O STUDIACH NA RESOCJALIZACJI MOCNO SUBIEKTYWNIE

Wspominałam Wam nieraz, że jestem absolwentką resocjalizacji. Nie jestem z tego specjalnie dumna, ze względu na niezbyt dojrzałe i krótkowzroczne motywy, jakimi kierowałam się przy wyborze tego kierunku. Nie oznacza to jednak, że te studia były w 100% straconym czasem. Nauczyłam się na nich czegoś, co może niekoniecznie pomaga mi w mojej obecnej karierze (co za górnolotne słowo, kariera…), ale było pouczające pod względem życiowym. Tak przynajmniej staram się racjonalizować sobie rozczarowanie. Jeśli macie ochotę, posłuchajcie mojej opowieści, i/lub skonfrontujcie ze swoimi doświadczeniami.


 

RESO – BOOM

Na studia zdawałam w roku pańskim 2005, kiedy to pedagogika resocjalizacyjna była ‚nową czernią’ – czymś w rodzaju humanistycznego trendu. Na ten modny kierunek ciągnęli masowo ludzie z LO, osoby o zacięciu misjonarskim i społecznikowskim („zmienię świat, a potem może siebie!”), oraz ci, którzy nie do końca wiedzieli, czego chcą od życia, ale słyszeli, że „będzie fajne, bo uczysz się o patologiach”. I razem z tą grupą do murów UJK w Kielcach (wówczas Akademii Świętokrzyskiej) wkroczyłam ja, pokonując podobno 14 innych osób, które chciały zająć moje miejsce. Kiedy teraz wspominam niektórych moich kolegów z roku i ich osiągnięcia, zastanawiam się jaki poziom musiała prezentować ta pozostała 14… Choć tak naprawdę wyniki z matury i oceny w sesji to jedno, a życiowa wiedza, ogarnięcie i charakter to drugie. I tego niestety przed przyjęciem na studia nikt nie sprawdza. Jestem zdania, że na tym kierunku (i paru innych) powinni wprowadzić dodatkowe egzaminy wstępne, w tym testy psychologiczne – taka selekcja bardzo by się przydała i może w jakimś stopniu zmniejszyłaby ilość bezrobotnych (i rozczarowanych) pedagogów.



MŁODZI, PIĘKNI, IDEALIŚCI 

Pierwsze dni na uczelni były pełne patosu: te wszystkie dumnie brzmiące nazwy przedmiotów, pierwszy w życiu kontakt z profesorami, akademickie dyskusje, podczas których każdy chciał wypaść jak najlepiej… W trakcie jednej z nich starszy prowadzący zapytał nas o to, ilu z nas wierzy w resocjalizację i możliwość przywrócenia przestępcy lub wykolejeńca do społeczeństwa. W odpowiedzi prawie wszystkie ręce uniosły się w górę, jak przy dobrym refrenie na koncercie. Na ten widok mężczyzna tylko się uśmiechnął i powiedział, że przez najbliższe lata przekonamy się, że jednak czegoś takiego nie ma. Zapanował szum i lekkie wzburzenie, po czym kilka studentek z pierwszego rzędu zadeklarowało z pełnym przekonaniem, że nawet jeśli pomogą w życiu tylko jednej osobie, to warto studiować ten kierunek i zajmować się resocjalizacją.

Tacy z nas byli idealiści i zapaleńcy.
Do czasu.


TEORIA VS. PRAKTYKA

Początkowe semestry na uczelni nie powiedziały nam zbyt wiele o zawodzie, jaki mamy po ich ukończeniu wykonywać. Uczyliśmy się logiki, filozofii, informatyki, historii wychowania (w której było więcej historii, niż wychowania), poznawaliśmy podstawowe definicje z pedagogiki, socjologii i psychologii ogólnej, tak że pod koniec roku już prawie nikt nie jąkał się, odpowiadając czym jest socjalizacja, a czym resocjalizacja. To było trochę jak przedłużenie ogólniaka o profilu psychologicznym, co z jednej strony powodowało mniejszy szok pierwszoroczniaków, a z drugiej – utrzymywało ich w niepewności, czy dobrze trafili z wyborem kierunku.

