Pierwsza zaszła w ciążę już podczas studniówki. Na maturze zasłaniała pęczniejący owoc miłości w toalecie odpowiednim krojem marynarki. Jej widok chyba zainspirował kolejną, która pożegnała się z myślami o studiach zaliczając wpadkę podczas najdłuższych (i jej ostatnich) wakacji. Kilka z nich studia odrzuciło całkiem świadomie – wybrały jak najszybsze uniezależnienie od rodziców, które zapewniały im śmiesznie niskie pensje ze staży i próbnych umów. To za nie później z mieszaniną dumy i bólu wyrzeczeń wynajmowały swoje pierwsze mieszkania na spółkę z pierwszymi poważnymi kandydatami, albo ciułały na używany samochód. Reszta rozjechała się po całym kraju i świecie w poszukiwaniu szczęścia, czasami je znajdując, czasami myśląc, że znalazła.Po maturze nasza klasa zderzyła się z życiem. Nie każdy podniósł się i otrzepał.

Nieraz, gdy dopadnie mnie sentymentalny nastrój, patrzę na ich zdjęcia na Facebooku. Kiedy któraś z dziewczyn ma urodziny i wyskakuje mi powiadomienie z jej twarzą, zgaduję, jak brzmiało jej poprzednie nazwisko, które zatarło się w mojej głowie. Każdego roku dopisuję kolejną cyfrę po dwójce w naszym wieku i obserwuję jak czas zmienia ludzi, którym oddawałam drugie śniadania, z którymi chodziłam na wagary, bezskutecznie uczyłam się palić, słuchałam na przerwach walkmena, dzieląc się słuchawką, pocieszałam po pierwszych zawodach miłosnych i sama dawałam się pocieszać.  Patrząc na ich twarze, widzę, że te beztroskie czasy dawno zniknęły. Tego już nie ma i nigdy nie wróci – ich dwuwymiarowe spojrzenia mówią to aż nazbyt głośno.
Klikam dalej.

 

Dziewczyna – królowa disco – polo, wydaje się być już pogodzona ze swoim pochodzeniem i wbrew wcześniejszej nieśmiałości emanuje tą zdrową, wiejską pewnością siebie. Nie wyjeżdża dalej niż do sąsiedniej miejscowości na sobotnią dyskotekę, ale dobrze czuje się tam gdzie jest – znalazła spore grono znajomych, którzy lubią to co ona i są tacy, jak ona. Inna, która zawsze potrafiła zaskoczyć nas nowym wymiarem odzieżowego obciachu, a po wakacjach straszyła białą skórą i jako jedyna nie chciała oddać pustej kartki na sprawdzianie – dziś podróżuje, otacza się gronem wiernych przyjaciół i tajemniczo uśmiecha się ze zdjęć z wygładzoną fryzurą i w modnym płaszczu. Przemiana godna „Pamiętnika Księżniczki”.Dwie mężów mają jakby z przypadku, a może i z miłości? Tego obserwator z boku nigdy nie wie. Jednak ci zmęczeni życiem, łysiejący faceci, którzy na zdjęciach przytulają spore już dzieci, wyglądają jak dziadkowie, nie ojcowie. Inne dziewczyny, które los albo wybór też postawił w roli matek i domowych gospodyń, gdzieś między pierwszym a kolejnym potomkiem ścięły włosy, a dawną świeżość i kokieterię zamieniły na surową praktyczność. Ich facebookowe profile stały się żywą reklamą parentingu, gdzie dziecka obiadki, dziecka brudna buzia, dziecka nowe zabawki tworzą główny plan, za którym one, ciche reżyserki, mogą schować swoje dresy i nadwagę. Dopiero niedawno ocknęły się, że wpływ hormonów, miłości do słodyczy i braku obowiązkowego wf-u po 25 roku życia przestaje uchodzić na sucho.

Są i gwiazdy.Gwiazdy pospadały do największych polskich miast, czasem przypadkiem, a czasem świadomie kierując swoim losem i dążąc do zmiany życia. Słoiki, takie jak ja. Starają nie wyróżnić się z miejskiego tłumu i zagłuszyć świętokrzyski akcent, który czasem jeszcze słychać, kiedy górę wezmą emocje. Pracują ciężko na to, by po trzydziestce zamieszkać wreszcie na swoim. Kto wie, ile skrywanych łez je to kosztuje. Kto wie, czy patrząc na kolejne dzieci swoich rówieśniczek, nie czują, że też by już chciały, taką miłość bezwarunkową, dziecięcą, która tyle radości wnosi przecież w życie. Czy nie czują, że to czas najwyższy, by osiąść w kapciach i móc bez żalu przytyć pięć kilo, tylko miejsce ciągle nie to i stan konta nie ten. Póki co, zostają w szpilkach i na diecie. Na swoich profilowych robią dobrą minę do złej gry, pozując na tle piramid, palm, czy gór.

A chłopaki?

Chłopaki radzą sobie różnie. Jeden znalazł szczęście przy starszej o dekadę kobiecie, inny dopiero po rozwodzie, dziecku i trzecim poważnym związku. Ten, który w niedokończonej wymianie wiadomości opisywał mi siebie jako egoistę, rzadko widywany jest z dziewczętami, a ten, który na Walentynki namalował mi kredkami największe z wszystkich serce, dziś szuka zapomnienia w ramionach białej laski w kusej sukni z folii i mówi, że przestanie kiedy tylko będzie chciał, bo to kwestia umysłu, a on ma przecież jeszcze tyle planów, a tak mało czasu, by móc przesypiać noce.

Twarz jednego z nich nigdy nie straciła wyrazu wiecznego zdziwienia i nieobecnego spojrzenia, choć na zakolach włosów ma jakby mniej. Chudy zmężniał, pulchny stał się atletyczny. Ten najbardziej sprytny i cwany, który kolekcjonował pały i nagany, w starciu z fizyczną pracą stracił rezon, część zębów i dawny urok złego chłopca, na który łapała się połowa gimnazjum. Ten najbardziej spokojny, flegmatyczny wręcz, który pisał wiersze i dawał się bić, dziś ma olśniewająco piękną żonę, do której jego dawni prześladowcy mogą się tylko ślinić.

Zmieniamy się.Tak bardzo się zmienialiśmy, zmieniamy, zmieniać będziemy, że po tej długiej chwili oddalenia już nie znajdziemy tego, co nas łączyło, co splatało nasze losy, a czasem i ręce. Dziecięcą naiwność zastąpiła nauka na błędach, beztroskę – zabawa kontrolowana, ostrożność i powściągliwość. Na marzenia mówimy dziś plany, na przyjaciół znajomi. My – „już nie chłopcy, lecz mężczyźni, już kobiety, nie dziewczyny”*…

 

 

* tytuł i cytat zaczerpnięty od Jacka Kaczmarskiego.
źrodło zdjęcia – clubsalvo.com

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o