Kiedy ostatnio zaczęłam pisać o pracach, jakie podejmowałam w czasie studiów, temat Was zaciekawił na tyle, że pozwoliłyście mi się trochę bardziej rozpisać w części drugiej.  Et voila, z opóźnieniem przez życiowe zawirowania, ale jest – kilka z moich krótkoterminowych, a mimo to pełnych wrażeń historii z pracami dorywczymi. Dziś dowiecie się, jak dostałam skrzydła i abonament na darmową pizzę, jak próbowałam wpasować się w model konsultanta idealnego i nie dałam się wpakować w mundurek zboczonej uczennicy. A wszystko to w pogoni za pieniądzem & doświadczeniem. Oczywiście akcja działa się w Kielcach, gdzie studiowałam, czas: ok. 5-6 lat temu.

 

 


Upierdliwy aniołek

Już pod koniec października – na początku  listopada pojawiają się pierwsze ogłoszenia z pracą dla hostess – aniołków, elfów i mikołajek. Chodzi o to, by przed końcem grudnia wcisnąć ludziom jak najwięcej chińskiego badziewia w nieproporcjonalnie wysokiej cenie. Sprytne firmy z siedzibą w skrytce pocztowej bazują na atmosferze świąt i rozgorączkowaniu konsumentów szukających na szybko prezentów, ozdób i innych durnostojek, których zakup pokaże rodzinie, gościom i sąsiadom jak dobrymi i zaangażowanymi są chrześcijanami.

Gdzieś pośrodku tego wszystkiego wylądowałam ja, na rozmowie kwalifikacyjnej w galerii, z niewiele starsza ode mnie dziewczyną, która miała zdecydować czy umiem ładnie się uśmiechać i czy będę przekonującym aniołkiem sprzedającym opłatki. Specjalnie na rozmowę założyłam biały golf, aby łatwiej jej było sobie wizualizować mnie w tej roli. Podziałało.

Wystartowałam chyba na początku grudnia, lekko przydeptując białą suknię, dźwigając skrzydła, aureolkę a w reku trzymając wiklinowy koszyk pełen opłatków z siankiem, świec i składanych, kartonowych szopek. Miałam uśmiechać się do wszystkich i nikomu nie przepuszczać, atakując od razu deklaracją,  że jestem z fundacji Mam Marzenie czy jakiejś innej z marzeniem w tle, pomagającej biednym, niewinnym dzieciom… Tymczasem sprzedaż badziewia rzeczywiście wspierała dobroczynną fundację, ale na ten cel przeznaczony był tylko jeden czy kilka procentów z całego dochodu. Reszta szła do kieszeni błogosławionego prezesa firmy, dalej do managerek, które pilnowały aniołków, i na końcu do nas właśnie – zdesperowanych studentek. Nasza umowa opiewała na szalone 10 zł/h, a po sprzedaniu tryliarda świeczek – podstawa nieznacznie wzrastała o jakąś premię.
To zdecydowanie nie była praca dla mnie, bo już po pierwszych dwóch godzinach straciłam całkowicie chęć, by uśmiechać się do kogokolwiek. Managerka co jakiś czas przychodziła mi o tym przypomnieć, lub z daleka wykonywała nerwowy gest unoszenia palcami kącików ust. Wiele osób omijało mnie szerokim lukiem, wiedząc, że będę chciała coś im sprzedać, a ja równie zgrabnie starałam się zajść im drogę tak, by moje dość szerokie skrzydła odcięły drogę ucieczki. Jednak czułam się aż głupio, kiedy udało się kogoś naciągnąć – najczęściej byli to starsi ludzie z wnukami, albo nieśmiałe osoby bez grosza asertywności. Zdarzało się, że mój brak pamięci do twarzy skierował mnie dwa razy do tej samej osoby, a te na mnie dosłownie warczały, i w sumie doskonale to rozumiem. Wytrzymałam dwa dni po 8 albo 10 godzin i zrezygnowałam z reszty dostępnych terminów – na szczęście umowa na to pozwalała, a innych chętnych dziewczyn nie brakowało.

