Dla wszystkich HSP, którzy czekali na kolejną część, dla wszystkich, którzy kiedyś zgubili siebie, ale zdążyli się odnaleźć. Dla tych, którzy jeszcze szukają – też, zawsze jest nadzieja.

Gdybyśmy poznali się bliżej, kiedy miałam jakieś 17 lat

 

powiedziałbyś o mnie, że moim ulubionym zajęciem jest naprzemienne czytanie i pisanie książek, że nieustannie coś szkicuję.  I jeszcze, że zawsze muszę mieć pod ręką jakieś źródło ulubionej muzyki, z której pieczołowicie tworzyłam składanki na każdy nastrój.

Możliwe, że byś się ze mną nudził: nocą, zamiast się bawić lub zwierzać z sekretów, wolałam gapić się godzinami w gwiazdy, siedząc na parapecie.  W lesie, zamiast raźno spacerować czy zbierać grzyby, zatrzymywałam się co krok, żeby przytulić się do drzewa albo zastanowić, jakiego ptaka teraz słychać. Nie porozmawiałbyś ze mną o modzie i gadżetach, ale wciągnęłabym Cię w rozmowę o magii, snach, albo medytacji.
Nie dowiedziałbyś się tego o mnie chodząc ze mną do klasy czy spotykając na podwórku – na co dzień funkcjonowałam jako całkiem normalna nastolatka, nie dopuszczając zbyt wielu osób do swojego sekretnego świata. W ukryciu tętnił on życiem, był pełen kolorów, kreatywności i pozytywnej energii. Aż dziwne, że w całej swojej delikatności uchował się tak długo.

Gdybyśmy poznali się jakieś 7 lat później

nie powiedziałbyś, że coś łączy tamtą 17-latkę z tą 24-latką. Ironiczna, z dziwnym poczuciem humoru, skacząca z kwiatka na kwiatek – od doznania do doznania, od doświadczenia do doświadczenia, w 2 tygodnie potrafiąca zepsuć sobie opinię, na którą inni pracowali przez lata. Nie spotkałbyś mnie w lesie na spacerze, chyba, że szukającą nad ranem drogi na skróty do domu. Nie zauważyłbyś, że tracę czas na rysowanie, bo kolorami bawiłam się jedynie na włosach i oczach. Nie porozmawiałabym z Tobą o tym co w muzyce piszczy, bo wtedy jedyne czego od niej oczekiwałam – by była głośna i niszczyła mózg. Nie zastanawiałabym się z Tobą ile kaw można wypić w noc przed egzaminem, bo moim problemem było jak ukryć te wielkie źrenice o poranku. Byle zmysły dopierdolić, byle mocno, byle bolało, byle pokonać wszystkie swoje granice i wyjść poza zasady, bo poza – wszystko jest dobre, wszystko jest ciekawsze 30 cm nad chodnikami.
Latałam wysoko i upadałam boleśnie, nie zdając sobie sprawy z tego, że wciągnęła mnie klasyczna spirala autodestrukcji. I że choć przeżywam time of my life, to jednocześnie stopniowo tracę siebie, a mój młody, niby tak szybko regenerujący się organizm po cichu szykuje krwawą vendettę.

Dlaczego to robiłam? Po części dlatego, że spotkałam takich ludzi i podobało mi się ich dzikie nieokrzesanie, po części dlatego, że we wcześniej delikatności upatrywałam słabości i nieprzystosowania. Nie umiałam znaleźć złotego środka, skoczyłam więc ze skrajności w skrajność. I tak miałam przy tym dużo szczęścia.

Część z Was zna tą historię  z tekstu mam apetyt na te silne bodźce. Nie wraca mi się do niej specjalnie przyjemnie, ale jest czymś co mnie ukształtowało i pozostawiło po sobie ślady, również kilka pozytywnych, wbrew pozorom.


