„Ja nie wybieram złych facetów. To oni wybierają mnie” – Candace Bushnell


Niemęscy, niezaangażowani, toksyczni, albo lekkoduchy. Dziwnym trafem, przyciągasz ich jak magnes. To nie może być Twoja wina, przecież Ty masz czyste intencje – chcesz tylko porządnego faceta, kogoś do kochania, kogoś do wspólnego życia. Żadnych dramatów. A jednak, to dzieje się raz po raz, i zanim się zorientujesz, lądujesz u boku jakiegoś typa, o którym można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest dobrą partią.

I znów, po początkowej walce ze sobą, desperackim stawianiu jego zalet ponad wady, próbach przekonywania do niego przyjaciół, dochodzisz do wniosku, że miały być fajerwerki, a jedyne co  Ci zostało, to poparzenia.


„Nigdy nie popełniam tego samego błędu dwa razy. Robię to pięć, albo sześć razy  – tak dla pewności” – autor nieznany


Jeśli Twoje życie uczuciowe zaczyna być przewidywalne jak kolejny odcinek Klanu, jeśli już kilkukrotnie byłaś zdradzana, trafiałaś na facetów z emocjonalnością kamienia, albo Piotrusiów Panów,

możesz zrobić tylko dwie rzeczy:

 a) uchlać się z rozpaczy, stwierdzając, że oni wszyscy są tacy sami, albo że ściga Cię jakaś cygańska klątwa, nie pozwalająca Ci zaznać szczęścia;

b) zatrzymać to błędne koło, przestać szukać zapomnienia i szansy w kolejnym związku, i usiąść na tyłku, zastanawiając się, co tu do cholery jest nie tak. Z TOBĄ. Tak, z Tobą, mówię.

Nie znamy się zbyt dobrze, ale jedno wiem o Tobie na pewno: niezależnie od tego, jak bystra jesteś na co dzień, jak dobrze radzisz sobie w pracy czy na uczelni, w życiu nie umiesz wyciągać wniosków. Zanim rzucisz fochem, zamknij buzię i daj rękę. Chodź, mamy do pogadania. Założenie jest takie: ja podaję Ci kilka możliwych przyczyn takiego stanu, a Ty wybierasz tą, która przemawia do Ciebie najbardziej. I zabierasz się za jej rozpracowanie. Deal?


 

1. Przyciągasz to, co wymaga w Tobie przepracowania. 

Jeśli trafiasz w życiu ciągle na ten sam typ człowieka, to znaczy, że musisz się czegoś od niego nauczyć. I nie zrobisz tego zamieniając jeden egzemplarz na kolejny z tego samego gatunku. Zatrzymaj się i odpowiedz sobie, na kogo trafiałaś do tej pory. Co ich wszystkich łączy? Czy mają jakieś wspólne cechy, które doprowadzały Cię do szału, czy te związki kończyły się z podobnego powodu?Jeśli wszyscy Twoi partnerzy byli niedostępni emocjonalnie, nie potrafili kochać, być może to znak, że zamiast szukać tego w nich, najpierw powinnaś nauczyć się kochać siebie samą i o siebie samą się troszczyć? Been there, done that. Jeśli każdy z nich był dominujący, przytłaczający zazdrością – być może musisz się nauczyć lepiej wyznaczać swoje granice, albo odpowiedzieć sobie konkretniej na pytanie: ile potrzebuję wolności i jak bardzo mi na niej zależy?

Wiem, że to nie będzie łatwa praca, wiem, że na pewno dowiesz się podczas niej czegoś nieprzyjemnego. Pewnie też obawiasz się samotności. Ale uwierz, że lepsza jest samotność, w której uczysz się czegoś cennego o sobie i rozwijasz, niż kolejny zesłany przez ‚los’ związek, który pogłębia stare rany.


2. Mieszasz serce z rozumem i hormonami. 

Myślisz, że zakochujesz się sercem? Jako duża dziewczynka powinnaś wiedzieć, że często wybór podejmują za Ciebie hormony. A powinna… głowa.