Czego nauczyła mnie ta praca: że żadne pieniądze nie są warte tego, by robić z siebie upierdliwca i narażać się na spory dyskomfort psychiczny (o ile ma się aktualnie co jeść, a chodzi tylko o zarobek na zachcianki).



Tajemnicza pizza

 
Od pewnego momentu (to był chyba przełom drugiego-trzeciego roku studiów) byłam już na bieżąco z wszystkimi serwisami, na których mogły pojawić się ogłoszenia z pracą dla studentów. Raz moją uwagę przykuł enigmatyczny anons, którego nadawca poszukiwał tajemniczego klienta dla pewnej sieci pizzerii. Zawsze wydawało mi się, że bycie tajemniczym klientem wróży wielki fun i łatwy hajs, zatem bez mrugnięcia okiem napisałam w odpowiedzi epopeję o tym, jak to uwielbiam pizzę i jak chciałabym przyczyniać się do poprawy jakości jedzenia i obsługi w lokalach gastronomicznych. Musiałam też podkreślić swoją spostrzegawczość i to, jak bardzo jestem wymagająca. Znowu podziałało.
Cały mój kontakt ze zleceniodawcą odbywał się dalej tylko i wyłącznie drogą mailową, więc naprawdę było ‚tajemniczo’. Musiałam dwa lub trzy razy w miesiącu zamawiać dania w lokalu albo dostawie, a po ich zjedzeniu wypełniać bardzo szczegółową ankietę z pytaniami dotyczącymi czystości lokalu/schludności ubioru dostawcy (!), jakości i szybkości obsługi, i wreszcie – jedzenia, wypisując tam swobodnie wszystko, co mi się nie podobało lub odbiegało od standardów tej sieci. Oczywiście nikt z obsługi nie wiedział, że jestem tajemniczym klientem, bo na tym polega sens tego zajęcia, że udajemy zupełnie przeciętną, przypadkową osobę. Z tego też powodu za jedzenie płaciłam najpierw swoimi pieniędzmi (zwracano je później), a ankiety wypełniałam dopiero w domu. W pewnym momencie zdobyłam sporą wdzięczność osoby, która się ze mną kontaktowała, bo dzięki moim tajemniczym wizytom wykryto, że w pizzerii do której chodziłam nie nabijano niektórych zamówień na kasę i nie wydawano za nie paragonów – żeby zaoszczędzić na podatku… Muszę przyznać, że była to najpyszniejsza i najbardziej niestandardowa z moich prac, a w czasie, kiedy mogłam zamawiać pizzę do domu, zawsze wkręcił się na nią jakiś znajomy. Albo trzech. +10 do popularności.


Czego nauczyło mnie to zajęcie: że nie każda sieciowa knajpa z jedzeniem to zło. W tej mojej standardy obsługi i czystości było bardzo wysokie, dbano też o to, aby jedzenie było zawsze z dobrych, świeżych składników, w odpowiedniej ilości, odpowiednio ciepłe. Dlatego też wiem, że dzisiaj mogę się do nich wybrać bez obawy o rozstrój żołądka, albo ignorancję ze strony obsługi.


 

Call me maybe

 