Gdybyśmy poznali się dzisiaj

i zapytałbyś, jaka jestem, powiedziałbym: ciągle się dowiaduję. Ciągle w tym upewniam.
Dopiero niedawno wyciszyłam się na tyle, by usłyszeć słabe echo protestów mojego ciała i umysłu, które kiedyś tak bardzo chciały mnie powstrzymać, a ja zagłuszałam je czym popadnie. I choć próbuję się z nimi zaprzyjaźnić, to jednak co jakiś czas wystawiają mi środkowy palec i odmawiają posłuszeństwa. Należało mi się. Nie walczę więc z nimi, uczę się współpracować.
Teraz przekonuję się, że ani moje ciało, ani umysł, ani duch nie lubią hałasu, zgiełku, że męczą je całonocne posiadówy w zadymionych pomieszczeniach, dzikie tańce. Że nawet jedna kawa powoduje, że krew zaczyna we mnie krążyć w sposób zupełnie nienaturalny. I że sen w ciągu dnia, albo zatrzymanie się w połowie drogi, by pogapić się w przestrzeń, to wcale nie strata czasu. Że najlepsza muzyka, to ta harmonijna… albo cisza. Że potrzebę wrażeń wystarczająco zaspokajają mi podróże i że nie dla mnie maratony i fitness, po którym spływa się potem, bo dobre samopoczucie zapewnią mi spacery i rozciąganie.

Odkąd się wyciszyłam, znów odbieram emocje innych ludzi, czasami nawet na odległość, czasami nawet tych, o których tylko czytam. Działa to do tego stopnia, że gdy słyszę, że ktoś złamał żebro, zaczyna mnie lekko pobolewać bok. A gdy ktoś kolejny raz narzeka na swoje życie, nasiąkam jego zgorzknieniem i biernością. Ma to plusy, bo szybko wyczuwam reakcje i zmiany w innych, ale z drugiej strony – świadomie muszę unikać niektórych sytuacji, wrażeń, czy rozmów, przez co paradoksalnie wychodzę na nieczułą. Z tej porcji egoizmu, póki co, nie zrezygnuję. Chyba, że znajdę takie rozwiązanie, które pogodzi chęć pomocy i troskę o siebie.

Coraz częściej myślę wierszem i łapię częstotliwości prawdziwej sztuki, ale też mocniej przytłacza mnie zalew chłamu i zachwyty nad gównem owiniętym w złoty papierek.

Łatwiej dostrzegam fałsz, maski i mechanizmy obronne, również w samej sobie, co nie jest przyjemne, ale nie pozwalam sobie już na lekceważenie takich wskazówek. Przez to muszę wykonywać autentyczny wysiłek, by utrzymać pozytywne spojrzenie na świat i siebie. Nie przestaję jednak w nas wierzyć.

Znowu zauważam z pozoru nieistotne drobiazgi, z których tworzę nowe historie, ubogacone moją wyobraźnią. Dzięki temu potrafię dostarczyć sobie rozrywki, będąc całkiem oderwana od jej zwyczajowych źródeł.

Jednocześnie nie przestaje mnie pociągać nowość i nieznane, nie wystygła we mnie ciekawość i chęć eksplorowania świata wewnątrz i na zewnątrz – teraz już wiem, że muszę robić to z przerwami na złapanie oddechu. Wiem, że o każdą z moich części – i tą wysoce delikatną, i tą szukającą wrażeń, muszę dbać z taką samą uwagą, nie pozwalając, by któraś dominowała lub została zapomniana. Każdej z nich muszę dostarczać pokarmu, każdej zapewniać wytchnienie. Jedną nogą kontrolować gaz, drugiej nie spuszczając z hamulca.
Thomas Merton  napisał kiedyś, że szczęście nie jest kwestią intensywności, a równowagi, ładu i harmonii. Nie wiem co skłoniło go do uwiecznienia tej myśli, ale trzymam się jej jak zbawiennej poręczy.  I chyba wreszcie mam wrażenie, że to poręcz od właściwych schodów.

41
Dodaj komentarz

avatar
25 Comment threads
16 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
24 Comment authors
Józefa WójcikDomiPawełMariuszOsoby wysoko wrażliwe - co warto o nich wiedzieć? Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gosia | Alchemia Kobiecości
Gość

Ja myślę, że zmierzasz w kierunku harmonii i jestem przekonana, że uda Ci się tam dotrzeć. Wszystko co było jest etapem tej podróży. Nawet to bolesne.
Przesyłam Ci milion dobrych myśli :) Masz piękną duszę.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Przesyłam Ci dużo uśmiechów :)

Malinka M.
Gość

Czytając widziałam siebie. Może jedynie ” mniej intensywnie ” przechodziłam Twoje 7 lat wstecz .Ja również jako młoda osóbka wiecznie czytałam, pisałam ,żyłam w świecie magii , żyłam w swoim świecie po prostu.Szkoda, strasznie szkoda że gdzieś utraciliśmy to wszystko po drodze w dorosłość .

