Zebrało nam się na podsumowania – widzę, że po blogach i Facebooku leci teraz ich cała fala. Początkowo sama szykowałam coś podobnego, w postaci takiej jak rok temu. Ostatecznie stwierdziłam, że wcale tego nie chcę – żadnego chwalenia się sukcesami, spotkaniami, statystykami itd. Mam za to ochotę opowiedzieć Wam o jednym momencie z minionego roku. We wrześniu przeżyłam być może najgorszą z nocy mojego życia. Paradoksalnie, działo się to podczas spełniania największego marzenia ostatnich lat – wyjazdu na Islandię. 
Dziwna rzecz z tymi marzeniami. Niekiedy przynoszą ból, niekiedy też owocują złamanym sercem, tak jak u mnie.
Ale do rzeczy.


***

Na Islandię polecieliśmy ze sporymi bagażami, które zawierały między innymi śpiwory i karimaty. Wynajęliśmy też samochód w wersji kombi – wszystko po to, by móc przesunąć w nim siedzenia i wygodnie spać z tyłu. Wielu podróżników robiło tak przed nami, i nie jest to nic dziwnego, biorąc pod uwagę ceny noclegów i odległości między kolejnymi miejscowościami w niektórych częściach tego kraju.
Pierwszą noc po przylocie spędziliśmy jeszcze w hostelu, nic więc nie zapowiadało tragedii. Przed drugą, po całym dniu jazdy i zachwytów, znaleźliśmy jakiś camping, zupełnie pośrodku niczego, na którym stało kilka innych samochodów. Ok, spokój, cisza, odludzie. Idealne miejsce na noc – pomyśleliśmy. W międzyczasie temperatura zdążyła spaść poniżej zera. Umyliśmy się, rozgrzaliśmy samochód, wskoczyliśmy w śpiwory i…


***

Najpierw, niepewnie dodaliśmy po jednej warstwie dodatkowych ubrań. Potem, kolejną. I jeszcze czapki i kaptury na głowy. Przykleiliśmy się do siebie w tych śpiworach jak dwie kolorowe dżdżownice. Potem, zawartością bagaży próbowaliśmy uszczelniać szpary, przez które wlatywało chłodne powietrze. Mimo wszystko sen nie przychodził – było na to za zimno. Niezależnie od tego jak byśmy się nie układali i czym nie okładali.

Głupio uparliśmy się, że oszczędzimy na noclegach, i szybko odczuliśmy tego konsekwencje. Przeoczyliśmy bowiem kilka drobiazgów – większość osób, która spała wtedy w samochodach miała wewnętrzne ogrzewanie Webasto, albo były to małe camper vany – z posłaniami, które raczej nie były ułożone bezpośrednio na zimnym podłożu (karimata okazywała się niewiele pomagać). Po fakcie dowiedzieliśmy się też, że nasze śpiwory są dobre, ale może na letnie noce w Polsce – miały dolną granicę komfortu w okolicach 5 i 0 stopni, jak widać, okazało się to za mało. Ubiór do snu też mogliśmy wybrać inny – zabrakło nam wiedzy o jakiej piszą m.in. w tym artykule.

W efekcie – ta noc dłużyła się w nieskończoność. Nie wiem, czy udało mi się choć na chwilę zmrużyć oko – miałam dziwne przeświadczenie, że jeśli to zrobię, już nigdy się nie obudzę. Po głowie, jak na złość, krążyły mi same historie o ludziach, którzy zamarzli gdzieś na dworze albo właśnie w samochodach i zastanawiałam się, czy nie mam już czasem objawów hipotermii. Co jakiś czas z nadzieją spoglądałam też za zaparowane okna, czy ciemność za nimi nie jest czasem mniej ciemna. Wydawało mi się, że jeśli tylko zobaczę jakieś ślady świtania, będzie to znaczyło, że przetrwałam.