Praca konsultanta telefonicznego nigdy nie leżała w sferze moich marzeń, ponieważ nie należę do gaduł, a i brak mi daru przekonywania i lania wody (słownej, bo pisemnie potrafię z niezłym skutkiem). Jednak kiedy dzień po wysłaniu przeze mnie CV (ot tak, na zasadzie: zobaczę co z tego wyjdzie) zadzwoniła do mnie rozentuzjazmowana pani, z wiadomością, że firma zainteresowana jest moją kandydaturą, postanowiłam wybrać się na rozmowę kwalifikacyjną. Było to duże, mające siedziby w kilku miastach call center, które działało na zasadzie podnajmowania swoich telekonsultantów innym firmom, dla których wykonywało różne usługi. W Kielcach akurat wszyscy zajmowali się pracą dla jednej z sieci komórkowych – oferowaniem przedłużenia umowy abonamentowej. Na następny dzień po rozmowie znowu telefon: tak się spodobałam, że jestem przyjęta i mam zgłosić się do podpisania umowy, po czym czeka mnie kilkudniowe przeszkolenie i egzamin.
Dwa tygodnie szkolenia były świetne, motywujące, inspirujące, grupa szkoleniowa się zintegrowała, co z tego jednak, kiedy trafiliśmy później do całkiem rożnych teamów. A tam… loterią było, na jakiego team-menagera się trafi. Ja trafiłam na typową ‚zimną sukę’ – wymalowaną, platynową blondynkę na obcasach, o prostych jak druty włosach i cienkim, przenikliwym głosie. Nigdy się nie uśmiechała, potrafiła wsadzić bardzo bolesną szpilę tam, gdzie zaboli najbardziej i co rano urządzała nam ‚motywujące’ pogadanki – opierdalanki. Sama praca w teorii była nieskomplikowana – dzwonienie pod wylosowane przez komputer numery i proponowanie nowych abonamentów. Część ludzi odbierających telefony korzystała z okazji, żeby się wygadać, inni – żeby wyładować na nas swoje frustracje. Zdarzali się klienci piekielni, jak i zabawni, ale to nie oni byli najgorszą stroną tej pracy.
Najgorszą rzeczą w naszym call center były wszechobecne cyferki – nie 15, nie 20 minut przerwy, a dokładnie odliczane, optymalne – 17 minut. Za zostawienie niewylogowanego komputera – kara finansowa w określonej wysokości, powiedzmy 7,50 zł, to samo za spóźnienie i kilka innych drobnych przewinień, przy premiach za podpisaną umowę które opiewały na szalone 5-10 zł. Cyferki ciągle migały na tablicach, na których porównywano wyniki poszczególnych teamów, pojawiały się również w rozmowach, podgrzewających ducha rywalizacji (?) – „Ania ma dziś już 15 nowych umów, a ty tylko 4? Co z tobą nie tak? Sama wiedziałaś, do jakiej pracy się zgłaszasz!”

Jeśli dodamy do tego wszystkiego duszne pomieszczenia, w których w wiosenne popołudnia temperatura dochodziła do grubo powyżej 25 kresek, boksy, które nie dawały zupełnie żadnego wygłuszenia, więc słychać było, co mówią wszyscy wokół, oraz podsłuchującą rozmowy team-managerkę (która później czepiała się jednego niepoprawnego słowa), bilans wychodzi tragiczny. O innych krzywych zagraniach w tej firmie mogłabym napisać osobnego posta. Nic więc dziwnego, że już po trzech tygodniach zwinęłam żagle i opuściłam ten przybytek.


Czego nauczyła mnie ta praca: aby od korporacji i innych tego typu tworów trzymać się z daleka – to po pierwsze, a po drugie – że kiedy dzwoni do mnie konsultant, czy to z sieci komórkowej, czy z banku, zawsze mogę poudawać niezainteresowaną i rezygnującą z usług – wówczas osoby te mogą uruchomić wiele dodatkowych bonusów i przywilejów, które nie są standardowo dostępne,  byle tylko zatrzymać klienta (tak min. załatwiłam sobie całkowite zniesienie opłat w jednym z banków, w którym chciałam zlikwidować konto, a mój mąż znacznie polepszył warunki swojego abonamentu).
 


 

 


(Nie) witamy w klubie 


 

