WARUNEK PRZETRWANIA ZWIĄZKU NA ODLEGŁOŚĆ

Kto nie był choć raz w związku na odległość, niech pierwszy rzuci kamień. Albo komentarz. Tak jest ten piękny świat zbudowany, że aby znaleźć drugą połówkę w obrębie własnej miejscowości czy powiatu, trzeba być niezwykłym szczęściarzem. Zwłaszcza jeśli miejscowość ta liczy jakichś 600 mieszkańców, z których setka będąca w naszym wieku gustuje głównie w tanich rozrywkach i coweekendowym zapijaniu nudy. A my pragniemy tylko móc porozmawiać z kimś o buddyjskim ujęciu miłości lub znaleźć kogoś, kto wreszcie zrozumie naszą pasję fotografowania martwych zwierząt (ukłon w stronę mojego ulubionego bohatera filmowego). Nie jest łatwo!
Potem wyjeżdżamy do szkół, za pracą, albo posługujemy się internetem i BAM! Spada na nas jak grom z jasnego nieba to długo wyczekiwane i upragnione uczucie. I nagle świat  zyskuje dużo jaśniejsze barwy, a my czujemy się dopełnieni jak yin z yangiem i kama z sutrą. W chwili poznania nie przeszkadza nam wcale, że odległość między miejscowością A a miejscowością B wynosi 450 kilometrów (obliczz jaką prędkością jedzie pociąg i co jadł na śniadanie maszynista?).

Z czasem zaczyna być jednak mniej pastelowo i skrzydła miłości nie uśmierzają już bólu, jaki pojawia się w poniedziałek po wspólnie spędzonym weekendzie. Zwłaszcza, kiedy wiadomo, że następny taki będzie za dwa, trzy lub cztery długie tygodnie. Dni wloką się jak nigdy dotąd, w dodatku gdzieś między jedną a drugą rozmową na skajpaju czy czacie Facebooka pojawia się zalążek niepewności lub zazdrości. Czy ona wystroiła się dziś tak dla mnie? Czy on na to piwo idzie rzeczywiście z kolegami? Czemu on/ona nie odpisuje na smsa już od godziny – rozjechało go tam coś, czy zwyczajnie mnie olewa?! Oszaleć można! Gorzej jest tylko wtedy, gdy przez te kanały wirtualnego kontaktu zdarzy Wam się pokłócić. Niby godzicie się, ale co to za pogodzenie, które nie jest odpowiednio przypieczętowane, if you know what I mean

I chociaż przy każdym spotkaniu wpadacie na siebie z siłą generującą wstrząsy ziemi, i chociaż Wasz seks jest zawsze tak namiętny, że na koniec sąsiedzi bija brawo i wychodzą zapalić… to jednak w pewnym momencie czujecie oboje, że tak dalej być nie może, bo skończy się tak samo romantyczno – tragicznie, jak u pary z Werony. Albo tej z Sanoka.


Co począć? 
Poza poczęciem potomka, który jednoczy partnerów jednak-nie-w-każdym-przypadku, najlepszym wyjściem jest…
zakończenie związku na odległość. 
I stworzenie z tego związku, w którym ma się siebie pod ręką w jednym pokoju, lub na odległość kilku(nastu) przystanków komunikacji miejskiej. A jeśli nie jest to możliwe od razu – jasne ustalenie terminu, kiedy to się wydarzy. 
Wierzcie mi lub nie, przetrwają tylko zdecydowani. A to, co rozmywa się przez ciągłe „pomyślę o tym jutro” godne Scarlett O’Hary, zwykle… przemija z wiatrem. 

