W poście o związku między stylem jazdy a osobowością, przyznałam Wam się do tego, że nie mam prawa jazdy. Choć mogłabym mieć je już od 10 lat. No dobra, 11. Dzisiaj chciałabym wylać z siebie trochę przemyśleń na ten temat i jednocześnie zebrać opinie od Was – zróbmy sobie debatę jak kandydaci na prezydenta! Zapraszam wszystkich z prawkiem i tych bezprawnych.

 

PRAWO ZAJEBISTOŚCI

 

Kiedy chodziłam do liceum, moi znajomi nie mogli wręcz usiedzieć na tyłkach w oczekiwaniu aż otworzy im się okno możliwości zrobienia prawa jazdy. Zaczynali kursy mając jeszcze lat 17, by po 18 urodzinach z dumą odebrać kartonik, dodający do lansu więcej punktów niż dowód osobisty (chociaż w przeciwieństwie do niego ten nie łączył się z możliwością spożycia alkoholu, a raczej bycia szoferem dla innych spożywających). Obserwowałam ten szał z właściwym sobie spokojem i zupełnie nie paliłam się do tego, by sama się za to zabrać – nie czułam pociągu do motoryzacji, zwłaszcza od momentu, gdy dałam kompletną, popisową klapę na konkursie wiedzy drogowej. Rodzice też nie naciskali (tyle mojego szczęścia, bo innych wręcz wypychano w tym celu z domu, zgodnie z tytułowym twierdzeniem, że KAŻDY musi mieć prawo jazdy).

 

Minęło liceum, mijały sobie studia, w międzyczasie miałam bolesną przygodę z próbą jazdy na skuterze, około trzy razy wylądowałam jako pasażer w rowie, a z milion pięćset przeraziła mnie agresja, chamstwo, samowolka i nieuwaga na drodze, którą obserwowałam to z pojazdu, to z przejścia dla pieszych. Dodatkowo, każdy przejazd rowerem przez miasto i konieczność współuczestniczenia w ruchu obok samochodów, czy nawet pokonania prostego skrzyżowania, przyprawiał mnie o palpitacje.

 

NIE OGARNIAM

Jeszcze większego zniechęcenia do zdobycia prawa jazdy nabrałam, kiedy przeprowadziłam się do Wrocławia, gdzie na ulicach niekoronowanymi królami są tramwaje. Przejechanie tuż obok tego potwora na szynach przeraża mnie nawet jako pasażera, a co dopiero potencjalnego kierowcę. Niekłamany podziw budzą we mnie osoby, które wiedzą co robić w centrum, gdzie krzyżuje się ze sobą jezdnia, ścieżka rowerowa, tory tramwajowe i gdzie na drogę często wyskakują szaleni piesi. Gdzie dodatkowo trzeba pilnować świateł, ruchu na innych pasach, a czasem umiejętnie usunąć się z drogi karetce. Dlaczego? Otóż wydaje mi się, że dla mnie to ZA DUŻO DO OGARNIĘCIA NARAZ. Jednocześnie obserwować świat przez szyby i lusterka, szybko reagować na zmiany na drodze, panować nad trzema pedałami, kierownicą i skrzynią biegów jednocześnie, a do tego dawać jeszcze znać o swoich zamiarach innym, zerkając co jakiś czas na deskę rozdzielczą i NIE WPADAJĄC W PANIKĘ, gdy ktoś z tyłu trąbi i wyzywa od blond idiotek…
Tak, być może brzmię teraz jak mała przerażona dziewczynka, ale jestem nią jeśli chodzi o samochody. Nie pomaga w tym ich skomplikowana budowa i fakt, że posiadają te wszystkie przewody wysokiego napięcia, wypełnione są łatwopalnym paliwem, no i są w cholerę plastyczne i łatwe do odkształcenia (nie mówiąc o tym, jak plastyczne jest ludzkie ciało – napatrzyłam się na zdjęcia ofiar wypadków…).
Podsumowując, mam duży problem z samochodami i ruchem drogowym.

CZY JEDNAK POWINNAM STARAĆ SIĘ ZROBIĆ PRAWO JAZDY? 

Cały czas powtarzam, że to lepiej dla mnie i innych uczestników ruchu, że taki spanikowany i nieskoordynowany kierowca nie jeździ po mieście. O ile jeszcze potrafię sobie wyobrazić siebie jeżdżącą po prostych odcinkach na wsi, to przejechanie przez Wrocław jawi mi się jako tor przeszkód z koszmaru.

Mimo wszystko z różnych stron słyszę argumenty: 

– dlaczego tylko twój mąż ma prowadzić i być dla ciebie szoferem?
– jak będziesz miała dzieci, to musisz mieć prawo jazdy – a jak coś im się stanie i nie będzie miał ich kto zawieźć do szpitala?
– kobieta musi być niezależna,
– egoizmem jest nie zmienianie się za kółkiem podczas długiej wycieczki i oczekiwanie, że tylko ta druga osoba będzie prowadzić.
A nawet jeszcze konkretniejsze kwiatki, takie jak:
– robisz z siebie kalekę, a tak naprawdę nie chce ci się za to zabrać,
– dopóki nie pójdziesz na kurs, nie masz prawa mówić, że nie nadajesz się do prowadzenia,

– komunikacja miejska może zawieść, taksówka nie przyjechać, a pogotowie odmówić przyjazdu i co wtedy zrobisz?!

 

No właśnie, co? Moimi argumentami na to są:

– tak samo jak może zabraknąć taksówki czy autobusu, tak też może nawalić samochód, zabraknąć paliwa czy pomocy drogowej,
– jeśli czegoś naprawdę się boję, to sprawia, że popełniam znacznie więcej błędów, a co za tym idzie, staję się dla samej siebie zagrożeniem,
– jeśli chodzi o potencjalne dzieci, to stres wynikający z odpowiedzialności za nie jako pasażerów chyba by mnie wykończył, pół biedy strach o mnie samą, ale mnie i pasażerów? Nope,
– naprawdę nie czuję się ubezwłasnowolniona jako pasażer i naprawdę doceniam dobrych kierowców. Nie oczekuję też od innych żeby wozili mnie jak szoferzy – lubię komunikację miejską, nie mieszkam na odludziu, umiem zamówić taksówkę, na wakacje raczej nie jeździmy samochodem (bo w tym momencie samochodu nawet nie mamy).

