Nie możesz długo usiedzieć w miejscu, łatwo się nudzisz, a rutynę uważasz za pewny przepis na powolną śmierć. Ciągle szukasz nowości, ciągle za czymś gonisz – na świecie jest tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia i doświadczenia… musisz tego wszystkiego spróbować, musisz to poczuć na własnej skórze, musisz nakarmić wiecznie głodne zmysły! Kochasz ekstrema, kochasz czuć strach i podniecenie jeżące włosy na ciele, kochasz te nagłe zastrzyki adrenaliny, które sprawiają, że całe Twoje ciało pulsuje i wypełnia się życiem. Tam gdzie są granice innych, Ty zaczynasz widzieć możliwości.
Psycholog nazwałby Cię novelty seekerem – poszukiwaczem nowości, i powiedział, że to wszystko wina ilości dopaminy, jaka trafia do Twojego mózgu. A specjalista od genetyki i dziedziczenia uzupełniłby jego wypowiedź, dodając, że trafiła Ci się po prostu dłuższa wersja genu D4DR. Niewinne kilka łańcuchów protein więcej, które decydują o tym, że Twoja biografia nigdy nie będzie żywotem człowieka poczciwego – prędzej historią rodem z ‚klubu 27‚.
Teoretycznie.

***

Level 1 – ekscytacja i przygoda

Jedno z moich pierwszych spotkań, dziewczyńskich ‚randek’ z M.*, miało miejsce w lunaparku, który na jakiś tydzień odwiedził nasze miasto. Ani ona, ani ja nie znalazłyśmy żadnego towarzystwa zainteresowanego wspólną wyprawą, więc od słowa do słowa, jeszcze dobrze się nie znając – trafiłyśmy tam razem. Kiedy inni zsiadali z rollercoastera bladzi i niewyraźni, my, zaróżowione z emocji przeliczałyśmy w kieszeniach  pieniądze – na ile przejażdżek jeszcze starczy? Pędząc po kilku godzinach do domu i wsłuchując się w dudniącą z samochodowych głośników muzykę, czułyśmy, że mamy coś wspólnego. Coś, co może być obietnicą dobrej zabawy. 

Level 2 – brak odporności na nudę

Cały dzień zajęć na uczelni, godziny spędzone nad notatkami podczas sesji? Nie! „Wymyśl coś”. I wymyślałyśmy, choćby miała to być przejażdżka prosto przed siebie, w nieznane dotąd miejsce, z wyścigiem po każdym czerwonym świetle. Prawie zawsze ktoś na równoległym pasie dawał się sprowokować, a M., jak to M. – zawsze szukała przygód. Trudno było jej znieść zwyczajność kolejnych dni tygodnia. Z braku innych możliwości, wypełniała codzienne obowiązki udziwniając je i zmieniając, na ile to możliwe. Ludzie sumienni i wierzący w samodyscyplinę byli w jej oczach nudni i mdli. To wszystko trafiało na podatny grunt mojej prokrastynacji.

Level 3  – poszukiwanie doświadczeń

Nie dla M. były zwykłe rozrywki, typowe studenckie imprezy czy muzyka – razem odkrywałyśmy najbardziej hardcorowe i pobudzające gatunki, które działały na ciało jak różne rodzaje narkotyków. A skoro o tym mowa… chemiczne pobudzenie też nie było jej obce. Stymulacja – ulubione słowo M. Moim była intensywność. A że oba obszary pojęciowe mają wiele punktów zaczepienia… szukałyśmy i doświadczałyśmy razem. Raz ona prowadziła mnie, raz ja ciągnęłam ją za sobą. Im mocniej, tym lepiej. Im dziwniej, tym lepiej. Poznawałyśmy nawzajem najgorsze twarze siebie i czułyśmy się jak siostry. Z resztą wielu nas za nie brało – w pewnym momencie wyglądałyśmy bardzo podobnie.


