Wszyscy kłamią. To nie tylko ulubione powiedzonko doktora House’a, ale i jedna z podstawowych prawd o ludziach. Większość z nas kłamie przynajmniej raz lub dwa dziennie, a po wyjściu z domu słyszymy nawet do 200 kłamstw dziennie (głównie białe kłamstwa). I chociaż sami kłamać uczymy się już w wieku przedszkolnym, albo wcześniej, jesteśmy strasznie słabi w wykrywaniu wciskanego nam kitu – skuteczność przeciętnego człowieka wyliczono na 54%.

Niektórzy chcąc poprawić ten kiepski wynik, douczają się z lifestylowych artykułów (albo plotek) wyliczających, jak rozpoznać kłamcę na podstawie różnych drobiazgów. I tak rodzą się mity o kłamstwach, które zwykle przynoszą więcej szkody niż pożytku: grożą błędną oceną innych, popsuciem relacji, czy w skrajnych przypadkach – skazaniem niewinnej osoby (tak, ulegają im nawet przeszkoleni do przesłuchań policjanci).

Dzisiaj spróbuję kilka z nich obalić, a jutro pojawi się kolejny tekst – z nie-tak-oczywistymi faktami.



NAJCZĘŚCIEJ POWTARZANE MITY O KŁAMSTWACH 

 


 

1. Kłamca unika kontaktu wzrokowego.

Przyznaj, też do tej pory sądziłeś, że osoba, która zerka gdzieś na bok albo kontempluje czubki swoich butów podczas rozmowy, coś kręci? Jeśli tak, nie jesteś odosobniony. Potężne badania przeprowadzone na ludziach z 75 krajów wykazały, że to najczęściej spotykane przekonanie na temat kłamców. I do tego najdłużej istniejące – już w tekstach sprzed 3000 lat pojawiały się wzmianki na ten temat.

To oczywiście MIT – współcześni psycholodzy przeprowadzili już kilkadziesiąt badań, które zaprzeczały związkowi między ucieczką od kontaktu wzrokowego a kłamstwem. Dodatkowo, zauważono, że co sprytniejsi oszuści, wgapiali się w swoich rozmówców jeszcze intensywniej, jakby chcieli ich przekonać o swojej niewinności, albo sprawdzić, jaka jest reakcja na wypowiadane przez nich kłamstwa. Z kolei osoby nieśmiałe, niepewne siebie – unikają kontaktu wzrokowego na co dzień, co też może być mylące, jeśli ktoś ich dobrze nie zna.


2. Mówiąc kłamstwa, patrzymy w górę i w lewo 

(co ma oznaczać, że wymyślamy swoją odpowiedź) – to z kolei mit wyniesiony z NLP, paranauki, czy też pseudonauki, która nie zyskała potwierdzenia w tradycyjnym środowisku naukowym. Wiele niezależnych eksperymentów i badań obalało jej kolejne założenia. Podobnie było z kierunkiem patrzenia i jego znaczeniem – jest on w większości sytuacji dość przypadkowy.


3. Kłamca dotyka nosa lub twarzy

(bo jego nos jak u Pinokia, delikatnie rośnie, nabrzmiały krwią). Nieprawda! O ile dotykanie twarzy czy nosa może świadczyć o przeżywanym stresie, to jego powodem wcale nie musi być kłamstwo, a np. zdenerwowanie sytuacją, w której ktoś jest o coś bezpodstawnie oskarżany. Dodatkowo, niektóre osoby dotykają twarzy, kiedy uważnie słuchają albo są silnie skoncentrowane. U innych – jest to po prostu nawyk.


4. Kłamca się wierci, nerwowo porusza.

Przyjęło się uważać, że kłamcy wiją się podczas zeznań, poprawiają pozycję, w której siedzą, zmieniają ułożenie nóg. Tu też nie wykazano żadnego sensownego związku – i prawdomówni dość często poruszają się na krzesłach albo nie mogą spokojnie ustać w miejscu. To zależy m.in. od naszej budowy, ubioru, czy poziomu zniecierpliwienia, a czasami wskazuje na… chęć wyjścia do toalety.


5. Kłamca ma problem z odpowiedzeniem na pytania.

Jeśli ktoś podczas swojej opowieści zapomina o różnych rzeczach, nie potrafi powiedzieć czegoś dokładnie, podać detali, waha się po zadaniu pytania, nie znaczy wcale, że kłamie. Wręcz przeciwnie, niektórzy kłamcy często przygotowują sobie wcześniej swoje ‚przemówienia’ i podają aż za dużo detali, żeby je uwiarygodnić (tutaj przypomina mi się mama Madzi z Sosnowca, która po zgłoszeniu porwania jej córki opowiadała dokładnie jakimi ulicami szła, jaki kościół mijała, która była godzina, itd). Jakimś sposobem na odkrycie, czy dana opowieść jest prawdziwa, jest  poproszenie o powtórzenie jej od tyłu. Dla kłamcy, który na bieżąco wymyślał swoją odpowiedź, może być to trudne.