Kiedy zbliżały się wakacje, zawsze szukałam pracy z większą intensywnością. Marzyły mi się zagraniczne wojaże, a w portfelu było pusto. To powodowało, że wysyłałam swoje CV nawet tam, gdzie wiedziałam, że się nie nadaję, z myślą ‚a może jednak spróbuję’. Dlatego też, pomimo swej niezdarności i ówczesnej nieśmiałości, zdecydowałam się spróbować swoich sił jako kelnerka… w klubie. Historia skończyła się na rozmowie kwalifikacyjnej, ale jest warta wspomnienia.
Nie byłam w tym klubie nigdy wcześniej, zatem nie wiedziałam co mnie tam czeka. Na rozmowę zaproszono jednocześnie ok. 10 kandydatek. Wszystkie wypięknione, wymalowane, z dekoltami na wierzchu i fryzurami jak spod ręki wirtuoza włosów, tak że czułam się przy nich jak Kopciuszek. Wkrótce dowiedziałam się, dlaczego tak ważne było podkreślenie swoich walorów podczas rozmowy. W krótkiej pogadance menager klubu i jego pomagierki, łypiące na nas taksująco – nieprzyjaznym okiem, ujawnili specyficzny dresscode w tej pracy – każda z kelnerek przywdziewała mundurek, składający się z obcisłej rozpinanej koszuli z krótkim rękawkiem, krawacika, plisowanej mini-mini i obowiązkowych obcasów. Czyli wypisz-wymaluj, wyrośnięta i zboczona uczennica, której nie w głowie ułamki i gramatyka, ale na pewno chętnie pouczyła by się wychowania fizycznego z młodym nauczycielem. No cóż, w tym momencie już wiedziałam, że to nie miejsce dla mnie, ale z ciekawości wzięłam udział w osobistej rozmowie kwalifikacyjnej, podczas której każdej z dziewczyn zadawano te same, podchwytliwe pytania, mające sprawdzić, jak bardzo pragnie tej pracy.
Wśród pytań podstawowym było, czy wytrzymam codziennie 10 albo więcej godzin na obcasach, czy mam energię do pracy po nocach, czy… mój chłopak nie będzie zazdrosny o moją pracę, oraz najlepsze – czy brzydzę się rzygów oraz co zrobię, kiedy klient klepnie mnie w tyłek. Czyli w wielkim skrócie przedstawiono mi esencję pracy w tym miejscu i standardowe sytuacje, jakie tam się zdarzają. Nie musiałam sama rezygnować, bo managerskie trio zdecydowało, że wyglądam zbyt poważnie i nudno, jak na tutejszą kelnerkę.
Czego nauczyła mnie ta rozmowa: żeby przy moim zamiłowaniu do plisowanych spódniczek i zakolanówek nie przekraczać punktu, po którym osiąga się look klepanej w tyłek kelnerki z pewnego kieleckiego klubu (nie wiem czy nadal istnieje, być może od tamtego czasu zmienił swoją nazwę)…



Post Scriptum

rozpisałam się – kto przeczytał całość, temu brawa i wirtualny toast na jego cześć. Tak naprawdę treść mogłaby być jeszcze dłuższa, bo i to nie wyczerpuje opowieści o wszystkich pracach, za jakie brałam się podczas studiów… ale o tym może innym razem, chyba muszę odpocząć od tej tematyki :)

88
Dodaj komentarz

avatar
40 Comment threads
48 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
DYSPOZYCYJNA STUDENTKA SZUKA PRACY... CZYLI GDZIE NIE ZROBIŁAM KARIERY - Króliczek DoświadczalnyJak przestać się bać rozmów przez telefon?Kroliczek DoswiadczalnyAnonimowySubiektywna Vera Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
L.
Gość

Ach, Twa pierwsza praca to prawie jak Listy do M.! Poznałaś swojego Maćka Stuhra? ;)

Call center to chyba jakaś wersja piekła. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Niee… za to podczas moich anielskich godzin spotkałam koleżankę ze studiów, która była w tym momencie nieporównywalnie wysoko na szczebelkach kariery (coś w stylu nadzór kasjerek w Leclercu) – za co zostałam otaksowana od góry do dołu i podsumowana westchnieniem i pokręceniem głową ;)

MD BŻ
Gość

Dobrze czytać to przed studiami jeszcze. Wiadomo czego się spodziewać :D. Jeżeli masz jeszcze, to czekamy na kolejną część!

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Ciekawe historie działy się zwłaszcza podczas moich praktyk studenckich w świetlicy środowiskowej dla dzieci i młodzieży… ale na razie chyba nie chcę wracać do tego wspomnieniami ;)

Gruba Blondyna
Gość

I co byś zrobiła, gdyby klient klepnął Cię w tyłek? ;D
Stawiam na to, że gdyby ktoś zhańbił tak moje poślady, to trzecia fala wzburzonego smalcu na mojej "de" złamałaby mu rękę. A co!