Level 4 – ryzyko, impulsywność, brak hamulców

W nieznanym mieście poznajemy grupę ciekawych osób. Bez zastanowienia, po kilku godzinach rozmowy, przyjmujemy zaproszenie do ich tymczasowego mieszkania, po drodze gubiąc dokumenty i cudem je odnajdując.
Na całonocnej imprezie tańczymy przez wiele godzin bez przerwy, po czym nie kładziemy się spać przez dwa dni, uznając swoje ciała za niezniszczalne. A skoro są niezniszczalne: powtórz, zapętl. Znajomi wiedzą już, że jeśli w dowolnym dniu tygodnia zrobią domówkę, my pojawimy się tam na pewno, nie ważne co, gdzie i jak.
Nad morzem, kiedy fale sięgają niemal głowy, rzucamy się z nimi ‚pobawić’ – ja nie umiem pływać, ona nie robiła tego przez lata. Próbujemy trzymać się za ręce, które rozdziela żywioł. Wracamy na plażę opite słoną wodą, fale zabrały nam też zbyt słabo zawiązane, górne części kostiumu. Tylko to. Ja biegnę, by czym prędzej owinąć się ręcznikiem, ona w tym czasie śmieje się z mężczyzn odprowadzających ją wzrokiem.
Wiele razy ryzykujemy straty – od dobrego imienia, przez majątek, po zdrowie i życie.
W pewnym momencie M. wymyśla sobie zajęcie, które nie znajduje mojej akceptacji. Przymykam oko, kiedy dzieje się to raz, dwa i trzy, przy kolejnych razach i jej coraz większym, niezrozumiałym zaangażowaniu, oddalam się i nie chcę w tym uczestniczyć nawet z daleka, nawet przez opowieści. Ona ma świadomość, czym może się to skończyć, mimo tego – brnie dalej. Wydaje jej się, że jest sprytniejsza niż wszyscy.Oddalamy się od siebie, unikamy i mijamy, choć mieszkamy w jednym miejscu.

Kiedy widzę ją po raz ostatni, przemawia przez nią dawna  buta i poczucie wszechmocy, które jednak naznaczył jakiś rodzaj zrezygnowania. Zupełnie tak, jakby wiedziała, co ma się zdarzyć. Prosi mnie o przysługę. Jest zdziwiona moją zdecydowaną odmową, na tyle, że po raz pierwszy tak otwarcie wyraża wobec mnie złość i agresję. Tego dnia spontanicznie postanawiam nie wrócić na noc do mieszkania, cofając się z drogi, w którą już miałam wyruszyć. Rano okazuje się, że była to prawdopodobnie jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Patrzę na rozrzucone rzeczy w moim pokoju, przekopane tak, jakby zrobiło to zwierzę. Patrzę na jej puste łóżko. Przychodzi właścicielka mieszkania, która jest o krok od zawału. Jak w zwolnionym tempie dociera do mnie, co się wydarzyło – i jest to uczucie, jakby ktoś nieznośnie powoli naciskał tłok strzykawki, by w zupełnie niespodziewanym momencie wpuścić do krwi zabójczą dawkę adrenaliny.

Przez chwilę panikuję i miotam się jak mysz złapana w pułapkę, a potem robię najlepsze, co mogę w tej sytuacji – szukam pomocy obdarzonego zimną krwią znajomego. Pakuję cały swój dobytek i w ciągu kilku godzin zmieniam miejsce zamieszkania, niszcząc starą kartę SIM, a z nią kilka zdjęć. Żałuję, że nie da się tak zrobić ze wspomnieniami.

Przez kilka następnych tygodni żyję w strachu i boję się każdego wyjścia z domu.

Przez kilka następnych miesięcy układam sobie na nowo bieg wydarzeń, łączę fakty i zadaję wiele pytań, na które nie potrafię znaleźć odpowiedzi.

Przez kilka następnych lat uczę się stopniowo wyciszać i zmniejszać swój wyjściowy poziom pobudzenia, odnajdywać przyjemność w prostych czynnościach. Nabywam ostrożności i czegoś, co nazywają odpowiedzialnością – głównie za siebie samą. Pomaga mi w tym ponad roczna alienacja – czas w którym odsunęłam od siebie niemal wszystkich i z potłuczonych kawałków lepiłam siebie od nowa. Dociera do mnie, ile miałam szczęścia i zastanawiam się, ile w tym było przypadku, a ile niewidzialnej ręki, która tak, a nie inaczej pokierowała zdarzeniami.