***

O trzeciej lub czwartej nad ranem, czyli w najbardziej krytycznych dla organizmu godzinach, stwierdziliśmy, że trzeba włączyć silnik i ogrzewanie, bo inaczej będzie źle. Może odrobinę poprawiło nam to humor, ale raczej nie krążenie.
W końcu, gdzieś na godzinę przed wschodem, wyczołgaliśmy się ze śpiworów. Z trudem wciągnęliśmy kurtki i buty, co utrudniały całkowicie zesztywniałe stopy. Wyszliśmy do łazienek, w których ciepła woda wydawała się obdzierać ze skóry. Spojrzałam wtedy na swoje odbicie i… szybko naciągnęłam na oczy czapkę, a z komina zrobiłam kominiarkę. Nie chciałam widzieć siebie takiej i nie chciałam, żeby na tym odludziu ktokolwiek inny widział mnie taką. Choćby miał to być puffin czy zabłąkany baran.
Postanowiliśmy poruszać się, żeby rozgrzać mięśnie. Kilkaset metrów dalej na mapie zaznaczony był jakiś ‚cud natury’. Z entuzjazmem godnym skazańców ruszyliśmy więc w tamtą stronę. O dziwo, zdołałam zrobić nawet jakieś średnio udane zdjęcia:

islandia asbyrgi

 

islandia eyjan


Z jednej strony wiedziałam wtedy, że to co widzę, jest przepiękne i pewnie już wkrótce będę szalenie tęsknić za tym widokiem. Z drugiej strony, po głowie tłukło mi się tylko: pieprzę to, chcę już do McDonalda na gorącą kawę i hamburgera!  I tu trzeba dodać mały szczegół: problem z Islandią jest taki, że nie ma tam McDonaldów ani zbyt wielu fastfoodów w ogóle, zwłaszcza, że mówimy o północnym wschodzie, gdzie akurat się znajdowaliśmy. Poza tym, większość lokali, które nie zostały zamknięte na cały sezon zimowy (co dzieje się najczęściej już w połowie września), otwiera swoje drzwi dopiero ok. godziny 9 lub 10.

Drugi powód: właśnie znajdowaliśmy się niedaleko jednej z największych atrakcji Islandii – słynnego wodospadu Dettifoss, a chcąc dotrzeć do najbliższego miasteczka, musielibyśmy cofać się 60 km, albo jechać naprzód około 120, w obu przypadkach omijając wodospad.
W końcu jednak, zza horyzontu nieśmiało zaczęły wyłaniać się pierwsze promienie słońca. Miałam ochotę paść na kolana i bić mu pokłony. Niemal słyszałam melodię, z jaką przesuwa się po nieboskłonie, zupełnie jak w Mieście Aniołów. 
Nigdy wcześniej wschód słońca nie dodał mi tyle siły i nadziei. Po najgorszej w życiu nocy nastawał najpiękniejszy na świecie świt. 
Zjedliśmy nasz suchy prowiant i ruszyliśmy w stronę Dettifoss. Słońce coraz śmielej wspinało się po niebie, a my, ożywieni, dodawaliśmy sobie sił głupimi historyjkami z dzieciństwa.

I w końcu, po dłuższej wędrówce, zapowiadany coraz głośniejszym szumem, stanął nam przed oczami ON.  Potężny, oszołamiający, budzący respekt:



Kiedy tego dnia wreszcie znaleźliśmy nocleg w miasteczku Egilsstadir, po ciepłym posiłku i gorącej kąpieli, padliśmy na łóżka jak muchy, choć było dopiero popołudnie. Tym samym zupełnie porzuciliśmy myśl o tym, by jeszcze kiedykolwiek w życiu nocować w samochodzie osobowym.


***

Wydawać by się mogło, że po tak mocnym doświadczeniu na samym starcie podróży, nie będę zbyt dobrze nastawiona do tego kraju i moje wspomnienia o nim zostaną naznaczone tym mocno niekomfortowym (i zawstydzającym, bo świadczącym o głupocie i nieprzygotowaniu) doświadczeniem.


Nic podobnego. 

Wszystko co przeżyłam tam wcześniej i później, widzę jakby przez różowy filtr. Zupełnie jak osoby, które wspominają pierwsze chwile swojego związku, zestawiając go z przyziemną teraźniejszością. W moim przypadku romans z Islandią został brutalnie przerwany, zanim jeszcze na dobre się rozpoczął. Bo cóż to jest 10 dni spędzone razem! Dlatego wciąż myślę o niej jak o ideale, dlatego na widok jej zdjęć czuję – przysięgam – całkowicie fizyczny ból serca i dziką tęsknotę, którą staram się tłumić w zarodku, żeby samej siebie nie krzywdzić.

Zastanawiam się, czy to romantyczne złudzenie, czy może we wrześniu 2015 znalazłam swoje miejsce na Ziemi, do którego przynależę bardziej, niż do jakiegokolwiek innego.

