktorstwie, więc daruję sobie rekrutację – itd. Mogę teraz wymądrzać się na ten temat, bo sama należałam do osób, które łatwo się poddają i zaniżają swój potencjał. A to głupota totalna – jeśli nawet nie podejmie się próby, nie można mówić z całkowitą pewnością, że by się nie udało. Czasem udaje się wręcz fuksem, np. jakiś kandydat na liście przed nami zrezygnuje. Albo dostajemy się jako wolni słuchacze – w taki sposób kilka osób trafiło na moją resocjalizację (po roku czy nawet pół i zaliczonej sesji byli już pełnoprawnymi studentami). Próbować zawsze warto – choćby dla spokoju ducha. A jeśli wyjątkowo zależy Wam na jakimś kierunku, jedna próba dostania się to za mało.

Słuchajcie starszej koleżanki i wybierajcie dobrze! ;)

Mam nadzieję, że uśmiechniecie się już wkrótce patrząc na te cyferki i procenty w wynikach, i że nie będzie to uśmiech przez łzy. No chyba, że wzruszenia.


 

PS – Odświeżam ten tekst jeszcze z jednego powodu – dziś, mając prawie 30 lat, spełniłam wreszcie swoje odkładane marzenie i zarekrutowałam się na te studia, które kiedyś odrzucałam, zakładając z góry, że się nie dostanę, albo że będzie to zbyt drogi interes. Ha, drogo to będzie dopiero teraz, ale i tak cieszę się jak szalona! W osobnym tekście opowiem Wam o tym, co to za kierunek i co ostatecznie skłoniło mnie do tej decyzji.

 


 

53
Dodaj komentarz

avatar
41 Comment threads
12 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
38 Comment authors
zbi rusWspomnienia czerwca 2016 - Pani KulturaDarkbloomEsencja Kobiecościmuscaria Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jacek eM: dizajnuch
Gość

„Co za ponury absurd, by o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem” miałem kiedyś w opisie na fb – idealnie do mnie pasuje. I do moich studiów wybranych jeszcze w 5 klasie podstawówki też :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Woow, serio wybrałeś je w 5 klasie? Co na to wtedy wpłynęło?

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Chyba zapisanie na kółko komputerowe :)
Bo wiesz, to było tak dawno temu, że kompy to się nazywały ZX Spectrum i były rzadsze niż skalny smok. I tak to postanowiłem zostać informatykiem, którym to ostatecznie zostałem. I którym nie chciałem zostać już gdzieś tak na 2-3 roku studiów, ale skoro już zacząłem… Potem praca w korpo i coraz bardziej się okazywało, że to nie dla mnie. Tak, że dokładnie wiem, o czym mówisz :)

Esy Floresy Fantasmagorie
Gość

Dokładnie tak.. Moje studia to porazka…resocjalizacja heh.. Najbardziej ciekawa pedagogika ;-) umieram z ciekawości na co idziesz :-)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ja też już się nie mogę doczekać żeby ogłosić o tym światu, pewnie już jutro będę przygotowywać tego posta :D

Brzeska
Gość

W pełni się zgadzam. Jestem po poerwszym roku i ja miałam to szczęście, że jestem tam hdzie chciałam. Wiedziałam co chcę robić i pod tym kierunkiem szukałam studiów. Jak dla mnie ‚byleby studiować’ jest mało sensowną opcją, bo gdy mam momentami zapoeprz naukowy to nie wytrzymałabym gdybym miała taki wysiłek podejmować do czegoś, czego kompletnie nie czuje. Koleżanka studentka to mówi, że pomysł na siebie jest kluczem. Przy nim i samozaparciu, czy innymi słowy motywacji, wszystko się ułoży. Czas na naukę, kasa na mieszkanke itd, i czas na studenckie życie. Trzeba tylko wiedzieć i porozkminiać, jak nie ma łatwej i… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Mogę Ci tylko pogratulować, że miałaś ten plan już od początku i za nim poszłaś :)

Olga
Gość

Sama prawda!

Moja decyzja o studiach była dość przemyślana: to było tuż po zamachu na WTC, kiedy media boleśnie odczuwały niedobór ludzi, którzy znaliby się na islamie. I w ogóle na religiach. Więc poszłam na religioznawstwo z zamiarem zostania dziennikarzem, którzy specjalizuje się w tej tematyce.