***
Czasem nadal odzywa się we mnie potrzeba rozbicia się z impetem o ścianę, ale poprzestaję na krótkim rozbiegu i zatrzymuję się na parę kroków przed. Hamulce ciała działają doskonale, emocji nie zawsze. Kiedyś zapanuję i nad nimi.

* – inicjał imienia i szczegóły historii zostały zmienione
Poszukiwacze doznań – artykuł

zdj.: wallpaperscraft.com

30
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
JAK BARDZO MOŻNA PRZESTAĆ BYĆ SOBĄ? HSP - MOJA HISTORIA - Króliczek DoświadczalnyKróliczek DoświadczalnyKalutkaMichałBarbara Bajko Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] z Was zna tą historię  z tekstu mam apetyt na te silne bodźce. Nie wraca mi się do niej specjalnie przyjemnie, ale jest czymś co mnie ukształtowało i […]

Michał
Gość

Co komu odpowiednie. Niektórzy tkwią w jednej skrajności, inni przechodzą na przeciwne, a jeszcze inni bywają wszędzie. Nawet po środku. Wszystko jest dobre.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Wszystko jest dobre, tylko skutki bywają różne. Ale póki ktoś wlicza to w koszta, to jest ok. Gorzej jak ostateczny rachunek jest zaskoczeniem :)

Michał
Gość

Jasne, że tak. Chyba, że ktoś nie chce być świadomy, żeby zrzucać odpowiedzialność :P

Barbara Bajko
Gość

Znam to, znam to tak dobrze… Kiedyś ostro popłynąć było łatwiej, konsekwencje nie były istotne… Priorytety się zmieniły i mam wrażenie, że gdy teraz zdarza się mi popuścić wodze – pełniej to przeżywam, mocniej doceniam.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Coś w tym jest. Im rzadziej się czegoś doświadcza, tym mocniej można skupić się na każdym niuansie odczuć – trochę tak, jakby wrażeń miało starczyć na zapas.

Antymateria
Gość
Antymateria

Szaleństwo to piękna rzecz, dobrze czasem zaszaleć i oderwać się od rzeczywistości, chociaż oczywiście wiadomo, że nie wolno przesadzać. Życie ma się tylko jedno. :) Jestem osobą, która jeśli coś robi, to z całkowitą pasją. Nie umiem robić zwykłych rzeczy, robienie tych, których nie lubię irytuje mnie. Nie potrafię spotykać się z ludźmi, żeby po prostu pogadać o codziennych sprawach (chyba że kogoś dawno nie widziałam). Każde spotkanie musi być dla mnie twórcze i rozwijające. Jeżeli już z kimś rozmawiam, to najlepiej, by rozmowa prowadziła do ciekawych wniosków, by dotyczyła istotnych spraw, ale też by było kreatywnie i zabawnie. W… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Nie wiem co powiedzieć, bo czuję jakbyś wyciągnęła jakiś przypadkowy ciąg myśli z mojej głowy.
Z jednej strony to jest piękne, z drugiej – bardzo ograniczające jak się temu tak dobrze przyjrzeć i w wielu chwilach życia skazuje na poczucie niezadowolenia i chęć wciśnięcia magicznego przycisku ‚fast forward’, tyle że życie to nie taśma z nagraniem…

Paweł
Gość
Paweł

Nie wiem, jak mam to skwitować, ale jedyne, co mi przychodzi na myśl, to że każdy ma swój rozum. Dobrze, że jest ci dobrze z twoją decyzją :-)

Ehdi Mars
Gość
Ehdi Mars

Czasem (całe szczęście) zdarzają się nam momenty kiedy jesteśmy w stanie powiedzieć nie, kiedy naszym życiem przestaje rządzić adrenalina i potrzeba ciągłych doznań. Ja muszę powiedzieć, że z wiekiem i doświadczeniem to nawet stetryczałam ale kiedyś robiłam całą masę różnych dziwnych rzeczy i przyszło mi za to zapłacić sporą cenę. Poskładałam się do kupy i staram trzymać w ryzach swoje uzależnienie od adrenaliny. Teraz mam w sobie masę zasad i odpowiedzialności ale czasem odzywa się tęsknota za dawnym szaleństwem ;).