[Czy czułeś kiedykolwiek tak mocno, że właśnie TUTAJ jest jedyne miejsce, w którym mógłbyś zapuścić korzenie, choć dotąd myśl o jakichkolwiek korzeniach budziła Twój głęboki sprzeciw?]

Nie znam odpowiedzi na te pytania, wiem tylko jedno: MUSZĘ, MUSZĘ WRÓCIĆ.


PS – polecam tekst: Skąd jesteś? na blogu Icestory.

73
Dodaj komentarz

avatar
37 Comment threads
36 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
39 Comment authors
Króliczek DoświadczalnyveverkaKamilHai LeDominika Z.K. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
MC
Gość

Cudny wodospad, nawet na filmie z YouTuba czuć potęgę natury. Dosłownie. Jak na to patrzę czuję potęgę natury, jakkolwiek nie wiem, czy można to lepiej wytłumaczyć. Widzę siebie stojącą na skraju. Jestem pod mega wrażeniem! Nigdy wcześniej Islandia mnie nie kręciła, teraz chcę tam pojechać :)

Milena M
Gość

świetnie się to czytało, co nie zabije to wzmocni :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

…albo lekko pokiereszuje ;)

Niewyparzona Pudernica
Gość
Niewyparzona Pudernica

Weee Królik! Zimno mi się zrobiło! Ale wodospad zajebisty. Też nie pisałam żadnych podsumowań, jeszcze nie umiram :D Odwaliłam horoskop na 2016 rok hehe :D Pamiętam taką noc, tylko w ciul gorącą dla odmiany. Pojechaliśmy z Niemężem i 2 kumplami nad Jezioro Białe- takie jezioro koło Włodawy, miejsce grzechów i rozpusty, Mielno się chowa. No i pojechaliśmy w ciemno, nigdzie nie było pokoi. Znaleźliśmy jeden ostatni u sympatycznej Pani, 2 łóżka, kumple się napili to spali we 2 i my we dwójkę. Szok 1- w nocy było ze 30 stopni gorąca. Szok drugi- przez pokój przechodził komin od pieca, który… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Przygody Pudernicy :D Ile takich masz jeszcze w rękawie? :D

Niewyparzona Pudernica
Gość
Niewyparzona Pudernica

Milion :D Napiszę książkę ;)

Zielpy
Gość

Czuję to za każdym razem w Karkonoszach. Może to nie jakoś szałowo ekstremalne, ale jednak kocham te zakamarki. Zresztą, nie chodzi tylko o miejsca, ale też o uczucie, przede wszystkim o nie, że jeśli już wlazłam, to muszę iść. Muszę dojść. Nawet, gdy prawie płaczę – nie mogę zostać na noc w górach, na pustkowiu, tylko dlatego, że bolą mnie nóżki. Niesamowicie hartujące charakter doświadczenie.

Króliczek Doświadczalny
Gość

O tak, przez Islandię zmieniłam właśnie podejście do gór i choć wcześniej ich nie doceniałam, teraz mam w planach zdobyć trochę polskich szczytów. Oczywiście po odpowiednim przygotowaniu :)
Też miałam tam już parę momentów, że ze zmęczenia nogi wchodziły mi do tyłka, ale tak jak mówisz, robiło się coraz ciemniej, zimniej i trzeba było zasuwać. Góry wychowują.

Dorota
Gość

Dobrze, że nie zamarzliście, że nie usnęliście… aż mi się zimno zrobiło. W czasie snu organizm jest jeszcze mniej odporny na zimno. Teraz na pewno lepiej się przygotujecie :) Piękne widoki :)

Hanja
Gość

Ponoć zimno idealnie konserwuje, więc może nie ma tego złego…. ;)
Tutaj dopiero robi się zimno (ale jak widać popłaca):
https://krio-star.pl/uroda-i-zdrowie/generalowa-zajaczkowa

Króliczek Doświadczalny
Gość

Czytałam kiedyś o Zajączkowej – podziwiam jej konsekwencję :) rzeczywiście, coś w tym jest, bo Islandczycy to jeden z najdłużej żyjących narodów, potwierdziłam tą informację wizytą na jednym z ich cmentarzy, na nagrobkach mało kto miał mniej niż 80 przeżytych lat :)

kubekczekolady
Gość
kubekczekolady

Pięknie to opisałaś. i… Też bym chciała poczuć takie uczucie przynależności :)

Agata S.
Gość

Skrajne zimno to coś strasznego. Najgorzej jak nic nie możesz z tym zrobić, nie masz się gdzie schować i co na siebie włożyć.