Ciekawe jest, że przedmiot ‚pedagogika resocjalizacyjna’ pojawia się gdzieś dopiero na III semestrze, wtedy też ma miejsce pierwsza praktyka zawodowa, w formie 2-, albo 3-dniowej wizyty w jednym z lokalnych ośrodków wychowawczych albo poprawczych (już nie pamiętam). Wizyty oczywiście odbywały się w grupach po jakieś 20 osób i wyglądały jak… zwiedzanie zoo. Z wychowawcą w roli przewodnika i wychowankami w roli dzikich zwierząt. Pierwsze wrażenie kontaktu z takim miejscem było więc bezwartościowe, takie samo mógłby mieć listonosz dostarczający tam pocztę.

Pod koniec II roku (albo już na III) nieśmiało wprowadzane są przedmioty dotyczące technik pracy wychowawczej, które jednak nie dostarczają zbyt wielu konkretów, bo prowadzone są w oparciu o te same od lat materiały, na których kserowanie wydajemy z resztą małą fortunę. III i IV rok to przedmioty bardziej szczegółowe i… martwe. Ucząc się mnóstwa zawiłej teorii, przeglądając definicje i podejścia z całego świata, czuję coraz bardziej, że to nie miejsce dla mnie. I nadal to, czego się uczymy, nijak ma się do praktyki.

No właśnie, praktyki.


RESOCJALIZACJA NIE ISTNIEJE

Kiedy pierwszy raz odbywam kilkudniowe praktyki w mniejszych grupach, zyskuję w końcu jakieś pojęcie o tym, co naprawdę dzieje się za murami ośrodka wychowawczego. Pracują tam w znakomitej większości mężczyźni, a jeśli już pojawiają się kobiety – to mocno zahartowane, o męskich cechach charakteru. Podopieczni mają dyscyplinę prawie jak w wojsku – zbiórki w szeregach, apele, pochwały i nagany. Zajmujący się nami wychowawca opowiada o różnych formach zajęć, jakie prowadzone są w ośrodku, przy czym jest bardzo zrelaksowany i widać, że czuje się w swoim środowisku jak lokalny wataszka (a może to tylko taka poza?). Nam, jako kobietom odradza ten niebezpieczny i trudny zawód, ale mimo wszystko w pewnym momencie zostawia dwie drobne, onieśmielone studentki, sam na sam z grupą wychowanków. Udaje mi się zyskać ich przychylność nawiązaniem do lecącego z pokoju Hemp Gru, na którego koncercie nieco wcześniej byłam. Moja koleżanka, ze swoim dystansem i staropanieńskimi manierami ma mniej szczęścia i staje się obiektem wcale nie krytej szydery. Po jakimś czasie chłopcy nie zwracają już na nią uwagi, a mi, przerzucającej kartki dziennika z opisami realizowanych dzień po dniu programów wychowawczych, zdradzają tylko: niech pani na to nie patrzy, my w ogóle nie mamy takich zajęć. Nic z nami nie robią, czasem tylko pogramy w siatkę na sali. W ośrodku, jak wynika z ich opowieści, panowała przytłaczająca nuda, którą zabijali okazjonalnymi bójkami i słuchaniem rapu.Inne miejsce, inni chłopcy, inna koleżanka w parze. Mamy prowadzić zajęcia na zaliczenie przedmiotu  u dyrektora ośrodka, który jest jednocześnie  naszym wykładowcą. I znów pozostawiono nas same sobie. Chłopcy niezbyt chętnie wypowiadają się na temat asertywności i planów na życie, co próbujemy im delikatnie zasugerować. Widać, że są onieśmieleni naszą bliskością (siedzimy niemal kolano w kolano w małej salce), my z resztą też nie czujemy się wśród nich zbyt pewnie, zwłaszcza odkąd wiemy, że jeden z nich był gwałcicielem. Ostatecznie chłopcy odkryli nieco wewnętrznej pustki i beznadziei, jaką w sobie nosili. Brak planów, brak pozytywnych pomysłów, przekonanie o braku szans na zmianę swojego losu…

Jeden z nich powiedział wprost, że po wyjściu dalej będzie sprzedawał narkotyki, tylko ostrożniej. Ciekawe, gdzie jest dzisiaj.


 

PRACA PO RESOCJALIZACJI?