Czy wyszło? No jasne, że nie :-P Jestem copywriterem i pracuję w agencji kreatywnej. I bardzo się cieszę, że mój plan się nie powiódł. Nie chciałabym być dziennikarzem…

Ata Magda
Gość
Ata Magda

jak bardzo się zgadzam z „– I TAK SIĘ TAM NIE DOSTANĘ – ” tak bardzo się nie zgadzam z „– PO TYM KIERUNKU NA PEWNO JEST PRACA / NIE MA PRACY – ” Jestem na 4 roku na politechnice śląskiej na GIGu na geologii. W życiu nie wybrałabym drugi raz tego wydziału. Politechnika owszem, ale coś sensownego z widniejącymi gdzieś ofertami „praca dla studenta, lub wymagane wykształcenie; BEZ: min 3 lata doświadczenia na podobnym stanowisku i z uprawnieniami A,B,C,D itp itd”. Mimo, że geologia to moja pasja, uważam że na razie straciłam 4 lata, z tej pasji się nie… Czytaj więcej »

nieogar
Gość
nieogar

zgadzam się… straciłam wiele lat na studiowanie bezrobocia i podczas gdy rówieśnicy jakoś tam się ogarniają ja wciąż zaniżam wymagania przy szukaniu pracy i rozważam wizytę u psychologa bo szlag mnie trafia od tej wiecznej kąpieli w poczuciu winy i myśleniu ile to lat zmarnowałam.
Myślę, że sporo zależy od osobowości – jeżeli ktoś jest mega otwartą i zorganizowaną osobą, pełną marzeń i pomysłów, nie bojącą się wcielać ich w życie to nawet studiując moje-bezużyteczne-hobbylogię odniesie jakiś sukces i będzie się spełniać. Bycie nieogarem po bezużytecznym kierunku jest ciężkie :P

Karo (pinchofsalt)
Gość
Karo (pinchofsalt)

Moja droga, ja, jako absolwentka właśnie anglistyki (plus jeszcze komparatystyki), kiedy czytam akapit „Dziś niebezpiecznie jest szafować określeniami, że jakiś kierunek studiów gwarantuje dobrą pracę, a jakiś inny jest w ogóle bez przyszłości” tylko kiwam głową. Znajomi mojej lepszej połowy po studiach technicznych nie są w połowie tak dobrze ogarnięci karierowo jak ja, a przecież jestem HUMANISTKĄ ;) Zawsze też ogarnia mnie pusty śmiech, jak panie rekruteki pytają co osoba po filologii szuka w korporacji… Masakra :)

Maria
Gość
Maria

Ja jestem tegoroczną maturzystką i to co wiem teraz to to, że nie chce isc na zaden kierunek związany z moim profilem w LO. Zastanawiam sie tylko czy jeśli nie mam wielkich predyspozycji do tego co bym chciała (jakieś są ale z tego co mi wiadomo to trzeba miec teoche wiecej), to czy w rok przy motywacji i chęci bede w stanie to nadrobic? Co o tym sadzisz?

Króliczek Doświadczalny
Gość

To zależy co to dokładnie jest, ale zawsze pozostają różne kursy, korepetycje czy wreszcie – samodzielna nauka, i np. poprawienie wyników matury w razie czego… znam osobę która nie dostała się na medycynę ze względu na zbyt niskie wyniki i spędziła rok właśnie doszkalając się z biologii, fizyki i chemii, a potem zdała maturę drugi raz i już studiuje :) Jeśli motywacja jest w miarę stała, a nie czujemy tylko słomianego zapału, to szanse są duże. Trzeba tylko sobie dobrze rozpisać plan tych rocznych przygotowań, bo to dość dużo czasu i może pojawić się pokusa, żeby sobie poluzować, skoro tyle… Czytaj więcej »

Marta | Zafascynowana życiem
Gość

Gratulacje, że realizujesz swoje marzenie! :) Gdybym miała się cofnąć o te 11 lat, które dzielą mnie od decyzji wyboru studiów, byłoby teraz zupełnie inaczej. Absolutnie nie żałuję, bo są inne plusy, które pomniejszają minus wyboru moich studiów ;) Pedagogiem specjalnym jestem tylko na papierze, moja obecna praca nie ma z tym kierunkiem zupełnie nic wspólnego (chociaż patrząc na niektórych klientów, zastanawiałabym się:)). Coś czuję, że albo nie poszłabym na studia od razu po maturze, albo wybrałabym kierunek nie-pedagogiczny. Bardziej skłaniam się teraz ku tej drugiej opcji – dałabym sobie czas na sprawdzenie, co chciałabym tak naprawdę studiować.

