Wpis we współpracy z Somersby. Wstęp powyżej lat 18!

 

 

Czasy, gdy każdy weekend oznaczał dla mnie trzydniową imprezę, każdy wtorek wyjście na piwo lub pięć, a wieść o nowym muzycznym festiwalu rodziła jedynie pytanie „jak się tam dostać i skąd wziąć na to pieniądze”… mam już dawno za sobą. Mogę chyba uznać, że w czasie studiów naimprezowałam się na zapas. Dlatego teraz, kiedy od mojej osiemnastki mija dekada i niedługo po raz pierwszy wymienię dowód, jestem zdecydowanie bardziej wybredna jeśli chodzi o całonocne wydarzenia. Coraz częściej po prostu wolę się wyspać, a wychodzę wtedy, kiedy naprawdę warto. Kiedy wiem, że u celu będzie wszystko, co zagwarantuje, że impreza zapisze się w pamięci jako jedna z tych epickich. Wszystko, czyli co właściwie?

Gdybym miała wskazać składniki udanej imprezy, w pierwszej kolejności wymieniłabym oczywiście…

 

 muzykę!
Z muzyką mam relację wyjątkową. Tak jak niektórzy zmieniają fryzurę i perfumy, ja podczas życiowych rewolucji zmieniałam muzyczne preferencje. Obecnie chyba wszystko u mnie jest poukładane, bo słucham całego muzycznego spektrum, nie zamykając się na żaden gatunek. Potrafię bawić się przy trance, dance i dobrym popie, bujać do rapu lub kiwać z bluesem, nie pogardzę też mocnym pier… znaczy uderzeniem rockowych i metalowych basów. Co oznacza, że niemal każdy letni festiwal jest tym, na którym chcę być, i że pójdę za każdym zespołem, w którym rządzi wokal wywołujący ciarki.
Na koncertach i imprezach z dobrą muzyką fajnie jest móc komuś krzyknąć do ucha, że to jest wyjątkowo dobre, a tamten kawałek układał chyba głuchoniemy. A że radość i zachwyt dzielone we dwoje (troje/pięcioro/szesnaścioro) się mnożą, dlatego też takie wydarzenia nie mogą obejść się bez…
ludzi!
Ostatnio poznaję najwięcej tych, co po nocach stukają w klawiatury, fotografują jedzenie, zanim je pokroją i dobrze wiedzą, że strona na facebooku to nie żaden FUNpage, tylko fanpage, do cholery! Mowa o blogerach, oczywiście. W ciągu miesiąca spotkałam ponad setkę z nich na SeeBloggers w Sopocie, potem razem z kilkoma dziewczynami w Warszawie pocieszałyśmy się nawzajem, że jeszcze będziemy mieć zdrowe i piękne włosy, a w zeszłą sobotę, o czym napiszę jutro, poznałam aż 11 świetnych blogerek (plus w gratisie trzech chłopaków blogerek). I co stwierdzam? Wszyscy oni to inteligentni, zabawni ludzie, w dodatku wcale nie tak zadufani w sobie, jak krąży opinia. Umieją się bawić i zwykle są bardzo otwarci na innych. Impreza z nimi musi więc być udana!
Ale że nie tylko muzyką i towarzystwem żyje człowiek, na imprezie potrzeba mu jeszcze….
chleba i wina!

Albo frytek i piwa. Albo wódki i kawioru. Albo szampana i banana (tu puszczam oczko do fanów Dada Life). Czyli dwoma słowami: żarcia i procentów. W wydaniu odpowiednim do stopnia wrażliwości podniebienia i w kolejności odpowiedniej do imprezowej strategii, jaką stosujemy, by przetrwać do rana. Niektórzy najpierw muszą solidnie się nawcinać, inni uzupełniają zapasy na bieżąco, po każdym drinku. Jeśli jeszcze nie masz swojej strategii, odsyłam Cię do tekstu „jak pić wódkę jak dama i wyglądać glamour na kacu (przy okazji poczytaj komentarze o alkoholowych ekscesach moich czytelników, hi hi hi).Kiedy już napijemy się i zjemy w świetnym towarzystwie i przy porywających dźwiękach, przydałyby się jeszcze jakieś…

 

efekty specjalne? 

Dla niektórych to fajerwerki o północy lub lampiony puszczane w powietrze (a następnie wzywanie straży pożarnej i mandat za zaśmiecanie miasta). Dla innych dobrym efektem specjalnym będzie budzenie sąsiadów podkręconym basem o 4 w nocy i zakłady, jak szybko przyjedzie policja. W niektórych kręgach atrakcją wieczoru bywa wymiana partnerów (i to nie w tańcu po haśle „odbijany”)… ale wierzę, że Wy do nich nie należycie i bawicie się po bożemu, a wystarczających emocji dostarczają Wam rzeczy legalne i moralne.

Do takich należy na przykład ciekawy…

 

konkurs!
 
Ja też mam dla Was konkursową propozycję. Kupcie sobie Somersby w ulubionym smaku i zajrzyjcie pod kapsel lub zawleczkę*. Znajdziecie tam kod, który należy wpisać na stronie www.somersby.pl, a potem odpowiedzieć na konkursowe pytanie. Co tydzień z zamieszczonych odpowiedzi zostaną wybrane najciekawsze, a zwycięzcy dostaną zaproszenie na…
PARTY LIKE A LORD
 
 
Lord Somersby imprezę organizuje nie po raz pierwszy, więc wie co i jak. Zadbał o to, aby znalazły się na niej wszystkie wymienione przeze mnie składniki. Będzie więc niesamowity wokal Elli Eyre, dzięki której śpiewowi w kawałku „Waiting all night” świat usłyszał o Rudimental. Dodatkowo o muzyczną oprawę zadbają  DJ Mathew Clark i Mibro oraz Natalia Nykiel. Jeśli chodzi o ludzi… będzie spoooro gości, w tym zapewne większość blogerów, którzy brali udział w kampanii Somersby. I ja też (mam nadzieję, że nic mi w tym gorącym przedślubnym okresie nie wypadnie). Drinki zapewnia Lord, a strawę – 10 najlepszych warszawskich foodtrucków. Efekty specjalne? Piękne hostessy będą rozdawać upominki tym, którzy podczas imprezy zrobią zdjęcie odpowiednio je tagując – zasady już znacie z mojego wpisu o #friendsie. Patrząc na relacje z poprzedniej edycji imprezy, można spodziewać się, że Somersby  na pewno zaskoczy swoich gości czymś jeszcze…
Kiedy? Gdzie?  Instytut Wysokich Napięć przy ul. Mory 8, w Warszawie, 27 września o 20:30.

 

Bądźcie! Mam nadzieję, że się tam spotkamy!
* – wiem, że zawleczkę ma raczej granat niż puszka, ale ta nazwa jakoś idealnie pasuje mi do mechanizmu otwierającego procenty, po których zdarzyć może się wybuch – emocji, natchnienia, namiętności… wszystkiego.

 

źródło zdjęcia 1 – www.casalsemvergonha.com.br,

żródło zdjęcia 2 – archiwa Lorda

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
WTORLINKI #24 - MIESIĄCOIMIENINOWE - Króliczek Doświadczalny Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] minionym tygodniu zapraszałam Was na Party Like a Lord, zastanawiając się nad składnikami udanej imprezy, a wczoraj – podpowiedziałam jak najlepiej/najtaniej dostać się do Pragi. Korzystajcie […]