Właściwie miałam dziś pisać o czymś zupełnie innym, ale wtedy zobaczyłam TO. Historię, która ścisnęła mnie za gardło i nie chce puścić. Historię, która pokazuje jak podli potrafią być ludzie, ale jednocześnie przywraca w nich wiarę i udowadnia, jak wielka siła tkwi w Internecie.

Niecały miesiąc temu na forum 4chan pojawił się anonimowy post z dwoma zdjęciami tego samego człowieka i podpisem:

„Namierzyliśmy tego osobnika próbującego tańczyć. Przestał, kiedy zobaczył nas śmiejących się”

To drugie zdjęcie, na którym mężczyzna stoi bez ruchu ze zwieszoną głową, jest jedną z najbardziej przygnębiających i zarażających smutkiem rzeczy, jakie ostatnio widziałam. Chyba każdego, kto był kiedyś szykanowany z powodu swojego wyglądu czy sposobu bycia, trafia ono w tą małą, czułą cząstkę, która z wiekiem się kurczy, ale na pewno nigdy całkowicie nie znika.

 

 

O ile 4chan znane jest z okrutnego humoru i wzajemnego pastwienia się nad sobą użytkowników, to jednak nie wszystkie miejsca w sieci mają taką specyfikę. Skan z forum trafił też na serwis ze zdjęciami – Imgur, tym razem z podpisem w całkiem innym charakterze:

„Oto dlaczego nie cierpię dzieciaków. Uważam to zachowanie za cholernie podłe. Jeśli jesteś tam, wielki człowieku, pieprz te dzieciaki. Nie przestawaj tańczyć” 

Potępiający charakter tego podpisu szybko zebrał aprobatę innych uczestników – ponad 17 tysięcy głosów za i ponad 700 tysięcy wyświetleń. To sprawiło, że zdjęcie dotarło i na Twitter, a tam zobaczyła je Cassandra Fairbanks, pisarka/dziennikarka z Kalifornii, która wpadła na pewien pomysł.
W kolejnych tweetach udostępniała powyższe zdjęcie z pytaniem, czy ktoś zna tańczącego mężczyznę, dodając, że grupa kobiet z Los Angeles szykuje dla niego coś specjalnego – chcą zaprosić go do LA na wielką imprezę taneczną w swoim gronie. Cassandra nie spodziewała się tego, jak wiele osób przekaże dalej jej wiadomość. Korzystając z zasięgów zaangażowanych w szukanie ludzi, wysłała także oficjalne zaproszenie z listem do nieznajomego:

„Tańczący Człowieku, Nie wiemy o tobie zbyt dużo, ale ta fotografia w sieci sugeruje, że chciałeś tańczyć, jednak sprawiono, że poczułeś, jakbyś nie powinien był tego robić. Chcemy zobaczyć cię tańczącego swobodnie i jeśli się zgodzisz, my z przyjemnością zatańczymy z tobą. Jesteśmy przygotowane by urządzić imprezę specjalnie dla ciebie, jeśli się zgodzisz. Żeby uściślić, jest nas 1727. I wszystkie jesteśmy kobietami. Jeśli to nie jest zbyt atrakcyjna propozycja, pogodzimy się z odpowiedzią ‚nie’, ale chcemy żebyś wiedział – oferta jest aktualna. Czy możemy zatańczyć? Pozdrawiamy serdecznie, grupa rozentuzjazmowanych młodych kobiet z Kalifornii”

Przy okazji powstał hasztag #findancingman, dzięki któremu można było obserwować, jak duża część Twitterowej społeczności zaangażowała się w poszukiwanie i tym samym wyraziła swój sprzeciw wobec ośmieszaniu innych z powodu wyglądu.Jakieś 6 godzin temu do Cassandry napisał Robert, który skojarzył postać ze zdjęcia:

Podobieństwo wydawało się uderzające, pozostało więc tylko zapytać odnalezionego mężczyznę, czy przyleci na imprezę do Cassandry i jej przyjaciółek. Po dłuższej chwili oczekiwania, odpowiedź mogła być tylko jedna:
Dancing Man okazał się mieć na imię Sean i choć obecnie przebywa w Kijowie, zgodził się przylecieć do LA w jeden ze swoich wolnych weekendów.
Jego znalezienie zajęło… niecałą dobę (!), a wszystko dzięki magii Internetu. Pewnie można by wmieszać w to również teorię 6 przyjaciół, według której każdego z nas z dowolną osobą na ziemi dzieli tylko 6 stopni oddalenia albo 6 osób – znajomych znajomego znajomego… przez których możemy dotrzeć do każdego.
Po znalezieniu Seana ruszył crowdfundingowy projekt, mający na celu sfinansowanie biletu dla niego i zorganizowanie imprezy, która ma być naprawdę duża i wyjątkowa. Organizatorka tej społecznej zrzutki, Krista Vitte, napisała:

„Dziękuję wszystkim za wasze wsparcie, to niepojęte, jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy wprowadzić zmianę w życiu Tańczącego Człowieka i każdej innej osoby, która kiedykolwiek poczuła ten rodzaj bólu z odrzucenia. A teraz… TAŃCZMY!”

******

Patrzę na to wszystko i nie dowierzam, jak wielką falę ludzkiej energii i zaangażowania potrafi wywołać jedno zdjęcie. I to dwojakiej energii. Tej negatywnej – najgorszego gatunku, bo anonimowej, pozbawionej twarzy i odpowiedzialności, którą można było zaobserwować na 4chan.  I tej pozytywnej, która ruszyła po publikacji zdjęcia ze zmienionym podpisem na Imgur.

W ten łańcuch przyczynowo – skutkowy zaangażowanych było tysiące ludzi, którzy lajkowali, udostępniali i przesyłali informację dalej, ale najpierw jedna z nich musiała im nadać nowy kierunek, za którym mogli podążyć. To kolejny dowód na to, że jedno wydarzenie opisane na dwa różne sposoby może wywołać zupełnie inne reakcje.

Czy po tej akcji Tańczący Człowiek został podniesiony na duchu? Myślę, że nie tylko on, ale i każdy, kto kiedyś stanął w roli kozła ofiarnego, w sieci lub poza nią. Ta historia pokazuje, jak ważny jest sprzeciw, kiedy natrafiamy na takie przypadki, jak ważne jest, żeby chociaż jedna osoba powiedziała głośno, że to, co się dzieje jest nie w porządku, i wykazała wsparcie dla ofiary. Bo czasami, jeśli tego zabraknie, skutki są tragiczne. Dobitnie pokazuje to artykuł z zupełnie drugiego bieguna, który znalazłam dziś na Joe Monster – 15 tragicznych historii dzieciaków, które nie poradziły sobie z atakami w Internecie.

 

Można powiedzieć, że nastoletnia psychika jest o wiele mniej odporna, a #DancingMan był przecież dorosłym facetem, którego nie powinno aż tak to ruszyć. Cały czas jednak wraca do mnie widok jego twarzy z drugiego zdjęcia i wtedy tracę tą pewność.