Masz marzenie? Założę się, że masz przynajmniej jedno takie, specjalne. Powrót do wagi z liceum, zdobycie mężczyzny/kobiety marzeń, kupno samochodu, podróż życia. Jakie by ono nie było, jego osiągnięcie na pewno wymaga czasu i dużej dozy energii. A przecież codziennie masz tyle innych obowiązków, wracasz taki zmęczony. Nie ma czasu, nie ma siły, noworoczne postanowienie zmienia się w wiosenną gorycz.Nagle pojawia się ratunek. Trafiasz na książkę albo film „Sekret”. Dowiadujesz się o prawie przyciągania, a guru rozwoju osobistego mówią Ci o wizualizacji swoich celów. Brzmi jak plan! Więc zasiadasz wieczorami w fotelu i zaciskając powieki i pięści, wyobrażasz sobie siebie – spełnionego, szczęśliwego Człowieka Sukcesu. Jeśli będziesz wierzył mocno i prawdziwie, wizualizował wystarczająco często, to przecież musi się spełnić, nie ma innej opcji, nie?

NO NIE.

 

Obietnica spełnienia najskrytszych pragnień za pomocą wizualizacji i siły własnej wyobraźni jest bardzo efektowna i dzięki temu sprzedaje się wyjątkowo dobrze. Wystarczy spojrzeć choćby na ogromny sukces wspomnianego „Sekretu”, „Potęgi podświadomości”, czy nawet…  dużą popularność posta z 7 zasadami huny, którego jakiś czas temu tutaj opublikowałam (i do którego należy się pewne uzupełnienie i sprostowanie, o tym zaraz). 
 
W wizualizacji celów jest coś magicznego, a że w ludzkiej naturze leży unikanie zmęczenia i szukanie dróg na skróty, jesteśmy skłonni zawierzyć magii, która zwalnia z wysiłku. Rzeczy dzieją się same i spadają z nieba, a my nie musimy nawet wyciągać po nie ręki – wystarczy, że wytężymy umysł. Tak właśnie reklamowana jest wizualizacja w wersji pop, i w oparciu o takie zasady działa wielu specjalistów od motywacji, trybików w wielomilionowym przemyśle rozwoju osobistego. Gdyby mówili nam od razu, że swój cel osiągniemy, ale najpewniej będzie to kosztować wiele bólu, wyrzeczeń i czasu, kto z nas zapłaciłby za taki coaching?
Tymczasem po przeczytaniu podniosłych haseł z „Sekretu” czy obejrzeniu pokazu na stadionie, podczas którego gość chodzi po rozżarzonych węglach (bo zwizualizował sobie, że może!), natychmiastowo czujemy napływ pozytywnych emocji, siłę i wiarę, że my też możemy. Napędzeni tym mentalnym speedem, motywacją instant, zaczynamy działać tak jak nauczyli. Afirmujemy. Wizualizujemy. A potem zdziwieni czekamy na efekty, które nigdy nie nadchodzą.
Czy ktoś tu nas nie oszukał?

STUK PUK W PIERŚ

 

I… teraz  sama czuję się jak jeden z tych oszustów. Chyba wpadłam w pułapkę pisania o motywacji i rozwoju skrótami myślowymi, które zapewne nie dla każdego są zrozumiałe, a nieodpowiednio zinterpretowane – mogą być niebezpieczne. Przedstawiając jakąś ideologię czy przepis na życie zwykle mam na celu tylko pozostawienie luźnej inspiracji, z którą każdy z Was zrobi to, co mu odpowiada – nie wkładam niczego do głów ani nie nakłaniam do zmian. Ja sama nie łykam prawie żadnej nowej informacji w całości, z wszystkiego staram się wyłuskać jakiś element, który pasuje do mojej osobistej układanki. I być może niepotrzebnie zakładałam, że Wy też tak macie. Dopiero ostatnio z głośnym brzdękiem (…) wpadła mi do głowy myśl, że jednak część z Was być może dopiero wkracza w tematykę rozwijania potencjału umysłu i potraktuje tamten mój wpis (zawierający wspomnienie o prawie przyciągania) zbyt dosłownie…
Wraz ze zwiększającą się liczbą Waszych odwiedzin, coraz częściej czuję coś w rodzaju społecznej odpowiedzialności za tego bloga, dlatego jestem Wam winna rozwinięcie i uzupełnienie myśli o wizualizacji i przyciąganiu. Więc… czytajcie dalej, proszę.

 

MAMY TWARDE DOWODY

 

Naukowcom „Sekret” i popularny motyw wizualizowania celów od dawna zgrzytał w zębach, postanowili więc sprawdzić jego skuteczność empirycznie. I istnieje co najmniej kilka sensownych badań, które mocno podważają nieograniczoną moc wizualizacji.

