WEEKEND WYCIŚNIĘTY JAK CYTRYNA: GDAŃSK, HEL I…

Mój ostatni weekend zaczął się w czwartek o północy, kiedy wsiadłam na pokład Polskiego Busa, by wśród wiercących się, chrapiących (i nie tylko, oszczędźmy fizjologicznych szczegółów) współpasażerów wyruszyć ku szczęściu. Znaczy morzu. Znaczy Gdańsku, Helu i spełnieniu moich małych, dziecinnych marzeń z listy ‚things to do before I die’.  Miałam ambitny plan, by od piątku rano do niedzieli przed południem zobaczyć najważniejsze punkty Gdańska, sprawdzić choć przez chwilę co słychać w dwóch pozostałych miastach Trójmiasta, dotrzeć na koniec mierzei Helskiej i puścić latawca na plaży. I wszystko się udało. Mogę powiedzieć, że ten weekend wycisnęłam jak cytrynę. Czemu nie robię tak z KAŻDYM wolnym końcem tygodnia? Zobaczcie tą wyprawę moimi oczami.

GDAŃSKIE KLASYKI

Gdańsk przywitał mnie lekkim zachmurzeniem i mżawką, ale szybko mu przeszło (miał szczęście!). Rzuciłam się więc ku starówce i najbardziej kultowym budowlom i zakątkom Gdańska, które nawet na żywo wyglądają tak, jakby patrzyło się na jakąś  podkręconą w fotoszopie pocztówkę. Wśród tych malowniczych obrazków kręciło się zaskakująco dużo turystów jak na piątkowe południe, zdziwiła mnie też tak duża liczba straganów z pamiątkami i wszelakim badziewiem. We Wrocławiu, który przecież też jest popularnym kierunkiem turystycznym, jakoś tego nie uświadczysz. Może to taka specyfika nadmorskich miejscowości, w których łatwiej sięga się do portfela.

 

Ojciec Arielki! Chyba wszyscy oglądali Małą Syrenkę bo każdy robił mu zdjęcie ^^

 

 

Ledwo się mieszczą w przejściu…

 

Wyobrażam sobie że  to polski Amsterdam (odwiedzę go na koniec miesiąca i już nie mogę się doczekać!).

 

Zamiast obiadu. Zjedzone koło portu podobno idzie w cycki.

 

Gdzie ubierają się ludzie z Gdańska? To musi być jakiś ultra-vintage shop…

 

Symbol na żółtej kamienicy ponoć namalowała pewna żona, by jej mąż nad ranem (pod wpływem) trafiał do właściwego łóżka…

 

Najładniejsze drzwi do Rossmanna ever.

 

Widok który ucieszyłby niejednego Pedo-beara.

 

Taka wizja że niebo, że wierze, że upływ czasu…

 

Ktoś się nie patyczkował z tą reklamą renowacji antyków. Rozumiem że pani jest przed renowacją?

 

Ile uniesień potrafią dostarczyć przyrządy geometryczne!

 

Tak tu ładnie, że ojeju!

 


NOCLEG W GDAŃSKU

Nie zawsze chciało mi się wyjmować aparat, dlatego nie wkleję tu fotek kocich rodzin jakich w Gdańsku nie brakowało (co już świadczy o fajności tego miasta), ani pięknych, starych willi w dzielnicy Wrzeszcz, gdzie znajdowało się nasze lokum. No właśnie, lokum. Tak naprawdę było to całe mieszkanie. Po raz pierwszy testowałam noclegi z serwisu airbnb.pl, gdzie ogłaszają się ludzie mający puste mieszkania lub pokoje, które wynajmują w cenach bardzo konkurencyjnych w stosunku do cen hoteli w sezonie. My za dwupokojowe mieszkanko (na wyłączność) z wyposażoną kuchnią zapłaciliśmy ok. 250 zł za dwie noce. Będę sprawdzać tam częściej oferty, dotąd przy rezerwacjach korzystałam głównie z booking.com, gdzie dorobiłam się już zniżki ‚Genius’ (pochlebiają mi, to miłe), ale widzę, że w niektórych miastach i w niektórych porach roku airbnb wychodzi korzystniej. Za minus można uznać jedynie to, że nocleg z airbnb jest mniej przewidywalny niż w hotelach, które (przynajmniej w teorii) mają narzucone pewne standardy. A w prywatnym mieszkaniu może być wszystko. Łącznie z właścicielem ukrytym w szafie.

