Zwyczajowe spotkanie aktualizacyjne w środku tygodnia. Taki casual, bez większych oczekiwań, ot, kilka godzin gdzieś na skraju miasta, dla oderwania od obowiązków i dla małego przetasowania wśród najczęściej widywanych twarzy. W końcu nie widzieliśmy się już chyba trzy miesiące, wypadałoby.

Ja opowiadam co u mnie, potem to A. zdaje swoją relację. Gdzieś między jej planami na wakacje a moimi pomysłami na zmianę pracy, pęka druga godzina i trzecie piwo.Jest urocza, jak zwykle, nawet mimo tego – a może właśnie dlatego – że przebrała się za dorosłą kobietę, co do niej w ogóle nie pasuje. I jak zwykle, cieszę się, kiedy udaje mi się sprawić, że na jej ustach pojawia się TEN uśmiech.

Dziwne jest tylko to, że już po raz kolejny mam ochotę jej przerwać, bo jestem w stanie przewidzieć wszystko, co chce mi powiedzieć.

Kiedy przestałem jej słuchać?


 

***

 

Pierwsze spotkanie w nowym roku, kwartał od ostatniego.

Tęskniłam za nim, jak zawsze. Ale z drugiej strony – kiedy widujemy się częściej niż raz w miesiącu, zupełnie nie mamy o czym rozmawiać. Oboje pochłonięci pracą, nie prowadzimy szczególnie fascynującego życia. U mnie – nie ma o co walczyć i z czym się spinać, chyba wreszcie się poukładałam, złapałam rytm, tak myślę. Wszystko co najciekawsze, dzieje się już tylko w mojej głowie.

A u niego? Idealnie rozpisany na godziny plan, rutyna pracy, posiłków, nauki i ćwiczeń, w której największym szaleństwem wydaje się sobotnie wyjście na piwo i okazjonalna domówka. Radzi sobie lepiej niż dobrze i w zasadzie jestem z niego dumna. W zasadzie.

W zasadzie jest mi też smutno. Tak, to już chyba smutek. Kiedy po raz kolejny opowiada o swoich przebojach z klientami, zmęczeniu, nowych meblach i wymianie samochodu, ja, sondując słomką dno butelki, zastanawiam się, gdzie się podział dawny M., którego mogłam słuchać godzinami.


 

***

 

To już jakieś 7 lat.

7 lat! Wystarczająco długo, by widzieć się w swojej najlepszej i najgorszej formie.

Przeżyłem wszystkie jej obciachowe fryzury i eksperymenty ze stylem. Widziałem jak tryska zdrowiem i szczęściem, widziałem ją wychudzoną i z podkrążonymi oczami. Przytulałem po rozstaniu i badałem poziom zadowolenia z nowego związku. Znam A. zimową, A. letnią, wiosenną i jesienną. A. weekendową i poniedziałkową. Widziałem jak ze sobą walczy, jak się poddaje. Jej kolejne próby i pierwsze zwycięstwa, za którymi w końcu przestałem nadążać.

Czasem się oddalała, ale kiedy wyciągałem rękę, zawsze wracała, dorównując kroku, udając, że nic się nie stało. I ja udawałem, że nic nie widziałem. W imię tych lat za nami i tych przed.

Moja dzika A., wieczna zagadka. Jak mam się do ciebie przebić, gdzie schowałaś się  tym razem?


 

***

 

Mój drogi M., zawsze gdzieś w pobliżu, nawet jeśli to ja nawalałam. Moja ostoja spokoju, normalności i zasad.

To już sześć, siedem, osiem… tak, niedługo osiem lat! Wystarczająco długo, by poznać się i sprawdzić w każdej sytuacji. By przejechać wspólnie kilometry liczone w tysiącach. Zdążyć zmoknąć razem w deszczu i spalić się pod słońcem. Słuchać pociągów siedząc pod wiaduktem, słuchać ciszy, słuchać o swoich marzeniach, wierze, strachach i codzienności. By szukać razem najbardziej opustoszałych i dzikich miejsc, od tej codzienności uciekając.

Wystarczająco długo, żebyś pokazał mi prawie cały repertuar swoich nastrojów, min i gestów, którymi tak oszczędnie obdarzasz otoczenie. Dobrze wiem, że złość u ciebie to tylko mikrodrgnienie ust, łatwo je przegapić. Podobnie przyjmujesz ciosy: mrugnięcie, krótkie jak mgnienie skrzywienie warg i znów kamienna twarz. Ale ja zawsze zdążyłam dostrzec. I poczuć. Pewnie tego nie wiesz, że kiedy bolało ciebie, bolało i mnie.

Teraz masz na twarzy uśmiech, ale to nie jest radość, to nie jest nawet pół radości, widzę, ale nie wiem czemu tak jest.

O czym myślisz, o czym marzysz dzisiaj?

Rozmawiamy ze sobą, ale tak naprawdę nie mówimy nic. Przestaję cię czuć.


***

 

Z myśli wyrywa mnie jej głos, inny niż zwykle.

Rozmawiamy ze sobą, ale tak naprawdę nie mówimy nic. Przestaję cię czuć – słyszę. Jeszcze nie skończyła wypowiadać tych słów, a już widzę, że ich żałuje, zmieszana sprawdza reakcję, łapie się stołu, jakby potrzebowała oparcia.

I to jest ten moment, kiedy ciężar decyzji znowu leży po mojej stronie. Mogę odpowiedzieć żartem, mogę udać, że zrozumiałem tylko część tego, co próbuje mi powiedzieć, a co kosztowało ją tak wiele. I jeśli to zrobię, możliwe, że ona nie odważy się już nigdy. Ja pewnie też nie odgrzebię się z tego, co nas zasypało.

Wdech. Wydech.

– Masz rację. Masz całkowitą rację.

Na początek tylko tyle.

To wystarcza. Podnosi głowę, coś zmienia się w jej twarzy.


***

 

Nie wierzę, że to powiedziałam na głos, po prostu nie wierzę. Panikuję, szukam wytłumaczenia. Może jakaś piosenka z takimi słowami? Cytat z filmu?

Jedno spojrzenie i już wiem, że mogę to sobie odpuścić.

Przez sekundę zalega cisza, a ja mam wrażenie, że zatrzymał się też czas. Przestaję słyszeć gwar ludzi wokół, dudniącą muzykę i samochody za oknem.

Jedno, drugie uderzenie serca, wdech.
I wreszcie kiwa głową. Przyznaje mi rację!
To wystarcza. Kładę dłoń na jego dłoni, a on chwyta mnie za palce. I tak, jakby nie było tych wszystkich miesięcy, w ciągu których oddalaliśmy się od siebie, jedno po drugim padają pytania, wypowiadane w pośpiechu, półgłosem, smagające ciepłem oddechu uszy i policzki.

– Dlaczego ciągle jesteś sama?

– Jesteś tam w ogóle szczęśliwy?

– Wybaczyłaś im w końcu?

– Nauczyłeś się wreszcie zasypiać?

– Nadal się go boisz?

– Wierzysz jeszcze w zmianę?

Słowo po słowie, odbudowujemy mur z utraconej intymności, oswajamy bliskość.Palce uczą się na nowo wszystkich dawnych splotów.


***

Obiecujesz, że już nigdy.

Obiecuję, że już nigdy.