Prawdopodobnie najlepszy blogerski event w Polsce

2 dni wypełnione po brzegi atrakcjami, 300 (plus minus) blogerów, kilkunastu specjalistów z dziedziny szeroko pojętego marketingu i psychologii, relacje w tv, ogromny szum w social mediach i… mogłabym tak wymieniać długo, ale nie wiem po co, bo to tylko statystyki. A dla mnie, zimowa edycja Seebloggers, oznaczała przede wszystkim jedno – emocje! Mnóstwo emocji i pozytywne zaskoczenie.

PORÓWNAM, CO MAM NIE PORÓWNAĆ

Nie wiem, czy któryś z blogerskich spędów ma porównywalną atmosferę do tego, co działo się na Seebloggers. O Blog Forum można powiedzieć, że kojarzy się bardziej z galą, niż imprezą integrującą (oczywiście, kto chce, ten zintegruje się bez względu na miejsce i okoliczności), ponadto niemal co roku, przed lub po pojawiają się jakieś niesnaski. Blogowigilia, choć luźniejsza klimatem i nastawiona głównie na pogłębianie blogerskich relacji, trwa tylko jeden dzień, a właściwie noc. Regionalne spotkania – w Katowicach, Rzeszowie, Kielcach czy nadchodzące w Krakowie, to również tylko kilka godzin, podczas których trzeba upchnąć i panele dyskusyjne/wystąpienia, i czas na networking. Poza tym nie gromadzą one ludzi z całej Polski. Dlatego z całą subiektywnością uznaję, że Seebloggers to prawdopodobnie najlepsza blogerską impreza w Polsce – taki przynajmniej ma potencjał. Oby go nie zmarnowała!

JEST PROGRES!

Po pierwszej edycji nie byłam aż tak pełna zachwytu. Było dobrze, ciekawie, ale nie obyło się bez niedociągnięć. Na szczęście organizatorzy odrobili swoją lekcję i od sierpniowego spotkania w Sopocie zmienili wiele. Z miasta klubów i szalonych nocnych rajdów przenieśli się do Gdyni. Ugościli nas w Pomorskim Parku Naukowo – Technologicznym, budynku będącym idealnym kompromisem między przestronnością a przytulnością (który już z daleka wskazywał zagubionym, że dobrze trafili).

Podczas gdy w Sopocie po wyjściu z sali konferencyjnej nie za bardzo było się gdzie podziać (na plaży?), to w Gdyni można było znaleźć chwilę relaksu na leżanko – kanapach (bardzo przydatnych dnia drugiego z rana) i przy stolikach z planszówkami – co doskonale sprzyjało nawiązywaniu nowych znajomości. Ekipa Seebloggers zadbała, żebyśmy nie chodzili głodni i spragnieni – stoisko Lidla z kanapkami, napojami i słodyczami było stale oblegane, podobnie jak kącik z bąbelkową herbatą Bubbleology – to też miła odmiana. Ale najważniejszą ze wszystkich różnic było odejście od formuły wyłącznie wykładowej i uzupełnienie jej o warsztaty i panele dyskusyjne, tematycznie dobrane tak, aby każdy, niezależnie od specjalizacji, mógł znaleźć dla siebie coś interesującego i rozwijającego. 

SZOŁ I SZAŁ

Skoro o części edukacyjnej mowa  – duży plus za większą konkretyzację przedstawionych informacji oraz za dobór prowadzących. Męscy przedstawiciele, dziwnym trafem w większości wpisywali się w nurt lumbersexual. Może tak trzeba, jeśli chce się zaistnieć wśród blogerów (a ściślej – blogerek, wśród których nie brak fanek Goslinga, co skrzętnie wykorzystał Piotr Bucki).