I TERAZ PYTANIE DO WAS:

Czy ktoś z Was może miał podobne jak ja odczucia odnośnie prowadzenia samochodu a jednak to przezwyciężył? Czy uważacie, że w dzisiejszym świecie każdy powinien mieć prawo jazdy? I czy kierowca, który boi się kierować, może być dobrym kierowcą?
***

PS – jako ciekawostkę dodam informację, że wg psychologa transportu Andrzeja Markowskiego istnieje spora grupa ludzi, która nie posiada zdolności psychomotorycznych pozwalających na prowadzenie samochodu, zatem nie wszystkich da się wyuczyć tej umiejętności. Predyspozycje te sprawdzane są w różnych badaniach i testach, więc… może warto by było je zrobić, jako ostateczny argument za lub przeciw?I jeszcze jedna wiadomość, która może pocieszyć notorycznie oblewających – podobno ludzie inteligentniejsi mają większe problemy ze zdaniem prawa jazdy. Niższe IQ wiąże się z bardziej mechanicznym i bezkrytycznym podążaniem za poleceniami egzaminatora, podczas gdy osoby z wyższym – dokładają do poleceń własne myślenie i interpretacje, co najczęściej prowadzi do błędów na egzaminie. I choć zdają oni prawo jazdy później, potem jednak jeżdżą bezpieczniej i reagują na drodze lepiej, niż ci mniej inteligentni.

153
Dodaj komentarz

avatar
94 Comment threads
59 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
98 Comment authors
sandraManiaMonika WesołowskaSonBartazSSBwkrystek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Esy Floresy Fantasmagorie
Gość

Podpisuję się pod tym – ja też nie ogarniam! i się boję! wiem idealnie dogłębnie odśrodkowo, podkorowo, jak tylko ..że się po prostu do tego nie nadaję. Zdając sobie z tego sprawę nie chcę być zagrożeniem dla kogokolwiek – nie wykluczając siebie.
Po prostu jedno z moich niewielu tak bardzo świadomych NIE.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Nie miałaś nigdy żadnych problemów z tego powodu albo chwil, kiedy żałowałaś że nie masz?

Esy Floresy Fantasmagorie
Gość

No.pewnie ze tak.żałuję bardzo i zazdroszczę ale po prostu się do tego nie nadaje.

Zielpy
Gość

Jesteś moją prawojazdową siostrą <3 zrobiłam kurs, podeszłam do egzaminu po trzykroć i okazało się, że jeśli nie jedzie ze mną instruktor z dwoma pedałami pod stopami, to nie za bardzo nadaję się, żeby mnie wypuszczać gdziekolwiek samodzielnie. Więcej nie chce mi się podchodzić do tematu, bo nigdy się tak przed niczym nie stresowałam, jak przed tym gównem, nie mogłam spać po nocach, brrrr! Nawet do obrony inżynierki podeszłam na luzie (potem było gorzej). Nie czuję się na tyle odpowiedzialna.

escapologist
Gość

jestem „szczęśliwą” posiadaczką prawa jazdy. do jego zrobienia popchnęli mnie rodzice, bo „jak pójdziesz do pracy” to przecież wiadomo, że będę musiała jeździć (nie, wcale nie wyląduję za biurkiem na długie godziny, kiedy moim głównym zajęciem będzie gapienie się w komputer). a mnie to po prostu stresuje. inne samochody, tramwaje, autobusy, karetki, rowery, łażący ludzie… za każdym razem kiedy z kimś jadę i akurat nie muszę zabawiać tej osoby rozmową dociera do mnie, jak bardzo jeżdżąc opieramy się na zaufaniu bandzie nieznanych ludzi. może i mam już paranoję, ale naprawdę – to straszne. przecież każdemu z nich w każdej chwili… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Otóż to, też powraca do mnie ta myśl, że nawet jeśli ja wszystkiego się wyuczę i będę robić to dobrze i zgodnie z przepisami, to zawsze może trafić się jakiś idiota albo cała banda idiotów. Teoretycznie powinnam z tego powodu w ogóle nie wychodzić na ulicę, no ale jednak w samochodzie jakoś trudniej uciec ;)

escapologist
Gość

teoretycznie zostając w domu można dostać meteorytem czy czymś… :D

Króliczek Doświadczalny
Gość

No albo można się nadziać na swój zestaw noży kuchennych :) („Oszukać Przeznaczenie” się naoglądałam) ;)

Z filiżanką kawy
Gość

Kochana, miesiące temu pisałam właśnie post dokładnie na ten temat. Absolutnie spanikowany, niechetny kierowca to zły kierowca i dlatego nie robię i nie zrobię prawa jazdy. Jestem mamą, a przez cztery lata byłam skazana na mieszkanie na zadup*** i dałam radę! Też ciągle mnie zameczaja o to prawo jazdy, a ja ciągle zadaję pytanie „czy dla czyjegoś widzimisię mam skończyć na drzewie albo jeszcze gorzej- na przechodniu”? Zapraszam też na mój post : „Wyznania niemobilnej mamy” ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

O, to lecę, bo ta konieczność posiadania prawka przy dzieciach to właśnie najczęściej powtarzany argument moich kontr-rozmówców :)

Z filiżanką kawy
Gość

No niestety tam kontrargumentow nie znajdziesz, bo ja osobiście nie widzę żadnego związku między byciem mobilną a byciem matką… Jeśli komuś zmianę pieluch czy bycie konsekwentnym ułatwia posiadanie prawka to z Bogiem :P. Naprawdę można być mamą i poruszać się tylko pieszo lub komunikacją publiczną ;)

Kamila Lyll
Gość

Pamiętam ten szał w liceum. ;) Ja zrobiłam po maturze, bo bardzo chciałam, ale jednocześnie nie chciałam łączyć nauki do tego i tego. Poszłam w wakacje po maturze i zdałam w listopadzie (za drugim razem ;)). Odkąd pamiętam chciałam być kierowcą i zostałam. :) Ale fakt, nie każdy się nadaje. Co sama zauważam na ulicach…. Samo jeżdżenie, obserwacja drogi, innych to w sumie nie był dla mnie ciężki orzech do zgryzienia, raczej ruszanie (teraz wiem że sporą winę ponosiły moje buty ;)) – często mi auto gasło, i łuk (tragedia na początku :D). Szybko załapałam o co chodzi w samym… Czytaj więcej »

Joanna Waszkiewicz
Gość

Ja chętnie robiłam prawo jazdy, potem bez problemu jeździłam nawet po oblodzonych lub zaśnieżonych drogach. Tramwaje jednak też stresowały mnie niesamowicie, podobnie jak kilkupasmowe ronda. Trenowałam jazdę wieczorami i teraz już się nie stresuję. Jedyne, czego nigdy nie opanowałam, to koperta – mam do niej uraz i jeszcze się nie przełamałam, ale pewnie małymi krokami i do tego dojdę :) Jeśli chodzi o kwestię zasadniczą, to mam ciocię, która zrobiła prawko w wieku 70 lat – dopiero wtedy taką potrzebę odczuła, więc masz jeszcze czas :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

No właśnie, to mnie zawsze zastanawiało, osoby które robią prawo tak późno – czy z konieczności, czy dopiero wtedy zaczynają czuć, że MOGĄ?

