CO SŁUŻY BLOGEROWI W PODRÓŻY?

I o czym zapomnieć nie może, bo nie uda mu się wyjazd nad morze?

Miniony dopiero co weekend spędziłam w Gdyni, na konferencji Seeblogers. Wydarzeniu wyczekanym, upragnionym i wielce udanym, ale dziś jeszcze nie o nim. Dziś o tym, co powinno się znaleźć na wyposażeniu każdego blogera (jak również freelancera) wyjeżdżającego w podróż, podczas której zamierza być aktywny/pracować. I czego ja sama przy okazji tego wyjazdu zapomniałam, nieco komplikując sobie życie.

1. Komputer przenośny z wytrzymałą baterią (i ładowarką!)

Bloger bez komputera jest jak róża bez kolców (albo jednak nie…). U mnie rolę kolców pełni laptop Toshiba Portege R930, którego wybrałam ze względu na stosunkowo nieduże rozmiary, a przy tym dość szybki procesor i pamięć DDR3, skracającą czas reakcji. Do tego bateria, która przy dobrych wiatrach wystarcza na 6 godzin użytkowania. Poprzednio korzystałam z 11-calowego maleństwa NB 250 również marki Toshiba, ale notoryczny garb, do którego zmuszał mały ekranik, plus znacznie słabsza bateria nie były warte tej mobilności i mieszczenia się w każdej torebce.

Najlepszy nawet laptop nie obędzie się bez ładowarki, jeśli wyjeżdżamy na dłużej niż dzień. Kto zapomniał o tej oczywistej oczywistości? Przyznaję bez bicia, że zaraz po zameldowaniu w hotelu na resztkach baterii wyszukiwałam w Gdyni sklep, w którym dostanę ładowarkę uniwersalną… Teoretycznie mogłam przeżyć ten weekend bez komputera, ale w obcym mieście, którego nie znam, wolałam mieć dostęp do map i komunikatów od organizatorów imprezy. Sam telefon by nie wystarczył, bo…

2. Smartfon

No właśnie, smartfon – zastąpi i aparat, i komputer, obsłuży Facebook, Instagram, czy Twittera, a nawet, w skrajnych wypadkach, posłuży do zadzwonienia! Wróć. Nie do końca, jeśli korzystasz z telefonu w wersji Pocket, takiego jak mój mały Samsung Galaxy. Co z tego, że mieści się w kieszeni, dobrze leży w ręce i ładnie wygląda, jeśli napisanie na nim maila albo skorzystanie z Map Google jest udręką. Pogodziłam się więc z tym, że blogerski telefon powinien być multifunkcjonalnym kombajnem o słusznych rozmiarach paletki do ping ponga i rozglądam się właśnie  za czymś takim – najlepiej również marki Samsung. Czy możecie coś polecić?

PS – ładowarki do telefonu oczywiście też nie wzięłam. Wiedziona złudną oszczędnością miejsca zabrałam jedynie kabel ładujący przez USB, który mogłam sobie wsadzić jedynie w… pusty port, skoro laptop też był rozładowany. Nie bierzcie ze mnie przykładu, kupujcie zapasowe ładowarki z długimi kablami i noście je wszędzie, gdzie zamierzacie intensywnie korzystać z telefonu – nie znacie dnia ani godziny, kiedy przyjdzie Wam koczować przy najbliższym gniazdku.


3. Internet mobilny

Ponieważ mój telefon umożliwia korzystanie z internetu raczej tylko w awaryjnych wypadkach i uproszczonej formie, to wszędzie tam, gdzie spodziewam się nie zastać wifi, zabieram modem z dostępem do darmowego internetu mobilnego – AERO 2. Przydaje się zwłaszcza w trakcie podróży pociągiem, albo kiedy w Polskim Busie jest zbyt duże obciążenie sieci. Nieraz też ratował mi życie, kiedy okazywało się, że hotelowa sieć nie działała, albo… nie istniała. Skoro ta usługa cały czas jest za darmo (przynajmniej do 21 grudnia 2016), grzech nie skorzystać. Trzeba tylko mieć naładowany laptop.

4. Aparat fotograficzny

Nie ma blogowych wydarzeń bez fotorelacji. Przydałoby się więc mieć pod ręką aparat z nieco lepszymi osiągami, niż ten w telefonie. Aktualnie posiadam dwa… i na Seebloggers nie zabrałam żadnego, oczywiście. Jeden to podstawowa, prosta lustrzanka Canona, EOS 1100 D – nic zaawansowanego, ale amatorowi takiemu jak ja daje możliwość robienia przyzwoitych zdjęć.  W przyszłości, jeśli rozwinę swoje umiejętności, mogę wymienić obiektyw na inny, lepszy lub z jakąś określoną funkcją, a póki co korzystam z kitowego, który był w zestawie. Początkującym i dysponującym mniejszym funduszem (do 1400 zł) polecam.

Jedyną wadą Canona przy podejściu do fotografii takim jak moje, jest fakt, że razem z etui zajmuje on sporo miejsca i równie sporo waży (co odczuwa się zwłaszcza podczas chodzenia z nim zawieszonym na szyi). Dlatego czasami, jeśli zależy mi na swobodzie, zabieram ze sobą mały, naprawdę mały kompaktowy aparat Sony CyberShot DSC-W730. Taki sprzęcik przydaje się też wtedy, gdy chcę zrobić dyskretne zdjęcia – np. wewnątrz jakiegoś budynku, gdzie ochrona mogłaby się przyczepić, albo kiedy fotografuję ukradkiem ludzi. Jakość nie jest zła (poza wieczornymi zdjęciami) a cena przyzwoita – można go kupić za mniej niż 400 zł.