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Wrodzona przekora podpowiada mi zwykle w takich sytuacjach: "oddać", ale myślę że co niektórych to mogłoby tylko rozochocić :)

Gruba Blondyna
Gość

Co prawda, to prawda! Mam autystycznego ucznia, świetny chłopak, kiedyś rozmawiałam z nim o madame Bovary, w skrócie opisałam mu co to za suka, na co on z błyskiem w oku odparł: lubię ostre! Jego rozmarzona mina była rozbrajająca, mam nadzieję, że trafi kiedyś na swoją wymarzoną samicę z pejczem :P

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Ej, może ja jestem spaczona, ale sprzedaj mi tą historię na scenariusz do filmu, będzie hicior :D

Gruba Blondyna
Gość

SOLD :D

Grumpy
Gość

W przypadku, kiedy klient klepnie w tyłek albo przypadkiem otrze dłonią o uda należy uśmiechnąć się figlarnie i przesłać mentalny komunikat: "Niegrzeczny chłopczyk! Ale ja nie jestem aż taka łatwa, musisz postarać się bardziej, kocurze!".

Przynajmniej wedle standardów mojego niedoszłego pracodawcy. Mówiłam, że to nalewanie piwa to wcale nie jest taki dobry pomysł…

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Albo "zamów więcej drogich drinków i postaraj się o dobry napiwek, a może się do ciebie uśmiechnę inaczej" :)

Lolly.
Gość

Zawsze jak dzwonią do mnie Panie z jakiejś sieci czy banku, rozłączam się;p Widać, że ostatnia praca jako kelnerka-niegrzeczna uczennica, miała do zaoferowania pewnie pracę '' po godzinach '' ;p

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Ja sprawdzam numer, zapisuję i przestaję odbierać. Lepsze to niż by mieli mi wyłożyć całą formułkę, a ja na koniec odmówiłabym i podziękowała za uwagę.

O tym 'po godzinach' nie wiem, podejrzewam że do zamknięcia klubu rano kelnerki były już tak zmęczone życiem, że raczej by nie dorobiły ;)

M.
Gość

Tak świetnie mi się czytało, że sie zdziwiłam, że to już, jak natrafiłam na P.S. ;)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Nieustraszona M., dziękuję ;)

Daisy K
Gość

Dziękuję za brawa i toast, ciekawie było. :D Za klepanie w tyłek, najpewniej połamałabym mu czymś nos, a praca jako anielicy musiała być bardzo zniechęcająca. :/ Też się chwytałam różnych zajęć, byłam przedstawicielem tu i tam, tajemniczym klientem ale w bankach, żadna z tych prac mnie nie zachęciła. Tak samo w swojej pracy uśmiech zamieniłabym czasem w pokazanie środkowego palca. ;) W tej chwili szukam czegoś lekkiego i tylko na pół etatu, inaczej zdrowie nie pozwala. :) Call center za to doskonale opanowała moja młodsza córka. :)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Córka pewnie musi być baaardzo cierpliwą i odporną osobą :)

esPe
Gość

Nie miałam przyjemności ani nieprzyjemności mieć żadnej z wymienionych posad ;) w każdym razie, czytało mi się Twoje słowa wyśmienicie!

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Miło :) dzięki!

patkatuitam
Gość

No dobra, no to toast :) U mnie winkiem :)
A ja myślałam, że praca w call center to łatwizna ;) ja pracowałam w salonie… Kurcze, ile się trzeba było nagimnastykować aby ludzie podpisali umowę… Masakra… przepracowałam w sumie ok 3 lat i nigdy więcej!