BogusiaM
Gość

Z tym zapuszczaniem korzeni, to czułam to samo w Szwecji, tam za to zmokliśmy do majtek chodząc po deszczowym Sztokholmie i też marzyłam w tym momencie o hotelu, ciepłej wodzie i kołdrze…

Autopogoń
Gość

przypomniały mi się moje noce pod namiotem, które spędzałam zwykle pod byle jakim śpiworem. było mi zimno zawsze, nawet w środku lata, i to do tego stopnia, że po prostu nie spałam. dwa lata temu zainwestowałam w końcu w porządny śpiwór i już nie straszne mi są namioty :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

No właśnie my przed następną wyprawą zamierzamy zmienić i śpiwory, i namiot,najlepiej takie wojskowe :D

olgacecylia
Gość

Życzę Ci, żebyś za …dziesiąt lat mogła powiedzieć, że właśnie to była najgorsza noc w Twoim życiu. Innymi słowy, żeby nic gorszego się nie przytrafiło. Pięknie wygląda ten wodospad <3 Podziwiam Islandię od lat i marzę, żeby tam pojechać, ale teraz wiem, że będę celować raczej w letnią porę. I już chyba zacznę odkładać, żeby nie oszczędzać ;-)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Oby tak było! Latem też zdarzają się tam przymrozki, ale na plus jest to, że dzień trwa prawie całą dobę, a jakoś tak chyba łatwiej wytrwać w chłodzie i jasności, niż chłodzie i ciemności ;)

Beata Redzimska
Gość

Mimo wszystko do podrozy warto sie dobrze przygotowac. Czasami nie warto oszczedzac Najdluzsza noc w zyciu dala w kosc, ale dla taaaaaaaakich zdjec na pewno warto bylo. Pozdrawiam serdecznie Beata

Agnieszka Rola
Gość
Agnieszka Rola

Tak, siedząc wczesną jesienią na pomoście w małym miasteczku w Burgundii. Kocham małe miasteczka w Burgundii, kiedyś będę w jednym mieszkać, bo nie można tak co roku łamać sobie serca wyjazdem. :) W Islandii przeraża mnie właśnie pogoda, ale z drugiej strony zawsze, jak mam okazję gdzieś jechać, to jadę. :) Swoją drogą tegoroczny drugi tydzień winobrania to była praca w deszczu, a warunki były tak traumatyczne, że znajomy, który pracował jako budowlaniec po całej Europie, twierdził, że w życiu się tak nie oharował. Błoto wszędzie. <3 Na wiadrach, na butach, w butach, na płaszczu, pod płaszczem, na włosach, we… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Aż mam ochotę pojechać i sprawdzić, co Cię tam tak zauroczyło. I wyobrażam sobie doskonale co czujesz po powrocie po takim wyjeździe :)

Wiola Starczewska
Gość

Ach, ta zdradziecka Islandia, bez MAc Donaldów, phi!

Nieidealna Anna
Gość

Brr… doslownie historia mrożąca, a raczej zamarzająca krew w żyłach. Cieszę się, że wyszłaś z tego cało, ale pewnie przez moment już wybierałaś się na tamten świat? ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Już w myślach układałam testament ;)

Modest Vagabond
Gość

Sama ostatnio nieźle zmarzłam pod śpiworem choć na pewno nie może się to równać z tym co wy przeżyliście.
Doskonale rozumiem to uczucie gdy chcesz wrócić w jakiejś miejsce- mnie ciągnie do Wiednia.

Kamila
Gość
Kamila

Przeżyłam parę takich nocy podczas stopowiania i faktycznie to jedno z gorszych wspomnień, siedzisz i myślisz, że już nic gorszego nie może się przydarzyć[oczywiście może, ale wiadomo, że wtedy się tak nie myśli ;)]. Potem milion razy bardziej docenia się ciepły koc i prysznic.