random-witch
Gość

Ha, do tego punktu „blisko do domu” – jestem osobą mega nieśmiałą, mega niesamodzielną i mega nieogarniętą. I dla mnie po maturze liczyły się tylko dwie uczelnie – UW i UJ. Fakt, że do jednej miałam 70km, a do drugiej… dużo, dużo więcej. Ale nie myślałam o tym, że „o nie, nie poradzę sobie sama daleko od domu…” – myślałam: „jestem warta, by studiować na najlepszych uczelniach w kraju, jeśli się dostanę – wtedy może zacznę panikować”. :P Dostałam się na UW – więc w sumie problem z dalekimi podróżami do domu zażegnany. Niestety po miesiącu (pfu! tygodniu!) studiowania okazało… Czytaj więcej »

Sławomira
Gość

Ja zamierzam iść na medycynę, z jednej strony się boję, bo wmawiają mi, jak ciężko będzie. Z drugiej strony: jej, będzie genetyka, będzie biologia bez botaniki (hejt, nie lubię botaniki, bo na niej człowiek uczy się mnóstwa rzeczy i nie ma chorób –> wiedza nie jest przydatna). A jak wymarzę sobie coś innego… cóż, o wymyślenie sobie nagle religioznawstwa czy jakiejś historii sztuki się nie podejrzewam, zaś jedyne, co jeszcze umiem, to pisać i rysować. Do tego nie potrzeba studiów,

Ewa Król
Gość

A ja studiuję swój (prawie) wymarzony kierunek. Bardzo chciałam pójść na chorwacki, niestety go nie otworzyli (tak, tylko w tym jednym roku…), więc trafiłam na serbski. Języki są niemalże identyczne, przy okazji poszerzam znajomości kultury, bo jednak prawosławna Serbia dużo bardziej się od nas różni niż Chorwacja, która jest katolicka, a więc nam podobna. I nie religię mam tu na myśli, tylko kulturę obyczajowość, która wokół kręgów religijnych wyrastała. Czy żałuję? Różnie bywa. Są chwile, kiedy z całą świadomością cieszę się, że tak się potoczyło – z wielu względów związanych z nauką jako taką, z powodu wspomnianego już poszerzania horyzontów.… Czytaj więcej »

Dominika W.
Gość
Dominika W.

Ja myślę, że jednak najważniejsze to się nie poddawać, nie załamywać złą decyzją, nie bać się zrezygnować, zmienić kierunek i szukać tego co nam odpowiada ( to może być także rzucenie studiów całkowicie!). Czasem od początku wiemy, że to nie to, ale dalej brniemy w tym samym kierunku. Ciężko jest zostawić coś co się zaczęło a czasem to najlepsza decyzja :) Sama nie umiałam się na to zdecydować, przez co skończyłam bezsensownego licencjata ale na szczęście zaczęłam od nowa coś zupełnie z innej beczki i już czuję jestem na właściwych torach :)

Autopogoń
Gość

największym błędem, jaki popełniłam, było zostanie na studiach w rodzinnym mieście. mieszkanie z rodzicami daleko od centrum, z beznadziejną komunikacją, bez autobusów nocnych – przez całe studia byłam może na 3 imprezach i w ogóle nie poznałam żadnych ludzi, więc mam wrażenie, że sporo w tej kwestii straciłam. wtedy nie chciałam wyjeżdżać i dziwiłam się osobom, które zapytane o kierunek studiów odpowiadały „wszystko jedno, byle do Krakowa/Warszawy/Wrocławia”. teraz pewnie odpowiedziałabym podobnie, bo wiem, że same studia dają papier, ale na ogół żadnej wiedzy (no, wyłączając filologie, medycynę, prawo i politechnikę) i zamiast zastanawiać się, na jaki pójść kierunek, lepiej jest… Czytaj więcej »

