Ostatnio wyjęłam z szafki na kosmetyczne zapasy cytrynowy żel Original Source i ogłosiłam Narzeczonemu, że jeśli chce, też może go zacząć używać (bo cytryna to przecież 100% unisex, w dodatku idealnie orzeźwia w upały). Nie spotkało się to jednak z jego aprobatą.

– Najpierw karmisz mnie soją, która podobno zawiera  żeńskie hormony, a teraz chcesz żebym pachniał jak baba. Przyznaj się lepiej, że brakuje ci przyjaciółki.


Dowcipy dowcipami, ale ta rozmowa natchnęła mnie do dzisiejszego wpisu. Bo ja naprawdę nie mam przyjaciółki. I tak właściwie – to nigdy nie miałam. Ciekawe, że coraz częściej natykam się na podobne opinie z ust innych kobiet.

Skąd wzięło się powiedzenie, że kobieta kobiecie wilkiem? Albo, że kobiety całują się na powitanie tylko po to, żeby się nie pogryźć? Śmiem twierdzić, że nie wymyślili go mężczyźni. Jesteśmy świadome rzeczywistości, jaką gotujemy sobie nawzajem. Solidarność jajników? Owszem, czasami, kiedy jakiś mężczyzna zaryzykuje krytykowaniem ogółu kobiet i rzucaniem frazesów w stylu twoje miejsce jest w kuchni, albo pode mną, bitch.  Jeśli jednak pojedyncza kobieta znajduje się w opałach, prędzej pomoże jej facet, niż inna kobieta. Ta druga często będzie upajała się chwilą, kiedy jest wyżej niż pierwsza.

 

Zazdrość, rywalizacja…
to właśnie podaje się jako najczęstsze powody wzajemnej niechęci w babskim gronie. Wydaje się to nawet biologicznie uzasadnione. Samce też od zawsze rywalizują w swoich stadach o miano posiadacza największych cojones. Tylko czemu nie uciekają się w tej konkurencji do intryg, plotek, psychicznego niszczenia rywala? Mówi się, że faceci po tym jak dadzą sobie po mordzie, znowu mogą podać sobie rękę, albo rozchodzą się w różnych kierunkach, by już nie mieć ze sobą styczności. Kobiety robią to nieco inaczej – czasami wręcz wydają się mieć przyjemność w ciągłym gnębieniu się nawzajem, tak jakby życie było jedną wielką brazylijską telenowelą, gdzie bez intrygi nie ma odcinka. Jesteśmy uzależnione od emocji, a jeśli nie dostarcza ich życie, próbujemy wywołać je sztucznie. Czy mówię to dlatego, że jestem…
uprzedzona do kobiet? 
 
I tak, i nie. Ale bardziej tak. Kilka razy w życiu zbliżałam się emocjonalnie do jakiejś dziewczyny. Mające te naście czy nawet 20 lat, wydawało mi się naiwnie, że jeśli jestem wobec niej szczera, to otrzymam to samo, a jeśli ją wspieram, to też otrzymam wsparcie. Życie bardzo brutalnie zweryfikowało moje poglądy. Niebezpiecznie okazywały się wszelkie szkolne ‚przyjacielskie trójkąty’, bo kiedy któraś z trójki zachorowała, dwójka zbliżała się do siebie, znajdując przyjemność z rozmów – niekoniecznie wyrażających sympatię – o tej trzeciej. Czasem powrót po chorobie przynosił niemiłą refleksję, że nagle mój PR mocno podupadł i sczerniał.  Czasy nieco późniejsze przynosiły pierwsze związki, które też szybko weryfikowały sympatie ze szkolnej ławki – nagle przyjaciółce starczało czasu jedynie na spotkania z misiaczkiem lub na rozmowy o misiaczku. Kontaktu szukała na nowo dopiero wtedy, gdy misiaczek okazywał się pospolitym burakiem.Im dalej w las, z tym większą ilością niechlubnych przypadków kobiecej przyjaźni miałam do czynienia. Dość mówić, że jedna z sympatycznych koleżanek – współlokatorek regularnie podczytywała mój pamiętnik, a następnie czyniła go tematem ploteczek z właścicielką mieszkania, natomiast ostatnia ze znajomości, która wydawała mi się wręcz siostrzana, doprowadziła do tego, że o mały włos zostałabym wrobiona w przestępstwo. Tylko fartowi zawdzięczam, że nie wezwano mnie na przesłuchania. Nigdy tak szybko jak wtedy nie zmieniałam miejsca zamieszkania. I z takim oto hardkorowym przytupem zakończyłam swoje bliskie relacje z kobietami.