Joanna Waszkiewicz
Gość

Wydaje mi się, że dopiero wtedy poczuła potrzebę wewnętrzną, chociaż przy jej energii to może była też chęć pokazania, że da radę. Teraz próbuje namówić moją mamę, która całkowicie nie odczuwa potrzeby prawo jazdy :) Inna sprawa, że zna swoje możliwości i jak wie, że coś może sprawić jej problemy (np skomplikowane parkowanie) to prosi o pomoc :)

Niewyparzona Pudernica
Gość
Niewyparzona Pudernica

To ja już nie będę pisać posta o tym, napisałaś jakbyś siedziała w mojej głowie. Zgadzam się co do joty! jak ktoś się przypieprza i nie działają argumenty, to mówię, że stać mnie na szofera, a każda gwiazda szofera powinna mieć :D Niemąż tylko raz zapytał mnie czy kiedyś zrobię prawo jazdy. Zapytałam, czy on kiedyś nauczy się gotować. I tak sprawa została zamknięta raz na zawsze :D

odcienie nude
Gość

Na samym początku prowadzenie auta mnie przerażało. Tyle rzeczy na raz od ogarnięcia naraz, tyle pedałów, a tu jeszcze trzeba patrzeć na drogę, mówić do pasażera czasami i w ogóle JAK. Prawo jazdy zrobiłam w wieku 23 lat, zdałam na 4 razem, ileż stresu się najadłam, to moje. Po prostu uznałam, że już czas na prawko. Jeżdżę od prawie 3 lat, pierwsze pół roku jeżdżenia z facetem to był dla niego mikro zawał. Samej mi pozwolił jechać dopiero po 2 mscach. A bo zdawałam prawko w Toruniu, a zaczęłam jeździć autem w Poznaniu. I tam tramwaje jeżdżą obok aut, w… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Wychodzi na to, że sam kurs to za mało żeby nauczyć się jeździć, trzeba potem jeszcze wiele praktyki…

Mila Bizoń
Gość

Ja chcę zrobić prawo jazdy i żałuję, że wcześniej nie dokończyłam kursu. Mam plan wybrać się w tym roku :) Boję się czasami jechać – ale cholera, chcę naprawdę być niezależna. Ty mieszkasz w Wrocławiu, więc możesz wskoczyć w autobus/tramwaj, na wsi takich luksusów nie mam. Nie mam też ochoty żeby ktoś mnie zawsze woził, po prostu chcę sama sobie pojechać na zakupy czy do koleżanki, bez proszenia kogoś. Poza tym wiele było sytuacji, kiedy przydałby się ktoś dodatkowy z prawkiem (coś się np. stało i trzeba jechać do szpitala, a potem wrócić po coś do domu…) i myślę, że… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Gorzej jak się mieszka w takim miejscu, że tych tramwajów naprawdę trudno uniknąć :) Pierwsze małe rondo mam 100 m od osiedla, a tramwaje czyhają 200 m dalej ;)
Myślę, że gdybym mieszkała na wsi, nawet u siebie w rodzinnej, która i tak jest dość rozwinięta, czułabym większe parcie do prawka, bo to rzeczywiście czasami jest bardzo ograniczające, zwłaszcza jak np. coś nocą się nagłego stanie. Tutaj teoretycznie zawsze jakieś wyjście jest i nie trzeba nawet bardzo polegać na czyjejś dobrej woli, tylko zwyczajnie zapłacić za transport.

Mila Bizoń
Gość

Właśnie, dużo zależy od miejsca zamieszkania :) U mnie na wsi chyba prawie niemożliwe jest życie bez prawda, bo nawet do pracy nie miałoby się jak dojechać.

Sowa
Gość

Tak bardzo cię rozumiem!!! <3 Mamy dziecko, nie mamy oboje prawa jazdy. Jeździmy rowerami (ostatnio z córką w przyczepce), komunikacją miejską, pociągami. Chyba oboje się do prowadzenia nie nadajemy, ja nawet nie próbowałam robić prawka, bo boję się wypadków samochodowych, mam zerową orientację w terenie i wiem, że bym tego wszystkiego, o czym mówisz nie ogarnęła. Po prostu wiem. Stresuję się nawet jako pasażer, o kierowaniu nawet nie myślę, bo to jakaś abstrakcja. Brak samochodu to świetna oszczędność, nie lecą nam pieniądze na benzynę, przeglądy, naprawy… Więcej się ruszasz, chodzisz, bo nie zawsze przystanek jest pod miejscem docelowym. Czasem nie… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Obrazek bardzo trafny! :D

A jeśli oboje nie macie prawka i w dodatku macie dziecko a dajecie radę, to jesteście dla mnie naprawdę mocnym argument że się DA :)

g.
Gość
g.

O proszę, to zaskakujące, że wszyscy tak wmuszają Ci to prawo jazdy. Ja należę do tych, co bardzo chcieli zdobyć prawo jazdy szybko – na szczęście dzięki rodzicom dostałam upragnione prawo jazdy oraz samochód – stary, rozklekotany, ledwo rok młodszy ode mnie, ale jeździ! Lubię prowadzić, nie wyobrażam sobie, że zajmuję kiedyś „miejsce żony” – czyli z przodu po prawej stronie… Ja wolę po lewej :) Kiedy o tym mówię, część z moich znajomych, a nawet jeden z byłych chłopaków wręcz nie potrafią zrozumieć, dlaczego baba się tak rządzi, kiedy powinna być tylko grzeczną pasażerką swojego męża… To był również… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ja się z takich esejów bardzo cieszę :)
Dzięki za podzielenie się Twoimi wrażeniami!

lacquer-maniacs
Gość

Muszę przyznać, że ciekawy temat wybrałaś i chętnie się w nim wypowiem. Byłam świadkiem jak w LO niektórzy chcieli mieć prawo jazdy, oczywiście bardziej dla szpanu niż z autentycznego zamiłowania do samochodów, niektórych rzeczywiście wypychali rodzice – sama już nie wiem, co gorsze. Ale mniejsza. Generalnie w życiu kieruję się myślą, że do wszystkiego trzeba być gotowym i nie robić nic na siłę. Ja w wieku licealnym absolutnie nie czułam się gotowa i miałam chyba nawet podobne obawy co Ty, ale… Zawsze lubiłam jeździć samochodem jako pasażer, moi rodzice mają prawo jazdy, poruszają się właściwie tylko i wyłącznie samochodami. Byłam… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Kurcze, chyba takie wewnętrzne poczucie że naprawdę się tego chce albo że jest to bardzo potrzebne to podstawa. Ja za cholerę nic takiego nie mogę z siebie wydobyć.