Znajduję się w czymś w rodzaju przedpokoju, po lewej była sypialnia, z przodu łazienka i kuchnia. Wszystko co trzeba.

 

 

TRAMWAJEM WODNYM NA HEL

Aby dostać się z Gdańska na Hel nie posiadając samochodu, trzeba poświęcić ponad dwie godziny. Sprawdziliśmy dwie opcje – tramwaj wodny do, i pociąg z powrotem. Ten pierwszy środek transportu jest droższy, 35 zł za bilet normalny, 25 zł za ulgowy. Ale poruszając się drogą morską mamy niepowtarzalną możliwość zobaczenia Stoczni Gdańskiej, a później po prostu, no… morza. Którego nigdy za wiele i można gapić się na nie godzinami. A gapienie uskutecznia się z rufy tramwaju albo z jego górnego piętra, gdzie śmierdzi spalinami i panuje spory tłok. Oczywiście można też robić to na spokojnie, z części zabudowanej, gdzie są ławy i stoliki, gniazdka do prądu i można wykorzystać ten czas produktywnie, czego nie omieszkaliśmy zrobić (tam właśnie powstała większość psychotestu jaki Wam wczoraj zaserwowałam ;)) Powrót pociągiem (do Gdyni, dalej trzeba się przesiadać w Szybką Kolej Miejską do Gdańska) pozwala podziwiać wszystkie urocze miejscowości Mierzei, takie jak Jurata, Chałupy, Jastarnia, czy Władysławowo. W najcieńszym punkcie mierzei z obu stron pociągu widać morze.

Ten tramwaj poruszał się zaskakująco wolno. A gdyby tak zrzucić trochę balastu?…

 

Stoczniowe maszyny robią wrażenie, nie ma to tamto.

 

Jak będę duża, też chcę mieć taką.

 

Work in progress. Tak właśnie wygląda post w wersji roboczej.

 

Wreszcie w Helu!

 

Stoi na stacji lokomotywa… Jeśli jakiś pociąg przyjeżdżający do Helu się spóźni, ten który z niego chce wyjechać, musi czekać. Na mierzei nie ma miejsca na podwójne tory, więc najpierw jeden, potem drugi.

 

HEAVEN  OR HEL?


Sam Hel jest malutkim miasteczkiem, które oficjalnie zamieszkuje mniej niż 4 tysiące mieszkańców. W sezonie jednak po mieście krąży codziennie pewnie dwa razy tyle, jeśli doliczymy turystów spragnionych wrażeń. Co może być fajnego w takiej mieścinie? Morska latarnia, pobliski rezerwat przyrody, fokarium, nieco za mała plaża, no i fakt, że to miejsce znajduje się na samym końcu Mierzei Helskiej. A wiadomo, że człowiek ma w sobie pęd do zdobywania wszelkich skrajnych miejsc na mapie świata. No więc i ja zdobyłam.

Foczki z Helskiego Fokarium! Każda ma imię i jest nim wywoływana do karmienia.

 

Bulbas -je dyny facet wśród fok które tam widziałam był dosyć osowiały. Zaskoczyły mnie focze oczy – wyglądają jakoś tak… niepokojąco.

 

„Foczki, dajcie buziaka praktykantce! Mnie nie będziecie brudzić”

 

Po wyjściu z fokarium, na plaży można było podziwiać ratownika prężącego bicka niczym rodzimy Hasselhoff, tylko mniej owłosiony.

 

Helska plaża nie jest zbyt duża, trudno tam o jakiś intymny kącik. Za to piasek jest jasny, delikatny i w miarę czysty.

 

Na obiad luby zjadł flądrę: „W nocy łowiona, same nasze bałtyckie ryby, bez ściemy, nie?!”

 

Wejście smoka i corocznie zaskakujące odkrycie, że ZIMNA!

 

Miałam zdjęcie, na którym nikt nie wbijał się w kadr, ale te czerwone kąpielówki, wiaderko i blond grzywka wyglądają tak sielsko, jak żywcem odgapione z jakiejś akwarelki ulicznego artysty sprzedawanej z chodnika za 5 zł. No to sobie zostawiam na pamiątkę.

 

 

CHCĘ BYĆ BATMANEM!

