Gdyby sprowadzić do wspólnego mianownika większość działań, które podejmujemy w życiu, wyszłoby na to, że łączy je chęć szukania przyjemności/satysfakcji i unikania nieprzyjemności. Tę prostą zasadę podpowiada nam instynkt, mamy ją w genach i obserwujemy wszędzie wokół. No, prawie wszędzie.

Kiedy patrzy się na niektórych ludzi, ich wybory i zachowania, można odnieść wrażenie, że dobrze im z cierpieniem. Albo, że z niedoli robią swego rodzaju sztandar, niesiony z bólem, ale i z dumą, unoszony tak wysoko, żeby nikt nie przegapił. Kiedy próbujesz zareagować, nie mogąc znieść tego, jak się ze sobą męczą, oferujesz pomoc, porady – oni do każdego rozwiązania znajdą problem. I powód, by móc dalej narzekać. Nawet jeśli uda im się zaznać przez chwilę szczęścia, uciekają od niego jakby spłoszeni, do swojego dobrze oswojonego smutku i zgryzoty. To typ człowieka, który po wygraniu w totka myśli tylko o tym, jak wielki będzie musiał zapłacić podatek od wygranej, i że teraz cała rodzina będzie coś od niego chcieć.


 
 

Jak rozpoznać ludzi notorycznie nieszczęśliwych?

 

Taka osoba może być dowolnej płci, wieku, pochodzenia, może mieć jakikolwiek status materialny czy osobistą historię. Tu nie ma reguły. Jest za to kilka nawyków i cech, które z dużym prawdopodobieństwem się u niej pojawią:

1. Zawsze znajdzie powód, by być niezadowoloną. Nawet gdy wszystko w jej życiu się układa i trudno byłoby się do czegoś przyczepić, skupi się na czymś z przeszłości, zamartwi przyszłością, albo wymyśli coś całkiem nowego. Kiedy jest spokój i stabilizacja, zaczyna nerwowo szukać dziury w całym. Bo to na pewno pułapka!


2. Wybiera rolę ofiary, obwinia innych, zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje wybory.  W psychologii nazywa się to zewnętrznym umiejscowieniem kontroli. Taka osoba nie będzie łączyła skutków wydarzeń z podejmowanymi przez siebie decyzjami. Inaczej mogłaby przecież wyciągnąć wnioski, nauczyć się czegoś na błędach i więcej ich nie popełniać. A to grozi spokojem i zniesieniem napięcia!

3. Ma problem z osiąganiem celów, a nawet z ich ustalaniem. Woli czekać na to, co mu się przytrafi, nie wykonując większego wysiłku niż ten, który służy mu do zabezpieczenia podstawowych potrzeb. Zniechęca się do sięgania po marzenie, przez to, że wymaga to czasu, energii i nie daje pewności co do efektów. Nawet kiedy widzi, jak inni osiągają sukces, umniejsza go, albo sprowadza do posiadanych kontaktów czy szczęścia, którego sama nie ma.

4. Nie cieszy się z osiągnięć. Nawet jeśli odniesie sukces, szybko zmniejsza jego znaczenie, mówiąc, że ‚raz mu się udało’ albo, że to przypadek. Chwilowa radość zastępowana jest przez zwyczajowy marazm, kolejny powód do smutku albo jeszcze wyżej zawieszoną poprzeczkę.


5. Nie umie zdystansować się do niepowodzeń i nieprzyjemności. Podczas gdy typowy człowiek stara się prędzej lub później zapomnieć o negatywnych emocjach, ta osoba raz po raz je przeżywa, chowa urazy, wypomina sobie i innym. Nie szuka też płynącej z nich nauki lub wniosków.


6. Odcina się, ucieka od problemów w alkohol, narkotyki, obżarstwo, seks czy inne kompulsywne zachowania, które przynoszą chwilową ulgę. A potem – wyrzuty sumienia i jeszcze gorszy nastrój. Mimo że wie, że dany sposób nie działa na dłużej, cały czas po niego sięga.


7. Nie dba o siebie. Po co odżywiać się zdrowo, ćwiczyć, czy wysypiać – jeszcze mogłoby to wpłynąć pozytywnie na nastrój! A poza tym – to wymaga wysiłku.