Losy absolwentów z mojego rocznika nie pozostawiają złudzeń: jedni po chwilowym szoku, że nikt nie wychodzi im naprzeciw z ofertami pracy, rozpoczęli studia podyplomowe, by przedłużyć sobie młodość i dłużej mieć nadzieję, inni pozostali w rolach sprzedawców czy przedstawicieli handlowych, czym zajmowali się zapobiegawczo już w trakcie studiów. Ktoś, kto miał wujka w odpowiednim miejscu, zajmuje się dziś profilaktyką uzależnień. Prymuskę z mojej grupy, stypendystkę z samymi piątkami spotkałam kiedyś na kasie w Rossmannie. Wydając mi resztę, nie mogła powiedzieć zbyt wiele o swojej sytuacji, ale jej spojrzenie przemówiło bardzo wyraźnie. Trzy czy cztery dziewczyny z mojej grupy, nie licząc na szczęście ani znajomości wzięły sprawy w swoje ręce i założyły stowarzyszenie pomagające kobietom z patologicznych środowisk. Jakoś sobie radzą, choć podejrzewam, że nie mają zbyt wiele czasu dla siebie.  Większość stołków w urzędach i ośrodkach, na których mogłyby zasiąść osoby po resocjalizacji, obsadzona jest od lat i na lata.  A tam, gdzie jest wolne miejsce, czasem przychylniej patrzy się na faceta ze słabym dyplomem, niż dziewczynę, która miała najlepsze oceny i wiele dodatkowych aktywności za sobą.Sama miałam tylko jeden krótki epizod pracy związanej z moim kierunkiem, bo tak naprawdę wcale jej nie szukałam. Nieco przypadkiem, rok po ukończeniu studiów trafiłam na staż w gminnym ośrodku pomocy społecznej. Dostałam tym samym zaskakującą porcję wiedzy o pracy polskich urzędów i o tym, jak naprawdę wygląda ta pomoc. Wywróciło to też do góry nogami moje przekonania na temat empatii i sensu wspierania najbiedniejszej grupy społecznej.


GARŚĆ POZYTYWÓW

Staram się patrzeć na te pięć lat, jako na czas, który jednak nie był do końca zmarnowany. Miał on swoje zalety. Studia na pedagogice (dowolnej specjalizacji), zmieniają nieco podejście do drugiego człowieka i mogą nauczyć wielu wychowawczych i psychologicznych sztuczek przydatnych w codziennym życiu (o ile samodzielnie przekujesz suchą teorię na praktyczne sytuacje).

Pedagogika daje także niezłe przygotowanie do późniejszego macierzyństwa – przez ten okres zapisałam w swojej pamięci wiele rzeczy, dzięki którym mam nadzieję być lepszą i bardziej świadomą matką. To wiedza, która czasem jednak bywa przekleństwem – dzięki niej znacznie ostrzej i wyraźniej dostrzegam wszelkie błędy wychowawcze popełniane przez znajome mi matki, ojców, czy nawet rodziny obserwowane na ulicy. Nieraz scyzoryk sam otwiera się w kieszeni, a moje myśli wędrują w niebezpiecznym kierunku: „to dziecko będzie miało skrzywioną psychikę”

Czy żałuję, że nie przerwałam tych studiów? Mogę sobie gdybać kim i gdzie bym była, wybierając inną ścieżkę edukacji, ale punkt, w którym jestem teraz daje mi na tyle dużo zadowolenia, że szybko porzucam takie myśli. A dzięki temu, że przeszłam tą drogę, mogę Wam dziś o tym opowiedzieć i spojrzeć sobie z uśmiechem na naiwną siebie sprzed lat.


PS:
Jeśli kogoś bardziej zainteresował temat, polecam lekturę tego posta: student pedagogiki resocjalizacyjnej na praktykach  –  najlepiej od akapitu „pierwsze wrażenie” bo cały tekst jest dość długi. Zawiera on szczere opinie studentów po praktykach w różnych ośrodkach wychowawczych.

A tutaj jest ciekawy artykuł, który może laikom uświadomić, jak wygląda resocjalizacja w więzieniach w Polsce. Tekst napisany został przez byłego więźnia.

źródło zdjęcia: justinseeley.com
Asia | LessFearhttps://www.lessfear.pl
Joanna. Pasjonatka psychologii, copywriterka, wrocławianka. Kocha świat nauki, ale ciągle wierzy w magię. Zadaje za dużo pytań i nie może żyć bez podróży. Jej duchowym zwierzęciem jest ratel miodożer.