Sayaka
Gość
Sayaka

Jeśli chodzi o wybór jakiejkolwiek szkoły nie radzę słuchać rad nikogo, tylko samego siebie. Pamiętam jak w gimnazjum usłyszałam od pewnej pani, że tak pięknie się wypowiadam, że na pewno jestem humanistką. Wtedy byłam na profilu matematycznym i zamierzałam dalej iść tym kierunkiem ale pomyślałam „a może jednak?”. Wszyscy włącznie z nauczycielką matematyki byli tym zaskoczeni i mnie namawiali na mat-fiz. W końcu zdecydowałam się zrezygnować z „humana”, a od wspomnianej nauczycielki usłyszałam „a poradzisz sobie?” Ręce mi opadły i postanowiłam już nikogo więcej nie słuchać. I tak poszłam sobie na tego mat-fiza nie do końca pewna co chcę w… Czytaj więcej »

CheeseEater
Gość

Ja właśnie kończę drugi rok studiów licencjackich, więc jestem jeszcze trochę na świeżo jeśli chodzi o ich wybieranie. Mnie mocno ‚atakowały’ takie czynniki jak rodzice i kasa. W domu nigdy się mocno nie przelewało i mama otwarcie powiedziała mi, że wolałaby żebym poszła do pracy i na zaoczne, o czym ja z kolei nie chciałam słyszeć. Do tego woleli żebym poszła do Warszawy, bo tylko 80 km do domu i nie muszę wynajmować nic, bo mogę sobie dojeżdżać i tak dalej, a jednak prawie dwie godziny pociągiem w jedną stronę w końcu daje się we znaki. Jednak zawsze powtarzali bardzo… Czytaj więcej »

Ewa
Gość
Ewa

Ja bym dorzuciła, że nie warto się buntować i robić coś na złość rodzinie lub kolegom albo by coś udowodnić. Najważniejsze to słuchać siebie, odgrodzić się na trochę od innych i zastanowić się po co chcemy studiować? Czasem studia pomagają spełniać marzenia, czasem je odwlekają albo pomagają o nich zapomnieć. Młodość ma to do siebie, że wiemy co jest dla nas ważne i jeśli z tego nie zrezygnujemy to z wiekiem nauczymy się bronić tego co jest wartościowe. Zawsze można też spróbować jeszcze raz – gratuluje pomysłu na restart, życie jest tylko jedno :-)

Paulina
Gość
Paulina

no ja właśnie stoję przed tym wyborem… Wgl co za przypadek,że też rozważałam resocjalizację? :D Jednak zrezygnowałam,składam na 4 inne kierunki -po 2 na UW i UG. Fajny tekst,motywujący. Ja trochę popełniłam te błędy,ale wybierając liceum i niestety odbiło się to na mnie rykoszetem- strasznie pożałowałam błędów,które tak ładnie wypisałaś. Teraz jestem na to uczulona i wybieram zgodnie z moim odczuciem. Mam nadzieję,że mi się uda. Trzymaj kciuki. :)

Hipis
Gość

Nie mam z tym wszystkim problemu. Naprawdę, mogę pójść do każdego miasta na północy Polski, moja siostra idzie do Krakowa i też jej się udało to przeforsować, a młodszy brat chce wybrać Warszawę i też jestem przekonana, że dopnie swego. Pieniądze, odległość nie gra roli. Ale mam kłopot z poziomem nauki. Jeden uniwerek jest- jak wiem- dość nastawiony na mój kierunek, z tradycjami, z dużymi możliwościami rozwoju też poza studiami. Drugi uniwerek- mniejsze wymagania, niższy poziom, w ogóle nie nastawiony na mój kierunek. Obydwa to duże miasta, więc i szerokie perspektywy. Jestem zagubiona potwornie, bo np. poszłam do liceum o… Czytaj więcej »

Ada Gałązka
Gość
Ada Gałązka

Dlaczego ja już skądś pamiętam ten artykuł? To repload, czy co?

sieczkarnia
Gość

Wiesz co ja też po liceum profilowanym nie poszłam na studia. I tak w tym roku skończyłam 25 lat i chcę w końcu zacząć się uczyć. W ten weekend sprawdzam kierunki, chcę coś może o copywritingu, social mediach, no poszukać muszę dobrze. Jeśli żadne mi nie spasują to wybiorę się na kurs kreatywnego pisania albo pisania powieści. Strasznie mocno chcę się rozwijać i bardzo mi tego brakuje. Trzymam za nas kciuki i nie mogę się doczekać, żeby dowiedzieć się co to za kierunek!