Been there, done that. Przeżyłam każdą z tych opcji i każdy z tych układów. I ten, w którym co weekend było miło, jednak żadne nie potrafiło zdecydować się na opuszczenie swojej strefy komfortu i przeprowadzkę/zmianę szkoły/pracy, jak i ten, w którym po pewnym okresie miłych weekendów stwierdziliśmy, że dajemy sobie kilka miesięcy, w ciągu których to wszystko musi się zmienić. Przeprowadzka, aklimatyzacja, te sprawy. No i zmieniło się, na tyle, że za dwa tygodnie połączy nas już nie tylko wspólny adres (ten mamy już od dwóch lat), ale i posiadanie jednakowych nadajników GPS z białego złota. Kiedy patrzę na znajomych, wśród których wielu dzieliło podobne historie, widzę tę prawidłowość dość wyraźnie – ci zdecydowani są razem do dziś, ci wewnętrznie rozmemłani, choć zapowiadali się tak dobrze, skończyli marnie. 
Dlatego dziś z pełną mocą mogę Ci powiedzieć: jeśli nie zdecydujesz i nie zaplanujesz konkretnie wspólnej przyszłości, innej niż ciągłe zasilanie kas linii kolejowych/lotniczych – nic z tego nie będzie. I jeśli dotąd nie było między Wami takiej rozmowy, a związek zmierza nie wiadomo gdzie – podejmij ją, póki czas, by nie okazało się, że celem jest ślepa uliczka.  
Związki na odległość są fajne, naprawdę. Ale najbardziej – kiedy WRESZCIE się kończą.
Asia | LessFearhttps://www.lessfear.pl
Joanna. Pasjonatka psychologii, copywriterka, wrocławianka. Kocha świat nauki, ale ciągle wierzy w magię. Zadaje za dużo pytań i nie może żyć bez podróży. Jej duchowym zwierzęciem jest ratel miodożer.

68 KOMENTARZE

Subscribe
Powiadom o
guest
68 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
renata

Z moim partnerem jesteśmy rok po ślubie, a poznaliśmy się na portalu Randki24 . Na odległość byliśmy razem około 2 lat. Potem postanowiliśmy zamieszkać razem :) Z doświadczenia uważam, że jeśli bardzo zależy obu osobom to związek na odległość ma szanse przetrwać :)

bullyeye

Związek na odległość jest słaby, ale uczucie bez związku może trwać dalej, dlatego istnieją powroty. :)

wzwiazku.pl

Jak pisał Kapuściński związek na odległość przetrwa tylko jeśli istnieje nadzieja, że pewnego dnia dzieląca nas przestrzeń zostanie pokonana: http://wzwiazku.pl/zwiazek-na-odleglosc/

Koharu Gosia

Swego czasu podjęłam ten temat również u siebie na blogu. Zgadzam się, że ważne mieć jakiś punkt odniesienia, jakąś nadzieję, że kiedyś będzie się mieszkać bliżej siebie. Pozdrawiam :)

Ekstrawagancka

Oj, zdecydowanie jestem całym sercem przy tej wypowiedzi. Byłam półtora roku w związku na odległość i moment zakończenia go był jednym z najmilszych… Gdy nie spędza się z daną osobą wystarczająco dużo czasu, to zdecydowanie nie można jej dobrze poznać. A wystarczyły czasami cztery dni z rzędu przebywania z partnerem bym miała go dość. Z aktualnym mogłam i mogę spędzić tydzień z rzędu i nie czuję się ani zmęczona, ani tym bardziej nieszczęśliwa. Związki na odległość nadają się do filmów i romansideł.. albo dla masochistek :)

Beata Kaczmarek

Wiem coś o tym też. Mój związek dzieliło 12 godzin samolotem. Potem mieszkaliśmy razem w Polsce, a teraz u drugiej połowki.

super napisałaś tego posta :) Uśmiechałam się sama do siebie, gdy go czytałam. Właściwie na początku, gdy zobaczyłam tytuł pomyślałam sobie ” nie ma takiego warunku, związek na odległość nie przetrwa”. W sumie to widzę, że się zgadzamy :p