Co do IQ – ja tam nie wiem, przytaczam słowa psychologa, co by nie mówić o takich osobach które zdają wiele razy, pomijając inteligencję lub jej brak, na pewno są wytrwałe :)

that Alexa
Gość

Ja zdałam prawko rok po liceum, gdyż miałam kilka podejść, a pomiędzy nimi miesiące czekania. Szczerze? Egzamin na prawko to była jedna z najbardziej stresujących sytuacji w moim życiu. Korupcja w WORDach i świadomość, że nie potrafiąc jeździć (bo po samych jazdach gówno umiesz, taka prawda) musisz wybrnąć jakoś z tej sytuacji, w której egzaminator liczy na Twój najmniejszy błąd (bo dostaje kasę za każdy egzamin) sprawiała, że płakałam przy każdym podejściu, a nowa data egzaminu spędzała mi sen z powiek. Matura i sesja to przy tym pikuś! Było to 6 lat temu, wiem że teraz są trochę inne przepisy… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

O, te względy ekologiczne bardzo mi sie podobają :)

Koharu Gosia
Gość

Jakbym czytała o sobie! Do tego też mieszkam we Wrocławiu, więc przybijam wirtualną piątkę :) Poza tym mam też inne powody. (Głupio mi się zbierać na takie zwierzenia online, ale skoro już zaczęłam…) Gdy byłam w liceum, moja koleżanka i jej mama zginęły w wypadku samochodowym. Jeszcze przed tym wydarzeniem zmagałam się z nerwicą. Moje problemy nerwicowe nadal się odzywają, ogólnie jestem w stanie funkcjonować bez problemów w większości sytuacji, ale akurat myśl o prowadzeniu samochodu budzi we mnie panikę (czuję, że będę nieudolnym kierowcą i mogę zrobić komuś krzywdę). Mam ogromną nadzieję kiedyś to przezwyciężyć i zrobić prawo jazdy,… Czytaj więcej »

Marta Maksylewicz
Gość
Marta Maksylewicz

Od dziecka lubiłam podróżować samochodem w roli pasażera. Najpierw, wiadomka, tylne siedzenie. Potem w ramach społecznego awansu, gdy jechałam tylko z jednym rodzicem, siadałam na przednim. W mieście, jak to w mieście, prędkości nabrać nie ma jak, a poza tym pokonywane przez nas odległości były małe. Hardcore rozpoczął się wtedy, gdy znalazłam się z przodu na drodze szybkiego ruchu… „MAMOOO, UWAŻAJ! ZARAZ ZDERZYMY SIĘ Z TYM TIREM!!!” podczas, gdy mama normalnie trzymała się swojego pasa. „MAMO, JAK MOGŁAŚ ROZPOCZĄĆ WYPRZEDZANIE! BYŁO TAK BLISKO!!” podczas, gdy mama wykonała manewr szybko i poprawnie. Lepiej nie będę przytaczać tekstów wykrzywiwanych przeze mnie podczas… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ależ nie przepraszaj za esej, o to mi właśnie chodziło żeby poznać Wasze zdanie i Wasze historie, więc dziękuję że Ty też swoją chciałaś się podzielić :)

Marta Maksylewicz
Gość
Marta Maksylewicz

Cieszę się :)
Chciałam Ci jeszcze napisać, że osobiście nie rozumiem tych wszystkich nacisków, żeby to prawko koniecznie robić (nie liczy się tylko w kwesti mojego męża, który prawka nie robi z lenistwa;p). Ciekawe, jakby reagowały te osoby, gdybyś zaczęła im wmawiać, że np. intensywny kurs węgierskiego jest czymś, czego potrzebują w tej chwili najbardziej na świecie :D

Dotee
Gość

Tak naprawdę wszystko co napisałaś to są rzeczy, których się można nauczyć, nawet to ogarnianie jednocześnie tramwaju z tyłu, roweru z przodu i całej tej maszynerii i nie popadanie przy tym w chaos:) Ale jeżeli się nie chce tego przezwyciężać to po co? Nie każdy musi mieć prawo jazdy, tak samo jak nie każdy musi mieć karierę w korpo, pakiet cyfrowej tv, kartę na siłownię, dyplom wyższej uczelni itd. Ja poszłam na kurs pomimo strachu, bo chciałam, strach po drodze zniknął, ale przejeździłam już z 50 godzin i dalej nie umiem jeździć, robię głupie błędy i jestem totalną blondyną. Może… Czytaj więcej »

Ehdi Mars
Gość
Ehdi Mars

Powiem Ci jak było ze mną. Ja paliłam się do zrobienia prawka ale w sumie tylko dlatego, że tak u mnie w domu było. Wszyscy byli kierowcami i nie powiem zajebistymi kierowcami. Rajdy, wyścigi, szmery bajery normalnie śmietanka w świecie motoryzacji. No i ja ! Mała dziewczynka zupełnie przerażona i totalnie nieporadna. Trafiłam na jazdy i nie powiem Ci, że wsiadłam do auta i było lepiej… nie było gorzej. Musiałam walczyć ze sobą aby skończyć kurs, przed egzaminem prawie porzygałam się ze strachu. Prawo jazdy dostałam i nadal się bałam. Bałam się dużych skrzyżowań, nie umiałam ogarnąć w aucie niczego… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Zawsze podziwiałam te kobiety które beztrosko się malują w samochodach ;)

Ehdi Mars
Gość
Ehdi Mars

da radę zrobić cały makijaż ale ja tego nie praktykuję ;) Znam facetów, którzy się golą w aucie ;)

Dorota
Gość

Ja nie mam, nie tęsknię i nie uważam się z tego powodu za kalekę. Fakt, próbowałam. Ale przez swoje rozkojarzenie myliłam pedały, zapominałam zmieniać biegi itd itd.. Jak ja rnarn wtapiać swoja kasę i się jeszcze przez to stresować, to wole już być egoistką i mieć święty spokój. :p W nosie marn czyjeś opinie, to mi w ogóle nie przeszkadza, nie wszystko muszę mieć to co inni :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ach no właśnie to rozkojarzenie… najgorsza przeszkoda.
Gdyby jeszcze egzaminy i kursy były tańsze, to można by sobie tak próbować w nieskończoność. W USA egzamin kosztuje np. 30 $, nie ma konieczności wykupowania wcześniej jazd.

bognyprogram
Gość

Podobnie jak Ty – nie ogarniam. Parkowanie to dla mnie abstrkacja. Jak takim wielkim czymś można wcisnąć się w taką mała szczelinkę i nie pourywać ludziom lusterek? No jak!? O dziwo – wszystkim to jakoś wychodzi. Kiedyś zdradziłam koleżance moje odczucia co do tych dziwnych, niezrozumiałych maszyn. Powiedziała, że ona też nie potrafi, ale przez 90% jazdy po prostu stoi w rzędzie aut i robi to co inni. Napawa mnie to zarówno strachem (ile takich jeszcze jeździ po drogach) jak i dozą optymizmu, że pewnie i mi udałoby się tak przemknąć niepostrzeżenie przez pół miasta nie zdradzając się ze swoim… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Jejku, to rzeczywiście jest trochę przerażające. Wyobrażam sobie taki sznur samochodów, w którym jedni oglądają się na drugich żeby zobaczyć co mają zrobić…

paulette
Gość
paulette

Trafiłaś z tematem, po raz trzeci bede podchodzić do tematu, z trzecim instruktorem już :D zawsze zarzekałam się że nie zrobię prawka bo się nie nadaje, potem coś mnie pokusiło i wkręciłam sie :) po nieudanym egzaminie trochę zniechęciłam, ale dopiero za drugim zawalonym podejściem poważnie się załamałam i odpuściłam. Po 3 miesiącach z poleconym instruktorem zaczynam w przyszłym tygodniu jazdy i nie wiem jak zareaguje na kolejny egzamin, nie chcę o tym myśleć narazie… Ale jeździć lubię, tylko ten stres na egzaminie :(

Króliczek Doświadczalny
Gość

No to życzę powodzenia i wielki kubek melisy na drogę!