5. Tablet w wersji offline

Czyli notatnik/kalendarz z długopisem. Pod tym względem jestem tradycjonalistką i jeśli mam szybko zapisać jakąś myśl, pierwszym, po co sięgam jest papier i długopis, nie telefon. Zawsze noszę w torbie kalendarz. Codziennie notuję w nim listę rzeczy do wykonania na następny dzień, co skutecznie pobudza mnie do rywalizacji ze mną samą (o tytuł pracownika tygodnia w moim jednoosobowym biurze). A jeśli wybieram się gdzieś w nieznane miejsce (nawet w obrębie Wrocławia), zawsze zapisuję sobie adres i instrukcje dotarcia tam gdzie trzeba – nieraz ratowało mi to tyłek, kiedy zabrakło Internetu lub rozładował się telefon.

6. Weekendowa torba

Torebka w rozmiarze XXL, inaczej zwana też weekendową – to coś, co towarzyszy mi w zasadzie codziennie. Nie lubię zmieniać toreb, bo najczęściej skutkuje to zapomnieniem o czymś ważnym. Dlatego ostatnio używam jednej, wyjątkowo pojemnej. Może nie najpiękniejszej, ale nie znalazłam niczego innego, co by pomieściło jednocześnie mój obecny laptop (13 cali), lustrzankę w etui, portfel, kalendarz, kosmetyczkę, parę drobiazgów i jeszcze zostawiało miejsce na włożenie ręki i wykonanie manewrów wyszukujących. Jak na torbę z taniej sieciówki (Cropp) i taki poziom eksploatacji, jaki jej funduję, jest NIESAMOWICIE wytrzymała i dlatego toleruję jej złote suwaczki.

7. Wizytówki

Odkąd częściej zaczynam pojawiać się na blogerskich spotkaniach, tym bardziej naturalne wydaje mi się posiadanie wizytówek z adresem bloga i podstawowym kontaktem – mailem, telefonem i QR kodem prowadzącym do fanpage’a. Kiedyś z lekkim wstydem myślałam o zamówieniu kartoników z napisem Króliczek Doświadczalny, tymczasem na Seebloggers przydały się już pierwszego dnia, kiedy zaproponowano nam małą zabawę integracyjną. Jeśli też myślisz o udziale w takich wydarzeniach, polecam, nie jest to wcale wielka inwestycja. Ja zamówiłam je tutaj – http://www.polishdruk.pl/drukarnia/wizytowki – jak widać cena jest bardzo rozsądna, wysyłka na szczęście też była szybka, a na tym głównie mi zależało, bo obudziłam się trochę za późno ze swoim ‚chceniem’.

8. Zapasowe rajstopy 

Każda sprytna kobieta wie, że wybierając się na imprezę lub jakieś ważne wydarzenie w sukience bądź spódnicy, powinna mieć ze sobą zapasową parę rajstop. Każda, oprócz mnie. Brak tej wiedzy zaowocował tym, że już po kilku godzinach pierwszego dnia szamotałam się w łazience by zdjąć z siebie to dziurawe @$%^#. I tak oto, zostałam w środku zimy wyłącznie w mini i zakolanówkach. Hartujące doświadczenie (w sumie nie wiem czy pamiętanie o zapasowych rajstopach i noszenie mini łączy się jakoś specjalnie z byciem blogerem, ale chyba po prostu chciałam się wyżalić).

9. Dobra forma

Jest jeszcze jedna rzecz, której mi zabrakło na tym wyjeździe – pełnia sił i dobrego samopoczucia. Tuż przed, doznałam kontuzji barku, a co za tym idzie – całej prawej ręki. Ominęła mnie nocna impreza (bo ból nasila się właśnie na wieczór i powoduje, że rozgryzam poduszki), skakanie na trampolinach, które było jedną z atrakcji, jak i możliwość wypicia integrującego drinka (bo z moimi lekami takowy się nie komponuje – tzn. komponuje, ale ze zbyt rozrywkowym skutkiem). Dlatego jeśli zbliża Wam się jakieś wydarzenie, na którym wyjątkowo Wam zależy – dbajcie o siebie, róbcie odpowiednio wcześniej listy rzeczy do zabrania/załatwienia i przewidujcie nieprzewidziane.

Mimo tych wszystkich małych porażek to był nie-sa-mo-wi-ty weekend – ale o tym już jutro. No, albo w środę.

Asia | LessFearhttps://www.lessfear.pl
Joanna. Pasjonatka psychologii, copywriterka, wrocławianka. Kocha świat nauki, ale ciągle wierzy w magię. Zadaje za dużo pytań i nie może żyć bez podróży. Jej duchowym zwierzęciem jest ratel miodożer.

1 KOMENTARZ

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Patryk Tarachoń

Wiedziałem, że czegoś zawsze zapominam. W tym roku, muszę wziąć ze sobą rajstopy. :P

Ostatnie wpisy

Dlaczego ludzie zniechęcają się do psychoterapii albo w nią nie wierzą

Mimo rosnącej społecznej akceptacji dla chodzenia na terapię, często można spotkać się z komentarzami, które w najlepszym razie wyrażają powątpiewanie w tę...

Nie, nie jesteś wysoko wrażliwym empatą

Na tym blogu mogliście zapoznać się z pojęciem osoby wysoko wrażliwej i empaty. Pisałam o nich w czasach, kiedy te pojęcia dopiero wchodziły do powszechnego...

Skutki uboczne euforii

Tyle razy zastanawiałam się, jak wrócić do pisania tutaj. Bo to, że chciałam wrócić, wiedziałam już jakiś kwartał temu, nie wiedziałam tylko,...
1
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x