Patrycja Czerwińska

Czytałam nocą na telefonie i nie miałam jak skomentować wg mego cudnego telefoniku^^ Świetnie napisane z jasnym przesłaniem. Jeśli w związku nastąpi ten moment, który mocno wyróżniłaś w tekście to wspaniała, niepowtarzalna chwila i znak, że było warto przetrwać każdą chwilę osobno, by od teraz być przy swoim boku na dobre i na złe. Kurczę, ale mi to romansidłem zaleciało :) U mnie na szczęście okazało się, że miłość nie jest daleko, a w moim mieście, ba nawet nie wielkim. Fakt, że mieszkam w pobliskiej wsi, a niecałe 10 kilometrów dla nastolatków bez prawka zimą było uciążliwe, ale teraz jest… Czytaj więcej »

Gosia Kowalska

Ja swojego narzeczonego poznałam przypadkowo, przez grę komputerową. Byłam wtedy zajęta, ale nieszczęśliwa. No i nadarzyła się okazja, żeby zakończyć stary związek i zacząć coś nowego. Jednak „nowy facet” mieszkał 700 km ode mnie i jak to pogodzić? Ja swoje życie wiodę nad morzem, praca, dom, przyjaciele, on również… Minęło pół roku zanim nie zamieszkaliśmy razem. Ale było fajnie :P Randkowaliśmy na Skype całymi dniami. Nie pociągnęłabym jednak tego dłużej. Nie można zastąpić bliskości internetem…

MizzVintage

A u mnie na odwrót. Po ślubie mam związek na odległość – ja we Wrocławiu, a mąż w Poznaniu :D Na szczęście to tylko etap przejściowy i najpóźniej z końcem roku połączą nas już nie tylko złote GPSy, ale i wspólny adres ;) Życie pisze różne scenariusze i zdarzają się wyjątki od reguły, ale w 99% przypadków jest tak, jak piszesz. Przerabiałam 2 takie związki i oba zakończyły się marnie.

Krótkie oddalenie tylko wzmacnia, zwłaszcza kiedy wie się, że to tylko na określony czas. :)

tiulpan

A co jeśli oczekiwany efekt końcowy jednej ze stron nie pokrywa się z oczekiwaniami drugiej?

Króliczek Doświadczalny

To mamy problem większy niż odległość… pozostaje zastanowić się, na ile elastyczności zdobędzie się każda ze stron i co jest ważniejsze, oczekiwania czy utrzymanie związku.
Trwanie w takim statusie quo z różnymi wizjami przyszłości to najlepsza droga do kryzysu.

Trolek

Świetny post, Króliku! Ja mam na swoim koncie wyłącznie związki na odległość (co za pech!). A właściwie dwa, bom młody człowiek. Pierwszy – różnica 400 km. Nie przetrwał, młodzi byliśmy i głupi. Drugi (aktualny i miejmy nadzieję na zawsze) – różnica 200 km. Czasem spotykamy się w każdy weekend, a czasem co drugi. Ktoś tam na dole stwierdził, że taki związek na odległość, to nie związek na odległość. A jednak trochę na odległość jest. Niebawem już nie będzie na odległość, bo mój Mężczyzna jest w trakcie poszukiwań pracy w moich okolicach. Właśnie skończył studia, więc szansa na przeprowadzkę jest coraz… Czytaj więcej »

ktosmusi.blogspot.com

Po 3 letnim związku na odległość mogę śmiało przyznać, że nie ma nic gorszego i bardziej niepewnego. Wątpliwości po jakimś czasie wypalają od środka pojawiają się kłótnie i jak nie pójdzie się razem konkretnie w tym samym kierunku to za jakiś czas jedyne po czym można iść to zgliszcza…

Gratuluje wytrwałości i życzę jej jecze wiele :)

bobik

ja nie dałabym rady na odległość. kiedyś próbowałam, na szczęście nie byliśmy po żadnym słowie, nie uważaliśmy się za parę, ale wiem jak wszystko wyglądało po naszych spotkaniach w mieście pośrednim (oddalonym o 60 km ode mnie i 60 km od niego, tylko!!!!). byłam w rozsypce. nigdy więcej.