58 KOMENTARZE

Subscribe
Powiadom o
guest
58 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Katarzyna Małecka

Ja studiowałam pedagogikę resocjalizacyjną w WSBiNoZ w Łodzi. Na nic bym nie zamieniła tych studiów, z wszystkimi ich bolączkami. Bo to taki kierunek. Swoją drogą w Medyku prowadzony świetnie. Tylko jak ktoś nie ma serca do drugiego człowieka, do dziecka, to się w tym nie odnajdzie. Nikt nie mówił, że praca z człowiekiem i jego psychiką jest kolorowa. Kto tak myślał, powinien był nie wiem na co, może na TIR.

kolson

Ale to, wydaje mi się, zależy od prowadzących zajęcia i wykłady, i od programu studiów. Po tradycyjnych, „oldschoolowych” studiach z resocjalizacji perspektywy zawodowe rzeczywiście mogą być takie sobie, ale po studiach prowadzonych przez osoby prezentujące innowacyjne podejście do tematu czy definiujące na nowo pojęcie resocjalizacji, praca sama może znaleźć absolwenta. Znacznie lepiej będzie przygotowany student, dajmy na to, WSP im. J. Korczaka, który uczył się u prof. Andrzeja Bałandynowicza niż ten, który studiował u szeregowego wykładowcy w przeciętnej uczelni.

Tomasz

Resocjalizacja istnieje. Proszę popatrzeć jak radzi sobie dr szecówka, znany w całej Europie. Jak zwykle mówi się tylko o niepowodzeniach. Do tego zawodu trzeba niestety też być optymistą, wierzyć w siebie i w to się robi… I są efekty.

Emilia

Witam. Również ukończyłam pedagogikę resocjalizacyjną. Skończyłam na licencjacie. Od bardzo dawna czyli od czasów gimnazjum działałam na rzecz społeczeństwa. Chodziłam na wolontariat, który dawał mi mnóstwo satysfakcji. Zauważyłam też, że ludzie mają do mnie zaufanie, które objawia się przez zaczepianie na ulicy i niezobowiązującej rozmowie. Brałam bardzo dużo udziału w różnych akcjach. Nie powiem mam doświadczenie tylko te nasze polskie realia….. Zauważyłam, że wszędzie wpychają swoich. Nie patrząc na wykształcenie. Ja akurat jestem osobą, która nie ma tego szczęścia i nie mam pracy do dziś. Zero perspektyw na jaką kol wiek prace. Czasami przychodzili mi momenty zwątpienia. Zastanawiając się nad… Czytaj więcej »

puchot

Resocjalizacja to „kierunek studiów” taki sam jak socjologia, politologia, europeistyka i tym podobne. Niby przekazuje jakąś wiedzę, ale w zasadzie to nie wiadomo jaki zawód czy jakie zajęcie można po tym wykonywać. Pracownik socjalny to fucha jaką rozdają w urzędach pracy komukolwiek i zapewne nikt tego nie chce (znam bezrobotnych którym to proponowano). W więzieniu zatrudniają psychologa i to też pewnie jest fucha na całe życie (znam psychologów więziennych), a na cały zakład są 2-3 etaty. Moim zdaniem dobrze by było, gdyby te wyżej wymienione „kierunki” były oferowane jako studium podyplomowe dla ludzi po ekonomii czy psychologii. Inaczej na siłę… Czytaj więcej »

Sylwester Kurowski

odpowiadając na słowa: „Resocjalizacji nie ma – to nie tylko moje słowa, więc nie mnie musisz przekonywać.”;
otóż Resocjalizacja istnieje – to nie tylko moje słowa, więc spróbuj mnie przekonać :)

Nie mam zamiaru nikogo przekonywać, ani być przekonywaną – jeszcze raz podkreślam, że przytaczałam tutaj głównie słowa osób, z którymi zetknęłam się na uczelni (nawet podczas wykładów) i gdzieś wokół niej.
polecam też lekturę tych tekstów, które podlinkowałam w PS.
A z tym co mówisz dalej się zgadzam – nie brakuje na pewno nieudolnych funkcjonariuszy, a niechęć – pewnie pojawia się z czasem, po próbie pracy w takim systemie. Nawet jeśli przychodzi osoba, która głęboko wierzy w zmiany a styka się z taką biernością, może stracić ten zapał, zwłaszcza gdy widzi jak jej działania sabotowane są przez innych.

Sylwester Kurowski

Pewnie już temat poszedł do archiwum, a ciekawy. Resocjalizacja zdecydowanie istnieje, natomiast problemem jest niechęć do pracy i trochę nieudacznictwo niektórych funkcjonariuszy.

Wiola Starczewska

Och, mój bart studiował ten kierunek… z tymże on w 2005 roku kończył:) Dziś, o dodatkowej służbie wojskowej jest strażnikiem granicznym.