Kasia | Blick Studio
Gość

Popełniłam wszystkie błędy a ich skutkiem było nieukończenie żadnych studiów.
Fajnie, że zdecydowałaś się na wymarzony kierunek. Ja ciągle to mam w głowie, ale brak mi odwagi.

trackback

[…] Jak NIE wybierać studiów? […]

Świnka
Gość

Ja też ostatnio się zapisałam na studia podyplomowe. I właściwie obaw jest sporo, ale CZEMU NIE?? :) Powodzenia i wiedz, że dobrze, że o tym piszesz, bo zapewne wiele osób ma teraz dylematy jaką drogą pójść :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Oo, a jaki kierunek? :)

Świnka
Gość

Rzeczoznawca majątkowy :) na rok :)

D&P blog
Gość

Już w liceum wiedziałam, że chcę iść na politologię. To był kierunek, który od początku mnie fascynował. Magistra robiłam na Europeistyce, czyli jakby nie patrzeć dopełnieniu licencjatu.

Znałam jednego takiego, który poszedł na studia, bo mama mu kazała. Padłam, jak usłyszałam jego motyw ;)

Aga (ministryoftalent.co.uk)
Gość

Mieszkałam w małym miasteczku 200 km od Krakowa i większość moich kolegów i koleżanek wybierało Rzeszów albo Lublin. Ja natomiast od dzieciństwa wiedziałam, że chce studiować na w Krakowie na UJ. Interesowało mnie wiele rzeczy, wysłałam aplikację na kilka kierunków i dostałam się na psychologię na rzeczonym Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie był to mój wymarzony kierunek (taka była architektura, ale marzenia o niej porzuciłam kilka lat wcześniej, gdy dowiedziałam jaki jest wymagany poziom fizyki), ale też nie żałuję tej decyzji. Kredyt studencki plus praca (pracowałam w kinie jako bileterka) pozwolił stać mi się w miarę niezależną od rodziców. Ale najważniejsze… moi… Czytaj więcej »

Joanna Julia Sokołowska
Gość

Zatem powodzenia na nowej drodze studenckiego życia :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Dziękuję, na pewno się przyda na początku :)

randkiswatki
Gość
randkiswatki

Fajny wpis.

Bookendorfina Izabela Pycio
Gość

Długo szukałam swojej drogi, z jednej strony za dużo wymagałam, a z drugiej jeszcze nie w pełni wiedziałam czego tak naprawdę pragnę. Najważniejsze jednak, że wciąż poszukiwałam i to dzięki temu miałam okazję spełnić swoje marzenia. :)

Mila Bizoń
Gość

A ja na studia nie poszłam i bardzo się z tego cieszę :D Nigdy bym tej decyzji nie zamieniła na żadną inną i nadal jestem zdania, że nie każdy musi iść na studia. Patrząc na moich byłych kolegów i koleżanko z liceum mam wrażenie, że większość wybrała studia, bo tak wypadało…

Króliczek Doświadczalny
Gość

Grunt to mieć plan na siebie i do niczego się nie zmuszać :)

maximer006
Gość
maximer006

Dokładnie i znam to z doświadczenia – nie ma co kierować się tym, że będzie bliżej lub tym, że będzie taniej.
Lepiej iść za zainteresowaniami i przekonaniem, że będzie fajnie a nie, że zasponsorujemy samym sobie męczarnię. Anyway świetny blog – będę zaglądać częściej :)

Paulina Staniszewska
Gość
Paulina Staniszewska

Wybór studiów to bardzo ciężki wybór i mam wrażenie, że częściej młodzi ludzie podejmują złe decyzje zamiast dobrych. Studiując pedagogikę przekonałam się, że na te studia najczęściej idzie się z przypadku. Myślę, że doradztwo zawodowe rozwija się coraz mocniej i to jest dobra droga do dobrej zmiany, Ważne też by rozmawiając ze swoimi dziećmi nie dawać im aż tylu ograniczeń, a zamiast tego pozwolić się szczerze zastanowić czego chcą od życia.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Szkoda, że w mojej szkole nie było specjalnie żadnego doradztwa… może jakaś jedna pogadanka na godzinie wychowawczej i tyle. A przecież można tyle w tym temacie zrobić!