Króliczek Doświadczalny

Jak widać, nawet nieduża odległość może być przeszkodą nie do przeskoczenia…

Byłam jako nastolatka w związku na odległość. Nie przetrwał próby czasu, ale podzieliły nas też inne oczekiwania, plany, marzenia. On chciał zakładać rodzinę, ja kończyć szkołę i iść na studia. Nie myślałam ani o dzieciach ani o małżeństwie. Szybko znalazł żonę, która spełniła jego oczekiwania, a ja poszłam dalej. W nowym związku na szczęście nie było już tego problemu, bo niedaleko mieszkaliśmy i bardzo szybko zamieszkaliśmy razem. Generalnie jednak uważam, że związek na odległość na dłuższą metę nie mają większych szans przetrwania. Ale to tylko moje zdanie… ;)

Teraz już też tak uważam ;)

weraśka de

fakt, związki na odległość są najlepsze gdy się konczą, ciężka sprawa utrzymać taki związek.

Greek way of living

No cóż, święta racją i podpisuję się pod tym rękami i nogami. Ale sama jestem w związku w którym przeprowadzka była nieunikniona. Ja z Warszawy, on ze Śląska. Teraz oboje razem mieszkamy na południu Polski. I wiesz co? To jednak się tak mówi, że trzeba się zdecydować i nie warto funkcjonować w związku na odległość na dłuższą metę, ale zrezygnowanie z życia które się zbudowało w swoim miejscu i wyjechanie do obcego miasta, kraju czy kontynentu i układanie wszystkiego od nowa też nie jest proste. A nie każdego na to stać, nawet jeśli wygraną jest związek z kimś fajnym.

Na pewno nie jest to proste, ale wtedy pytanie czy to była naprawdę TA osoba, skoro nie robi się wszystkiego, żeby być razem.

BlogBy Izis

Nie wiem jak to jest być w takim związku i nie planuję sprawdzać. Wnioskuję, że łatwo nie jest, ale nie mnie komentować czyjeś życiowe wybory.

Weronika Woźniak

my się akurat dobraliśmy z tego samego powiatu ;p w sumie okazało się, że nasze domu dzieli 5km. Nigdy nie byliśmy od siebie dalej – po 5latach małżeństwa myślę czasem, że szkoda ;p

Ale byłam w związkach na odległość – jak widać żaden nie przetrwał, zawsze były nerwy, zazdrość, awantury o byle co (bo przecież ja jestem tam i niewiadomo co mi do głowy przyjdzie! No tak, jestem szalona, nienormalna i żądna przypadkowego seksu…)

Dominika

Ja miałam to szczęście, że mój obecny już mąż mieszkał na tym samym osiedlu (praktycznie). Jak się potem okazało, kończyliśmy te same liceum :) Tylko mój mąż 5 lat wcześniej hehe

Ania Abakercja

mój związek na odległość skończył się tak, że on zostawił wszystko (dosłownie) i przeprowadził się do mojego krakowa. i myślę, że gdyby ten związek początkowo nie był związkiem na odległość to nie byłoby go w ogóle.

Ag

Moja Droga,
na odległość od zawsze, za pół roku planujemy ślub :)
Proszę opisz po krótce przygotowania do ślubu. Zabieramy się za tą samą akcję ale coś nie idzie nam do przodu ;/ mój główny problem to treść zaproszenia i sukienka ;) rozumiem, że organizujecie małe przyjęcie na swój koszt (nie rodziców)? Jak to zrobić żeby nikogo nie urazić?…

Pozdrawiam :)

Króliczek Doświadczalny

Zastanawiam się czy po ślubie nie napisać posta podsumowującego te przygotowania, i wtedy rozpisać się szerzej, bo póki co – jestem w podróży i korzystam z gościnnych wi-fi, więc byłoby pewnie za krótko :)