Jednym z moich małych marzeń było wrócenie na chwilę do beztroskich czasów dzieciństwa i… puszczenie latawca nad morzem. Przed wyjazdem zaopatrzyłam się więc w wypasionego orła, któremu – jak się okazało na miejscu – zabrakło jakiejś ważnej części, przez co nie chciał wzlecieć. Mój luby widząc zbliżającą się rozpacz, ryk i zepsuty dzień znalazł na pobliskich straganach u Cygana jakiś ostatni latawiec, i tak oto staliśmy się posiadaczami własnego Batmana (Batmobila?).

Rozbujanie takiego latawca, żeby chciał się w ogóle wzbić w górę to wyzwanie. Trzeba się pobawić.

 

Batmobil się rozkręca…

 

I leci coraz wyżej! Oczywiście ja też nim sterowałam i muszę powiedzieć że zabawa jest przy tym nieziemska, a i gimnastyka przy okazji, jeśli nie chce się, by latawiec wylądował komuś na twarzy lub plecach…

 

Wszystkie dobre rzeczy szybko się kończą i po powrocie z Helu i Gdyni w sobotni wieczór, został nam czas wystarczający tylko na nieskoordynowane spacery po okolicy – tak by zobaczyć jak Gdańsk wygląda poza częścią zabytkową, jacy są gdańszczanie, co dzieje się na ulicach w weekendy…  W niedzielę zrobiliśmy zakupy na drogę, pożegnaliśmy rodziny kociaków zamieszkujące okolicę i wyruszyliśmy w ponad 8-godzinną podróż powrotną Polskim Busem, którą znieść jest trudno, ale… dla tych widoków i klimatu zdecydowanie warto! Gdańsk totalnie mnie zauroczył i już wiem, że muszę tam kiedyś wrócić.

Z polskich miast w których mogłabym osiedlić się na stałe, Gdańsk ląduje w czołówce, tuż za Wrocławiem, z którym wygrywa jednak pod względem ilości zieleni i dostępem do morza oczywiście.Jeśli jeszcze tam nie byliście, polecam, polecam, polecam…

Ahoj!

 

Asia | LessFear
Asia | LessFearhttps://www.lessfear.pl
Joanna. Pasjonatka psychologii, copywriterka, wrocławianka. Kocha świat nauki, ale ciągle wierzy w magię. Zadaje za dużo pytań i nie może żyć bez podróży. Jej duchowym zwierzęciem jest ratel miodożer.

70 KOMENTARZE

70
Dodaj komentarz

avatar
28 Comment threads
42 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
31 Comment authors
Króliczek Doświadczalnyolgaernestyna44JoannaDorota Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
olga
Gość
olga

Bulbas:) dobre… to nie żaden Bulbas tylko Bubas, byłam tam wolontariuszką więc dokładnie wiem

Króliczek Doświadczalny
Gość

Bulbas czy Bubas, jakby się nie nazywał, jest słodki.

Świetny miałaś wolontariat w takim razie! :)

ernestyna44
Gość
ernestyna44

Ja mam niestety za daleko nad morze żeby robić sobie dwudniowe wypady…:(

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ja jechałam ponad 8 h i już mi nogi chciały wejść w tyłek a od Ciebie to pewnie byłoby ze 12 h jak nie więcej? Czekam na jakieś tanie loty po Polsce… Był kiedyś ten OLT i musiał się okazać przekrętem…

ernestyna44
Gość
ernestyna44

Powiem Ci, że jechałam w tym roku autem i zajęło to 8,5h :D Ale to był obeznany kierowca…A ja i tak jeżdżę pociągiem „jedyne” 17h :P

Joanna
Gość
Joanna

Genialnie ;)

Pepa
Gość

Czytałam z wieelkim zainteresowaniem, bo sama od dziecka na mojej niepisanej nigdzie liście (może też powinnam to wszystko spisać) rzeczy do zrobienia miałam podróż w kierunku Helu, stanięcie na samym końcu półwyspu. Też chcę w tym roku zabrać się za realizację! Kupiłam już nawet namiot i wyszukałam pole na samym klifie. Chcę zobaczyć po drodze Toruń, później Trójmiasto, Władysławowo i półwysep helski. Może też Jastrzębią Górę i przylądek Rozewie :D. Kolejna na liście jest Łeba i wydmy, które oglądałam tylko na zdjeciach, ale nie wiem czy w czasie tego wyjazdu się uda. Chociaż nie powiem ciekawie by było po paru… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Jej, uwielbiam takie ‚wędrowne’ wyprawy! Lubię wyjechać do jednego miasta i dobrze je poznać, ale jeszcze lepiej jest się przemieszczać i zaliczyć kilka ciekawych punktów po drodze! To chyba jakiś promil cygańskiej krwi w moich żyłach ;)
W poprzednie lata jak jeździliśmy nad morze to też robiliśmy sobie przystanki po drodze, właśnie na Toruń, czy małe miasteczka – Czaplinek, Szczecinek. Można fajnie odpocząć przez jeden dzień, zobaczyć to co najważniejsze i tak bardzo nie odczuć zmęczenia daleką podróżą.
Życzę Ci powodzenia Twojego planu :)