Króliczek Doświadczalny
Gość

O tak, i od razu rośnie pokora :)

Igor Mróz
Gość
Igor Mróz

Mi urosła, kiedy uciekłem z domu hmm… 15 lat temu. Nawet nie wiedziałem, że w czerwcu może być tak zimno w nocy. Rano pokłoniłem się słońcu wschodzącemu nad Wyspą Słodową :D

Pepa
Gość

Też kiedyś próbowaliśmy spać w kombiku, gdzieś między Wiedniem a Graz w drodze do Chorwacji. Nie zmrużyłam oka mimo, że temperatura była w plusie. Sto razy lepiej spało mi się kiedyś pod namiotem na karimacie niż w samochodzie. Nigdy więcej! Szkoda życia. Lepiej wypocząć i mieć później dobry humor i siłę na zwiedzanie. No ale z drugiej strony przynajmniej jest co wspominać :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

No cóż, dopóki tego nie spróbowałyśmy, nie mogłyśmy powiedzieć że to nie dla nas ;)

Sisters92
Gość
Sisters92

Podobnie miałyśmy w przypadku Łodzi, pierwsza wizyta w mieście i wiemy, że chcemy tam zamieszkać. Na początku łudziłyśmy się, że to może jakieś zauroczenie, ale minął ponad rok od tamtej podróży i wciąż chcemy. Pewnie podobnie jest w Twoim przypadku z Islandią. Nie możemy tego hamować ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

O, ciekawe, Łódź to dość niestandardowa fascynacja jeśli chodzi o polskie miasta. A co Was tam najbardziej urzekło?

Sisters92
Gość
Sisters92

Chyba całość, szare budynki, które nikogo nie zachęcają. Wspaniała kawiarnia w Parku Źródliska.

Dotee
Gość

„Pięknych miast jest co niemiara – Berlin, Praga, Paryż, Rzym,

a nas Łódź urzekła szara, łódzkich fabryk dym.

Sam nie wiesz kiedy Łódź schwyciła Cię w swą sieć,

chcesz iść, Łódź woła – wróć! Tu pracuj, i tu siedź!” :) Też tak mam:)

Sisters92
Gość
Sisters92

No są różne kolorowe miasta, choć ostatnio zauważyłyśmy, że np. ciągnie nas do w miarę stonowanego Berlina, niż kolorowej Pragi. A jak szarość, to i Łódź obowiązkowo.

BonaVonTurka (Hipis)
Gość

Ech, rozumiem tą tęsknotę. Ja tak tęsknię za Krakowem. Tylko cztery dni. A tyle lat czekałam, że kiedyś tam pojadę, tyle o Krakowie słyszałam i uczyłam się, stworzyłam sobie w umyśle z niego prawdziwą utopię i raj dla artystów i wolnomyślicieli, w którym każdy może być szczęśliwy po swojemu-ja też. W którym wszystko jest piękne. I swoją wizytę w Krakowie też zaczęłam nieszczególnie miło, bo od wyjścia z hotelu i zatrzaśnięcia się na zewnątrz bez kluczy, telefonu i portfela :D Na szczęście udało mi się wywołać moje znajome, które miały otwarte okno… Ale potem cały czas pobytu w Krakowie byłam… Czytaj więcej »

Świnka
Gość

Ja dziś okropnie wymarzłam w pracy (pracuję na zewnątrz, co przy takich mrozach jest istnym szaleństwem). Dlatego baaaaardzo dobrze rozumiem te skostniałe stopy i myślenie tylko o ciepłej kawie w macu :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Rzeczywiście szaleństwo, ale całe szczęście że już za parę dni ma być odwilż!

joule
Gość

Współczuję, współczuję, współczuję!
W tym roku też przeżyłam podobnie najgorszą noc, kiedy to okazało się, że wynajęcie auta trwa pięć godzin (od 23.00), a hostel był zabukowany z nadwyżką i nie było dla nas miejsca do spania. Miejsce w hotelu pojawiło się dopiero nad ranem, więc padliśmy na jakąś godzinę. Chociaż tyle ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Przygoda! Jest co wspominać przynajmniej ;)

Michał Rukat
Gość

I od tego właśnie są małżonkowie którzy na dwa miesiące przed kazdym wyjazdem czytają 8 książek na temat miejsca do którego się jedzie.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Uwierz mi, że przed rok przed wyjazdem przeczytaliśmy znacznie więcej niż 8 książek i artykułów o Islandii.
Zabrakło nam wiedzy nie o miejscu, do którego jedziemy a bardziej o… hm, survivalu?
Przy okazji – nawet książki i publikacje w sieci nie były w stanie przygotować na wszystko co tam widzieliśmy i doświadczyliśmy, Islandia jest bardzo nieprzewidywalnym krajem.