Hania Banasiak
Gość

Ja mam prawo jazdy od 5 lat i nie wyobrażam sobie go (i samochodu) nie mieć. Po pierwsze – uwielbiam, kocham prowadzić! Ściganie się z innymi kierowcami, którzy mają gorszy dzień sprawia mi wręcz fizyczną przyjemność (oczywiście w granicach rozsądku i bezpieczeństwa! nie jestem piratem!) Po drugie – samochód to moja „odskocznia” – miejsce, gdzie śpiewam pet shop boys (i nie tylko) do zdarcia gardła, „tańczę” stojąc w korkach, gdzie wisi mój uspokajający zapach yankee, gdzie nikt nie mówi mi absolutnie co i jak mam robić, gdzie mogę spokojnie pomyśleć, nawet odpocząć, czasem oszczędzić czas (tak, malowanie się w samochodzie… Czytaj więcej »

Hania Banasiak
Gość

i wiem, że to nie do końca to, o co prosiłaś, ale ja nie rozumiem do końca ludzi, którzy się boją prowadzić samochód… nie do końca też rozumiem ludzi, których to w ogóle nie kręci (moja mama, moja siostra)… ale ludzie też nie rozumieją moich fobii (np. przed robalami) i pytają szyderczo jak można bać się biedronki?!? otóż można, tak samo jak się okazuje prowadzić samochód – nie rozumiem, ale szanuję, przykro mi, że tak jest, i że nie potrafię pomóc:( A odpowiadając na pytanie, to nie każdy musi mieć prawo jazdy, wręcz uważam, że nie każdy powinien. To tak… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Fajne jest to, że chociaż sama prowadzisz i to lubisz, to jednak potrafisz zrozumieć, że niektórzy mają inaczej – wydawałoby się, że każdy powinien, no ale jak widzisz jednak dla wielu jest to nadal problem :)

gab
Gość
gab

Jeździłam autem od 16 roku życia, prawko zdałam za pierwszym razem a teraz gdy mijają 3 lata coraz bardziej się boje bo w jednym miesiącu załatwiłam 2 auta razy dwa ;d

Marvja
Gość

Też prawka nie mam. Kiedyś z przekory, bo jak to tak można robić wszystko tylko dlatego, że robią to wszyscy. Dziś, po 6 latach, mówię sobie, że ok, może kiedyś je zrobię, ale wtedy gdy będę miała samochód, bo też znam siebie i wiem, że bez codziennej praktyki po czasie zapomnę jak to robić :P Zresztą często mylę lewą z prawą i jakoś nie widzę siebie jako kierowcy (jak mówię o tym ludziom, to zawsze dziwnie się na mnie patrzą, jak można mylić coś takiego, przecież to łatwe). Poza tym, od robienia prawka w wieku 18 lat skutecznie mnie zniechęcała… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ja tam doskonale rozumiem, że można mylić lewą z prawą. Teraz już mi przeszło, ale czasami nooo… dłużej się zawahałam ;)

Ania Abakercja
Gość

oczywiście, że nie każdy musi mieć prawo jazdy. tak samo jak nie każdy musi mieć dzieci, studia czy znać język angielski. lepiej mieć niż nie mieć (przynajmniej w przypadku studiów i języków), ale nie każdemu realnie jest potrzebne. a nawet jak byłoby przydatne to bez również można sobie jakoś poradzić. ja nie mam prawka, bo też nie ogarniam. i bardzo się boję. nawet jazda rowerem po ulicy jest dla mnie mega stresująca ;) i z jednej strony chciałabym mieć prawo jazdy. chociaż i tak pewnie nie chciałabym jeździć. ale tak papierek dla samej satysfakcji. no bo przecież lepiej umieć więcej… Czytaj więcej »

Margaritess
Gość

Kobieto, jak ja Ci dziękuję za ten wpis! Też nie mam prawa jazdy – owszem, poszłam na kurs. A dlaczego? Bo WSZYSCY szli, bo rodzice kazali i wypychali, bo przecież taki papierek zawsze się może przydać. Kurs skonczyłam, ale czułam się bardzo niepewnie na drodze, nie zdałam kilka razy i się poddałam. Uważam tak samo jak Ty, że nie nadaje się do tego. Mogę sobie jechać po prostej drodze bez innych samochodów, albo z kimś obok, kto będzie mi mówił co mam w danej chwili zrobić, ale sama? Nie ogarniam. I gdy widze kierowców, którzy nie potrafią się poruszać po… Czytaj więcej »

Justyna M
Gość
Justyna M

Mam 25 lat. Nie mam prawka. Mam podobne do Twojego stanowisko w sprawie i podobne obawy ;)

Justyna
Gość

Byłam chyba jedną z pierwszych osób w klasie, które poszły na kurs. W warunkach małego miasta i koleżanek rozsianych po okolicznych wioskach, samochód był jedynym sposobem na spotkanie się poza szkołą (autobusem można było do koleżanki pojechać, ale nie było już jak wrócić). Dzięki prawku mogło się skończyć wieczne „tatooo, a zawieziesz…”. W mieście życie bez samochodu jest już prostsze, o ile mieszka się w bliskim sąsiedztwie komunikacji miejskiej. Gorzej mają ci, którzy ulegli urokowi przedmieść, tam nierzadko komunikacja miejska jest fatalna i samochód to jedyna opcja na dostanie się gdziekolwiek. Przynajmniej przy obecnych stawkach taksówek. Był niedawno ciekawy artykuł… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

A to fakt z tymi przedmieściami i wieloma samochodami. Niezbyt to ekologiczne.
Pamiętam rodzinę koleżanki, trzy pokolenia, każdy miał samochód, mama swój, tata swój, koleżanka kolejny i babcia z dziadkiem po jednym. Wiecznie był problem żeby je odpowiednio ustawić wokół bramy i na podwórku :)

Karola Franieczek | Życie Me
Gość

Mam prawko od 11 lat. Po zdaniu egzaminu nie jeździłam w ogóle, bo nie miałam czym (nie mieliśmy auta w rodzinnym domu). Po przeprowadzce do Wrocławia, jeździłam bardzo okazjonalnie, raczej w zastępstwie kogoś, kto zaniemógł na imprezie. Odkąd jestem z moim P. jeżdżę bardzo rzadko, kiedy faktycznie muszę. Nie czuję się pewnie, bo nie miałam nieprzerwanej styczności z jazdą, brakuje mi wyrobienia, obycia, nawyków, etc. Choć reakcji mąż mi zazdrości. :D Nie lubię wrocławskiego ścisku i nawet jako pasażer używam tylu epitetów, że za kierownicą włączyłby mi się od razu turbo agresor. Poza tym czuję się bezpieczniej, gdy mój mąż… Czytaj więcej »