Wkurzony

Wszystko to święta prawda, ale nie mogę się oprzeć innej refleksji. Teraz jest o wiele łatwiej być w związku na odległość, gdy każdy ma telefon komórkowy, gdy jest Skype, GG, Facebook i diabli wiedzą, co jeszcze. Bo pamiętam mój związek na odległość sprzed lat: komórki mieli dopiero wynaleźć, telefon stacjonarny był nieosiągalny „z braku warunków technicznych”, a rolę FB spełniały listy w kopertach. Jak się na taki list czekało, jak się delektował każdym słowem, jaki żal towarzyszył widokowi odchodzącego listonosza, który nic nie zostawił w naszej skrzynce, choć powinien… To było przynajmniej romantyczne. I miało swój urok, mimo wszelkich wad.

Produkt Natury

Urzekła mnie ta odpowiedź w jakiś sposób. Faktycznie, nie wiem jak to było, ale czasem sobie myślę, że chciałabym żyć w tych „trudnych warunkach”. Sama do niedawna miałam taką opcję być w związku na odległość niecałych 100 km. Mało , dużo ? 2h pociągiem. Mimo wszystko dla mnie przeszkodą w byciu z kimś na odległość jest mentalność. Ja bym żyła tu, on tam. On nie wie jak jest tu i w życiu nie zrozumie. Po pół roku zaczęło mi przeszkadzać dosłownie wszystko i zakończyłam to definitywnie w sposób nowoczesny, pogadanką na fb. Gardzę związkami na odległość i nie wyobrażam sobie… Czytaj więcej »

Och Ty, wszystko ładnie pięknie, ale pogadanką na fejsie?
Poniekąd rozumiem osobę, która dostała taką wiadomość, bo sama kiedyś zostałam porzucona przez telefon. Oj, ubodło ego i to bardzo. ;)

A oprócz tego, że te wszystkie działania miały romantyczny wydźwięk, mogły jednocześnie lepiej i wyraźniej dać do zrozumienia drugiej połowie, że zależy i że co by się nie działo, będzie się chciało znajomość podtrzymać – bo warto.
Dziś takich romansów już nie ma.

Milena M

Też jestem w związku na odległość, nic przyjemnego.

Oby ta odległość czym prędzej zmalała!

odcienie nude

Ja ze swoim faceta byłam dobre 5 lat na odległość. Teraz jest ode mnie 10 metrów, w porywach do 20 jak pódję na 2 piętro.

Dobra odległość :)

Ewelina Musiał

a ja małża znalazłam 4 km od siebie… ale związek na odległość 400 km dzielił nas przez kilka lat (praca w delegacji i co 2-tygodniowe widzenia). W marcu minie 11 lat jak trwamy razem – na dalsze i bliższe :)))

Gratuluję decyzji :)

11! – to ja mogę pogratulować :)

gacek

hah u mnie to samo delegacja i co 2 tygodnie widzenie ; ) jak w więzieniu ; )

Ewelina Musiał

:) czasami trzeba

Mila Bizoń

Ja z moim mężem też byłam w związku na odległość i do odległości (ponad 1200 km) dochodził też nasz młody wiek (no, zwłaszcza mój) i różnice kulturowe. Widzenie się co tydzień nie byłoby dla mnie związkiem na odległość :D W sumie to wiele par mieszkających w tym samym mieście często nie ma czasu widzieć się w ciągu tygodnia. A w każdym związku trzeba podjąć decyzję – jesteśmy razem czy nie? Bo bez tego nie ma żadnego związku, nawet jeżeli mieszka się w domach naprzeciwko. Bo wspólne życie to wspólne życie i tyle :)

Mila Bizoń

No i w sumie dziwię się rodziną, które żyją wiecznie w takim rozbiciu, często w konfiguracji – mąż zagranicą, żona w Polsce i odwiedziny raz na kilka miesięcy, albo i raz w roku. Podziwiam i dziwię się jak to wszystko funkcjonuje :)
A i jeszcze – czasami mam dziwne wrażenie, że jesteśmy jedyną parą, która po kłótni i po pogodzeniu się nie uprawia seksu :D