Michał Rukat
Gość

U mnie to żona odpowiada za przygotowanie merytoryczne :)
Ale w sumie też dużo czytaliśmy o Bałkanach a na miejscu nie byłem przygotowany na te ilości mięcha, które oni jedzą. Tylko, że ja byłem zaskoczony pozytywnie.
Dobrze, że – jak piszesz – dziś wspominasz to lepiej. No i masz temat na posta od razu ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Czyli to nie jest raczej kraina dla wegeterianina? :)

Michał Rukat
Gość

Not at all.
chociaż… mają tanie oliwki!
I figi tanie jak u nas ziemniaki.

Justyna Rolka
Gość

Doświadczyłaś w tamtym miejscu uczucia które potrafi zmienić punkt widzenia życia, śmierci, tęsknoty. Powiedzmy to wprost – byliście na granicy śmierci. Cieszę się, że nic Wam się nie stało i życzę Ci byś jeszcze wróciła w tamte strony. Spokojna, mądrzejsza o doświadczenie, spragniona nowych doznań. Mocno ściskam:*

Króliczek Doświadczalny
Gość

Nie wiem, jakie było rzeczywiste zagrożenie, czy nie było w tym więcej strachu, ale grunt, że zdobyłam niezapomniane doświadczenie na przyszłość. Uściski! :)

Mrslifestyle.pl
Gość

Czytałam z zapartym tchem, a kiedy doszłam do fragmentu o kominiarce, z czytania wyrwał mnie mój mąż przygotowany do wyjścia z psami… w kominiarce. Przeszły mnie ciarki, a za chwilę ponownie, kiedy zobaczyłam to cudo, szkoda że tak krótko.
Czasem tak jest, że stajesz w konkretnym miejscu i czujesz, że tu mogłabyś istnieć na zawsze, znam to uczucie. Dużo uścisków w nowym roku :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Odsyłam jeszcze więcej uścisków :)

Niebieski Stoliczek
Gość

Hehehe…znam to. My spaliśmy pod namiotem przez dwa tygodnie (poruszając się autobusem i stopem) i powiem Ci że spałam w koszulce termoaktywnej z długim rękawem, dwóch polarach, czapce, rękawicach narciarskich, chuście, dwóch parach skarpet i legginsach termalnych. Nie było źle, przynajmniej nie traciliśmy dużo czasu na spanie i można było więcej zwiedzać :):)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ha, no to co ja mówię o hardkorze, jak Wy mieliście 2 tygodnie hardkoru :D A jaki to był miesiąc?
Pisałaś w ogóle gdzieś o swoich wrażeniach z podróży? Chętnie bym przeczytała :)

Niebieski Stoliczek
Gość

Nie. Pisałam dziennik, ale istnieje tylko w wersji papierowej.Może kiedyś to przepiszę;)

Polka na Islandii
Gość

Dziękuję Ci za ten artykuł. Mi już ludzie nie wierzą, że na Islandii może człowieka spotkać wszystko i trzeba być naprawdę dobrze przygotowanym, a w przypadku spanie w aucie czy namiocie w szczególności. Islandia jest nieprzewidywalna.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Motto każdej osoby przygotowujące się do wyjazdu tam powinno brzmieć: spodziewaj się niespodziewanego.

Marta Maksylewicz
Gość
Marta Maksylewicz

Jak zaczęłam chorować na Hashimoto (a jeszcze o tym nie wiedziałam) to kilka razy byłam wręcz pewna, że zaraz umrę. No bo niby dlaczego tak ciężko mi się oddycha? Dlaczego kręci się w głowie? Czemu mi tak słabo, przecież jestem sobie w pracy, sprzedaję okulary, nic się nie dzieje… A jednak sam fakt pojawienia się dziwnych objawów znikąd powodował u mnie takie przerażenie, że wszystko odczuwałam dużo silniej. Mówiąc krótko: panika sama nakręcała uczucie zagrożenia dla życia. Paskudna sprawa. Tak w ogóle to wczoraj znowu byłam u lekarza i na nowo trzeba zmieniać dawkę… Załamka, już myślałam, że się to… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Współczuję Hashimoto, wiedziałam, że jest bardzo upierdliwe, ale nie wiedziałam, że objawy są tak silne :( Nie wiem czy znasz takiego bloga i jakie masz podejście do leczenia, ale w razie czego polecam: http://www.akademiawitalnosci.pl/10-rzeczy-pomagajacych-tarczycy-zachowac-rownowage/ Jest tam jeszcze trochę innych tematów o tarczycy i chorobach autoimmuno. Moja miłość do Islandii jest raczej tylko moja – mężowi podoba się przyroda, krajobrazy, za to społeczeństwo niekoniecznie. Ale w sumie skoro udało mi się go w ogóle namówić na wyjazd tam i zainteresować tym krajem, na tyle, że też chce przynajmniej raz wrócić na dłużej, to może, kto wie, kiedyś go namówię na „letni”… Czytaj więcej »

Marta Maksylewicz
Gość
Marta Maksylewicz

Dzięki za linka, na pierwszy rzut oka widać, że jest sporo ciekawych informacji.

