Ostatnie 2 miesiące mijają mi pod znakiem przemieszczania się, głównie po kraju. Większość z tego to dość długie podróże, z przesiadkami, przykładowo do rodzinnego domu jadę prawie 5 h, a wczoraj byłam w podróży od godziny 6 do 21… To tysiące długich minut siedzenia na tyłku i gapienia się w okno. Niektórzy powiedzą – cały dzień zmarnowany. I taki będzie, jeżeli rzeczywiście nie zrobimy nic poza siedzeniem na tyłku i gapieniem się w okno. Warto jednak wykorzystać ten czas przymusowego uziemienia na coś produktywnego. Jak na pomysłowego Dobromira przystało, mam na to parę sposobów.


Muszę przyznać, że ostatnio w pociągach i autobusach pracuję nawet wydajniej, niż gdy siedzę w domu. Wygodny fotel przy biurku albo jeszcze wygodniejsza kanapa, przy których zwykle urzęduję, po pewnym czasie działają na mnie rozleniwiająco. Za to odrobina niewygody, której środkach transportu nie brakuje, sprzyja utrzymaniu koncentracji i umysłowego stanu gotowości. Dowiedziono to naukowo (spróbujcie zasnąć na niewygodnym, drgającym fotelu, gdy wasze ciało jest zmęczone – umysł, mimo pozorów snu, pozostanie rozbudzony). Poza tym, skoro wiem, że jestem niejako uwięziona w danym miejscu na tyle godzin, staram się zrobić coś, żeby nie były one do końca stracone i nie przeleciały mi ot tak, jak krajobrazy za oknem. Was też do tego namawiam. Wykorzystajcie swoje dłuższe podróże, niezależnie od tego, czy macie pod ręką sprzyjające produktywności narzędzia.


Dla podróżujących z laptopem/tabletem/smartfonem

  • Przeczytanie zaległych maili/postów/artykułów z pomocą Internetu lub w trybie offline, przy wykorzystaniu aplikacji Pocket – polecam, moje odkrycie roku. To po prostu ‚schowek na Internet’, który przechowuje zawartość stron internetowych do przejrzenia, kiedy będziemy poza zasięgiem sieci.

  • Oczyszczenie skrzynki pocztowej aż do inbox zero, czyli momentu, gdy będzie pusta lub na wszystko odpiszemy. To również dobry moment na pozbycie się niechcianych subskrypcji, newsletterów, reklam. Efekt w postaci redukcji ilości spamu docenicie dość szybko. Tutaj opisuję więcej trików na okiełznanie poczty na gmailu. Oczywiście te czynności są możliwe do wykonania, jeśli w środku transportu dostępne jest wi-fi. Jeśli go nie ma, a podróżujecie dużo, rozważcie mobilny internet na kartę, albo sprawdźcie jak zdobyć darmowy dostęp do bezprzewodowego internetu, dzięki ofercie Aero.

  • Zrobienie porządku w plikach na dysku komputera przenośnego/smartfonu – w trybie offline. Zgranie zdjęć z karty, usunięcie nieudanych, skasowanie niesłuchanych mp-3, obejrzanych filmów. Wprowadzenie jednolitych nazw plików tekstowych i dokumentów. Zmniejszenie ilości plików na pulpicie. Usunięcie niepotrzebnych programów zabierających pamięć.

  • Równie dobrze można włączyć oczyszczanie/defragmentację dysku, które w normalne dni boleśnie skracają czas pracy/surfowania po sieci, a także pobawić się ustawieniami wpływającymi na mniejsze zużycie baterii lub pamięci roboczej.

Jeśli masz kartkę, długopis, książkę

  • Przeczytanie książki, na którą nie macie czasu w zwykłe dni pracy. Kiedy na to się decyduję, robię to tak, żeby mieć z tego maksimum radości, dlatego kolejne kartki zagryzam batonem lub inną grzeszną przyjemnością, popijając kawą. To taki mały rytuał i namiastka luksusu w trzęsącym się wagonie.

  • Napisanie posta na bloga do wykorzystania w innym terminie. Nawet jeśli nie zabraliście ze sobą komputera/tabletu. Potwierdzam: da się napisać posta na kartce. Dla nieblogujących – napisanie listu/kartki do pamiętnika. Warto pisać ręcznie… (pamiętasz jeszcze, jaki masz charakter pisma?)