Hormony mogą zafundować Ci wyrzut dopaminy i dziki galop serca na widok kogoś, kto zupełnie nie nadaje się partnera. Hormony bywają też nieprzewidywalne i już sam fakt, że np. bierzesz tabletki antykoncepcyjne może zmienić Twój gust wobec mężczyzn. Dlatego tak ważne jest, żebyś w momencie, w którym zalewa Cię napędzana chemicznie fala zakochania, zrobiła krok w tył i spojrzała chłodno na sytuację.Nie jesteś pewna swojego kolejnego partnera – siądź z kartką i opisz jaki jest. Czy zawsze traktuje Cię z szacunkiem? Czy Cię słucha? Czy nie mówi głównie o sobie? Czy jest zgodny? Czy bierze pod uwagę Twoje uczucia i troski? Zapisz każdy sygnał, który nawet lekko Cię niepokoi. Jeśli do tej pory podejmowałaś nietrafione wybory, musisz nauczyć się stosować zasadę ograniczonego zaufania.


3. Akceptujesz wzorce wyniesione z przeszłości.

Historia lubi się powtarzać. Całe życie oscylujemy wokół tego co wydaje się nam dobrze znane, a więc w pewien sposób bezpieczne. Dotyczy to też związków. Według tzw. teorii Imago, wybierając partnera odtwarzamy w pewnym stopniu otoczenie z dzieciństwa, poszukując cech, które znamy od rodziców czy opiekunów.Pół biedy jeśli są to cechy pozytywne, jeśli jednak np. Twój ojciec był alkoholikiem, mogłaś nauczyć się akceptować przykre czy trudne zachowania, tłumacząc, że czasami (pod wpływem substancji lub sytuacji) partner nie jest sobą, ale poza tym przecież Cię kocha. Jeśli rodzice dawali Ci sprzeczne sygnały – raz akceptację, raz wrogość i niedostępność, możesz teraz tolerować kapryśnego mężczyznę i cały czas starać się zdobyć jego przychylność, godząc się na emocjonalne huśtawki. Jeśli w Twoim otoczeniu kobiety zawsze miały niższą rangę niż mężczyźni, pewnie skończysz u boku faceta z przerośniętym ego, piorąc jego skarpetki.

Zła wiadomość jest taka: dopóki porządnie nie usiądziesz nad swoją przeszłością, jest więcej niż prawdopodobne, że znowu przyciągniesz osobę, która będzie Ci ją przypominać, w taki lub inny sposób. Jeśli czujesz, że sama tego wszystkiego nie naprawisz, nie ociągaj się z szukaniem profesjonalnej pomocy. Wpisz to na listę swoich priorytetów w tym roku, jeszcze przed schudnięciem i nauką nowego języka.


4. Wchłonęłaś szkodliwe przekonania na temat związków.

Wróć pamięcią do dzieciństwa, czasów nastoletnich i słów Twojej matki, babki, czy innych kobiet z otoczenia. Jak często słyszałaś, że mężczyznom chodzi tylko o seks, że każdy facet w końcu zdradza, albo że mężczyzna ma być panem domu, a kobieta powinna mu się podporządkować?Nawet jeśli teraz świadomie nie zgadzasz się z tymi słowami, możesz nie zdawać sobie sprawy z siły, z jaką na Ciebie zadziałały. Czy Twoi partnerzy nie byli czasem ich odzwierciedleniem? Zajrzyj głęboko w siebie i przypomnij sobie, ile z przekonań na temat męskości, związków czy roli kobiety jest tak naprawdę Twoje, a ile przyswoiłaś od innych.

Czasem wystarczy, że wszystkie je sobie wypiszesz na kartce i dopasujesz do nich autora, a potem określisz, czy się z nimi zgadzasz, czy nie. Nad każdym z nich zatrzymaj się świadomie i zastanów, jak objawiały się w Twoim życiu.


 5. Wierzysz w przeznaczenie.

Jeśli w kwestii doboru partnera liczysz na szczęście, los, czy przeznaczenie, oznacza to po prostu, że bierzesz tylko to, co Ci się trafia. A tym samym – nie traktujesz swojego życia ani siebie na tyle poważnie, żeby wziąć za nie pełną odpowiedzialność. To jak chęć wygrania w loterii z podejściem – jeśli mam wygrać, to na pewno kiedyś znajdę zwycięski kupon albo ktoś mi go da.