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ja pocieszam się w ten sposób, że doświadczając w przeszłości tak wielu różnych skrajności i mocnych doświadczeń jestem odporniejsza na damski odpowiednik kryzysu wieku średniego ;)

random-witch
Gość

Myślę, że jesteś bardzo odważna. Ale odważna, bo udało Ci się w pewnym momencie powiedzieć stop, wyjść z tej spirali nakręcanej przez adrenalinę (coby nie było to przecież naturalny „narkotyk”)… Ale chyba najbardziej godne podziwu jest to, że się podzieliłaś swoją historią, to chyba najlepsza forma terapii i otrząśnięcia się. Brawo! :) (W sumie jestem kompletnym przeciwieństwem – mam tak mocno zaznaczone zasady i granice, że spokojnie mogłabym wyryć je sobie na tabliczkach. Ale mam za to bujną wyobraźnie, więc mogę z powodzeniem wyobrazić sobie jak długą drogę przeszłaś i jestem naprawdę pod wrażeniem.)

Króliczek Doświadczalny
Gość

A jak myślisz, co u Ciebie wpłynęło na to, że masz tak silnie zaznaczone zasady i zawsze nimi żyłaś?

random-witch
Gość

Nie wiem, może mi trafiła się wyjątkowo krótka wersja genu D4DR. :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

;)

Dorota
Gość

Każdy z nas ma w sobie taka dzika ciekawość :) Jeden się opamięta w czas inny nie zdąży. Dobrze ze miałaś takie szczęście :)

Dotee
Gość

Im dłużej czytam Twojego bloga tym bardziej zadziwiona jestem ile mamy ze sobą wspólnego…

Tak niewinnie się zaczyna, a tak trudno zawrócić. I te rzeczy, których nie da się odzobaczyć. I to, że właściwie to nie da się tego wytłumaczyć komuś, kto sam tam nie był. I to, że nikogo i tak to nie uchroni. Każdy ma swój mur do roztrzaskania się. Swoją młodzieńczą naiwność do stracenia, można powiedzieć. Albo: mądrość do zyskania. Bo przy okazji można się tyle dowiedzieć o sobie. Z mrocznych doświadczeń płynie największa nauka:)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Wiem, bo mam tak czytając Twój :)

‚I to że nikogo i tak to nie uchroni’ – to jest moja największa bolączka, im więcej ma się takich przeżyć na koncie, tym bardziej chciałoby się kogoś kto tam zmierza zatrzymać. A to prawie niewykonalne. Wszyscy uczymy się na własnej skórze i na własnych bliznach.

Girl Of The Forest
Gość

Nie wiem za bardzo co mam napisać i jak to skomentować, bo jednak wiele pominęłaś w tej historii – między innymi, moim zdaniem, ważną część o tym, co wydarzyło się w mieszkaniu, gdy nie wróciłaś na noc. Ale jeśli mam ogólnie odnieść się do tematu… To też właściwie mam mieszane uczucia. Ja z jednej strony lubię czuć, że żyję. Nie mam nic przeciwko ryzykowaniu, nie boję się śmierci, ale są momenty, w których lubię się wyciszyć, uspokoić. Myślę, że zachowuję zdrowy balans, chociaż z chęcią skoczyłabym ze spadochronu, a w październiku wybieram się w półroczną podróż autostopem po Azji południowo-wschodniej.… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Nie to co się wydarzyło, jest esencją posta, ale skoro już o tym mówimy – zwyczajnie boję się napisać, bo nawet parę lat po fakcie nie wiem czy nie zaszkodzę sobie albo komuś. To chyba wystarczająco mówi o kalibrze sprawy. A co do intensywnego życia – na szczęście można takie prowadzić bez ryzyka i w miarę bezpiecznie, nie szkodząc sobie i innym, nie prosząc się o kuku. Zmiana podejścia nie oznacza z automatu rezygnacji z życia pełnego doświadczeń i wylądowania na kanapie. Chyba w tym tkwi siła, żeby przeżyć CAŁE życie tak, by było kolorowe i niesamowite, a nie żyć… Czytaj więcej »

Anna Tabak
Gość

To jest trochę tak: żeby wiedzieć, gdzie jest granica, trzeba ją najpierw znaleźć… albo i przekroczyć. Byle nie za późno.