Takie początki, poza tym że są trudne do zniesienia i ogarnięcia, mają jeden bardzo fajny plus: powstaje coś w rodzaju wspólnej legendy, która wzmacnia i którą potem miło się wspomina – „tyle wytrwaliśmy na początku, to teraz ma się nam nie udać?”. Z tym niewidzeniem podczas mieszkania w jednym mieście to też brzmi znajomo – niektórzy mają tyle zajęć i taki ich rozkład, że nawet gdyby mieszkali w jednym mieście, mijali by się, albo czasami tylko razem spali. Znam w sumie takie pary. Co do seksu na zgodę – tu akurat pojechałam stereotypem trochę dla ubarwienia tekstu. Sama też uważam,… Czytaj więcej »

A czasami chce się aż powiedzieć „Tyle dla Ciebie zrobiłam/zrobiłem, tak się poświęciłem/poświęciałam a Ty teraz głupia/głupi bitch* nie chcesz mi zrobić kanapki albo podać chipsów z szafki?!” :D * bitch, bo ja z moim mężem, jako, że nie operujemy zazwyczaj we wspólnych rozmowach naszymi językami ojczystymi (chociaż ja znam włoski, a on polski ;)) gadamy po angielsku. A w innym języku jakoś mniej ofensywnie brzmią wszelkie obrazy słowne, a bitch to dla nas coś jak „kotku” ;D Wiem, jesteśmy dziwni, wszyscy znajomi się na nas dziwnie patrzą, kiedy się z czułością tak do siebie zwracamy :D Najczęściej męża nazywam… Czytaj więcej »

No właśnie zastanawiałam się kiedyś jak Wy się porozumiewacie. No to poligloci tacy z Was trochę :)
Bitchy bitch – piękne :D

Poligloci to za dużo powiedziane. Chociaż mam nadzieję, że moje przyszłe dzieci będą władały już od początków 3 językami – polskim, włoskim i angielskim, no i może jeszcze dialektem z okolic mojego faceta :) Na pewno ułatwi im to życie i dalszą naukę języków :)

Alicja - Kotek Pstrotek

Szczerze mówiąc, widząc tytuł, byłam pewna, że ten warunek to właśnie zakończenie TAKIEGO związku. Nie mogę powiedzieć nic innego, jak to, że zgadzam się całą sobą z tym, co napisałaś. Przerabiałam związki na odległość, dwa zakończyły się fiaskiem (bo stało w miejscu, bo jednak widząc się dwa dni raz na miesiąc-dwa, okazywało się, że się nie znamy, bo pojawiła się niepewność), trzeci – teraźniejszy – trwa nadal, odważyliśmy się coś zmienić. Samo życie popchnęło mnie do podjęcia najważniejszych decyzji w moim życiu. A to pomogło nam zamieszkać razem :)

Niech żyją szczęśliwe zakończenia :D

marriedwithownhand

liczy sie tez zwiazek na odleglosc ramienia ?

Zabrzmiało romantycznie, a potem spojrzałam na Twój dzisiejszy nick…

Farizah

Mój związek na odległość to 50 % całego związku… I dobrze mi z tym. Jestem z mężem już 8 lat, 5 po ślubie. Nie widzimy się co weekend bardziej co 4 tygodnie. Kiedy przez dłuższy czas siedzieliśmy razem to osobiście nie umiałam tego przeżyć :P Lubię związek na odległość :)

Króliczek Doświadczalny

Grunt to znaleźć sposób na swój związek :D Nawet jeśli miałby wyglądać inaczej niż wszystkie wokół :)

