Razu pewnego, wesołe koedukacyjne towarzystwo zebrało się nad magiczną butelką, z której po potarciu wydobywał się dżin. Dżin miał tę specjalną właściwość, że zapładniał umysły koncepcjami z gatunku głęboko filozoficznych. Stąd też, towarzystwo nie poprzestało na tradycyjnych deklaracjach wzajemnego szacunku, platonicznej miłości i serii przytuleń, lecz postawiło sobie bardziej śmiały cel: zdefiniowanie na nowo spraw fundamentalnych. I tak zaczęły się rozmowy o wolności. A dokładnie o tym, co ją ogranicza.

Jako jeden z uczestników tych wydarzeń, doznałam przyjemnego podrażnienia wyobraźni. I zaczęły płynąć obrazy i myśli. Kiedy czuję wolność? – spytałam sama siebie. Przed oczami stanęły mi chwile, w których o wolności nawet nie myślę i w ogóle mi na niej nie zależy. Kiedy obowiązki, codzienność, przeszłość, przyszłość stają się tylko nic nie znaczącymi słowami i odpływają gdzieś, odchodzą na dalszy plan. Kiedy liczę się ja i tylko ja, i nie ważne jest nic, prócz tej właśnie chwili.
Dawno tego nie było – podsumowałam – ale jednak bywało.
Więc… co właściwie mi w tym przeszkadza? Sięgnęłam głębiej do środka i zaskoczyła mnie kolejna odpowiedź.Kobiecość!

Trudna to rola – być kobietą. Jednocześnie radzić sobie z codziennością w delikatny i wdzięczny sposób, dbać o to, by nie przygasło domowe ognisko, walczyć o powodzenie spraw zawodowych dwa razy mocniej niż mężczyzna, a przy tym wszystkim starać się wyglądać co najmniej zgodnie z kanonami, nie dając im się do końca ogłupić. Jako kobiety jesteśmy wielofunkcyjnymi robotami i codziennie uprawiamy kunsztowną żonglerkę swoimi umiejętnościami… Choć w zasadzie i męska rola nie należy do łatwych i wiem, że bym jej nie podołała. Jeden punkt dla stereotypów i płciowych podziałów, które zabierają część wolności nam wszystkim.

A uwikłanie w międzyludzkie związki?

Rodzina, partnerstwo, sieć znajomych i tych obojętnych, nieznajomych, od których w jakiś sposób jestem zależna? Człowiek nie jest samotną wyspą i nieważne jak wielką ma potrzebę samotności, nie jest w stanie egzystować całkowicie samodzielnie, odrębnie od reszty społeczeństwa. Marzenie o niezależności jest marzeniem ściętej głowy. Podobno rodzimy się i umieramy sami, ale po drodze spotykamy mnóstwo ludzi i nie jesteśmy w stanie obejść się bez kontaktów z tymi, z którymi niekoniecznie chcielibyśmy się stykać. A jeśli już znajdą się tacy, z którymi zapragniemy iść jedną drogą, jakże często okazuje się, że te drogi w pewnym momencie oddalają się od siebie albo blokują nawzajem, tak, że już żadna z nich nie jest w stanie doprowadzić do celu. Drugi punkt dla przywiązania do ludzi.

 

Są jeszcze pieniądze.Właśnie, pieniądze. Gdyby nie to, że niemal codziennie obracają się wokół nich nasze myśli, nawet mimochodem, jakie to wszystko mogłoby być proste i swobodne, niewinne i prawdziwe! Pozyskaj, utrzymaj, wydaj, inwestuj, oszczędzaj, manipuluj, wymień…. Jeśli się nad tym zastanowić, to praktycznie każdą czynność wykonywaną w ciągu dnia można w pewien sposób powiązać z pieniędzmi. Każdy nasz ruch sprawia, że gdzieś kręci się pieniądz, a to czyni z nas jego niewolników. Co za abstrakcja, być zniewolonym przez papier. A właściwie przez ideę, którą on symbolizuje. Brzmi jak ponury żart.  Czy  sposobem na wolność jest więc nieograniczone bogactwo? Nie wierzę! Nie wierzę, że bogacze śpią spokojnie ze świadomością i odpowiedzialnością wynikającą z posiadania sum, których większość ludzkości nigdy nie zobaczy na oczy. Trzeci punkt dla pieniędzy.

I wybory.Całe życie polega na dokonywaniu wyborów. Od warzywa na obiad, piosenki w tle, przez ubranie na rozmowę kwalifikacyjną, godzinę i wagon pociągu do którego wsiądziemy, po wybór miejsca zamieszkania i współtwórcy przyszłego potomstwa (o ile wybierzemy, by je posiadać). Można postradać zmysły, gdy damy głos wahaniom i uruchomimy świadomość tego, że dokonując jednego wyboru, zostawiamy w tyle tak wiele innych. A co by było, GDYBY? Tysiące możliwych scenariuszy, a najdrobniejsza nawet zmiana, jak motyl wywołujący tornado, może odmienić nasze życie diametralnie.

„Wybierz życie. Wybierz pracę. Wybierz karierę. Wybierz rodzinę. Wybierz zajebisty wielki telewizor… pralkę, samochód, kompakt i elektryczny otwieracz do puszek. Wybierz zdrowie, niski cholesterol, opiekę dentystyczną. Wybierz stały kredyt hipoteczny. Wybierz kawalerkę. Wybierz przyjaciół. Wybierz dres i pasującą torbę. Wybierz trzyczęściowy garnitur. Wybierz majsterkowanie i zastanawiaj się w sobotni ranek, kim ty, do cholery, jesteś. Wybierz siedzenie na kanapie przed telewizorem i oglądanie głupich programów, wpychanie pierdolonego tłustego żarcia do gęby.”* A gdyby tak wybrać coś innego?



Słowa. Słowa. Słowa.Porozumiewamy się. Komunikujemy. Staramy do siebie dotrzeć. Wyrazić siebie. Przekazać wiadomość. Ale żeby tego dokonać, do dyspozycji mamy tylko słowa. Niedoskonałą formę, puste nośniki danych, którym znaczenie nadają filtry, jakich używamy do patrzenia na rzeczywistość. A że każdy z nas ma całkiem odrębny zestaw filtrów, całkiem inny kolor okularów, stąd najzwyklejsze, proste słowa mogą mieć u nas zupełnie różny sens. Jak budować porozumienie, mając tego świadomość i jak karkołomnym wyzwaniem w obliczu tego wszystkiego staje się PRAWDZIWA rozmowa?

Wybrałam zawód, który polega na ciągłym żonglowaniu słowami. Jestem więc z nimi w stałym związku, a jednocześnie bez mrugnięcia okiem wykorzystuję je, żeby zarabiać pieniądze. Aby tego dokonać, ustawiam je w misterne budowle, przestawiam, przekładam, wygładzam krawędzie między połączeniami i formuję w delikatne, kobiece kształty. Bawię się nimi, kompensując sobie w ten sposób nieumiejętność tworzenia muzyki. Zamiast nut komponuję wyrazy, układając je na wirtualnych pięcioliniach, które zaczynają się nie od klucza wiolinowego, a od znacznika [body]. I tak ciałem staje się słowo. I zniewoleniem największym z moich wszystkich zniewoleń.

 

A co ogranicza TWOJĄ wolność?






*- Trainspotting

źródło zdj.: choice-mediation.nl