Mila Bizoń
Gość

Byłam kiedyś, daaaawwno temu… tylko raz :( Fajnie, że udało Wam się wyjechać chociaż na taki krótki wyjazd :) Ja bardzo lubię takie mini-wakacje, ale mój facet to niestety maruda i księżna (chociaż w lesie mógłby spać na gołej ziemi, ale w mieści zaczyna gwiazdorzyć) i nie nadaje się na takie szybkie wyjazdy.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Księżna? Rozwaliłaś mnie tym określeniem :D
Mój na szczęście jak coś wymyślę, stara się dopilnować żeby wyszło – nawet jak ja sama tracę zapał.

Mila Bizoń
Gość

Tak, tak księżna ;D W mieście włączają mu się jakieś wysokie standardy – w życiu by nie mieszkał przez weekend u kogoś w mieszkaniu, a jak w hostelu/agroturystyce to tylko z własną kuchnią i łazienką. Najlepiej też jak, żeby dojechać nie trzeba korzystać z komunikacji publicznej, ale też nie kierować samemu długo… dla niego Wrocław to wyprawa życia i się musi przygotować psychicznie przez tydzień :P
A potem na wsi zapierdziela po błocie w gumowcach i z wielką pasją przerzuca gnój -.-‚ I to ponoć kobiet nie idzie zrozumieć

raspberry andhair
Gość
raspberry andhair

fajne te foczki. :D

Króliczek Doświadczalny
Gość

Słitaśne ;)

Eten
Gość

Fajnie się czyta ten post z perspektywy osoby, która parę lat temu była w Gdańsku (wydaje mi się, iż nawet rybę jadłyśmy w tej samej smażalni) i rok temu na Helu (z Władysławowa rowerem dojechałam…) :3 Miłe miałaś wakacje :) A Amsterdam baaardzo polecam, cudowne miasto – podbiło moje serce; marzę aby tam drugi raz pojechać.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ryba była z Helu właśnie ;)
To taka bardziej wersja demo wakacji, w Amsterdamie też tylko trzy dni będę – mam nadzieję, że choć trochę uda mi się poczuć jego klimat. Na prawdziwe wakacje jeszcze muszę trochę poczekać.
Też mi się marzy przejechać rowerem całą mierzeję i zajrzeć do każdej z tych miejscowości :)

Joanna Rytter
Gość
Joanna Rytter

Gdańsk jest po prostu przepiękny :) Byłam w maju i wróciłam oczarowana ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ja też jestem, teraz już wcale się nie dziwię, że wygrywa w rankingach najlepszych miejsc do życia w Polsce. Nawet mógłby wygrać z Wrocławiem ale lojalność nie pozwala mi tego przyznać :P

the Cieniu
Gość
the Cieniu

Ciekawie się ogląda taką relację z perspektywy tubylca (jestem z Trójmiasta), tym bardziej, że u mnie w przygotowaniu post o wycieczce na Półwysep Helski (dziś późnym popołudniem go opublikuję). Kocham Trójmiasto, morze mnie w sumie umiarkowanie kręci, bo dużo bardziej lubię okoliczne lasy i wszelką zieleń, ale właśnie zdałam sobie sprawę, że bliskość morza jest dla mnie taką oczywistością, że nie wyobrażam sobie mieszkać gdzieś indziej. W zatoce woda cieplejsza, choć mniej czysta ;) w sobote sprawdzałam i była super, choć niestety nie mogłam wejść cała. Ale co najmniej raz w roku się kąpię w morzu, co zaskakująco mało mieszkańców… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

To czekam na Twoją relację w takim razie :)
Ciekawe jak to jest, że ci którzy mają morze na miejscu jakoś najmniej z niego korzystają.
Toruń też dobrze wspominam, bardzo ładny i klimatyczny, mniejszy ruch turystów i więcej spokoju.