Zupełnie normalne jest też, że niewinna osoba nie pamięta dokładnie niektórych wydarzeń, albo przypomina je sobie po jakimś czasie od rozpoczęcia rozmowy. Mamy ograniczoną możliwość skupienia, więc na wiele rzeczy wokół nas w ogóle nie zwracamy uwagi.

 


6. Bardzo trudno oszukać wariograf. 

Wariograf bada różne oznaki pobudzenia organizmu, takie jak wzrost temperatury, ciśnienia, czy pocenie się. To może, ale wcale nie musi być związane z kłamaniem. Na pobudzenie może wpłynąć choćby stan fizyczny, np. chęć pójścia do toalety czy strach przed samym badaniem (Nixon powiedział podobno: „O wykrywaczach kłamstw wiem tylko tyle, że napędzają ludziom porządnego stracha”.) Na brak pobudzenia z kolei, nawet gdy kłamiemy, wpłynąć mogą niektóre leki. Skuteczność wariografu przez psychologów oceniana jest na ok. 60%, czyli niewiele więcej niż zdolność wykrywania kłamstw zwykłego człowieka. Dodatkowo, niektórzy postulują o odrzucenie tej metody, jako nieetycznej.

Paul Ekman w swojej książce „Emocje ujawnione”, podaje przykład policjanta, który jako pierwszy natknął się na nagie zwłoki swojej sąsiadki, co uczyniło go podejrzanym. Przeszedł przesłuchanie z wariografem trzykrotnie, za każdym razem oblał ten test. Kiedy już odnaleziono prawdziwego mordercę, okazało się, że ów policjant skrycie marzył o swojej sąsiadce, więc kiedy ją znalazł leżącą nagą na ziemi, najpierw, paradoksalnie poczuł podniecenie. Nie był żadnym perwersem, więc jednocześnie wywołało to w nim spore poczucie winy. Za każdym razem kiedy był pytany o te wydarzenia, poczucie winy wracało, a wariograf – wariował.


7. Psychopaci są idealnymi kłamcami. 

Przyjęło się przekonanie, że najlepszymi kłamcami są psychopaci, że kłamią ‚bez mrugnięcia okiem’. I to nie znalazło odzwierciedlenia w badaniach. Ich umiejętność kłamania jest taka sama lub niewiele większa niż u innych ludzi, ale możemy się na to nabierać z innego powodu – psychopaci są zwykle (na początku) tak czarujący, że CHCEMY im wierzyć i nie próbujemy nawet kwestionować tego, co mówią.


8. Najlepiej rozpoznajemy kłamstwa u bliskich i rodziny. 

Wydaje się, że osoby, które znamy najlepiej, z którymi przebywamy od dawna, nie mogą nas oszukać, bo wykryjemy to od razu. I choć w niektórych przypadkach to się sprawdza, to jednak większość osób na tyle ufa swoim życiowym parterom czy rodzinie, że w sondażach odpowiada „kłamią wszyscy, ale on/ona nie – przynajmniej nie mnie”.

Pamela Meyer, autorka książki „Wykrywanie kłamstw” mówi, że kłamstwo jest aktem… wymagającym współpracy. Jego moc leży w tym, że druga osoba decyduje się w nie uwierzyć. Nawet znający mechanizmy kłamstwa psycholodzy często zapominają swoich umiejętności, kiedy przemawia do nich ktoś, kogo kochają. Tymczasem wg statystyk, małżonkowie okłamują się średnio raz na dziesięć interakcji… W dodatku, to bliskich częstujemy kłamstwami największego kalibru. Pocieszające jest tylko to, że często robimy to po to, by ich chronić lub nie sprawić im przykrości.


9. Mężczyźni kłamią częściej, a kobiety lepiej wykrywają kłamstwa. 

I znów pudło! Mamy porównywalne zdolności do rozpoznawania kłamstw (kobiety lepiej wychwytują tylko nieścisłości między mową ciała a słowami) i podobnie często kłamiemy. Zmienia się tylko temat i charakter tych kłamstw. Kobiety częściej kłamią, by chronić innych, mężczyźni – by poprawić swój wizerunek. U mężczyzn kłamstwa mają też zwykle prostszą konstrukcję, u kobiet – bardziej wyrafinowaną. Panowie częściej też szukają usprawiedliwienia dla swoich kłamstw i kogoś dla obwinienia. Przewagą kobiet jest to, że jeśli są atrakcyjne, mężczyźni bardziej im ufają i łatwiej dają się oszukać.