Nie wiem jaki to był dokładnie dzień, ale skoro robiłam generalne porządki, pewnie sobota. Wśród niepotrzebnych szpargałów znalazłam zieloną buteleczkę o charakterystycznym kształcie. Perfumy, których nie używałam od kilku lat i których nie miałam odwagi wyrzucić, chociaż nie lubię gromadzić przedmiotów z przeszłości. Już sam dotyk tego satynowego szkła budził niejasne wspomnienie – jedno z tych,  które plączą się gdzieś z tyłu głowy, niosąc zamęt i poruszenie, ale nie przynosząc żadnej konkretnej wiadomości. Zdmuchnęłam więc kurz z zatyczki i rozpyliłam przed sobą potężny obłok.
Weszłam w niego… i z subtelnością obucha walącego w głowę zaczęły napływać obrazy i wrażenia.
Rozgrzany, aż trzeszczący od upalnego słońca las.
Opuszczone kąpielisko, które czasy świetności przeżywało we wczesnych latach dziewięćdziesiątych.
Hipnotyczne, zapętlone w nieskończoność cykanie świerszczy.
Dotyk szorstkiego, drewnianego pomostu.
Samotny wędkarz w oddali.
Dwie pary nóg, dyndające nerwowo nad wodą.
I wszystko co było potem.

 

Czy tak czują się ludzie, którzy stają gdzieś na krawędzi i migawki z życia przelatują im przed oczami? Nie chciałam się nad tym zastanawiać, nie chciałam też budzić tych wszystkich wspomnień, które tak starannie powpychałam w dalekie zakamarki pamięci, upewniając się, że na co dzień nie będę miała do nich dostępu. Nie żeby były one złe. Po prostu w moim ‚dzisiaj’ zupełnie nie było miejsca na to akurat ‚wczoraj’. Ale przegrałam – z zapachem. I przez kilka dni chodziłam zupełnie wytrącona z równowagi.


Inny dzień, inna historia. 

Kupiłam lotion do ciała o zapachu granatu, ale w domu okazało się, że pachnie bardziej jak wiśnie, a właściwie czereśnie, doprawione odrobiną pieprzu. Zupełnie jak balsam, którego używałam na początku studiów. Z momentem, kiedy zaczęłam go w siebie wsmarowywać, doznałam silnego złudzenia – wydawało mi się, że jestem na łóżku z drewnianą ramą, mam na sobie bladoróżową koszulkę, a przez firanki przenika pomarańczowe światło latarni. Nawet mój zmysł równowagi został wciągnięty w tą podstępną, zapachową halucynację, przekonując mnie, że zamiast siedzieć, leżę właśnie na boku.
Takich sytuacji było mnóstwo, jedne mniej, inne bardziej wyraźne.
Czasami sprawiały, że wbrew przyzwoitości zaciągałam się zapachem mijanego przychodnia, bo przypominał mi osobę nie widzianą od wieków.
Kiedy indziej, mimo że byłam już spóźniona, celowo zwalniałam kroku, starając się zidentyfikować, co to za mieszanka aromatów sprawia, że właśnie poczułam się jak małe dziecko.


 

W zapachach tkwi magia – 

 
można tak powiedzieć. Ale jak wiele rodzajów magii, i ta ma naukowe wyjaśnienie. Jest w tym coś kojącego, porządkującego świat, a jednocześnie rozczarowującego.
Sekret tkwi w anatomii naszych mózgów. Zapachy odczuwamy dzięki opuszkom węchowym, które zaczynają się w nosie i biegną dalej, aż do mózgu, gdzie mają bezpośrednie połączenie z jego dwoma obszarami, odpowiedzialnymi za emocje i pamięć. Wizualne, dotykowe, czy dźwiękowe wrażenia nie docierają do tych rejonów, stąd odpowiedź, dlaczego to zapachy wywołują wspomnienia lepiej niż inne bodźce.
Badania przeprowadzane na ochotnikach pokazywały, że często jest to coś więcej niż „och, przypomniałem sobie, że 5 lat temu byłem tu i tam„. Wiele osób, po rozpyleniu odpowiedniego zapachu przeżywało uczucie, jakby nagle przeniosło się w czasie – odczuwając dawną sytuację bardziej emocjonalnie i zmysłowo.
Najbardziej znany przykład tego zjawiska w literaturze umieścił Proust w swoim „W poszukiwaniu straconego czasu”- kiedy zapach i smak ciastek magdalenek przeniosły go do dzieciństwa. Istnieje nawet nauka zajmująca się wpływem zapachów na wspomnienia – aromachologia, czyli psychologia zapachu.


Możesz wykorzystać tą magię. 

  • Chcesz zachować wyjątkowo wyraziste wspomnienie jakiegoś wydarzenia, np. dnia ślubu? Użyj na tę okazję specjalnych, innych niż zazwyczaj perfum. I zachowaj ich buteleczkę, albo upewnij się, że będą produkowane jeszcze przez długi czas.
  • Miej swój ‚szczęśliwy’ zapach. Perfumy, zapachową mgiełkę, albo balsam do ciała, którego będziesz używać zawsze podczas letnich wakacji albo innych wyjątkowo przyjemnych momentów. A potem wracać do niego w najgorsze, najciemniejsze dni zimy, żeby przypomnieć sobie, jak pachnie radość.
  • Jest też stary trik, który kiedyś podawały kobiece pisemka – chcesz by mężczyzna pamiętał o Tobie jeszcze długo po tym, jak opuścisz jego łóżko? Spryskaj mu poduszkę perfumami, które na sobie miałaś podczas spotkania. Zadziała, o ile nie stosuje zasady „zmieniaj pościel po każdej kobiecie” ;)

 

PS – Jeśli masz ochotę podarować sobie albo komuś (choć to ryzykowne, więc polecam zostać raczej przy obdarowywaniu siebie) powrót do wspomnień, albo natychmiastową zmianę nastroju dzięki konkretnemu zapachowi, możesz wykorzystać promocję, jaka trwa teraz w sklepie internetowym Douglas.pl – do poniedziałku włącznie wszystkie zamówienia powyżej 49 zł będą dostarczane za darmo, w ciągu 1-2 dni, i pakowane jak prezent. Druga promocja trwa do wtorku – kupując dwa zapachy zapłacisz 20% mniej, jeśli wpiszesz podczas zamówienia kod PERFUME20. 
 

– Wpis jest elementem współpracy z marką Douglas –


Na zdjęciu kadr z filmu „Zapach kobiety”