Karolina
Gość

Ja również prawka nie mam. Z tych samych powodów. A to ciągłe naciskanie z każdej strony że prawko powinien mieć każdy dodatkowo mnie zniechęca. Tym bardziej, ze wiem, jak boję się jeździć – nawet jako pasażer paraliżuje mnie strach gdy jedziemy i przed nami wyrasta samochód, albo gdy ktoś wyprzedza na trzeciego, a najgorszy koszmar kiedy mijamy takie duże samochody z drzewem :|

April
Gość
April

Oj, znam ten strach! Poszłam na prawko mając ledwo skończoną osiemnastkę. Na kursie prowadziło mi się auto całkiem dobrze. Czułam się bezpiecznie, bo instruktor siedział obok i w razie czego uratuje mnie, gdy stanę na środku skrzyżowania, czy zahamuje jak czegoś nie zobaczę. Egzamin zdałam bez większych problemów, ale jako nastolatka, a potem studentka byłam kierowcą okazjonalnym – robiłam za szofera u cioci na imieninach, czasem poprowadziłam auto do kościoła, czy na zakupy. Praktycznie zawsze obok mnie siedział doświadczony kierowca, więc w aucie czułam się pewnie. Im dłużej nie jeździłam, tym bardziej bałam się jeździć. Jadąc nawet jakąś podrzędną uliczką… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Czyli Twoja historia po raz kolejny potwierdza, że jak się kogoś zmusi, albo zmusi go sytuacja, to jeździć zacznie…

Gosia | Alchemia Kobiecości
Gość

Mam prawko, ale od lat nieaktywne, bo nie jeżdżę. Zdanie egzaminu przyszło mi z dużym trudem, więc potem nie paliłam się do jazdy, tym bardziej że nie miałam też okazji ani potrzeby. Mam o sobie takie przekonanie że kiepski ze mnie kierowca, raz że mało doświadczony, dwa że nie posiadam predyspozycji. Podobnie jak Ty nie ogarniam kiedy tak dużo dzieje się wokoło i trzeba szybko podejmować wiele ważnych decyzji. Nie mam podzielnej uwagi, wolę robić wszystko po kolei. Natomiast bardzo imponują mi ludzie, którzy dobrze i pewnie jeżdżą, zwłaszcza kobiety. Mam takie marzenie, że kiedyś się tego nauczę w takim… Czytaj więcej »

Recenzjatorka
Gość

Uf, pocieszyłaś mnie tym zdaniem o inteligencji, bo sama zdawałam egzamin na prawo jazdy kilka razy. Nigdy nie czułam się dobrze za kierownicą, na kursie byłam przerażona, gdy siadałam za kółkiem, już nie wspominając o samym egzaminie. Instruktor krzyczał na mnie, gdy zrobiłam coś nie tak (a robiłam często, bo nie miałam w ogóle podzielności uwagi). Po kolejnej nieudanej walce wykupiłam sobie godziny dodatkowe w zupełnie innej szkole jazdy. Uczyła mnie kobieta, która za wszystko mnie chwaliła. Podniosła mi trochę poziom wiary w siebie i zdałam egzamin. Tak naprawdę teraz dopiero uczę się jak jeździć, bo egzamin niczego nie sprawdza.… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Kolejny raz potwierdza się reguła że krzykiem się niczego nie nauczy, a pozytywną motywacją i chwaleniem już prędzej :)

Iwona
Gość
Iwona

Miałam takie samo nastawienia do prawka jak ty.Do jego zrobienia zmusiła mnie sytuacja czyli dzieci i maż za granica.Dziecko trzeba zawieść do szkoły przywieść ,do lekarza,po zakupy no bez auta nie da się żyć.( nie mieszkam w mieści tylko pod)Prawko zdałam z bólem za 5 razem.Sama zaczęłam jeździć chyba po 2 latach.Bałam się i bałam ale jeździłam.I nauczyłam się teraz stresuje mnie może tylko parkowanie w ścisku na mieście.W wielkie trasy wielogodzinne nie jeżdże,auta wypasionego nie posiadam więc jak gdzieś zadrapie w ogóle mnie to nie rusza.Chociaż zdecydowanie lepiej czuje się jako pasażer to z jeżdżenia bym nie zrezygnowałam po… Czytaj więcej »

Joanna
Gość
Joanna

Post akurat dla mnie, bo tydzień temu zaczęłam jazdy :). Na kurs nie za bardzo miałam ochotę, zostałam na niego wręcz zaciągnięta i przez dobry miesiąc mówiłam, że nie nadaję się do tego i że to zły pomysł. No ale kazali mi spróbować chociaż, więc postanowiłam wytrwać do jazd. I teraz nie mogę się doczekać kolejnych spotkań z moim instruktorem! Jest przemiły, spokojny, tłumaczy wszystko po kolei i łopatologicznie tyle razy, ile popełnię błąd. Czuję, że przy nim się naprawdę uczę i że prowadzenie samochodu nie musi być trudne. Wiadomo, nie idzie mi jeszcze rewelacyjnie, ale biorąc pod uwagę moje… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Oj, taki instruktor to chyba prawdziwy skarb, ile się nasłuchałam o takich krzyczących i upokarzających ludzi…

Jola | Katsunetka
Gość
Jola | Katsunetka

Uważam, że niczego nie powinno robić się na siłę. Mogę podać Ci idealny przykład, moja mam. Co z tego, że wydała pieniądze na jazdy, strasznie się męczyła przy tym i w końcu i tak nawet do egzaminu nie podeszła. Stwierdziła, że nie ma do tego predyspozycji i do dnia dzisiejszego prawa jazdy nie ma. Nie daje sie tym wszystkim tekstom o korzyściach z jego posiadania. Z drugiej strony mam ciotkę, która nie tylko ma prawo jazdy, ale i samochód w garażu i co z tego? Opowiadała, że kiedyś nawet próby podejmowała, ale nikt nie miał na tyle cierpliwości aby ją… Czytaj więcej »

Pepa
Gość

Ja gdy skończyłam 18 lat też jakoś nie paliło mi się, żeby iść na kurs prawa jazdy. W końcu wypchnęli mnie rodzice powtarzając, że KAŻDY w moim wieku ma już prawo jazdy, że w dzisiejszych czasach to konieczność i jak ja chcę pracę w ogóle znaleźć nie mogąc dojechać, że będę jak inwalida itp. W końcu zapisałam się gdy byłam już na studiach. Wtedy zaczęły się oczekiwania i głupie wyścigi, bo „córka Mirka Żanetka zdała za pierwszym razem”, „Justynka od Zdzisia już ma prawo jazdy i śmiga autem, a jest od ciebie rok młodsza”. Mnie udało się zdać za czwartym… Czytaj więcej »