Pierwszego dnia pojawiłam się na obu warsztatach, na które byłam zapisana (po tych z copywritingu wszyscy będziemy pisać jednakowe nagłówki – czekajcie na efekty, a po marketingowych – nastąpi kolejna fala zmian w zakładkach ‚współpraca’). W niedzielę, choć plan wykładów był bardzo atrakcyjny, udało mi się zjawić tylko na trzech lub czterech z nich. Poza salą czekały na mnie jeszcze ciekawsze opowieści z życia wzięte (no i trzeba było okazać wsparcie cierpiącym na chorobę filipińską). Cieszę się jednak, że wróciłam w samą w porę na wystąpienie Moniki Czaplickiej  – kobiety dynamit, która bez zbędnej kurtuazji opowiedziała, jak zapewnić sobie złą sławę w blogosferze. Jeśli mówią Wam coś hasła: Naspidowany, Muszkieter, czy znikający fani na Instagramie, zajrzyjcie do jej prezentacji (kliknijcie na nazwisko, przeniesie Was do posta). 

LUDZIE!

Na (prawie) każdej konferencji najważniejsze jest to, co dzieje się za kulisami, czyli osławiony networking. A tutaj funkcjonował on więcej niż dobrze. Wprawdzie z kilkoma osobami, z którymi chciałam się spotkać, gdzieś się rozminęłam, ale na większość z tych, których najczęściej czytam, cenię i lubię udało mi się trafić. Odkryłam też nowe postacie (i blogi) warte poznania.

Dziękuję dziewczynom ze zdjęć (i tym z którymi zdjęć nie mam) za najlepsze towarzystwo, dziękuję wszystkim, z którymi choćby w przelocie wymieniłam uściski i uśmiechy. Tych, których nie poznałam – pozdrawiam ciule, bo i Wy przyczyniliście się do tego, że czułam się w tym tłumie jak na wielkiej, rodzinnej imprezie. Od znakomitej większości blogerów biła pozytywna energia, otwartość, radość i coś, co pozwalało przełamywać  międzyludzkie bariery nawet nieśmiałkom i introwertykom. Jest w tym jakiś rodzaj magii.

Podobno każdy blogujący ma w sobie coś z narcyza – tak mówią ci, co obserwują nas z boku i nie mogą się nadziwić skłonności do wylewania siebie w sieć. Teoretycznie nie powinno to sprzyjać niczemu ponad powierzchowne relacje. A ja, będąc w środku tego wszystkiego, stwierdzam, że razem tworzymy całkiem zgrabny, wielobarwny bukiet. I poza miłością do siebie samych – znajdujemy też sporo ciepłych uczuć do całej reszty otaczających nas narcyzów. Jak idiotycznie by to nie brzmiało.

Do zobaczenia mordki!

Zdjęcia: 
www.facebook.com/SeeBloggers
www.bezowijaniawbawelne.pl
kotkowicz.pl
Asia | LessFear
Asia | LessFearhttps://www.lessfear.pl
Joanna. Pasjonatka psychologii, copywriterka, wrocławianka. Kocha świat nauki, ale ciągle wierzy w magię. Zadaje za dużo pytań i nie może żyć bez podróży. Jej duchowym zwierzęciem jest ratel miodożer.

2 KOMENTARZE

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Asia | LessFearPatryk Tarachoń Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Patryk Tarachoń
Gość

Nawet nie wiedziałem, że te wydarzenie ma zimową edycję.

Ostatnie wpisy

Dlaczego ludzie zniechęcają się do psychoterapii albo w nią nie wierzą

Mimo rosnącej społecznej akceptacji dla chodzenia na terapię, często można spotkać się z komentarzami, które w najlepszym razie wyrażają powątpiewanie w tę...

Nie, nie jesteś wysoko wrażliwym empatą

Na tym blogu mogliście zapoznać się z pojęciem osoby wysoko wrażliwej i empaty. Pisałam o nich w czasach, kiedy te pojęcia dopiero wchodziły do powszechnego...

Zabezpieczony: Skutki uboczne euforii

Tyle razy zastanawiałam się, jak wrócić do pisania tutaj. Bo to, że chciałam wrócić, wiedziałam już jakiś kwartał temu, nie wiedziałam tylko,...

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach?

Podaj swojego maila, a o każdej publikacji dowiesz się jako pierwszy. Tylko link i krótka zajawka tekstu, zero spamu.