  • Uzupełnienie kalendarza o przyszłe wydarzenia, zapisanie planów, rzeczy do zrobienia, stworzenie listy zakupów/listy posiadanych rzeczy, żeby nie robić zbędnych zakupów/listy produktów do spakowania itp. Warto spisywać to, co naprawdę się przyda. Tu czyha pokusa, żeby przed samym sobą stworzyć złudzenie produktywności. Którą na pewno nie jest spędzanie godziny na równym podkreślaniu dat linijką, malowaniu kolorowych symbolów, bawieniu się naklejkami, co zajmuje więcej czasu, niż zrobienie pierwszego kroku do wykonania swoich celów.

  • Jeśli jesteś studentem/uczniem – nauka na przyszłe kolokwia/sprawdziany, przeczytanie tematu na przyszłe zajęcia, wykonanie notatek, napisanie wersji roboczej pracy na zaliczenie – nawet, jeśli jego termin jest odległy. Jeszcze podziękujesz sobie za to, że zdecydowałeś się tak wykorzystać ten czas.

  • Rozważenie za i przeciw, poszukanie rozwiązań jakiejś kwestii, problemu, nad którym zastanawiacie się od dłuższego czasu i nie wiecie co z nim począć. Można to zrobić za pomocą wyliczania plusów i minusów, mapy myśli, czy rysunku smoka z głową Putina – cokolwiek, co tylko pomaga Wam w zebraniu myśli i argumentów.

  • Rozwiązywanie krzyżówek/sudoku – pobudza umysł, poprawia pamięć, utrwala połączenia między neuronami i tworzy nowe. Krótko mówiąc, zwiększa umysłowe kompetencje, co przydaje się na przyszłość.

  • Jeśli rysujecie, to nic nie szkodzi żebyście ćwiczyli to w podróży, jeśli tylko macie swoje przybory i miejsce siedzące. Coraz częściej trafiam na ludzi, którzy tak robią. Chociaż nie wiem, czy z potrzeby serca, czy wykorzystując to jako sposób na podryw (najczęściej rysowali faceci).

Jeśli masz mp3/telefon

  • Przesłuchanie audiobooka, podcastu, rozwojowego nagrania, lekcji języka obcego. Jeśli zazwyczaj nie macie na to czasu/ochoty, w trakcie podróży sięgniecie po nie choćby z nudów, by zabić czas.

  • Jeśli miejsce temu sprzyja, tzn. macie minimum intymności i potraficie rozmawiać cicho, albo możecie wyjść na korytarz pociągu – możecie zadzwonić do bliskich, z którymi dawno nie rozmawialiście. Nie z podejściem „to teraz zabawiaj mnie rozmową”, a z nastawieniem na zdobycie kolejnej cegiełki do budowania wspólnej relacji.

  • Prawdziwe skupienie się na słuchanej muzyce (słowach i przesłaniu z nich płynącym), poznanie nowej (zabawa z nowymi, niesłuchanymi dotąd gatunkami fajnie pobudza rejony mózgu, które normalnie by sobie spały), albo… przygotowanie się do koncertu, na którym zamierzacie śpiewać razem z wokalistami.

  • Słuchanie nagrań relaksujących, wprowadzających w określony nastrój – jeśli tylko na Was działają i nie boicie się, że zrelaksujecie się do tego stopnia, by zacząć ślinić się na ramię współpasażera (true story!).

Jeśli nie masz nic z tych rzeczy…

  • Ćwiczenie kompetencji społecznych – możecie spróbować poprosić kogoś o pomoc lub jako pierwsza osoba w przedziale zagadać o pogodzie, jeśli zazwyczaj macie z tym problem albo jesteście nieśmiali. Postawcie sobie jakieś wyzwanie, bo nawet w razie niepowodzenia, raczej już nie spotkacie Waszego towarzysza podróży. Przykład – zwykle unikam proszenia o pomoc, targam za sobą i podnoszę nawet najcięższe bagaże, ale kiedyś, dla odmiany, poprosiłam siedzącego obok faceta o zdjęcie walizki z wysokiej półki. Widok jego dumy i zadowolenia, że pomógł słabej kobiecie w potrzebie był… bezcenny. Odtąd mniej boję się prosić innych o pomoc.