joule
Gość

To poręcz do właściwych schodów, bo tych ruchomych i prowadzących w górę ;)

Pepa
Gość

Często gdy czytam Twoje wpisy mam wrażenie, że to też o mnie. Ja również miałam dość długi okres w życiu, w którym starałam się zaprzeczać temu kim jestem. Zaczęło się przed pójściem do liceum… W wakacje schudłam z 10 kg, rozjaśniłam włosy, zaczęłam ostro się malować. Dawni znajomi nie poznawali mnie na ulicy, a i we mnie się coś zmieniło. Później zaczął się alkohol, fajki, imprezy, autodestrukcja. Też powoli znajduję równowagę, ale mam wrażenie, że przez te lata gdy robiłam wszystko by tylko zagłuszyć moją prawdziwą osobowość,coś mi umknęło… Tak jakbym zatrzymała się na ten czas w miejscu i przestała… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

O, dokładnie, czasem tak właśnie o sobie myślałam – że jestem do tyłu w porównaniu do wielu rówieśników. Rozwijałam się bardzo nierówno – w czymś wyprzedzałam ich o wieki, w czym innym byłam sto lat za nimi, tak, że aż wstyd. Kto wie, gdzie bym dzisiaj była gdyby wszystko przebiegło typowo.
Ale z drugiej strony – nie ma co gdybać, trzeba iść dalej i robić to najlepiej jak się da :)

Dorota
Gość

Dobrze zmierzasz,we właściwym kierunku. Chyba każda z nas coś podobnego przechodzi zanim dorośnie albo i nie dorośnie. Ja już ponad pół wieku próbuję się poznać i ciągle coś nowego odkrywam, ale ciągle mi czegoś za mało.. ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Praca nad sobą to praca na całe życie :)

Dorota
Gość

To prawda, niestety. A i tak pozostają wątpliwości ;)

WWW.KOSMETYCZNYDETEKTYW.PL
Gość

Chyba zachęciłaś mnie abym i ja zrobiła taki wnikliwy rachunek sumienia i oceniła czy zamykanie się przed światem, było słuszne….
Życie jednak czasami do tego brutalnie nas zmusza zwłaszcza gdy kilka razy dostaniemy kopa w tyłek…
I myślę, że Twoje szukanie doznań, nowych doświadczeń, nie było niczym złym tylko reakcją na jakiś stan rzeczywistości.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Samo w sobie szukanie wrażeń nie jest złe, gorzej jak robi się to tak intensywnie, że niszczy się siebie. Ale fakt, nie wzięło się to znikąd, było reakcją na rzeczy z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. No cóż, niektórzy potrafią siebie ogarnąć w dojrzalszy sposób, inni muszą porządnie się poobijać, żeby wreszcie coś do nich dotarło. Ja byłam z tych opornych. Ale nie pogrążam się w żalu z tego powodu, jedynie mam jakąś taką niezrozumiałą potrzebę żeby przestrzec innych… stąd po części ten blog. :)

Sisters92
Gość
Sisters92

Chyba każdy z nas przeszedł z swoim życiu coś na kształt ,,buntu”, który po jakimś czasie prowadził do harmonii.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Co jest pocieszające dla tych, którzy aktualnie go przechodzą :)

Karolina Gie
Gość

Każdy trochę się zmienia, czasem chowa za maską… Ja szukam siebie, ale chyba jestem zagadką nawet dla siebie :)

Świnka
Gość

Świetny tekst. Skłania do przemyśleń pod tytułem: ‚A jaka ja byłam? Jaka jestem dzisiaj??’. Nasze przeszłe JA się różnią ale dziś również mogę powiedzieć że odkrywam nadal siebie :)