Alis

Mialas pisac o pozytywach w ostatnim wersie, a nawet tam piszesz o przekleństwie… Nie nadajesz się do pisania, trzeba było skończyć dziennikarstwo albo zapisać się chociaż na jakiś kurs. Twoje teksty są pisane bardzo słabo. No i Ty tez wypadasz bardzo słabo co do myślenia…. wypowiedzi niczym 14 letniej dziewczynki. Dorośnij.

majka

Witam. Czytając twoją wypowiedź nie dziwie się, że to nie zawód dla Ciebie. Nie wystarczy skończyć lo i przescignac 14 osób na twoje miejsce. Nie wystarczy słuchać profesorów trzeba też coś samemu mieć w głowie.. Skoro ludzi z ośrodków traktujesz jak zwierzęta a nawet nie potrafilas zrozumieć dlaczego tam są.. Zwiedzanie? Hmm to nie wakacje.. Jeżeli tak to odebralas to raczej turystyka. I tak nie ma resocjalizacji ludzie za których byś odpowiadała mogli by tego słowa nawet nie znać. Natomiast można takim osobom dać tylko wskazówki albo postawić się na ich miejscu i spróbować zrozumieć inaczej do takich osób nie… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny

Droga Paulino/Majko Nigdzie nie napisałam, że to zawód dla mnie – sama byłam tego po pewnym czasie świadoma i sama podkreślałam, że ważne jest by nie szły na niego osoby, które nie są pewne co chcą w życiu robić. Nigdzie nie napisałam też ani nie zasugerowałam nawet, że traktuję takich ludzi jak zwierzęta. Jeśli tak to odczytałaś, to podejrzewam że od razu gdy negatywnie wypowiedziałam się na temat resocjalizacji zaczęłaś doszukiwać się w moich wypowiedziach potwierdzenia dla swojej niechęci, nawet tam gdzie go nie ma. Jeśli nie umiesz czytać metafor, nie konstruuj takich wypowiedzi, bo wychodzisz na osobę która swoją… Czytaj więcej »

Max

nie zgadzam się z większością, no ale są to Twoje przemyślenia, pozdrawiam.

Króliczek Doświadczalny

Szkoda że nie rozwinąłeś w ogóle swojej wypowiedzi, bo skoro mamy aż tak odmienne poglądy to liczyłam chociaż na ciekawą polemikę :)

A ja zgadnij po czym jestem ;) – między innymi na szczęście ;)

usmiechnieteoczy

Całość przeczytałam z zaciekawieniem, a zalinkowane artykuły przez Ciebie na pewno też przeczytam. Ja mam nadzieję, że dobrze wybrałam swoje studia i że będę pracować w zawodzie, jeśli mi się nie uda to się chyba załamię bo nie widzę siebie w tym momencie na innym miejscu. Dużo kasy poświęcam też na doszkalanie się, więc chyba sama rozumiesz jakbym sie poczułam gdyby mi nie wyszło. Inną sprawą jest, ze mam świadomość tego, że na całym świecie oprócz w Polsce pracę dostanę na pewno, tylko co z tego skoro ja nie chce za granicą pracować.. A co przedostatniego akapitu (pomijając ps) to… Czytaj więcej »

Czemu nie na temat, ciekawa jestem każdych przemyśleń jakie wywołują moje teksty – dzięki za podzielenie się nimi :)

herdeljez

Fajnie by było jakbyś kiedyś rozwinęła myśli z ostatniego akapitu:)

Ale tego ostatniego – ostatniego, czy całego zatytułowanego „garść pozytywów”?

herdeljez

„Pedagogika daje także niezłe przygotowanie do późniejszego macierzyństwa – przez ten okres zapisałam w swojej pamięci wiele rzeczy, dzięki którym mam nadzieję być lepszą i bardziej świadomą matką. To wiedza, która czasem jednak bywa przekleństwem – dzięki niej znacznie ostrzej i wyraźniej dostrzegam wszelkie błędy wychowawcze popełniane przez znajome mi matki, ojców, czy nawet rodziny obserwowane na ulicy. Nieraz scyzoryk sam otwiera się w kieszeni, a moje myśli wędrują w niebezpiecznym kierunku: „to dziecko będzie miało skrzywioną psychikę”…” i „Studia na pedagogice (dowolnej specjalizacji), zmieniają nieco podejście do drugiego człowieka i mogą nauczyć wielu wychowawczych i psychologicznych sztuczek przydatnych w… Czytaj więcej »

Aaa, może nadejdzie taki moment, że opiszę szerzej coś w tym temacie :)

Panna Michalina

Chciałam iść na resocjalizację, ale stwierdziłam, że mam zbyt delikatny i miły wyraz twarzy.
Pozdrawiam:)

Dla postronnych może brzmieć śmiesznie co powiedziałaś, ale to prawda, dobrze jest swoim wyglądem budzić respekt. A już nie daj Boże jak do miłej twarzy ma się jeszcze delikatny głosik i niski wzrost ;)

No bez jaj – co ma miły wyraz twarzy do reso …proszę Cię ..

