Zmysły.
Podstawowe źródło informacji o świecie.
Biologiczne uzasadnione wyposażenie każdego (nie)boskiego stworzenia.
Naszym praprzodkom służyły głównie do ostrzegania przed niebezpieczeństwem, tym samym – utrzymywały ich przy życiu.* Na szczęście czasy, kiedy wokół czyhało mnóstwo dzikich, naturalnych zagrożeń, a człowiek musiał być stale czujny, żeby coś go nie pożarło, dawno minęły. Przejęliśmy kontrolę nad naturą i stworzyliśmy sztuczne środowisko z informacyjnym szumem, nadmiarem atakujących z każdej strony bodźców. Bodźców intensywnych i napastliwych. Podobno współczesny człowiek odbiera ich w ciągu zaledwie godziny tyle, co ludzie pierwotni przez całe życie. Nic dziwnego więc, że większość tego szumu ulega odsianiu i stłumieniu. Przy okazji, ewolucyjnemu przytępieniu uległy też nasze narządy zmysłów. W taki sposób zamyka się nam droga i do tego co zbędne, męczące, niepotrzebnie stymulujące, i do tego, co mogłoby dać wiele przyjemności.

No właśnie, przyjemności. Mamy na nią wyuczone sposoby i czasem trudno jest przekonać się do nowych. Mamy określony poziom, od którego zaczynamy reagować i ciężko jest przestroić się na coś mniej pobudliwego i zwyczajnego. Przyjemność musi być intensywna, jaskrawa, szybka, niezdrowa, nielegalna, kaloryczna, mocna, gorąca, droga, ciężko zapracowana, orgazmiczna… i sama jeszcze nie wiem jaka, ale ważne, żeby waliła nas po głowie i obwodach, bo inaczej mamy problem, żeby w ogóle ją dostrzec. Chciałoby się rzec, że to prymitywne, ale jak już wspominałam, prymitywni przodkowie raczej nie mieli takich problemów.


WIĘC… JAK TO ZMIENIĆ?!

Mistrz zen pewnie powiedziałby, że wystarczy włączyć uważność, zwolnić, aż z wszechobecnego chaosu zaczniemy wyławiać trochę inne niż dotąd, subtelniejsze impulsy. Coach albo bloger nawoływałby do slow-life’u i świadomości tu i teraz.
Gdzieś między pseudoreligijnymi i hipsterskimi ideologiami leży wspólny mianownik, który brzmi: pracuj nad wrażliwością swoich zmysłów i pracuj nad koncentracją, aż zaczniesz dostrzegać i doceniać małe, niepozorne i pospolite rzeczy, które wcześniej nie zwróciłyby Twojej uwagi, a teraz będą w stanie zmienić Twoje życie.
Pozytywna wiadomość – to nie jest żaden nawiedzony bełkot, bo nad usprawnieniem działania swoich zmysłów i zwiększeniem zakresu tego, co odbierają, naprawdę można pracować i naprawdę przynosi to skutki. Można pokonać wspomniane przytępienie, można sprawić, że do odczucia przyjemności będzie wystarczyło nam muśnięcie, a nie dotyk; woń kwiatów w oddali, a nie zapachowej świeczki przed nosem; kropla naturalnej esencji w jedzeniu, zamiast całej buteleczki sztucznego aromatu. Czy to nie brzmi dobrze, czy to nie brzmi lepiej, niż to co odczuwasz teraz?
A teraz zastanów się: ile przyjemnych rzeczy spotkało Cię dzisiejszego dnia, czy potrafisz wymienić ich więcej niż 10? Czy dajesz sobie w ogóle przyzwolenie na to, by w każdej godzinie szukać takich przyjemnych drobiazgów – i to nie w weekend, na urlopie, czy od święta, a np. w poniedziałek o 14?
Dla mnie samej te małe rzeczy są czasem jak koło ratunkowe. Kiedy czuję, że spadam w dół, one potrafią utrzymać mnie na powierzchni i w równowadze, są idealną odpowiedzią na każde obniżenie nastroju, stres, czy stan zobojętnienia. Kiedy jestem w dobrym humorze, potrafią zamienić się w trampolinę, która jeszcze bardziej wybija w górę i zakotwicza w optymizmie. Zwykłemu, normalnemu życiu nadają nutkę nieprzeciętności, zmysłowości, magii, aż czasem mam wrażenie, że żyję w bajce. A chodzę po dokładnie tym samym świecie co Ty i też miewam gorsze i bardzo słabe okresy.
W ciągu następnych dni będę publikować tutaj artykuły dotyczące budzenia/wyostrzania każdego ze zmysłów. Te informacje i ćwiczenia przydadzą się wszystkim, którzy chcą mieć z życia więcej, a jeśli nie przemawiają do Ciebie takie hedonistyczne motywy, spróbuję skusić Cię czymś bardziej racjonalnym. Trening zmysłowej przyjemności rozwija nie tylko możliwości samych narządów zmysłów, ale i mózgu, jest więc chyba najprzyjemniejszym sposobem na rozwój, pobudzanie nowych połączeń między synapsami i zapobieganie umysłowej rutynie. To także gratka dla wszystkich, którzy zmysłami posługują się w pracy czy podczas realizowania w hobby – np. recenzowania jedzenia, perfum/kosmetyków, odbioru sztuki wizualnej… i nie tylko.
Wchodzisz w to?
 
* – I chyba ku pamięci tej funkcji mówiono dawniej poetycko, że ktoś jest „bez zmysłów”. Znaczyło to tyle, co nieprzytomny albo całkiem bez życia.