BonaVonTurka (Hipis)
Gość

To dziwne, ale ja mam wrażenie, że dzieje się ze mną dokładnie odwrotnie. Zawsze byłam cichym i spokojnym dzieckiem, właśnie takim jak Ty- dużo czytającym, piszącym i rysującym. Introwertykiem i samotnikiem. Typem mocno depresyjnym. Od pójścia do lcieum zmieniło mi się to zupełnie, stałam sie bardzo emocjonalna, wybuchowa, energiczna. Uwielbiam podkreślać swój charakter, słucham zbuntowanego punku i ponurego rocka, kocham wszystko co kreatywne, pełne energii, monumentalne, nie znoszę harmonii i ładu, bo mnie nudzi i kojarzy się tylko z codziennością. Żyję przekonaniem, że każdy ból i każde szczęście jest tylko kolejnym, fascynującym schodkiem w życiu, i każdy muszę przejść, by… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Póki jest to dla Ciebie korzystne to czemu nie? U mnie ten etap buntu i zmian był bardzo wyniszczający. Nie żałuję, że on miał miejsce, bo też cenię sobie różnorodne doświadczenia, ale teraz zdobywam je w sposób bardziej uporządkowany.

Ciekawe to porównanie romantyka z racjonalistą, choć ja powiedziałabym, że romantyk może właśnie zachwycać się burzą, i to na tyle nieostrożnie, że pójdzie do miejsca w którym go trzaśnie piorun ;)
A racjonalista rozsądnie przeczeka burzę w najbezpieczniejszym miejscu a potem wyjdzie ocenić straty i obejrzeć krajobraz po burzy :)

BonaVonTurka (Hipis)
Gość

Zależy, jak rozumiemy pojęcie romantyk. Dla mnie romatycy to Mickiewicz i Słowacki, to bohaterowie romantyczni ich utworów. Charakterystyczne dla nich jest rozpamiętywanie przeszłości, dawnych miłości, które dziś stracili. Romantycy wiedzą, że to szkodliwe, ale dalej pogrążaja się w swojej apatii i tęsknocie do lat szczęśliwych i straconych, i to ich największa destrukcyjna siła. Natomiast racjonaliści patrzą w przyszłość pogodnie, traktują ją jako wyzwanie, chcą wykorzystać dany im przez los czas na coś pożytecznego…

Króliczek Doświadczalny
Gość

To prawda, dobrym punktem wyjścia do jakiejkolwiek dyskusji jest najpierw ustalenie osobistych definicji tego, o czym się rozmawia – pierwsza zasada unikania konfliktów i nieporozumień :)

Ja mam właśnie takie skojarzenie z romantykami, że lubią też bardzo przyrodę i oprócz smutnego sentymentalizmu potrafią też zatopić się w jej pięknie, czasem aż zbyt nierozsądnie, tak jak podczas podziwiania burzy ;)

Dotee
Gość

Myślałam, że taka moja uroda, a okazało się, że to prawdopodobnie ma nazwę. Życie nie przestaje mnie zaskakiwać:)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Jest nas wielu, co najlepsze :)

Zuza
Gość
Zuza

Gdyby obrócić tekst o 180 stopni, mógłby idealnie opisywać to, co teraz czuję i przechodzę. W okresie przedszkola, zerówki i później szkoły podstawowej byłam dzieckiem dosyć nieśmiałym, ale na pewno nie odosobnionym ani nietowarzyskim. Uwielbiałam spędzać czas ze znajomymi z podwórka, praktycznie każdą wolną chwilę poświęcałam kontaktom z innymi. Bawiłam się, byłam szczęśliwa i mało rozmyślałam, bo nie było na to czasu. W trzeciej gimnazjum coś we mnie pękło. Stałam się całkiem inną osobą – zamknęłam się w sobie, zaczęłam się więcej uczyć, a przede wszystkim myśleć. Praktycznie przestałam wychodzić z domu, coraz mniej rozmawiałam nawet z rodziną. Bardzo często… Czytaj więcej »

Klaudia Jaroszewska
Gość

Ja też się zmieniłam. Może nie tak bardzo ale mimo wszystko. .

siewca zamętu
Gość
siewca zamętu

ta każdy z nas się zmienia, kiedyś zastanawiałem się, czy spotykając teraz samego siebie w wieku 15, 20 lat, czy polubiłbym tamtego człowieka, sam nie wiem, tak się zmieniłem

Słowem kadrowane
Gość

Przytulasz się jeszcze do drzew?

Króliczek Doświadczalny
Gość

Czasem tak :) teraz mam trochę rzadziej okazję.

Słowem kadrowane
Gość

Ja też.
Ale gdy mogę, wdycham ten spokój ;)

komubijedzwon
Gość
komubijedzwon

Podobalo mi sie to. Bylo prawdziwe i dobr
ze napisane.