No to skoro mąż też chce tam wrócić to można uznać, że jest już „kupiony” ;)

Kalutka
Gość
Kalutka

Każdy musi przeżyć cos takiego. Ja z mężem 5 lat temu zrobiliśmy road trip po USA i byliśmy w Wielkim Kanionie w maju, ale jeszcze leżał miejscami śnieg, a w nocy temperatura spadła do zera. Noclegi były drogie, wiec spaliśmy w namiocie na campingu, nie było mowy o ogrzewaniu sie samochodem, ale tez pamietam ta beznadzieję, gdy nakładasz kolejne warstwy ubrań, a dalej wali chłodem. Po tej nocy kupiliśmy sobie dmuchany materac, bo lepiej niz karimata ochrania od ziemi. Dostaliśmy tez radę od bezdomnego, ze lepiej jest położyć sie na stole (np. Campingowym) bo nie ciągnie tak zimno od ziemi.… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Czyli całkiem podobną przygodę mieliście. Pamiętam, że Wielki Kanion też mnie zaskoczył chłodem, był październik, ja w króciutkich spodenkach i bluzce odsłaniającej sporą część pleców, z jednej strony niby ostre słońce, a w cieniu miałam gęsią skórkę. Im później się robiło, tym chłodniej. To chyba tak jak z różnicami temperatur na pustyni.

A ta rada bardzo trafna, kto jak kto, ale bezdomny na pewno wie jak przetrwać chłodną noc ;)

Pozdrawiam :)

Panna Zuzanna
Gość
Panna Zuzanna

Islandia, marzenie :) Po zakupie odpowiedniego sprzętu noc w samochodzie byłaby do przeżycia, brat pokazywał mi śpiwory w których można spać na śniegu, wrrr… Jednak nie ma to jak hotel :) Zazdroszczę wycieczki absolutnie.
W 2015 był najgorszy letni słoneczny poranek mojego życia. Ten rok jakiś dziwny był, chyba najgorszy ze wszystkich, gorzko-słodki jak zamarzanie na Islandii.

Dotee
Gość

„Po najgorszej w życiu nocy nastawał najpiękniejszy na świecie świt. ”
Czy nie jest tak często? :) To bardzo symboliczne zdanie:)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Tak jest chyba zawsze :)

motocyklistka.eu
Gość
motocyklistka.eu

Wiem, że nie powinnam ale – zazdroszczę i tak! ;)

Blogierka
Gość

Aż mnie ciarki zimna przeszły..brr. I to chyba musi być prawdziwa miłość ze po takim wstępie nadal kochasz i chcesz wrócić :)
ps. Wodospad jest niesamowity!

Dominika Z.K.
Gość

Witaj. Opowiadanie Twoje przeczytałam z uśmiechem ponieważ coś mi przypomina :) Co prawda nie zmarzliśmy podczas nocy, ale na west fiordach dorwała nas burza śnieżna (koniec maja 2015), zamykając drogę do cudownych klifów i jeszcze innych cudów natury, które mieliśmy zamiar zobaczyć. Natomiast humor zupełnie popsula nam wypożyczalnia samochodów, która podczas oględzin auta przy oddawaniu, stwierdziła, że napotkalismy gdzieś burzę piaskową (owszem, podczas wyprawy na Jokulsalron!). W rezultacie przód samochodu został zmatowiony I skasowali nas niebotyczna cenę za naprawdę! Wystrzegajcie się zatem!