Królowa Karo
Gość

Ależ jestem ciekawa, co to za kierunek wybrałaś… Ja na studia nie poszłam zaraz po szkole, zaczęłam je dopiero całkiem niedawno. Trochę mi zaczęło brakować wykształcenia, bo doświadczenie mam takie, którego niejeden magister mógłby mi pozazdrościć.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Już zdradziłam w najnowszym wpisie – jakby co to zapraszam :D

trackback

[…] absolwentką resocjalizacji. Nie jestem z tego specjalnie dumna, ze względu na niezbyt dojrzałe i krótkowzroczne motywy, jakimi kierowałam się przy wyborze tego kierunku. Nie oznacza to jednak, że te studia były w 100% straconym czasem. Nauczyłam się na nich […]

Han
Gość
Han

Myślę, ze nie można tak odrzucać dwóch pierwszych punktów. Pieniądze niestety mają znaczenie i to, czy będziesz musiał pracować podczas studiów, by zarobić – jest warte przemyślenia. Potrzeba na to czasu, który można by wykorzystać inaczej – na naukę, spotkania ze znajomymi, albo rozwój pasji.

trackback

[…] A jeśli zagląda tu ktoś, kto wciąż zastanawia się nad studiami (i nie wybiera się na dziennikarstwo), powinien zajrzeć po kilka wskazówek do Króliczka. […]

trackback

[…] JAK NIE WYBIERAĆ STUDIÓW – O ZŁYCH MOTYWACH – czyli maturzysto, nie idź tą drogą. […]

muscaria
Gość
muscaria

Do-kła-dnie… gdybym to wiedziała po maturze nie miałabym teraz siedzącego cały czas z tyłu głowy poczucia zmarnowanych 5lat… ;]

btw. studiowałam w Częstochowie mój nielubiany kierunek i od października zaczynam magisterskie… też w Częstochowie :) ale już na kierunku, do którego mam pełne przekonanie. Odkryłam pasję dopiero 2 lata temu ale chyba i tak lepiej późno niż wcale

Esencja Kobiecości
Gość
Esencja Kobiecości

Z przyjemnością przeczytałam Twój wpis :).

Ja w tym roku dojrzałam do podjęcia decyzji o studiowaniu :)! U mnie historia jest nieco bardziej skomplikowana, bo bardzo szybko wyprowadziłam się z domu i znalazłam pracę :). Żyłam bardzo spokojnie i beztrosko dopóki nie zdecydowałam się zmienić pracy :). Po kilku przygodach pomyślałam sobie, że przyszedł najwyższy czas na spełnianie marzeń :). Pozdrawiam i obserwuję! :)

Darkbloom
Gość
Darkbloom

Sam właśnie stoję przed tym wyborem. Za kilka dni rozpoczyna się rekrutacja na UAM a ja do końca sam nie wiem jaki kierunek wybrać. Bardzo chciałbym studiować koreanistykę ale przeraża mnie perspektywa tego, co po studiach. Koreanistyka to obecnie bardzo popularny kierunek, aż za popularny i nie widzę żadnych realnych perspektyw pracy jako tłumacz w Polsce. Na pracę w koreańskiej firmie nie ma co liczyć – potrzebne byłoby „coś więcej” niż sama znajomość języka. Korea to moja pasja – uwielbiam uczyć się języka, kocham czytać o historii Korei, kocham po prostu wsłuchiwać się w ten język. Ale może lepiej zostawić… Czytaj więcej »

trackback

[…] to na pewno będzie jeszcze aktualny za rok, dwa i wiele lat później. Króliczek doświadczalny o wyborze studiów i spiritual […]

zbi rus
Gość
zbi rus

Dobra. Musze przyznać, że troche mnie zmotywowałaś do działania. Chce iść na aktorstwo, ale wiecznie słysze od rodziny, że to bardzo małopłatny kierunek i po nim to ja na pewno bede żyć w biedzie albo nie bede mieć pracy. I w pewnym momencie zaczełam mieć watpliwości i zastanawiać sie nad rezygnacją. Ale po przeczytaniu tego tekstu, jestem już o wiele bardziej pewna tego co chce robić, więc dzięki wielkie! ;)