Miss Chaos
Gość
Miss Chaos

Dzięki za ten tekst. Pierwsza część wygląda dokładnie tak jak u mnie. Książki, wiersze, muzyka, rysunek, astrologia. Potem coś się stało i w jakiś niepojęty dla mnie dzisiaj sposób odcięłam się od siebie. Zaczęłam być „idealna” czyli robić dokładnie to, co wszyscy i pragnąć tego…zdanie innych okazywało się ważniejsze od mojego, ich pragnienia od moich. Jak łatwo odgadnąć nie byłam jak wszyscy, więc moje próby albo wywoływały całkowite niezrozumienie, albo posądzenie o sztuczność. Tym samym znów zostałam sama z łatką dziwaka. Kiedy wreszcie zdałam sobie sprawę, że jedyną osobą, którą tak właściwie oszukuje jestem ja sama, coś powoli zaczęło się… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Dziękuję, że chciałaś mi opisać swoją historię i przesyłam uściski z drugiej strony :)

Domi
Gość
Domi

Miałam bardzo podobnie….

sink.zodiac
Gość
sink.zodiac

Lubię! <3

Ania Myszkowska
Gość

To tak bardzo kojące, co napisałaś. I widzę, że w pierwszej i ostatniej części tego wpisu (bo przecież nie życia, ono zawsze trochę zaskakuje) możemy sobie podać rękę. Za to „odejścia od siebie” mogą przebiegać bardzo różnie, u Ciebie drastycznie i zauważalnie. I dlatego gratuluję Ci z całego serca determinacji i przekonania, że przywrócić swoją delikatność to najlepsze, co dla siebie robisz :)
Uściski.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Dzięki Aniu :)

trackback

[…] teksty: – o osobach HSP, czyli wysokowrażliwych i ich charakterystyce, – moją historię zmian zanim zrozumiałam, że swojej natury nie oszukam, – a także ważny i wartościowy tekst o […]

trackback

[…] a w mniej groźnych – spowalnia lub hamuje rozwój na pewnych obszarach. Tutaj przeczytasz moją historię. Na koniec wiersz napisany przez jednego z najwybitniejszych polskich psychologów, który […]

Mariusz
Gość
Mariusz

Czytam i czytam i czytam ………………………….i tak już 2 dzień, wziąłem urlop na żądanie. Jestem mężczyzną, ale procent zachowań, upodobań wszystkiego co tu jest napisane spowodował że albo już mam totalnie zryty beret od ciągłego myślenia albo w końcu mam odpowiedź, że nie tylko ja mam taki „rozjebany porządek”, że są ludzie, którzy myślą podobnie, marzę o spotkaniu z taką osobą to musi być niezłe przeżycie. Nic nie opisuje co mam głowie jutro też biorę wolne. Wielkieeeeeeeeee WoW maniek_folman@gmail.com Pozdrawiam bardzo ciepło i dozgonnie dziękuję żę wpadła Pani na pomysł pisania o sobie. No wo właśnie, to rodzaj terapii?, pęknięcia… Czytaj więcej »

Domi
Gość
Domi

:) możemy sobie podać ręce :)

Paweł
Gość
Paweł

Świetny wpis. :-) Pisz dalej proszę. :-)

Domi
Gość
Domi

Jestem taka sama. Niedawno dowiedziałam się, że jestem WWO. W końcu mogę przestać się czuć jak kosmita w tym idiotycznie zapędzonym, kochającym chłam i bezsens świecie. Pozdrawiam cieplutko :)

Józefa Wójcik
Gość
Józefa Wójcik

Dzięki za wpis. To i moja historia. Ze wzruszenia trudno mi pisać. Od 7 lat powoli odzyskuję harmonie i spokój przy boku człowieka, który nie świadomie mi w tym pomaga będąc totalnie spokojną i tolerancyjna osobowością. Chociaż dorosłe już dzieci jak gdyby wymuszają na mnie bycie tamtą osobą,nie potrafią zrozumieć zachodzących we mnie zmian. Bardzo bym chciała by twój wpis przeczytała moja 25 letnia córka , może zacznie już teraz pracować na swoja osobą wyjść z tego chaosu w który się wpędziła i wpędza, panować nad wybuchami histerii. Jest ona moim odbiciem z tamtych lat.