Justyna Rolka
Gość

Zrobiłam prawo jazdy jak miałam 19 lat. Czułam, że ja i samochód to dwie różne bajki, jak Ferdynand Kiepski i Książę Karol. Zdałam za 3 razem po wielkich trudach, byłam tak beznadziejna, że chyba podział mój urok osobisty, gdyż w mojej ocenie nie powinnam zdać. W trakcie kursu miałam małą kolizję i za chiny ludowe nie chciałam jeździć samochodem. Instruktor do mnie wydzwaniał a ja wymyślałam niestworzone bajki byle tylko nie usiąść za kierownicą. Nie czułam tematu zupełnie. Po zdaniu prawka, poczułam ulgę, że mam spokój i już nie muszę wsiadać do tego blaszanego pudła. Mijały lata a mnie nawet… Czytaj więcej »

skumulowana
Gość

Do zrobienia prawa jazdy namówił mnie chłopak. W sumie jeżdżę sporo, ale tylko jak muszę, bo zawsze się boje, że coś się na drodze wydarzy. To, że jeżdżę w ogóle zawdzięczam temu, że mieszkam na wsi! Że autobus do miasta jest dwa razy na dzień i nijak się jest gdzieś dostać, a jak się już dostanie to nie ma jak wrócić. Po drugie jeżdżę bo.. nie mieszkam w dużym mieście. Jak kiedyś jakimś cudem przeprowadzę się na przykład do Kielc, Rzeszowa, Warszawy, Wrocławia, Poznania i tak dalej, pierwsze co zrobię to spalę ten wstrętny kartonik :D Żadna siła nie zaciągnie… Czytaj więcej »

Beata
Gość
Beata

Miałam dokładnie tak samo, uwielbiałam jeździć jako pasażer, ale przerażał mnie fakt samodzielnego kierowania pojazdem i zmierzania się z rondami, tramwajami, motorami, pieszymi i najgorszymi – rowerzystami! Dlatego też bardzo długo nie robiłam prawka, ale jak wsiadłam za kierownicę, to momentalnie to pokochałam :) Jeździ się naprawdę CUDOWNIE (zwłaszcza mając instruktora obok z własnymi pedałami). Co do grupy osób bez predyspozycji – to prawda, ale to raczej wyjdzie dopiero w praktyce, nie w testach. Mój fenomenalny instruktor (poleciłabym Ci go, ale jestem z Krakowa) mówił mi, że miał tylko jeden taki przypadek w karierze, ale to doskonale widać i zwyczajnie… Czytaj więcej »

Safona
Gość
Safona

Możesz polecić tego instruktora?bo właśnie rozważam zapisanie się na kurs:)

Beata
Gość
Beata

p. Jerzy Augustyn, OSK Lokomotywa – 606 274 647. Niesamowicie cierpliwy, łagodny i dobrze tłumaczy :)

Weronika Woźniak
Gość

Swoje argumenty wyjęłaś z mojej głowy! A myślałam, że tylko ja tak mam. Bracia nabijają się ze mnie, mówią, że jestem tchórz. Ale od początku: ja mam prawo jazdy, robiłam prawko, instruktorem był mój obecnie już mąż, zdałam za 4 razem (raz mi zgasł na górce, raz nie włączyłam świateł, raz miałam przykra sytuację z wściekłym egzaminatorem, ostatnim razem zdałam). Jeździłam dobrze, sprawiało mi to frajdę. Zdałam i się zaczęło- że ja sama się boję, że zaraz spowoduje stłuczkę, teraz doszło, że bałabym się, że będę miała wypadek i albo ja zginę i zostaną dzieci, albo jakaś krzywda im się… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Nie miałaś nigdy zarzutów, że zdałaś bo byłaś blisko z instruktorem? :)

Weronika Woźniak
Gość

Nigdy :) ale inne kursantki zazdrościły mi bo też się w nim podkochiwały ;) ogólnie to zapoznał mnie z nim wcześniejszy chłopak- na mojej studniówce, potem okazało się, że studiujemy to samo na tej samej uczelni, a potem zaczęłam kurs i znów go spotkałam. Zostaliśmy parą po zakończeniu kursu, w trakcie to tylko takie podchody były ;p

olgacecylia
Gość

Moja mama nie jeździła 20 lat, a potem wsiadła i pojechała :-) Zaczęła jeździć z powodów ekonomicznych – dojazd do pracy zbiorkomem nie wchodził w grę, więc tata ją zawoził i odwoził. Odkąd jeździ sama, koszty paliwa zmalały, co logiczne, o połowę.

Ja bym się w życiu nie zdecydowała na mieszkanie w miejscu, gdzie nie ma zbiorkomu. Wystarczy mi 20 lat mieszkania w mojej rodzinnej mieścinie, nigdy więcej.

pixie
Gość
pixie

Będę robić prawo jazdy w wakacje i bardzo się cieszę, bo już się nie mogę doczekać. Od zawsze mnie to jarało, a teraz wreszcie będę mogła się sprawdzić, czy nadaję się do tego tak, jak bym chciała. :) Moja mama robiła prawo jazdy, zdała za pierwszym razem, ale nie jeździ do dzisiaj. Wcale jej się nie dziwię, bo raczej sprawia duże zagrożenie dla innych. Na egzaminie jechała około 90 km/h w centrum Warszawy, przejeżdżając na żółtym świetle i jadąc lewym pasem. Egzaminator się spytał czy jest pewna, że prawidłowo jedzie, a ona odpowiedziała, że tak, bo jest ok. godziny 21… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Trzeba przyznać, że mamę masz przebojową :)

Agnieżka
Gość
Agnieżka

Mnie właśnie kochana rodzinka zmuszała, ze względu na „niezależność”. Efekt jest taki, że od roku nie umiem wewnętrznego zdać.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Może w końcu przestaną naciskać?

Agnieżka
Gość
Agnieżka

Myślę, że prędzej zdam :D

Ewa Sobania
Gość
Ewa Sobania

W pełni zgadzam się z tym, że nie każdy powinien mieć prawo jazdy, niektórzy się poprostu do tego nie nadają i stwarzają tylko zagrożenie.