Barbara Bajko

Czuję się wywołana do tablicy. Jestem z moim Mężczyzną w związku na odległość od ponad 9 lat. Dzieli nas 180 km. Poznałam go, gdy miałam lat 15 – więc siłą rzeczy nie było wtedy mowy o wielkich przeprowadzkach i rewolucjach życiowych. U nas wszystko było powolną, cierpliwą ewolucją. Dorastaliśmy razem. Dziś, gdy oboje mamy dobrze płatne prace, jego robotę te 180 km stąd traktuję jako co tygodniowy wyjazd na delegację. I jest mi o wiele prościej. Bo całkiem prawdopodobne, że formalnie przeprowadzając się do mnie i zmieniając pracę – i tak w swojej branży pracował by wiecznie na delegacjach. Póki… Czytaj więcej »

Jasne, trudno takie decyzje podejmować jak ma się naście lat – wtedy potrzebna jest chyba głównie… hm, cierpliwość? i wytrwałość?
Godne podziwu, że Wam się tyle lat udaje. Niejedna starsza od Was para nie dała rady.

Inna sprawa, że mój Men jest ode mnie 9 lat starszy, co też nie ułatwiało sprawy – bariera wynikająca z braku akceptacji związku przez moich Rodziców była długo przełamywana. Dziś moi Rodzice przyjęliby Go do nas na stałe z otwartymi ramionami! Bardzo nas wspierają.

To musiało się udać. Po prostu nie wyobrażam sobie kogoś, kto bardziej by do mnie pasował. To jest Miłość, która im starsza, tym jest coraz silniejsza…

Ach te związki z różnicami wieku :) U nas jest w drugą stronę, niby tylko 4 lata, ale każdy rok kiedy to kobieta jest starsza od faceta – liczy się podwójnie. Przynajmniej w oczach obserwatorów. ;)
Ale to przestaje być ważne kiedy się czuje coś takiego, jak opisałaś.

Oczy obserwatorów to ja mam gdzieś :D. Obserwatorzy mogą sobie co najwyżej zazdrościć! ;)

Takich uczuć życzę każdemu :)

Patka

Związek na odległość, gdzie ludzie mają okazję się spotkać w każdy weekend, to moim zdaniem żadne wyzwanie. Moim zdaniem wyzwaniem jest świadomość, że np. drugiej połówki nie zobaczymy kilka miesięcy bądź kiedy nie można ustalić terminu spotkania, pobyt w innych państwach, bycie innej narodowości.. gdybym mogła spotkać swojego faceta w każdy weekend, byłabym wniebowzięta, a na bieżącą chwilę nie widziałam go kilka miesięcy.

Króliczek Doświadczalny

Na pewno jest duża różnica między raz na tydzień/a raz na kwartał… ale sypią się zarówno takie związki jak i takie. I coś jest w tym że łatwiej jest przetrwać każdą odległość jeśli ma się wspólny cel, albo widać kres tej rozłąki, nawet za kilka lat.

paranoJa

Żadne wyzwanie? Grudzień, piątek, godzina 5:40. Ona z zamkniętymi oczami zalewa sobie kawę i odpala komputer. „Drogi Szefie (a tak naprawdę to wcale nie, bo są po imieniu – przypisek red.), czy mogłabym dziś nie przychodzić po południu do biura? Popracuję zdalnie, do końca weekendu wszystko będzie. Dzięki!”. godzina 6:40. Damn it! Zapomniała dokumentów do pracy, więc i tak musi zajechać do biura. Spóźni się na zajęcia. Szlag by to! godzina 7:30. – Nie ma szans, musisz być dzisiaj w biurze, przynajmniej 2-3 godziny, błagam! – Och, jebać to, jasne, pojadę w nocy. Szybka kalkulacja, jeśli wyjedzie o północy, z… Czytaj więcej »

Post w poście, incepcja.