Trochę szkoda
 
Nie powiem, brakuje mi kogoś, z kim mogłabym pójść na zakupy i uzyskać szczerą poradę – w tej sukience wyglądasz jak kaszalot. Wyrażoną z troską o mój dobry wizerunek, a nie radością: za to ja przy tobie będę błyszczeć! Brakuje mi rozmów na tematy, które może zrozumieć tylko kobieta i poczucia, że mam swój własny, mały kobiecy front obronny. Front kobiet niespokrewnionych, ale życzliwych sobie. I nie musi być ich dziesięć – wystarczyłaby jedna. Niestety, siła mojego zrażenia się jest tak miażdżąca, że kiedy myślę o sytuacji pełnego otwarcia się przed osobą płci żeńskiej, to wyłącznie wtedy, gdy kobieta ta ma ‚lekarz ginekolog’ przed nazwiskiem, i chodzi o otwarcie nóg lub otwarte wyznanie daty ostatniej cytologii.Staram się nie unikać całkowicie kontaktu z kobietami, stąd też blog kierowany jest głównie do nich/Was, stąd też spotkania blogerek, które są jak małe święta. Ciekawa rzecz, że większość fajnych dziewczyn jakie znam, to właśnie te, na które natykam się w sieci i poznaję dzięki blogowi. Choć i w tej sferze nie brakuje tradycyjnych intryg, knowań i wzajemnego obrzucania się błotem/glinką kosmetyczną. Kiedyś się wtrącałam, teraz staram się trzymać od tego z dala. Jednak i tak co jakiś czas w moich blogowych kręgach słyszę echa tych starć. A czasami nawet obrywam rykoszetem. Dlatego łatwo przychodzi mi mówienie, że w realu…

 

wolę towarzystwo facetów
 
 
Bo akurat w takim teraz się obracam. Pracuję w zespole w którym jestem jedyną kobietą (w zasadzie to nie tylko w moim biurze, ale i na całym piętrze biurowca) i cieszy mnie to, bo w poprzedniej pracy było zgoła odmiennie. Czym się różni praca wśród samych mężczyzn od pracy wśród samych kobiet? A choćby tym, że kobiety rozładowują napięcie plotkami o osobach (często tych nieobecnych), a mężczyźni – żartami, lub plotkami o ideach. Jasne, też zdarza im się uderzyć do kogoś personalnie, ale częściej robią to jawnie i grają w otwarte karty.
Odchodząc od tematów pracowniczych, mam też kilku bliższych kolegów, może nie przyjaciół, ale w razie czego mogę na nich zawsze liczyć. Uwielbiam wymieniać z nimi myśli i poznawać ich racjonalny, oparty nie na emocjach, a analizie faktów punkt widzenia. No i poczucie humoru – sama mam specyficzne i wiem, że z nimi mogę pozwolić sobie na więcej, na ostrzej, podczas gdy niektóre z kobiet dawno krzywiłyby się z niesmakiem.
Nie ja jedna
 
Kiedy w sieci pojawia się gdzieś temat kobiecej przyjaźni, z zainteresowaniem śledzę komentarze innych dziewczyn, które łudząco przypominają moje własne doświadczenia. Większość z  grona deklarujących odrzucenie kobiecej przyjaźni na rzecz męskiego towarzystwa, to te, które choć raz bardzo mocno zawiodły się na swoich ‚przyjaciółkach’. Wiele z nich podkreśla również swoje uznanie dla zasad, jakie panują w męskim gronie: konkretności, szczerości, dosadnego humoru – cech na których niedostatek cierpią żeńskie kręgi.I teraz należałoby zadać pytanie: czy to w nas jest coś nie tak (może zbyt męskie mózgi?), czy jednak kobiece przyjaźnie przechodzą ostatnio kryzys? Kto wie. Pewnie powiecie mi coś na ten temat.

A na koniec optymistyczny akcent graficzny – niektóre kobiece przyjaźnie nie zmieniają się przez lata. Jeśli takie macie, dbajcie o nie z całej siły:

 

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
moniqArleta50 FAKTÓW O MNIE - CZ.1 - Króliczek Doświadczalny Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…]  Większość moich bliższych znajomych to faceci – jakoś nigdy nie miałam zbyt wielu koleżanek. Dziś tego żałuję, ale chyba jestem już trochę uprzedzona do kobiet. Nie ma się w sumie czym […]

Arleta
Gość
Arleta

Nie wiem, czy nie za późno znalazłam Twego bloga, czy nadal jeszcze na nim działasz, ale trafiłaś w samo sedno problemu. Uważam, że to dosyć poważny problem dla kobiet, które zostały zranione (czasem nawet kilkukrotnie) przez inne kobiety, tym bardziej, że należę do grona takich osób. Nie wiem dlaczego, ale od zawsze nie układało mi się z dziewczynami, albo jakaś mnie gnębiła w szkole, a to następna „zdradziła” z inną -> przykład powrót po chorobie i już jesteś sama na lodzie, a to kolejne niewypały, które uważałam za całkiem spoko dziewczyny. Nie wiem dlaczego, ale od zawsze bawiłam się tylko… Czytaj więcej »

moniq
Gość
moniq

Zdecydowanie masz uraz do kobiet. Co z tym zrobisz to Twoja sprawa, jednak nie jest absolutną prawdą to, co napisałaś. Ja z kolei mam silny uraz do mężczyzn spowodowany traumą z przeszłości i też wiem, że moje uczucia są po prostu wynikiem doświadczeń, jednak piszę to po to, żeby udowodnić Ci, że zupełnie myslisz się w ocenie kobiet (ja w ocenie mężczyzn zapewne też), dlatego, że: -„Jeśli jednak pojedyncza kobieta znajduje się w opałach, prędzej pomoże jej facet, niż inna kobieta.”- Moje doświadczenia są drastycznie wręcz odwrotnie. Wszystkich nieprzyjemności, które zaprowadziły mnie na kozetkę terapeuty doświadczyłam od mężczyzn. To oni… Czytaj więcej »