No tyle, że takie delikatne kobietki nie budzą specjalnego poważania wśród więźniów czy wychowanków – nie spotkałaś się z tym?
Najlepiej było to widoczne jak miałyśmy ‚wycieczkę’ do zakładu karnego dla kobiet – najładniejsze i najbardziej kobiece studentki budziły wręcz wrogość u tych więźniarek.

bullyeye

Myślę, że problemem nie jest tu „zbyt delikatny i miły wyraz twarzy”, ale raczej to czy ktoś posiada wystarczająco silny charakter i jak bardzo potrafi być odważny w konfrontacji z niebezpiecznymi sytuacjami.
Większość osób mieszkających w tego typu placówkach bardzo mocno doświadczyła rzeczywistości z własnego wyboru lub konieczności i są w różnym stopniu zahartowani. Więc widząc takiego typa wychowanego w cieplarnianych warunkach i śpiewającego na prawo i lewo o ideałach miłości, prawości i poświęceniu, który świata doświadcza w białych rękawiczkach, to jak mają go szanować i respektować, skoro nie zna ich życia.

Jestem zwolenniczką teorii, że twarz często właśnie wyraża charakter (choćby przez utrwalenie najczęściej powtarzanych emocji w zmarszczkach i układzie mięśni), więc delikatna i miła twarz może być oznaką również wewnętrznej delikatności.

MalWieclaw

Niestety ja też wpadłam w pułapkę humanistycznego kierunku, który wydawał się fajny, ale okazał się stratą czasu. I nie miałam odwagi tego zakończyć wcześniej niż licencjatem. Na szczęście magisterkę wybrałam już rozsądniej:) Ciekawy teskt, myślę, że otworzyłaś nim oczy każdej dziewczynie marzącej o pracy po resocjalizacji. Pozdrawiam i do zobaczenia na See Bloggers ;)

Licencjat to tak jak mówisz jeszcze nie koniec życia, zawsze można potem dobrać sobie magisterkę do swoich planów i zainteresowań. Ja byłam niestety na pięcioletnich jednolitych…

Do zobaczenia, ja wpadam na niedzielę, sobota mnie niestety ominie. :)

Koleżanka Reso

niektórzy mają swoje oczy, a praca znajdzie się jeśli jesteś dobry w tym co robisz. I dziewczyny nadają się do pracy w ZK, been there done that

Dominika

Ja dawno dawno temu (:P) zaczynając studia wybrałam psychologię. Po pierwszym roku byłam ogromnie rozczarowana. Jeden z Profesorów powiedział coś co zapadło mi głęboko w pamięci „psychologię wybierają najczęściej Ci, którzy sami mają problemy w życiu”. Patrząc na mnie w tamtym czasie i na ludzi, którzy przyszli na te studia, wiele wskazywało na to, że to prawda. Zatem po pierwszym roku zrezygnowałam i poszłam na administrację. Myślałam także nad pedagogiką, ale nigdy nie lubiłam dzieci i stwierdziłam, że nie będę się męczyć z czymś co mnie kompletnie nie interesuje. Z resocjalizacją nawet przez moment miałam trochę wspólnego bo, nie wiedzieć… Czytaj więcej »

Tak, to jest popularne stwierdzenie, i wśród swoich znajomych którzy szli na ten kierunek (lub chcieli iść) widzę, że to się sprawdzało :) Ciekawie, że na administracji pisałaś o resocjalizacji :D Ja z kolei swoją magisterkę napisałam na temat zdecydowanie bardziej psychologiczny, niż pedagogiczny :)

Dominika

Miałam to szczęście, że mogłam pisać o czym chciałam, bo trafiłam na wspaniałego promotora (niesamowicie inteligentny i oczytany).