Jung mówił: „dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.” Freud z kolei opisywał ciekawe zjawisko, zwane przymusem powtarzania: przez całe życie mamy tendencję do powtarzania różnych zachowań i wyborów, opartych na doświadczeniach z przeszłości, nawet jeśli były one negatywne.

I tak będzie się działo, dopóki nie podejmiesz świadomej decyzji i wysiłku, żeby zmienić ten wzorzec.  Jeśli nie wyciągniesz wniosków ze swoich doświadczeń, jeśli nie przyjrzysz się powtarzalnym wydarzeniom z przeszłości i nie włączysz większej uważności, to tak, będzie kierować Tobą przeznaczenie. I nie, nie przyniesie Ci ono szczęścia.


6. Masz parcie na udany związek. 

Naukowcy potwierdzają: jeśli podejmiemy decyzję o tym, że w coś się angażujemy, zaczynamy mieć nierealistycznie optymistyczne oczekiwania wobec rezultatów. Dotyczy to również związków. Nie potrafimy wtedy ocenić racjonalnych szans powodzenia jakiejś relacji, nie widzimy jej minusów i znaków ostrzegawczych, bo przysłaniają to nam nasze nadzieje.Podobnie dzieje się, kiedy jesteśmy zmotywowani do tego, by „teraz wreszcie mieć udany związek!”, bo np. zbliża się 30-tka, wszyscy wokół są już w parach, albo jest lato i fajnie by było mieć wakacyjny romans. W takiej sytuacji możemy całkowicie tracić zdolność do racjonalnej oceny i łapać się na haczyki tych samych co zwykle, dobrze znanych toksycznych partnerów. Znów wracamy do punktu wyjścia.

Prawo stare jak świat – przestań tak bardzo gonić za JAKIMŚ związkiem, za to zajmij się całkiem na serio związkiem z samą sobą. Tylko jako poukładana, pogodzona ze sobą kobieta jesteś w stanie przyciągnąć wartościową drugą połowę. A im mniej będziesz jej wyczekiwała, tym, znając życie, prędzej się pojawi.


7. Wierzysz, że dla kogo jak kogo, ale dla Ciebie on się zmieni.

Chociaż miałaś już do czynienia z takimi jak on pracoholikami, nałogowcami, czy maminsynkami, to jednak wierzysz, że w tym jedynym wypadku, specjalnie dla Ciebie, on się zmieni.
Dlaczego to sobie robisz?

Oczywiście, są szanse, że ktoś zerwie z nałogiem, ogarnie się i zmieni życie, ale niekoniecznie dla Ciebie i niekoniecznie dlatego, że to Twoja miłość go odmieni. Jeśli do tej pory nie miałaś takiej tajnej mocy, jest więcej niż prawdopodobne, że nadal jej nie masz. Nie trać więc czasu na mrzonki.


8.  Ignorujesz oczywiste  sygnały i nie sprawdzasz go. 

Tak jak w punkcie 6 – kiedy decydujesz się wejść w jakąś relację, masz tendencję do skupiania się wyłącznie na pozytywach i ignorowania znaków ostrzegawczych. A gdybyś tak dla odmiany, jeszcze przed podjęciem tej decyzji przyjrzała mu się dokładniej? W końcu masz już doświadczenie w fatalnych związkach, powinnaś zauważyć pewne symptomy na starcie.Jeśli nie potrafisz go wyczuć ot tak – zadawaj pytania, zrób wywiad, nie bierz niczego za pewnik, tylko sprawdzaj – masz do tego prawo. A jeśli masz przyjaciół, którym możesz ufać – pokaż im go. Na pewno są bardziej obiektywni od Ciebie. I na Boga, jeśli mają jakieś wątpliwości, nie wplątuj się w to mimo wszystko – zrób mu kwarantannę.


***

 

Jest wiele sposobów na to, żebyś przestała wreszcie odczuwać związkowe deja vu, ale nie ma chyba pewniejszego niż wyrwanie się z tego zaklętego kręgu i pozostanie samotną tak długo, jak nie zrozumiesz wszystkiego, co Tobą kierowało. A na dobry początek możesz choćby zmienić tytułowe zdanie, które pewnie często powtarzałaś.

Ty nie trafiałaś na złych facetów. Ty ich sama WYBIERAŁAŚ I AKCEPTOWAŁAŚ.



zdjęcie – Nan Goldin