the Cieniu
Gość
the Cieniu

Też się nie mogę nadziwić, niektórzy moi znajomi od lat nie byli tak typowo na plaży latem.. Może ludzie tak mają, że często bez sensu nie doceniają tego co już mają i jest w zasięgu ręki

Beata Isia
Gość
Beata Isia

świetna relacja, miło się czytało i oglądało:)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Miło mi, dziękuję :)

pysia buu
Gość

ależ bym chciała robić sobie takie weekendowe wypady :D niestety – mojego lubego ciężko do tego przekonać no i jakoś kasy zawsze brak ;/

Króliczek Doświadczalny
Gość

Mam w planach tekst w którym będą odpowiedzi na najczęstsze wymówki które podają osoby nie-podróżujące. Może użyjesz ich przeciw niemu ;) Bo tak naprawdę podróżować można małym nakładem pieniędzy, tylko trzeba trochę pokombinować.

the Cieniu
Gość
the Cieniu

Hihi mój Ukochany się nawet daje namówić i często sam inicjuje jakieś wyjazdy, ale często jest taki marudny, że muszę zabrać ze sobą cały plecak cierpliwości aby wytrzymać :P

Karola Franieczek | Życie Me
Gość

Kurcze, kiedy to my ostatnio byliśmy w Gdańsku… Chyba z 3 lata temu w maju. Było lekko zimno, ale na Hel popłynęliśmy – wszyscy się pochowali do środka, więc góra była nasza (co nas wypizgało to nasze) :) A w fokach się zakochałam, szczególnie, jak sobie zakładały płetwo-łapki na klatę. :D

Króliczek Doświadczalny
Gość

Chyba każdy kto odwiedzi fokarium pozostaje pod urokiem tych zwierzaków. I wtedy nagle wzrasta popyt na pluszowe foczo-koszmarki sprzedawane na straganach przy deptaku ;)

aGwer
Gość

Och byłam, Trójmiasto jest przepiękne, ja również zakochałam się w Gdańsku – choć jeszcze nie wygrał z Karkowem! :D
Na Helu nigdy nie byłam, zazdrooooszczę :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

A ja należę do tego gatunku ludzi, którzy ‚nie czują’ Krakowa :)

Aurora
Gość

Narobiłaś smaka! Ale chyba o to chodziło ;)

Kot Bury
Gość
Kot Bury

Woda w Bałtyku zimna? Oh, you don’t say :D.

Kocham Gdańsk, jedna z moich babć pochodziła z tego miasta, więc żywię do niego taki rodzinny sentyment. Do tego jeszcze te koty i fokarium w Helu <3. Gdyby nie fakt, że od paru lat wolę góry z chęcią bym w Gdańsku kiedyś zamieszkała, a tak to niestety koliduje z moim wielkim planem osiedlenia się w jakieś chacie w Bieszczadach i zdziczenia do reszty :D.

Króliczek Doświadczalny
Gość

No mówię że za każdym razem mnie to tak samo dziwi. Zawsze jadę z nastawieniem, że jednak będzie dobra do pływania.
Też doświadczyłaś bliskich spotkań z gdańskimi kotami? :)

Katalina
Gość
Katalina

Moje miasto! Zabawne że oglądam mój Gdańsk siedząc w Warszawie ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Mieszkasz w pięknym mieście. Ale i tak najbardziej zazdroszczę Ci morza :)

Puszysława Kot
Gość

A Oliwa?

Króliczek Doświadczalny
Gość

Mieszkałam w sąsiedniej dzielnicy więc miałam z 10 minut tramwajem. I Gdański Medyczny widziałam – wygląda tak swojsko, jak nie uczelnia, tylko nie wiem… liceum? :)

the Cieniu
Gość
the Cieniu

Pewnie widziałaś główną siedzibę przy głównej ulicy, bo najważniejsza część dla studentów to dziesięciopiętrowy moloch jak z PRLu ;) Ale za to klimat spoko i mnóstwo zieleni wokół :D

Króliczek Doświadczalny
Gość

No tak, tak, przy głównej. Ale okolica piękna i zielono bardzo.