Zielpy

Jak się tak zagłębić w temat, to każdy z nas ma jakiś problem i odbiega od normy. Studiuję rolnictwo, ale marzy mi się kiedyś zrobić psychologię z zainteresowania, zaocznie, jak już będę może nawet starawą babką :)

Króliczek Doświadczalny

Może jak będę stara, bogata i znudzona to też sobie postudiuję, np. zielarstwo (bo jakiś czas temu otwarli taki kierunek) :)

Zielpy

Może na UP we Wrocławiu niedługo otworzą, póki co poszli w agrobiznes, ale wróżę im duży rozwój pod kątem zapchajdziur :)

xXJuleczkaXx

myślę że to nie jest problem resjocjalizacji ale całej gamy specjalizacji na kierunku pedagogiki. Dużo ogólników, treści nie związanej z zawodem a tylko wiedzą ogólną [filozofia, socjologia, historia wychowania (mam te same odczucia co Ty! Nic z wychowania a raczej ogrom historii i dat) itp.] Sama skończyłam prace socjalną i właśnie na praktykach poznałam na czym ta praca polega.

Bardzo ciekawy post, fajnie że postanowiłaś przedstawić swoje odczucia :)

A pracowałaś kiedyś w zawodzie poza praktykami, czy zajmujesz się czymś innym?

xXJuleczkaXx

Jeszcze nie pracuje ponieważ prace socjalną robiłam na stopniu
licencjackim. Obroniłam się dostała dyplom i wybrałam się na stopień
magisterski i specjalizacji geragogika. Odnośnie zawodu to odbywałam
praktyki w OPS gdzie chciano nauczyć mnie praktyki i robiłam wszystko co
pracownik. Pracowałam z dokumentami i robiłam wywiady środowiskowe więc
można powiedzieć że pracowałam przez kilka miesięcy. Nikt przede mną
nic nie ukrywał, chciano mi pokazać jak to wygląda czego na pewno nie poznałabym na zajęciach.

Farizah

Chciałam pójść na ten kierunek. wszyscy mi mówili że nadaje się albo do mundurowych albo na resocjalizacje;) wszystko poszło inaczej chociaż ten temat nadal mnie interesuje;)

Króliczek Doświadczalny

Wiesz, jeszcze nic straconego ;)
Pamiętam że u mnie na wykłady chodził w pewnym momencie facet po 30-tce :)

Dorota

Bardzo ciekawe, interesujące studia. :) O moim zdecydował przypadek, jak zwykle próżność że w białym mi do twarzy,nie patrząc na predyspozycje. Byłam na studiach o innym kierunku jednak okoliczności mi przeszkodziły. Pisałam już o tym kiedyś, wniosek: trzeba słuchać własnej intuicji. :)

Megan

Moja przyjaciółka jest na UG na reso (będzie drugi rok) i mówi, że sobie chwali, ale ona od lat bardzo mocno działa charytatywnie, organizacyjnie itd. Ja po ogólniaku wyjechałam po pracy do UK, usamodzielniłam się, żyje za własne pieniądze i o dziwo nie siedzę na kasie. Planuję studia…kiedyś. Póki co sama się staram rozwijać. Proponuję każdemu nie iść na siłę na studia, tylko pogadać z samym sobą : czego ja naprawdę chcę.

Króliczek Doświadczalny

Jasne, pisałam nawet o tym w czasie matur, pójście na studia nie gwarantuje sukcesu w życiu i nie jest jakimś obowiązkiem, a to że robią to teraz prawie wszyscy… wcale nie niesie z sobą nic dobrego. Uniwersytety to fabryki bezrobotnych.

Przypomniałyście i o czymś. Chodze do takiego jednego pana na masaż i on zawsze ma włączony telewizor, więc ostatnio słuchałam wykładu na temat tego że ludzie po studiach łatwiej znajdują pracę, mniej podatni sa na stres itd ;)

Ja jestem tylko ciekawa jak wyglądają statystyki o działalności gospodarczej – czy osoby, które ją zakładają, zawsze mają wyższe wykształcenie, bo rozglądając się po ludziach widzę, że wielu przedsiębiorców niekoniecznie kładło na to nacisk, a dziś sobie dobrze radzą :)

CapelliSani

A ja od tego roku na pedagogikę… wiem, że nie ma zbytnio po tym kierunku pracy, ale mam to w genach i nie wyobrażam sobie siebie w innym zawodzie ;) co do postu to bardzo dobrze jest to napisane ;)!

