Przez większość swojego życia mieszkałam w sporym, piętrowym domu rodzinnym. Nie wiem dokładnie jaka jest jego powierzchnia, ale sam mój pokój był większy niż kawalerki niektórych z moich znajomych. Na upartego dało się w nim wziąć rozbieg albo bawić w chowanego. Oczywiście w końcu nadszedł czas, kiedy jabłko musiało poturlać się trochę dalej od jabłoni i wyprowadziłam się do Wrocławia. Najpierw do pokoju w wynajmowanym mieszkaniu, aż w końcu trafiłam tu, skąd do Was piszę – do 35-metrowego, dwupokojowego, ciasnego-ale-własnego lokum, w którym salon oznacza połączenie pokoju dziennego i kuchni. Nie narzekam, jest ślicznie, spokojnie, moje osiedle jest prawie idealne, ale pierwsze miesiące, w których musiałam przyzwyczajać się do stałego ograniczenia przestrzeni życiowej, były dość trudne. Zwłaszcza kiedy okazywało się, że zostało mi jakoś za dużo butów po wypełnieniu całej szafki na nie, albo kiedy próbowaliśmy we dwójkę jednocześnie przygotowywać coś w kuchni, stale się potrącając i wykonując wygibasy godne Twistera.  

Jednak nie jestem z tych, co by długo narzekali, dostrzegam wiele plusów w tej sytuacji. I dziś, dla wszystkich, którzy obecnie mieszkają w takich małych mieszkankach, albo którzy kalkulując środki na zakup stwierdzają, że stać ich na nie więcej, niż 30-parę metrów – mam na pocieszenie kilka pozytywów wynikających z posiadania małej przestrzeni do życia:

Mniejsze koszty zakupu lub kredytu

Jednym z najczęstszych powodów, dla którego decydujemy się na małe mieszkanie, jest ograniczona ilość własnych środków i strach przed kredytem. W większości przypadków nie da się uniknąć uzależnienia od banku, ale niższa cena małego mieszkania to także mniejsza ilość rat, krótszy czas spłaty, ich mniejsza kwota co miesiąc,  i, co z tego wynika – większe poczucie bezpieczeństwa ‚w razie W’.

A jeśli małe mieszkanie zdobyliśmy dzięki spadkowi lub hojności np. rodziców, pozostaje cieszyć się, że mamy z głowy jedną z największych zagwozdek, jakie trapią naszych rówieśników (wynajmować czy kupować? jeszcze zbierać kasę czy już brać kredyt?) i możemy nieco swobodniej dysponować wypłatą. Lepiej małe, własne i darmowe, niż duże i z cyrografem podpisanym na 30 lat. W ciągu których wiele może się wydarzyć. 

Zwodniczy metraż 

Wielu ludzi, mając do wyboru dwa dwupokojowe mieszkania, np. 36 metrów i 52 metry, pomyśli, że lepiej żyłoby się im w tym drugim. Tymczasem warto przemyśleć, co rzeczywiście dostajemy w ramach tego metrażu, albo dowiedzieć się, ile metrów mają same pokoje – w końcu to w nich spędzimy najwięcej czasu, a nie w przedpokoju czy łazience. Jeśli więc to pierwsze mieszkanie ma 2-metrowy przedpokój i 4-metrową łazienkę, a drugie odpowiednio 5 i 9 metrów, przy takiej samej cenie za metr kwadratowy mieszkania, to czy opłaca się płacić więcej za zbliżone poczucie wygody? 



Ciepło i niższe rachunki

Duży plus dla wszystkich zmarzluchów. Małe mieszkanie nagrzewa się znacznie szybciej i generuje mniejsze koszty ogrzewania. A skoro już mówimy o kosztach – w mniejszym mieszkaniu zwykle jest mniej sprzętów czerpiących elektryczność. Raczej nie zamontujemy tam wielkiego zestawu kina domowego, czy hi fi audio, a w miejsce komputera stacjonarnego pewnie pojawi się laptop. To wszystko może zmniejszyć również rachunki za prąd.

Wsparcie w minimalizmie

Nawet jeśli z minimalizmem było Ci dotąd nie po drodze, przeprowadzając się do małego mieszkania przemyślisz dokładnie każdy swój zakup. Widząc ograniczoną przestrzeń w szafach i poza nimi stracisz prawdopodobnie chęć na spontaniczne zakupy i przestaniesz odczuwać pokusę kupowania nowych mebli czy bibelotów – po prostu nie ma na nie miejsca.