Aneta | Oatmeal and Figs
Gość
Aneta | Oatmeal and Figs

Wszystko opisałaś tak, jakbyś zajrzała do mojej głowy! Ja tylko dodam od siebie mega elokwentny komentarz cioci, babci, starej sąsiadki które g*no wiedzą, a zawsze dają swoje trzy grosze. Kiedy pytają się mnie, czy mam prawo jazdy, a ja odpowiadam, że nie, to oni na to „A, to tata nie chce Ci dać pieniędzy? Nie stać go? Bo wiesz, ja mojej wnuczce dałam, zdała za piątym razem a potem kupiłam jej auto. Wiesz, ten nowy model x?”. Ja wtedy odpowiadam, że na taką kosztowną rzecz, jak prawo jazdy wolę zapłacić z własnych, zarobionych pieniędzy, bo w ten sposób będę szanować… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Hahaha, znam dobrze takie babcie i ciocie z życia. Na szczęście nie w mojej rodzinie ale sporo się o takich nasłuchałam i tych ich subtelnych metodach na wzbudzanie zazdrości ;)

Justyna Skowera | elare
Gość

Ja należę do tej grupy osób,która ‚paliła się’ do zrobienia prawka. Zrobiłam je zaraz po 18 urodzinach, dzięki temu w 3 liceum mogłam jeździć do szkoły autem, zawoziłam siostrę do przedszkola itd. Ale kiedy poszłam na studia do Krakowa odstawiłam auto i teraz jestem niedzielnym kierowcą. Boję się jeździć po mieście, zwłaszcza lewoskrętów, kiedy auta z naprzeciwka ciągle jadą, kiedy trzeba się wbijać na chama, ignorować trąbienie, zmieniać pas ruchu. Brakuje mi po prostu doświadczenia w jeździe, staram się jeździć od czasu do czasu po Krakowie i gdybym tylko robiła to częściej pewnie byłby ze mnie niezły kierowca. Ale lubię… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Jako pasażer też lubię, nawet bardzo, zwłaszcza poza miastem :)

Dagmara Piekutowska
Gość

Zdobycie prawa jazdy wiązało się dla mnie z uzyskaniem komfortu wynikającego z poczucia niezależności. Obecnie nie używam samochodu, dlatego, że stało się to niepraktyczne. Nałogowo używam komunikacji miejskiej. Prawo jazdy przydało mi się do jeżdżenia skuterem. Tak jak i weekendowych wypadów do Ikei. Akurat nie brakuje mi zdolności psychomotorycznych. Nigdy nie miałam problemu z jeżdżeniem. Jestem jednak przeciwniczką robienia rzeczy na siłę, bądź tylko dlatego, że tak wypada. Osoby, które prowadzą samochód z lękiem są zagrożeniem dla innych kierowców. Nie mniejszym niż osoby cechujące się nadmierną brawurą.

Króliczek Doświadczalny
Gość

O tak, wyprawy do Ikei czy innych Praktikerów to są momenty, kiedy docenia się samochód.

Dagmara Piekutowska
Gość

O ile samochód jest w stanie pomieścić nasze zakupy :D

Catherine Wolf
Gość

Kiedy mieszkałam w dużym mieście (aż 2 lata ;) ) to prawo jazdy nie było mi potrzebne. Wszędzie mogłam dojechać autobusem lub tramwajem bez problemu.
Obecnie mieszkam na wsi i prawo jazdy jest mi niezbędne. Bus kursuje tu kilka razy dziennie do pobliskiego miasteczka w którym komunikacja miejska jest kiepska. Wszystko zajmuje wtedy dużo więcej czasu a tego mi szkoda na czekanie na przystanku.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Tak, mieszkając na wsi prawko i samochód wydają się niezbędne.

Ana
Gość

Skąd ja to znam! Gdyby życie po studiach ułożyło mi się inaczej i zostałabym w większym mieście albo rzuciło mnie do jeszcze większego miasta, pewnie do dziś nie miałabym prawka. A na pewno samochodu. Jednak wychodzę z założenia, że gdy robisz prawko, musisz z niego korzystać – musisz nauczyć się jeździć, bo 30 godzin kursu to nic. Swoje prawko zrobiłam za pierwsze „prawdziwe” pensje, po roku kupiłam samochód i tera śmigam codziennie do pracy. Bo u mnie, na prowincji, bez auta jak bez ręki. Żyć można, ale to pory kłopot – gdziekolwiek się przemieścić, musisz szukać środka transportu, bo autobusy… Czytaj więcej »

Paulina Z.
Gość
Paulina Z.

Robiłam prawko parę lat temu niedługo przed moją maturą. Tak samo jak Ty, nie miałam nigdy parcia na to żeby starać się o prawko, jak najszybciej gdy tylko osiągnę pełnoletność, ale zdaje mi się, że zaczęłam, bo moi rówieśnicy też robili i mój młodszy brat i tato bardzo mnie zachęcali. Przyznam szczerze, że bardzo bałam się tego, że kompletnie nie poradzę sobie w ruchu drogowym. Podchodziłam do egzaminu na prawko 6 razy, za każdym razem oblewałam właśnie będąc gdzieś w samym środku ulicznego zgiełku. Nie potrafiłam skupić się na tak wielu czynnościach o których trzeba pamiętać podczas jazdy. To była… Czytaj więcej »

Blue Kangaroo - BLOG STUDENCKI
Gość

Niestety nie wiem, jak Ci pomóc, bo ja nie mam na razie takich dylematów na głowie jak dzieci i te sprawy. Moje podejście do posiadania prawa jazdy ukształtowali szaleni, wiejscy kierowcy, chłopcy, którzy mając 18 lat już, koniecznie, szybko musieli zrobić prawko, wydać wszystkie zaskórniki na samochód i wozić się golfem czy innym cińkusiem po mieście. Potem tylko wkładali w nie kasę i wiecznie na nic nie mieli, no bo auto swoje pali, no bo auto trzeba ubezpieczyć, no bo w aucie się coś popsuło. Do szkoły już TRZEBA było podjechać autem, chociaż przystanek 10 minut drogi od domu. Nikomu… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Odpowiedź już jest, przynajmniej na teraz – bo w tym momencie na pewno go nie potrzebuję. Nie wiem tylko jak później… :)

Blue Kangaroo - BLOG STUDENCKI
Gość

Wtedy będziesz się tym martwić. ;)

olgacecylia
Gość

Jak będziesz potrzebować, to zrobisz – od lat sobie to powtarzam. Chociaż trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której rzeczywiście byłabym przyparta do muru i natychmiast musiała iść na kurs i kupować auto :-)

Arkadiusz Narowski
Gość

Też mógłbym mieć prawko od 10 lat, ale nie czuję potrzeby. Auto stałoby większość tygodnia nieużywane albo wydawałbym niepotrzebnie na paliwo by się nim przemieszczać gdziekolwiek, nawet do pobliskiego sklepu. Opcja z prywatnym szoferem dla znajomych i rodziny też mi się nie podoba. Sytuacje, w których by mi się rzeczywiście przydało zdarzają się może 1-2 w roku, więc za rzadko. Nie mam też żadnej dziewczyny do wożenia (a może dlatego jej nie mam ;D?). Nie przejmuję się tym co mówią inni. Jak potrzebuję gdzieś dojechać, to zawsze znajdę sposób a jak kupię kiedyś samochód, to razem z kierowcą.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Co do braku dziewczyny z powodu nie posiadania prawka to kolega się na ten temat wypowiadał: http://lepszawersjasiebie.pl/2015/01/postanawiam-znalezc-zone-wsk2015-03/
:)

Arkadiusz Narowski
Gość

gdyby nie wspominał o tym na pierwszej randce częściej miałby okazję na drugą :-D

a tak poza tym to chyba mieszkasz na dzielni, na której się wychowywałem – Huby :P

Króliczek Doświadczalny
Gość

No prawie, między Hubami a Tarnogajem :)