8. Rywalizuje z ludźmi o to, kto ma gorzej. Powiedz mu o jakimś swoim nieszczęściu, czy zacznij przy nim narzekać, a jeszcze zanim skończysz, usłyszysz całą serię jego problemów. Na pewno znacznie gorszych niż to twoje byle co.


9. Trwa w toksycznych związkach. Takich gdzie drama goni dramę, gdzie brak satysfakcji i wzajemnego szacunku. Ale za to jest dobry temat do narzekań w rozmowach z innymi, jest na kogo zrzucić winę za swoje niepowodzenia i trudną sytuację.


10. Opisuje siebie przez swoje nieszczęście. Jeśli więc na coś choruje, to STAJE się tą chorobą, ciągle o niej mówi i wszystkie doświadczenia opisuje przez jej pryzmat. Jeśli jest biedna czy zadłużona, solidaryzuje się z innymi biednymi, czuje się częścią ich społeczności, podkreśla to przy każdej rozmowie o finansach. Niezależnie od tego, co uczyniła swoją tożsamością, upewnia się, żeby każdy, kto ją poznaje, o tym wiedział.



 

Skąd to się bierze – dlaczego ludzie wybierają nieszczęście? 

 

Istnieje wiele powodów, dla których ludzie utrwalają i pielęgnują w sobie takie postawy. Na pewno nie jest tak, że się z nimi rodzą.

To podejście może np. dawać pewne korzyści:


  • pozwala zdobyć współczucie i uwagę innych – większość ludzi z grzeczności wysłuchuje, próbuje doradzać narzekającym czy smutnym osobom. Niektórzy wręcz czują się winni z powodu ich smutku, zwłaszcza najbliżsi. To daje pewną władzę, bywa że wokół notorycznego nieszczęśliwca cała rodzina chodzi na paluszkach, byle go nie urazić, nie zrobić nic, co go bardziej zasmuci;
  • pomaga uniknąć rozczarowań – dewiza pesymisty: wolę nie mieć nadziei i nie oczekiwać niczego pozytywnego (ani nie działać w tym kierunku), wtedy na pewno się nie rozczaruję;
  • buduje wrażenie, że jest się mądrym i wrażliwym człowiekiem – zwłaszcza jeśli taka osoba nie narzeka tylko na swoje sprawy, ale na politykę, kondycję społeczeństwa, zamartwia się innymi… mniej wnikliwe, czy nieznające jej osoby mogą uznać to za oznakę troski, racjonalizmu, czy przepełnienia życiową mądrością.

Czasami jednak nie jest to kwestia korzyści, a utrwalonych wzorców, których nie próbuje się przezwyciężyć, albo nie chce się nawet zdać z nich sprawy:


  • osoby, które miały rodziców naciskających na dyscyplinę i wyrażających nierealistyczne oczekiwania, mogą nauczyć się kojarzyć negatywne uczucia z sukcesem i miłością;
  • ludzie z niskim poczuciem własnej wartości czasami budują w sobie przekonanie, że nie zasługują na szczęście;
  • długotrwałe zmagania z jakąś traumą lub negatywnymi doświadczeniami mogą sprawić, że takie osoby będą nieświadomie dążyć do takiego nieszczęśliwego stanu – bo był czymś, co dobrze poznali;
  • niektórzy wyjątkowo cenią sobie postawę praktyczną, realistyczną, myląc ją ze skupianiem się na samych negatywach;
  • inni nie pozwalają sobie poczuć szczęścia, żeby ‚ukarać się’ za jakieś wydarzenia z przeszłości, czy swoje decyzje;
  • jeszcze inni odmawiają sobie zadowolenia, skoro na świecie jest tyle nieszczęścia, ludzie głodują, trwają wojny, a lodowce topnieją.

Im częściej powtarzają się u nich takie myśli, przekonania, tym bardziej wchodzą w nawyk i stają się ich stylem życia. Dokładnie tak jak w przytaczanym już kiedyś przeze mnie cytacie:

“Uważaj na swoje myśli, stają się słowami. Uważaj na swoje słowa, stają się czynami. Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami. Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem. Uważaj na swój charakter, staje się twoim przeznaczeniem.”