Skrótowo:

  • Przykład 1 –  przed egzaminem. Studenci kalifornijskiego uniwersytetu zostali poproszenie o wyobrażanie sobie jak dostają wysokie stopnie z najbliższego egzaminu. Kazano im powtarzać to po kilka minut codziennie i pracować nad ostrością wyobrażenia. Po egzaminie okazało się, że grupa która wizualizowała, w porównaniu do grupy kontrolnej, która tego nie robiła  – poświęciła mniej czasu na rzeczywistą naukę i w efekcie dostała słabsze oceny (Pham i Taylor, 1999).
  • Przykład 2 – zdobycie miłości. Specjalizująca się w obalaniu mitów o wizualizacji pani Oettingen badała zakochanych studentów płci obojga. Kazała im wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby nagle znaleźli się sam na sam z TĄ osobą. Po 5 miesiącach od badania okazało się, że studenci, którzy mieli bardzo wyraźne i pozytywne fantazje na temat swoich ukochanych, nadal nie wykonali żadnych ruchów w ich kierunku i w ogóle się do nich nie zbliżyli. Oettingen uzyskała bardzo podobne wyniki, kiedy sprawdzała skuteczność wizualizacji w zdobywaniu pracy po studiach, w walce z uzależnieniami i z problemami ze zdrowiem (Oettingen, 2000; Oettingen, Pak, Schnetter, 2001; Oettingen i Mayer, 2002; Oettingen i Gollwitzer, 2002).
  • Przykład 3 – ważny cel. Duże badania (obejmujące 5k osób) przeprowadził Richard Wiseman. Badał on osoby posiadające jakiś ważny cel, który chciały osiągnąć – np. kariera, rzucenie nałogu, nowy związek. Po roku sprawdził, co zmieniło się w życiu badanych. Okazało się, że jedynie 10% badanych osiągnęło swój cel. Gdzie tkwiła różnica? Osoby, którym się nie udało, motywowały się albo przez negatywne wyobrażenia ‚co się stanie, jak mi się nie uda‚, albo przez pozytywną wizualizację celu i zmiany, która nastąpi w ich życiu po jego osiągnięciu. Wszystko to jednak na nic. Najlepsze efekty osiągnęły osoby, które nie traciły czasu na żaden z takich sposobów.

CO Z TEGO WYNIKA (I DLACZEGO)?

 

Patrząc na wyniki tych i innych badań, w oczy rzuca się wspólny mianownik: kiedy za bardzo przykładamy uwagę do wizualizowania spełnionych marzeń, zapominamy o rzeczywistości i porzucamy działanie, które miałoby nas do nich zaprowadzić.To nie znaczy, że wizualizacja NIE JEST SKUTECZNA – otóż wręcz przeciwnie, jest ona skuteczna aż ZA BARDZO! Kiedy intensywnie wyobrażamy sobie siebie mającego te wszystkie miliony, dziewczynę, samochód czy szczupłą sylwetkę, umysł zaczyna odbierać to tak, jakbyśmy już je posiadali, przez co szybko zaczynamy czuć się lepiej, bardziej pewnie, komfortowo i… tracimy motywację do długofalowego działania. Bo po co, skoro już teraz jest tak miło?

To tak jak z narkotykiem. Sięgamy po niego, żeby poczuć zmianę w obecnym stanie, o czymś zapomnieć, coś zamazać. Ale jest to zmiana tylko emocjonalna, nie wpływająca na rzeczywistość. Czujemy się lepiej, choć dalej stoimy w miejscu. I nie chcemy wykonać wysiłku ruszenia z miejsca, skoro bez ruchu możemy sięgnąć po kolejną porcję samozadowolenia.

Wtedy przychodzi czas na detoks.

JAK WIZUALIZOWAĆ, ŻEBY SIĘ NIE SKRZYWDZIĆ?

 

Dowiesz się, jeśli wykonasz proste ćwiczenie – właśnie dostajesz do ręki przydatne narzędzie. Serio, zrób te trzy nieskomplikowane czynności właśnie teraz. Nie ograniczaj się do czytania, tylko sprawdź to na własnej skórze.

  • Wstań i wyciągnij przed siebie prawą rękę, na wysokość ramion. Przeleć wzrokiem od początku ramienia aż do czubków palców tej ręki i zostań z oczami w tym punkcie. Nie poruszając nogami, skręć tułów i przesuwaj wyciągniętą rękę w prawo, do oporu, ile możesz. Teraz spójrz na miejsce które wskazuje Twoja ręka i zapamiętaj je (odejdź od biurka i zrób to teraz!).
  • Powtórz to samo ćwiczenie, ale W WYOBRAŹNI. W głowie odtwórz sobie obraz siebie wykonującego taki sam skręt i docierającego ręką metr dalej niż poprzednio.
  • Powtórz ćwiczenie z punktu 1, w rzeczywistości. Czyli znowu wstań, wykonaj skręt… Sprawdź, dokąd sięgnęła teraz Twoja ręka i gdzie zatrzymał się wzrok?
W większości przypadków po tym trzecim punkcie skręca się ręką dalej, niż do tej pory. W umyśle powstaje mentalny obraz, który pomaga ciału wykonać wysiłek lepiej i o choćby jeden stopień przesunąć granicę możliwości.