Jeśli to czujesz i naprawdę chcesz to robić na pewno jakoś dasz sobie później radę. Grunt żeby zadbać o dobre praktyki, i na nich dać się zapamiętać, albo… poznać właściwe osoby ;)

Ada

Moja mama jest po pedagogice i teraz wykłada też na resocjalizacyjnej. Niestety nie ma o przyszłych resocjalizatorach najlepszego zdania :P

Króliczek Doświadczalny

Czemu mnie to nie dziwi :)

Agata Smaruje

a ja akurat miałam do czynienia z resocjalizacją bez studiów. to, co najbardziej mnie bolało, to beznadzieja i bezsens, które są wynikiem głupiego prawa i głupich ludzi. cały rok pracy z dziećmi z domu dziecka (które jest bardzo złym miejscem, ale to już od dawna wiadomo), a potem dwa miesiące wakacji z „pracującymi nad sobą, kochającymi rodzicami” i powrót we wrześniu do punktu wyjścia lub wręcz cofanie się. moja podopieczna, która przez 10 miesięcy zaczęła odkrywać sens własnego istnienia, sens nauki i czynienia dobra, po wakacjach z mamusią tak bardzo się stoczyła, że skończyła w zakładzie poprawczym. Kolejna zmarnowana duszyczka…… Czytaj więcej »

Ech, wiem o czym mówisz, bo spotykałam się z takimi ludźmi i takim podejściem do życia podczas stażu w opiece społecznej. U mnie jeszcze nie było jakichś tam wielkich hardkorów, bo to tylko niewielka gmina, w miastach jest gorzej, ale i tak sporo się dowiedziałam o życiu i jego patologiach…

Patrycja Pieguska

genialnie opisane, choć ta rzeczywistość smutno wygląda…
ja się wybierałam na pedagogikę, jednak bodajże 10 lat prędzej, na szczęście, bądź nie – teraz to bez znaczenia wtedy się nie dostałam…

kilka lat później poszłam na socjologię, nie zapomnę tych dziwnych przedmiotów, jak metodologia etc… albo 7 definicji socjologii…
oczywiście pracy w zawodzie nie znalazłam w Pl;)

pozdrawiam serdecznie
:)

Miałam elementy socjologii na tym kierunku i wspominam je dobrze, to na pewno mogą być ciekawe studia, jeśliby wyrzuciło się te wszystkie wypełniające czas przedmioty.
Tyle że socjologowi chyba jeszcze trudniej o pracę niż pedagogowi…

mnie akuratnie temat wciągnął – pomijając statystykę, metodologię – to moja zmora była, ale sporo koleżanek było rozczarowanych jednak… tak na mój rozum nie do końca stracony to był ich czas, bo podobnie, jak na Twoich studiach, wiele rzeczy można zaadoptować w życiu realnym…
jednak praca w tym zawodzie to już zupełnie inna bajka;)

Kamil Macher Mr K.

Trafione w punkt.

piguła

Przy wyborze swojego kierunku kierowałam się „możliwościami zarobkowymi” i tym czy znajdę pracę w zawodzie. W połowie studiów na rynku farm. się mocno popsuło, w 2012 rynek dobiła „ustawa refundacyjna” wiele aptek upadło, zarobki spadły. Do czego zmierzam -> wybierając kierunek nigdy nie wiesz czy przypadkiem coś się nie sp…. po drodze, ale może byc i odwrotnie. Byc może znajdziesz pracę w swoim zawodzie, która będzie dawała ci satysfakcję – pytanie tylko czy chcesz jeszcze podążać w tym kierunku? :)

Króliczek Doświadczalny

Tak jak napisałam, po studiach nawet nie szukałam pracy w tym kierunku, sama mnie znalazła na chwilę, to było ciekawe doświadczenie, ale wróciłam do tego, co wychodzi mi lepiej. :)
Perspektywy zawodów się zmieniają, choć podejrzewam że resocjalizacja nigdy nie przyniesie kokosów. No chyba że w prywatnym ośrodku odwykowym dla celebrytów ;)

Ostatnie wpisy

Dlaczego ludzie zniechęcają się do psychoterapii albo w nią nie wierzą

Mimo rosnącej społecznej akceptacji dla chodzenia na terapię, często można spotkać się z komentarzami, które w najlepszym razie wyrażają powątpiewanie w tę...

Nie, nie jesteś wysoko wrażliwym empatą

Na tym blogu mogliście zapoznać się z pojęciem osoby wysoko wrażliwej i empaty. Pisałam o nich w czasach, kiedy te pojęcia dopiero wchodziły do powszechnego...

Zabezpieczony: Skutki uboczne euforii

Tyle razy zastanawiałam się, jak wrócić do pisania tutaj. Bo to, że chciałam wrócić, wiedziałam już jakiś kwartał temu, nie wiedziałam tylko,...
58
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x