To nie tylko motywacyjna powiastka, wymyślona przez jakiegoś oświeconego faceta z siwą brodą. Określa ona też dobrze sposób, w jaki działa nasz mózg. Jak pewnie wiecie, każda myśl ma postać impulsu elektrycznego, przechodzącego od neuronu do neuronu. Im częściej powtarzamy podobne negatywne myśli, np. narzekania na swoją pracę czy związek, tym silniejsze jest połączenie pomiędzy danymi neuronami. Zmniejsza to też między nimi odległość i łatwiej może przeskoczyć tamtędy impuls. A ponieważ w naturze wszystko dąży do oszczędzania energii, bardzo prawdopodobne jest, że kiedy będziemy oceniać jakąś sytuację, mózg podpowie nam najprostsze, czyli wymagające najmniej wysiłku, najkrótszej drogi rozwiązanie.

W taki sposób można dojść do wniosku, że o ile nie mamy żadnych chorób lub zaburzeń psychicznych,  notoryczne niezadowolenie jest kwestią wyboru. Albo nawyku.


Jak radzić sobie z ludźmi notorycznie nieszczęśliwymi?

Jeśli wokół Ciebie znajdują się takie osoby, a sam nie należysz do fanów narzekania i pławienia się w smutku, w pewnym momencie stanie się to bardzo trudne do wytrzymania, albo okaże się… zaraźliwe.

Tak, można zarazić się narzekaniem i negatywizmem, a zawdzięczamy to neuronom lustrzanym – tym samym, które sprawiają, że ziewamy, kiedy ktoś inny ziewa, tym samym, które odpowiedzialne są za empatię i proces socjalizacji u dzieci. Jeśli więc słuchamy takiej osoby, przejmujemy część jej nastroju, ‚wypróbowujemy’ go na sobie. Im częściej się to zdarza, tym bardziej się do tego przyzwyczajamy, przyjmujemy związany z tym stres, albo zaczynamy to tolerować i powtarzać sami. To trochę tłumaczy, dlaczego w opinii cudzoziemców uchodzimy za naród malkontentów. Jest kilka strategii na to, jak postępować z tymi ludźmi, jak sprawić, żeby ich postawa na nas nie wpływała, jak zachęcić ich do zmiany. Nie w każdym przypadku się uda, ale spróbować – na pewno warto.


1. Ta osoba prawdopodobnie nie uświadamia sobie swojego problemu. W końcu czasem fakt, że chodzimy w kółko, widać dopiero, gdy spojrzymy na mapę z dużego oddalenia. A nie każdy chce sobie stworzyć mapę swoich życiowych ścieżek, zwłaszcza jeśli na co dzień chodzi według wskazań kompasu. Problem w tym, że kompasy też się psują…

Jeśli to ktoś bliski, spróbuj z nim porozmawiać, łagodnie, bez oskarżania. Powiedz, że jego narzekanie negatywnie wpływa nie tylko na niego, ale i na Ciebie. Nie groź, nie szantażuj, zaproponuj, że jeśli chce się zmienić, możesz mu w tym pomóc.


2. Zaproponuj rozwiązania. Podrzuć mu pomysły, które pozwolą mu uświadomić sobie, jak bardzo zapędza się w tej negatywności. Może np. zacząć prowadzić dziennik, w którym będzie monitorować swoje myśli i przekonania. Może też spisać wszystkie rzeczy o które się martwi lub które mu przeszkadzają, skupiając się wyłącznie na FAKTACH, nie EMOCJACH. Rzuć mu wyzwanie, np. 30 dni bez narzekania. Albo załóż się, że nie będzie w stanie wytrzymać tygodnia bez negatywnych zdań i myśli. Zwracaj mu uwagę zawsze, gdy w rozmowie z Tobą wpadnie w spiralę narzekania – czasem samemu trudno to zauważyć.

Jeśli wiesz, że jest coś, co możesz dla niego zrobić, zrób to. Np. podrzuć kontakt do miejsca, w którym szukają pracownika, czy numer do dobrego lekarza. U niektórych po rozwiązaniu ich największego problemu negatywizm znika.


2. Odetnij się emocjonalnie. Twoje zainteresowanie, współczucie czy uwaga tylko utwierdzają narzekacza, że to co robi, mu się opłaca. Kiedy więc znowu zacznie serię biadoleń, nie odzywaj się, zachowaj neutralną, znudzoną twarz, pokaż mu, że Cię to nie obchodzi.