 

Tak jak mówiłam wcześniej, wizualizacja powoduje szybki zastrzyk energii i dobrego samopoczucia do umysłu, który ma zastosowanie, jeśli wyobrażoną czynność wykonujemy OD RAZU i nie odkładamy jej w czasie. Dodatkowo, wizualizacja pozwala osiągnąć najlepsze efekty, kiedy wyobrażamy sobie nie efekt końcowy, a PROCES, który do niego prowadzi.
Jeśli więc chcesz wygrać w zawodach skoków wzwyż, nie wyobrażaj sobie siebie na podium, tylko przed każdym treningiem odtwórz w myślach to jak biegniesz, nabierasz tempa, odbijasz się, jaką przyjmujesz wtedy pozycję i w jaki sposób spadasz. A potem pobiegnij i rzeczywiście skocz.
Jeśli się odchudzasz, nie skupiaj się na obrazie siebie w bikini rozmiar 36 i gwiżdżących mężczyznach wokoło, ale przed następną serią ćwiczeń chwilę pomyśl o tym, jak się pocisz, jak z każdą kroplą potu i każdym kolejnym brzuszkiem spalasz kalorie i wytrzymujesz te męki dłużej, niż na  poprzednim treningu, bo stajesz się coraz silniejsza.
Jeśli ćwiczysz pewność siebie w kontaktach z płcią przeciwną, najpierw przećwicz scenariusz prostej rozmowy w myślach, a potem po prostu podejdź i zagadaj. Raz, drugi, piąty, piętnasty, aż stanie się to dla Ciebie naturalne i dobrze znane.
Taki sposób wizualizowania ma kilka zalet: 

 

  • pomaga pozbyć się lęku lub zniechęcenia – bo z sytuacją zapoznajemy się już wcześniej w głowie, przeżywamy ją w umyśle, w pewien sposób ją oswajamy,
  • pozwala opracować plan działania i zauważyć ważne drobiazgi – jeśli wizualizujemy proces dość szczegółowo, w wyobraźni możemy zobaczyć coś, co normalnie uszłoby naszej uwadze, a tym samym jesteśmy jedno doświadczenie do przodu,
  • zwiększa wiarę we własne możliwości – tyle razy robiliśmy to w głowie, że czujemy się lepiej przygotowani.

…MOŻLIWE JEDNAK, ŻE WIZUALIZACJA
NADAL NIE JEST DLA CIEBIE

 

Nawet w takiej zmienionej postaci wizualizacja może nie służyć każdemu. Osoby, które są urodzonymi pesymistami, mogą wtedy wzmacniać swoje negatywne przewidywania i lęki. Jeśli próbujesz wizualizować i czujesz się potem źle, albo zdemotywowany, to znaczy, że czas to sobie odpuścić i zamiast myśleć, po prostu zacząć działać. Rozpisz sobie rzeczowo kolejne kroki do osiągnięcia swoich celów i nie zastanawiaj się nad efektem, tylko wykonuj punkt po punkcie.
Nie polecam także stosowania wizualizacji w stylu „już dziś bądź jak człowiek sukcesu” (czyli jeśli marzysz o bogactwie, to nawet jeśli jeszcze go nie masz, zachowuj się jak człowiek bogaty, mów i traktuj innych jak człowiek bogaty) – ta metoda może powodować emocjonalne wypalenie, zakłócenie na linii wysiłek – nagroda, przez co możemy odczuć mniejszą chęć do starań o osiągnięcie nagrody (bogactwa), skoro już teraz je mamy. A nawet jeśli nam się uda, radość nie będzie tak duża – bo przecież już ją przeżyliśmy.

 

CZY TO ZNACZY, ŻE PRAWO PRZYCIĄGANIA NIE ISTNIEJE?

I czy pisząc ten tekst po tym, co pisałam wcześniej, nie jestem hipokrytką?

I tak, i nie. Jeśli traktujemy prawo przyciągania i moc wyobrażeń zbyt dosłownie, możemy się srogo rozczarować. Istnieją osoby, którym udaje się przyciągać upragnione rzeczy bez większego wysiłku (mi się to zdarzało i znam też innych ludzi, którzy tego doświadczyli), ALE nie każdy z nas ma jednakowe predyspozycje. Nie każdy potrafi na tyle zapanować nad swoim umysłem, żeby podczas stosowania pozytywnej wizualizacji czy przyciągania, nie uruchamiać jednocześnie jakiegoś nieświadomego programu, który całkowicie sabotuje ten pierwszy wysiłek. Dopóki nie poznamy samych siebie do głębi, lepiej trzymać się tego, co proste, lepiej stawiać stopy po pewnym gruncie i skupiać na tym, co daje przewidywalny efekt – a tym zawsze jest rzeczywista praca i wysiłek, oraz zamiana słowa „marzenie” na „plan do wykonania”. I koncentracja – koncentracja na wybranym zadaniu to wielka siła.
 
 
Zdjęcia:
tytułowe – Ryan Pouncy via Unsplash
klucz i diament – http://www.hussar-gruppa.com/firma/