Sama zaraziłam się minimalizmem jeszcze w rodzinnym domu, ale tu miał on szansę w pełni rozkwitnąć. Teraz więc, jeśli kupuję nową parę butów, wyrzucam jedną lub dwie starych. Jeśli kupuję jakąś książkę, którą przeczytam raz i wiem, że później już mi się nie przyda – oddaję ją komuś lub sprzedaję. Co najmniej raz na kwartał zbieram też worek ubrań dla Caritasu. I ciągle myślę, czego jeszcze mogłabym się pozbyć. Nie uważam tego podejścia za konieczność – jest mi z nim naprawdę dużo lżej w życiu.

Wyzwanie dla kreatywności

Mniejsza przestrzeń do składowania różnych rzeczy, nawet mimo minimalistycznego podejścia, zmusza czasem do kreatywności. Znalezienie najbardziej optymalnego miejsca i sposobu przechowywania dla każdej z naszych rzeczy, było sporym wyzywaniem. I w ciągu dwóch lat mieszkania tutaj, wiele razy robiliśmy takie małe, wewnętrzne przemeblowania, które ulepszały te sposoby. Co włożyć w co, co położyć na czym, gdzie wsadzić tamto, jak zmieścić tak dużą rzecz w tak małej szafie – tutaj nie wystarczy kupić systemów do przechowywania ze znanych sklepów meblarskich, tutaj trzeba samemu, czasem bardzo niestandardowo, ruszyć głową. Albo zdać się wcześniej na pomoc projektantów wnętrz.

Większa motywacja do sprzątania i odkładania rzeczy na swoje miejsce

Wydawać by się mogło, że w większych mieszkaniach jest więcej sprzątania – te duże powierzchnie i odległości… Nie do końca. W małych sprząta się rzeczywiście dość szybko (u nas wystarczy około 1,5 h na bardzo dokładne wysprzątanie całego domu), ale… niestety, trzeba robić to dużo częściej. Szybciej roznosi się brud z przedpokoju czy balkonu, aneks kuchenny przy salonie wymaga stałego sprzątania okruszków czy plam na blacie (bo są bardziej widoczne i rażą), jakoś też nie wypada pozostawiać naczyń na wierzchu (niech żyje zmywarka!). Nawet kilka rzeczy porzuconych nie na swoim miejscu powoduje wizualny bałagan. To wymusza wprowadzenie stałych miejsc przechowywania dla każdego przedmiotu i odkładania go tam zaraz po użyciu. Niektórzy uznaliby to za utrudnienie, dla mnie jednak jest to zaleta – lubię żyć w czystej przestrzeni, a im mniej przedmiotów znajduje się w zasięgu mojego wzroku, tym lepiej. Nie przepadam za ozdobnymi bibelotami i ‚wystawami’ na półkach i szafkach. 

Zachęta do częstszego wychodzenia z domu

Małe mieszkanie, niezależnie od tego, jak byłoby kochane i przytulne, w pewnym momencie może przytłaczać nawet typowych domatorów. Ale to również plus, bo nagle jakoś tak bardziej naturalne stają się codzienne spacery, a ze znajomymi chętniej poznaje się nowe knajpki, niż siedzi na wciąż tej samej kanapie. Nie ma też pokusy urządzania imprez w domu = mniej sprzątania i wysiłku wkładanego w ich przygotowanie. 

Za mało miejsca na… kłótnie

I jeszcze jedna, bardzo ważna wado-zaleta. Czasem, kiedy napięcie między domownikami rośnie, chciałoby się zamknąć w innym pomieszczeniu albo spać osobno. W małym mieszkaniu można sobie o tym pomarzyć. Co z tego, że partner siedzi w drugim pokoju, kiedy słyszy się wszystko co robi i wyraźnie czuje jego obecność. Nie da się więc uciec przed kłótnią, a to sprawia, że szybciej dochodzi się do porozumienia i chętniej nad nim pracuje. Zwłaszcza kiedy trzeba później razem zasnąć w jedynym znajdującym się w mieszkaniu łóżku. 

Źródła zdjęć małych mieszkań: 
1)  Raca Architekci / Homify 
2) 1-2-3 Verkauft / Homify
3) Musk Collective Design / Homify 
4) Miroarchitetti / Homify