Dorota
Gość

Świetne zdjęcia, uwielbiam takie i tęsknię za porządnym, zasłużonym wypoczynkiem. :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

A ze zdjęć na Instagramie widzę że jednak zdarza Ci się poleżeć na plaży, to jak to jest z tym odpoczynkiem w końcu? ;)

Dorota
Gość

Taaa… ściema na całego. Zobacz, że wokół są dzieci. Jeszcze nie zdążysz wykąpać się przed spaniem, przychodzą dzieci. O wpół do 6 budzą dzieci. Chwila relaksu się należy bo zwariuję inaczej. Już zwariowałam. Boję się iść spać bo za chwilę wejdzie jakiś młody wychowawca z kolejnym hipochondrykiem. Więcej nie jadę na żadne kolonie. Takich chwil jak na zdjęciu mam jak na lekarstwo.

Króliczek Doświadczalny
Gość

To ile one mają lat? Strasznie upierdliwe się wydają… Min. dlatego sama nigdy nie chciałam pracować z dziećmi.

Dorota
Gość

od 8 wzwyż. Najgorzej jest jednak w wychowawcami, bo sami jeszcze podkręcają. Wczoraj szaleli z dzieciakiem który nie mógł usnąć. Miał 36,8 stopni a oni mu wmawiali chorobę. :/ Dobrze że choć kierowniczka jest rozsądniejsza. Pierwszy iostatni raz dałam się nabrać na coś takiego.

Króliczek Doświadczalny
Gość

O nie… podejrzewam w takim razie że ci wychowawcy to po jakimś przyspieszonym weekendowym kursie są… :/ Nie każdy powinien pchać się do takiego zajęcia.

Dorota
Gość

Dokładnie, masz rację. :) Szczyle mają zaledwie 20 lat. Wczoraj znów przyleźli jak dopiero usnęłam przed 23 bo dzieciak nie chciał spać. Na szczęście mieszkam obok kierowniczki, opierdzieliła ich zdrowo.

simply_a_woman
Gość
simply_a_woman

studiowałam w Gdańsku. łezka się w oku zakręciła ;)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Fajnie miałaś w czasie studiów…

Ala Iwańczuk
Gość
Ala Iwańczuk

No popatrz, a ja mieszkam w Gdańsku od wielu lat i myślę jak stąd prysnąć :P

Króliczek Doświadczalny
Gość

Niemożliwe, gdzie chcesz uciekać?

Ala Iwańczuk
Gość
Ala Iwańczuk

Nie wiem jeszcze, gdzieś bardzo daleko, gdzie słońce i ciepło. Powiem Ci dokładnie za rok :)

Produkt Natury
Gość
Produkt Natury

No, to idealnie się zaklimatyzowałaś w temat moich wakacji. Dzięki za informację pod moim postem, kurczę muszę coś wymyslić…
PS. Reklama najlepsza, majstersztyk

ann
Gość
ann

przed następnym wyjazdem kup Kartę Turysty :) jest min. dla trójmiasta i można sporo zaoszczędzić. pozdrawiam :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Jeśli będę miała więcej czasu na zwiedzanie to na pewno :)

Dagmara
Gość
Dagmara

super, że podobało Ci się „u mnie” tzn w Gdańsku :D mieszkam tu od urodzenia i za każdym razem się zachwycam na nowo :))
nie żebym się czepiała, pod zdjęciem z podpisem „wreszcie w Helu!” powinno być na Helu ;) chyba że specjalnie jest to „w” :D

Króliczek Doświadczalny
Gość

Kurcze to ja już nie wiem jak mówić:) jak pytałam w porcie ‚czy to jest tramwaj na Hel’, to pan kapitan mnie poprawił że na hel może być balon, a to jest DO Helu :)

Kot Bury
Gość
Kot Bury

Twoje „wreszcie w Helu”, Króliku, jest chyba poprawne ;).
Mogę się mylić, ale gdzieś kiedyś czytałam, że jeśli jesteś w mieście Hel, to jesteś w Helu i na Helu (bo na Półwyspie Helskim, który również przyjęło się nazywać Helem). Przy czym tak „formalnie” to chyba jednak powinno się mówić, że jest się w Helu ;)