Jeśli jednak nie chcesz wyjść na gbura, na koniec zapytaj: a co pozytywnego dla odmiany ostatnio Ci się przytrafiło? Możliwe, że powie – nic takiego się nie dzieje. Wtedy możesz pokazać swoją perspektywę, opisać jak mimo różnych przeciwieństw uczysz się doceniać małe rzeczy, albo oczywistości, takie jak np. fakt bycia zdrowym, posiadania zdolnych dzieci, czy własnego kąta. Jeśli mimo wszystko odrzuca każdy z tych przykładów, nie poświęcaj mu więcej uwagi, niż to konieczne.

W sytuacji, w której nie możesz od niego uciec, na negatywne zdania odpowiadaj ‚yhm’, albo ‚rozumiem’, nie zachęcając do rozwijania wątku, za to jeśli powie coś pozytywnego, wzmacniaj go, dopytuj o szczegóły, okaż dużo żywsze zainteresowanie.


3. Nie bierz jego narzekań do siebie. Kiedy dotyka swoimi słowami Ciebie i Twoich zachowań, uświadom sobie, że cokolwiek byś nie zrobił, i tak byłby niezadowolony. Nie daj się złapać w pułapkę wymuszonego poczucia winy, nie przepraszaj za nic, za co nie powinieneś, nawet dla świętego spokoju. To tylko umocni w nim ten zwyczaj. A jeśli tracisz pewność siebie i zastanawiasz się, czy rzeczywiście nie robisz wszystkiego źle, przyjrzyj się dokładniej, jak ta osoba odnosi się do innych. Pewnie oni też są w jej oczach beznadziejni.

Jeśli jest to jakiś Twój przełożony, czy osoba od której jesteś zależny, miej w zanadrzu dowody na to, że nie ma Ci nic do zarzucenia i że wypełniasz swoje obowiązki optymalnie (np. gromadź maile, dokumenty, referencje od klientów).


4. Pochwal, doceń, zwróć uwagę na pozytywy. Jeśli narzekanie tej osoby wynika z jej niskiego poczucia własnej wartości, dobrą strategią będzie komplementowanie. Pochwal ładną torebkę, pyszny obiad, nową fryzurę. Nie zwracaj uwagi na obronne „wcale nie” czy „to z przeceny”.


5. Działaj w grupie. Jeśli musisz wejść w kontakt z narzekaczem, rób to w grupie, np. razem z współpracownikami, albo rodzeństwem. Negatywna energia rozkłada się na kilka osób, a on ma przeciw sobie kilka różnych perspektyw, wobec czego trudniej jest mu przekonać świat, że wszystko wokół jest tak złe, jak jemu się wydaje.


6. Zwróć uwagę na czas spędzany z tą osobą i swoje uczucia. Jeśli ta osoba należy do Twoich najbliższych i spędzasz z nią sporo czasu, pomyśl o tym, jak to na Ciebie wpływa. „Jesteś średnią z 5 ludzi, z którymi spędzasz najwięcej czasu” mówi Jim Rohn i to może być dla Ciebie ostrzeżenie, podobnie jak uwaga o neuronach lustrzanych z początku akapitu. Czasem, jeśli próby zmian, pomocy nic nie dają, a Twój nastrój po każdym spotkaniu jest coraz gorszy, nie pozostaje nic innego, jak odcięcie się. W przypadku znajomych jest łatwiej, a jeśli to ktoś z rodziny – wystarczy choćby emocjonalne odcięcie i ograniczenie częstotliwości kontaktów. Dobrze będzie też uzyskać spojrzenie kogoś mądrego z zewnątrz, kto powie Ci, że nie jesteś niewdzięczny, tylko po prostu walczysz o siebie i o swoje własne zdrowie.


– PS – 

To nie koniec tego tekstu. W kolejnej części coś dla tych, którzy w sobie samych rozpoznali notorycznie nieszczęśliwego. Przedstawię kilka naukowo udowodnionych sposobów na to, jak zaprosić szczęście do swojego życia.

Uprzedzając możliwe komentarze, jeszcze raz podkreślam, że powyższy tekst NIE dotyczy osób chorych na depresję lub z innymi schorzeniami psychicznymi. Czasami samodzielne wyjście ze stanu notorycznego nieszczęścia nie jest możliwe – i o tym również będę pisać w kolejnej części. W wielu przypadkach jest jednak wysiłkiem, na który stać te osoby i nie ma to nic wspólnego z ‚terrorem szczęścia’.