Niezła historia… u mnie nie było takich ekstremów, ale też pamiętam dopisywanie na szybko zleceń w pociągu czy w oczekiwaniu na pociągi, potem spotkania, z każdym tygodniem my coraz bardziej zmęczeni, on uczący się kiedy ja przysnęłam w dzień, czas płynący za szybko, zdecydowanie za szybko! I wiele pieniędzy wyrzuconych na dojazdy, hotele, wszystko inne.
Uch. A widywaliśmy się raz na dwa tygodnie lub trzy, podziwiam, że Wy dawaliście radę tak co tydzień, przy chyba jeszcze większej odległości, z tego co kojarzę.

paranoJa

Pieniądze… Boże, jacy my byśmy byli bogaci, gdybyśmy tylu hajsów na pociągi nie wydali :D Był chyba jeden lub dwa weekendy od początku października do końca czerwca, kiedy się nie widzieliśmy. Więc nieskromnie powiem, że tak, chyba rzeczywiście dawaliśmy radę. :D

Perturbacja

Też tak miałam. Przez cztery lata mój partner studiował w Stanach dwa kierunki+trenował sport i pracował. widywaliśmy się…dwa razy do roku, przez miesiac. Daliśmy radę, ale jak wspominam to po latach, to nie mam pojęcia, jak to wytrzymałam.

kasiaj85

Po raz pierwszy ośmielę się z Tobą nie zgodzić, Króliko :) Jestem z mym drugim połówkiem już 10 lat, z czego 6 lat to był związek na odległość. Z jednego miasta jesteśmy, ale kiedy się poznaliśmy byłam dopiero na drugim roku studiów. Nie wnikajmy ile one trwały (małe problemy z zaliczeniami, i to bynajmniej nie tymi męskimi ;) ) ale związek się umacniał, trwał i trwa do dzisiaj. Oczywiście wymagało to sporych nakładów cierpliwości, zaufania (z tym mam największy problem) i pomysłowości. Ale opłacało się. Jasne – moje koleżanki z roku zostawały na weekend w Poznaniu i szalały na imprezach… Czytaj więcej »

Pytanie kontrolne dla pewności się czy dobrze zrozumiałyśmy :) Nadal jesteście razem na odległość czy już mieszkacie ze sobą/blisko siebie?

Byliśmy w związku na odległość od początku przez 6 lat. Następnie skończyłam studia, wróciłam do rodzinnego miasta i od tego czasu mieszkamy regularnie pod jednym dachem jako mąż i żona ;)

No i o tym mówię – o wiele łatwiej wytrzymać w takim związku kiedy się wie, że po jakimś okresie czeka to wspólne zamieszkanie :) Gorzej by było jeździć do siebie przez te lata, nie wiedząc, czy coś będzie, czy nie będzie…

W sumie – kto to wie? Ślub wzięliśmy jak byłam na 4tym roku, po trzech latach znajomości więc do końca też nie było wiadomo, czy się to wszystko nie rozpadnie tym bardziej, że chwilami było ciężko. My myśleliśmy o sobie poważnie i rozważaliśmy docelowo wspólny dom, ale tak naprawdę na etapie luźnego związku co chwilę coś może szlag trafić. Zresztą, podobnie po ślubie itp. Ale summa summarum skończyło się dobrze i żyją długo i szczęśliwie ;)

Ostatnie wpisy

Dlaczego ludzie zniechęcają się do psychoterapii albo w nią nie wierzą

Mimo rosnącej społecznej akceptacji dla chodzenia na terapię, często można spotkać się z komentarzami, które w najlepszym razie wyrażają powątpiewanie w tę...

Nie, nie jesteś wysoko wrażliwym empatą

Na tym blogu mogliście zapoznać się z pojęciem osoby wysoko wrażliwej i empaty. Pisałam o nich w czasach, kiedy te pojęcia dopiero wchodziły do powszechnego...

Zabezpieczony: Skutki uboczne euforii

Tyle razy zastanawiałam się, jak wrócić do pisania tutaj. Bo to, że chciałam wrócić, wiedziałam już jakiś kwartał temu, nie wiedziałam tylko,...
68
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x