  • Otworzenie się na rozmowę ze starszą osobą, która nas zagaduje i wyraźnie ma ochotę z kimś pogadać – nam nie zaszkodzi, jej ulży, a przy okazji – może dowiemy się ciekawych rzeczy z przeszłości/historii, poznamy inny sposób widzenia rzeczywistości, albo zdobędziemy praktyczne informacje na jakiś temat. Pamiętam, jak kiedyś starsza pani siedząca ze mną w pustym przedziale nie wytrzymała ciszy i zagadała o jakąś bzdurę. Zwykle grzecznie odpowiadam tak, by nie prowokować dalszej rozmowy, ale wtedy otworzyłam się na nią. W efekcie wysłuchałam ciekawych opowieści z jej zagranicznych wojaży (nie wyglądała na taką podróżniczkę) i sama doradziłam, jak w przyszłości może wygodniej rezerwować hotele. Podróż minęła szybciej, a ja byłam zadowolona, że wyszłam ze swojej strefy komfortu.

  • Sen nie zawsze jest złym rozwiązaniem – jeśli na co dzień Wam go brakuje, taka drzemka może pomóc wzmocnić siły. Wtedy tylko potrzebne jest odpowiednie ubranie – miękkie bluzy, dresy, czy nawet leginsy (oczywiście z zakrytym tyłkiem i bez wielbłądzich paluchów, fu!). Ostatnio nie bronię się przed podróżowaniem w takim niezbyt pięknym, ale bardzo wygodnym stroju, do tego bez makijażu – grunt to komfort, brak odgnieceń na ciele i oddychająca skóra, bo przecież nie wszędzie muszę błyszczeć (a właściwie to nigdzie nie muszę…). Opasek na oczy i zatyczek do uszu stosowanych przez niektórych – nie polecam. Można obudzić się bez bagażu albo z podrzuconym dzieckiem u boku.

  • Medytacja – albo coś w jej rodzaju. Wielu z Was medytuje, nawet nie wiedząc, że to robi. Zmieniający się obraz za oknem i jednostajny szum kół wprowadzają w stan autohipnozy, w której można albo zwyczajnie oczyścić umysł i wejść do swojego ‚pudełka nicości’, albo zaprogramować się na sukces/odważne działanie/coś pozytywnego. Wystarczy w tym stanie skupić się na konkretnej myśli albo wizualizacji. Mówcie co chcecie, to działa, na tym polega współczesna magia.

  • Nie spać, zwiedzać! Uwielbiam takie zwiedzanie w wersji siedzącej, przyspieszonej. Rzadko kiedy podczas podróży bezwiednie gapię się w okno, nie wiedząc nawet gdzie jestem. Kiedy już wkręcę się w obserwację, wyglądam pewnie jak glonojad przyklejony do szyby z otwartymi ustami. Miliony zmieniających się obrazów, nowych bodźców, nowych danych wymagających wyjątkowo szybkiej interpretacji – to lepsze niż film. Nawet na dobrze znanych trasach codziennie coś się zmienia, choćby przechodzący ludzie.  Polecam!

A Ty, jak najczęściej wykorzystujesz czas podróży?

PS – Pozdrowienia z Krynicy Zdrój, mam nadzieję że wieczorem żaden dziadzio ożywiony sanatoryjną kuracją nie porwie mnie na dancing. 

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Asia | Króliczek DoświadczalnyAnnaLisiePismo Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
LisiePismo
Gość

Zawiodłem się! Myślałem, że będzie milion pięćset, a tutaj co? Jest ich o wiele mniej :(
Jeżeli chodzi o mnie to zawszę jeżdżę ze swoim przepięknym journalem – jeżeli tylko nie prowadzę samochodu (wtedy pomaga dyktafon w telefonie). Zapisuje wszystkie myśli, które wpadają mi do głowy, przelewam je na papier, a później publikuje w formie wpisu na swoim blogu.

Anna
Gość
Anna

Najlepiej spędzony czas dojazdów na uczelnię to areo2 + Twój blog. W grze w luźne skojarzenia podróż samochodem o nieprzyzwoitych godzinach porannych jednoznacznie jest połączony z „króliczkiem”.
(Stąd komentarz pod tak dawnym wpisem. Od wieków czekamy na nowy wpis i… nie pozoataje nic innego, niż czytanie starych.)

Asia | Króliczek Doświadczalny
Gość

Ależ miło to czytać! Bardzo już bym chciała wrócić do pisania, tylko że mnóstwo się teraz u mnie dzieje i w najgorszym wypadku zacznę publikować dopiero pod koniec listopada. Ale za to jakie materiały! :)

Pozdrawiam ciepło :)