Zapraszam i pozdrawiam. https://mynotsordinarydays.wordpress.com

Króliczek Doświadczalny
Gość

Nam też się nie udało zobaczyć fiordów zachodnich, ale to już był całkiem świadomy wybór – wiedzieliśmy, że drogi tam są kręte,schodzi dużo czasu i paliwa.
Też się bałam, że wypożyczalnia dopatrzy się jakiegoś uszkodzenia, na szczęście udało nam się.
Współczuję, bo wiem, że te ceny za naprawy są straszne :(

Hai Le
Gość

Dzikie, dawniej tybetanskie pustkowia Syczuanu w zachodnich Chinach. Tam jest moje miejsce, również nieskażone McDonaldem. I tak jak Ty na myśl o Islandii, czuję fizyczny ból na skutek tęsknoty. Muszę tam wrócić i już.

Kamil
Gość
Kamil

Łee… ja myślałem, że nie wiadomo co Cię spotkało tej nocy? Dla mnie takie przygody to żadna nowość. Ile to razy człowiek w górach marzł? Albo siedział pod skałą, a wokół pioruny waliły? Tyle, że ja lubię przygody a po latach górskich wędrówek mam oczywiście większą kontrolę. Następnym razem weźcie ze sobą kuchenkę gazową i róbcie w nocy herbatę. Nauczcie się wstawać w nocy i rozgrzewać (herbata, zupka co 2 godziny). Kiedy Naomi James ruszała w samotny rejs jachtem dookoła świata, wstawała w nocy co 20 minut, aby sprawdzić czy nie jest na kursie kolizyjnym z jakimś statkiem. Dopiero, gdy… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Dla Ciebie to rzeczywiście może być łeee, ale nie zapominaj, że ja dotąd nie chodziłam po górach, w namiocie spałam może z dwa czy trzy razy na festiwalu latem, nie byłam nawet zimą na nartach. Więc doświadczenie zerowe i sprzęt też nie ten ;)
ALE dalej będzie tylko lepiej. Czasem człowiek musi się wygłupić na początku żeby wyciągnąć konkretne wnioski :)

veverka
Gość
veverka

Dziś przypadkowo trafiłam na Twój blog, czytam i przeglądam od kilku godzin :) Posty o Islandii uruchomiły lawinę pięknych wspomnień i nie mogłam się powstrzymać od komentarza pod tym postem sprzed prawie roku. Jak się okazuje, byłam na Islandii tuż przed Twoim wyjazdem – w pierwszej połowie września 2015 roku. I tak, doskonale rozumiem to, o czym piszesz – to jest takie miejsce, o którym myślę, kiedy jest mi źle, kiedy chciałbym być gdzie indziej, a kiedy czytam o tym kraju albo przeglądam zdjęcia czuję ten ucisk w sercu, a zdjęcie z Fiordów Zachodnich do tej pory zdobi pulpit komputera.… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Veverko, dzięki za komentarz! Zawsze miło usłyszeć głos kogoś, kto czuje tak samo. Co takiego jest w tej Islandii, że tak łamie serca? Ten wiatr! Nie wiem czy miałam okazję zapoznać się z takim mocnym, jaki Ty doświadczyłaś, ale pamiętam, że kiedy byłam na plaży w Vik, stanęłam sobie w miejscu i po prostu zaczął mnie przesuwać. Widziałam wtedy chyba największe fale w życiu. I już nie dziwię się tym opowieściom o turystach porwanych przez Atlantyk, bo podeszli zbyt blisko. Zresztą my też w pewnym momencie na dłuższą chwilę utknęliśmy na wielkim głazie w jednym z zakątków plaży, czekając na… Czytaj więcej »

veverka
Gość
veverka

A czy w Vik oprócz silnego wiatru padało? To było coś niesamowitego, ale przez cały nasz pobyt na Islandii padało właściwie tylko jeden dzień i to w tym właśnie miejscu, i potem przeczytałam, ze to taki lokalny mikroklimat :) Wystarczyło oddalić się od Vik o kilkadziesiąt kilometrów, by pojawiło się słońce. Wiatru tak silnego, jak w Islandii, nie doświadczyłam nigdy. Fakt, nie ważę nawet 50 kg, ale autentycznie się bałam, że mnie zwieje, uniesie, przewróci. Również próbuję znaleźć odpowiedź na pytanie, co sprawia, że ta wyspa tak chwyta za serce. I myślę, że przyczyna tkwi w nas samych. Przecież Islandia… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Akurat podczas tej wizyty na plaży było słonecznie, ale zanim tam dotarliśmy, padało i rozpogadzało się chyba z 5 razy, a po odjechaniu od niej to samo. Za to widzieliśmy tego dnia milion tęczy, podwójnych, potrójnych, z pełnym łukiem, do wyboru :)