Faux cheesecake
Gość
Faux cheesecake

Tja, a Gdynianie mówią na Orłowie/na Gdyni/etc na przykład ( tak a propos błędów; pochodzę z południa i okropnie mnie to razi)…a mnie się wydawało, że poprawnie jest ‚w Helu’ jeżeli mowa o miejscowości a ‚na Helu’ = na Półwyspie Helskim :)

the Cieniu
Gość
the Cieniu

hehe Gdynianie mówią „w Gdyni” i „na Helu” lub „na Hel”, tak się jakoś w mowie potocznej przyjeło, ale kurczę nie mam pojęcia jak jest poprawnie ;)

faux cheesecake
Gość
faux cheesecake

Nie wiem, mieszkam tu od jakiegoś czasu i gdy słyszę ‚Na Redłowie’ to ciśnienie mi skacze ;)

april
Gość
april

to tak samo jak w Gdańsku, mieszka się „na Przymorzu” lub „na Żabiance”, ale z kolei mówi się „w Oliwie” i we Wrzeszczu :)

Modnania
Gość
Modnania

rozwaliłaś mnie tymi drzwiami do Rossmanna :D

Króliczek Doświadczalny
Gość

Oni mnie też rozwalili :P

Karolina Gie
Gość

ta druga plaża na Helu jest ładniejsza… Też miałam tak być…i taki głupi zbieg okoliczności nie pozwolił…:)
A woda ile miała? Do 16 stopni spokojnie wchodzę :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Wiem, wiem ta mała to taka wersja komercyjna :) A woda chyba właśnie miała 16 stopni, do ud mogę się w takiej zanurzyć ale jakby mi miała dotknąć brzucha, spanikowałabym :)

ecattiem
Gość
ecattiem

Koooocham Hel miłością wszechwielką, kocham Ewunię i Bulbasa z fokarium i co roku staram się do nich wpaść :) Ta plaża, którą pokazałaś, to faktycznie ta mniejsza, przy zatoce – po drugiej stronie miasta jest taka pełnowymiarowa, nad prawdziwym morzem. Mam nadzieję, że byłaś na końcu deptaku, tam przy kuli, na trdelnikach, w kawiarni Słoneczna na lodach i na końcu świata – jeśli nie, zawracaj! Już! Gdańsk mnie tak nie uwiódł, pamiętam go tylko z wielkich lizaków na deptaku i wegetariańskiego baru, w którym pierwszy raz spróbowałam naleśników ze szpinakiem – zjadłam z apetytem, ale już nigdy potem nie mogłam… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Bulbas, no właśnie, brakowało mi tego imienia, to chyba ten smutny na zdjęciu. Na Helu spędziłam łącznie niecałe pięć godzin więc wszystkiego nie widziałam, ale mam nadzieję tam jeszcze kiedyś wrócić. I może też do Sopotu zajrzeć, zapolować na Kasię Tusk na molo ;P

Balbina Ogryzek
Gość
Balbina Ogryzek

Byłam, Hel i morze zwiedziłam <3 Właśnie na Helu widziałam foki, z czego jedna nazywała się Balbina i brała w lapki wodę, dmuchała w nią i robiła bąbelki :D Od tej foki wymyśliłam blogowego nick'a :D Super zdjęcia, miło było powspominać :)

Króliczek Doświadczalny
Gość

Ja zapamiętałam Agatkę, Anię i chyba jedna nazywała się Unda :) Słodkie zwierzaki, tylko te ich oczy mnie zdziwiły.

Niewyparzona Pudernica
Gość
Niewyparzona Pudernica

Byłam, podobało mi się, ale sama wiesz co mnie spotkało hehe pod Heweliuszem już biegłam truchcikiem haha :D

Króliczek Doświadczalny
Gość

Dobrze że tam tyle terenów zielonych :P

Ostatnie wpisy

Dlaczego ludzie zniechęcają się do psychoterapii albo w nią nie wierzą

Mimo rosnącej społecznej akceptacji dla chodzenia na terapię, często można spotkać się z komentarzami, które w najlepszym razie wyrażają powątpiewanie w tę...

Nie, nie jesteś wysoko wrażliwym empatą

Na tym blogu mogliście zapoznać się z pojęciem osoby wysoko wrażliwej i empaty. Pisałam o nich w czasach, kiedy te pojęcia dopiero wchodziły do powszechnego...

Zabezpieczony: Skutki uboczne euforii

Tyle razy zastanawiałam się, jak wrócić do pisania tutaj. Bo to, że chciałam wrócić, wiedziałam już jakiś kwartał temu, nie wiedziałam tylko,...

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach?

Podaj swojego maila, a o każdej publikacji dowiesz się jako pierwszy. Tylko link i krótka zajawka tekstu, zero spamu.