Mila Bizoń
Gość

Myślę, że naprawdę wiele osób ma taką podobną historię, którą zakopało gdzieś w swoim życiorysie. To takie ludzkie dać się pociągnąć w miejsca o które nikt (nawet my sami) by nas nie podejrzewał. A potem zbierać swoje kawałki i sklejać wszystko w całość. Czasami trzeba rozbić się kilka razy, żeby ułożyć siebie na nowo :) Jak to powiedział kiedyś mój facet po tym, kiedy opowiedziałam mu historię mojego ‚rozbicia’ : Ty ich kochałaś, a zwłaszcza ją i teraz masz złamane serce… W pierwszej chwili myślałam „No way! Jakie kochanie, jakie miłości i złamane serca?!” Ale w sumie… chyba miał rację,… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Jeśli przyjmiemy że są różne rodzaje miłości, o różnej sile i natężeniu, to coś w tym jest.

I można powiedzieć, że tworzą nas ci, co nas niszczą.

Esy Floresy Fantasmagorie
Gość

Moja M to A – historia podobna. Dobry tekst. Tli się jeszcze ale coraz słabiej.

Pepa
Gość

To tak jakbym widziała siebie jakieś hmm… 6-9 lat temu. Też już się uspokoiłam i wyciszyłam, ale nie żałuję tego co udało mi się przeżyć. To w jakimś stopniu mnie ukształtowało i sprawiło, że jestem teraz kim jestem. Czasami brakuje mi dawnej spontaniczności, ale z drugiej strony nie chciałabym się cofnąć w czasie i być znowu taka głupia.

Króliczek Doświadczalny
Gość

U mnie też ta historia miała miejsce mniej więcej 6 lat temu. Nie żałuję, bo tak jak mówisz, też uważam że mnie to wiele nauczyło i ukształtowało, ale czasem wzdrygam się na myśl co by było, gdyby mi tego szczęścia zabrakło.

Pepa
Gość

Ja niektórych rzeczy w ogóle wolę nie wspominać, bo do dziś gdy sobie pomyślę to mam kaca moralnego. I podobnie jak Ty miałam więcej szczęścia niż rozumu. Dla mnie liczyło się tylko to, żeby brać życie garściami, niezależnie od konsekwencji. W ogóle ludzie mówiący o czymś takim jak konsekwencje byli dla mnie nudni i pozbawieni ikry.

Kalutka
Gość
Kalutka

Zgadzam sie z Pepa i z Tobą. Z drugiej strony tli mi sie myśl, co z M.? Czy w końcu wyszła na swoje? Czy gdy zaczęła robić rzecz, której nie akceptujesz, był sposób, zeby ja z tego wybić? Jeżeli miałyście przez jakieś czas wspólne życie i myśli, czy dało sie do niej jakoś trafić? Może potrzebowała wiecej czasu zeby dojrzeć? Wiem, ze dużo zależy do tego, w co M. sie wpakowała. Widzę, ze jest nas całkiem sporo, dziewczyn, które żyły na krawędzi, często wbrew wszystkim, a teraz dziękują ze są całe i zdrowe :) wtedy sie myślało ze jest sie… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Nie mam na ten temat danych, bo od tamtego momentu nasz kontakt całkowicie się zerwał i nawet mnie to nie interesuje, nie chciałabym go odnawiać – gdyby nie łut szczęścia czy przypadek w tamten dzień, mogłabym mieć przez nią poważne kłopoty.
M była bardzo uparta i wydawało jej się, że wie o życiu dużo więcej niż ja, choć była ode mnie młodsza – tym samym nie przyjmowała żadnych porad.

aGwer
Gość

Właściwie nie do końca wiem co powiedzieć. Jak skomentować taką historię. Więc powiem jedno.
Cieszę się, że ustabilizowałaś się chociaż w pewnym stopniu i ta alienacja pomogła Ci dojść do ładu. To ważne.

Pozdrawiam :*