Gruba Blondyna
Gość

Dzwonił do mnie ostatnio pan z play w celu namówienia mnie na abonament. Do tego stopnia ripostował moje argumenty na "nie" dla abonamentu, że w końcu stwierdził, iż skoro mam w domu prąd i gaz, to i umowy mam na to podpisane i jakoś się ich nie boję. Kopara mi opadła z wrażenia :P

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

O mamo… mnie kiedyś pewna pani próbowała przekonać do jakiejś nowej promocji bankowej, ja stwierdziłam że najpierw sprawdzę sobie informacje na stronie internetowej i jak mi się spodoba to się zdecyduję, a ona stwierdziła że lepiej mi sama wszystko powie, bo tam trzeba dużo czytać… Rozłączyłam się po oświadczeniu że jednak umiem czytać.

simply_a_woman
Gość

widzę, że miałam ogromne szczęście, że studiując dziennie załapałam się na weekendową pracę zgodną z kierunkiem moich studiów, i zagrzałam tam 4 lata :)

w ogóle to była dość fajna historia: w liceum przez 2,5 lat chodziłam na dodatkowe lekcje angielskiego do szkoły językowej, żeby jak najlepiej przygotować się do matury. lubiłam te lekcje i lubiłam nauczycielkę – właścicielkę szkoły. kiedy potem dostałam się na anglistykę, sama do mnie zadzwoniła i zaproponowała, abym uczyła w soboty w jej szkółce :)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

To rzeczywiście szczęście i dość niespotykana historia, czasem po prostu trzeba wstrzelić się w odpowiednie miejsce w odpowiednim czasie :))

Monika N
Gość

ja do call center na pewno bym nie poszła,bo się nie nadaję. Moja przyjaciółka ostatnio była na takim szkoleniu i zrezygnowała, bo stwierdziła, że też się nie nadaje. Ja bym się jąkała i nie wiedziała co za bardzo mówić hehe :P
A ta ostatnia "robota" mnie rozwaliła i to pytanie o rzygi masakra :D hehe

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Ja nawet nie tyle się jąkałam, ale po trzecim 'nie' nie miałam już siły wymyślać argumentów, czemu nowy abonament będzie lepszy :))

KasiaS1980
Gość

Z wymienionych przez Ciebie prac pracowałam jedynie w call center, ale ja miałam sprzedawać. A że nie potrafię przez telefon wciskać ludziom kitu i sprzedawać czegoś co wiem, że do niczego im się nie przyda, moja przygoda skończyła się po czterech dniach, z czego dwa to było szkolenie :). Do tej pracy trzeba mieć nerwy ze stali, anielską cierpliwość i umieć wciskać kit. Nie dla mnie.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Ach, ja też nie potrafię sprzedawać kitu, zwłaszcza ze świadomością, że jest w rzeczywistości mniej wart, niż to co ludzie za niego płacą… Nigdy więcej!

Agnieszka Wójtowicz
Gość

Świetny post:-) uśmiałam się że hej:-) ja na studiach szukała pracy w sklepach ale na szukaniu się skończyło- chyba za bardziej leniwa byłam:-P

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

W jednym sklepie też byłam na dniu próbnym – porażka po całości, szkoda było nawet umieszczać tu tą historię ;)

Mademoiselle Zu
Gość

zesmy sie w tych Kielcach wtedy nie poznaly, gdybys teraz tu nadal studiowala to na bank bysmy juz na kawie byly :D

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Ja liczę na to że mimo wszystko jeszcze się kiedyś na tą kawę wybierzemy :))

Zauroczona-kosmetykami
Gość

Wyglądasz zbyt poważnie i nudno na kelnerkę?! :D Rozbawiło mnie to! :)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Bo tamtejsze kelnerki musiały bardziej zachęcać swoim wyglądem, a ja nie mam uśmiechu przyklejonego do twarzy ani zalotnego spojrzenia ;)

lacquer-maniacs
Gość

Trochę miałaś tych doświadczeń :) właśnie kończę studia, ale dzięki temu, że mieszkałam cały czas z rodzicami nie musiałam łapać się takich dorywczych prac. Inna sprawa, że samej mi się też jakoś do tego nie paliło ;) ale teraz dopiero widzę, jak powoli dzięki takim pracom można uczyć się życia.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

To prawda, za dużo dzięki tym wszystkim pracom nie zarobiłam (ale wystarczyło by zwiedzić Barcelonę i Ateny czy kupić kilka gadżetów), mój zarobek polegał głównie na zebraniu porcji wiedzy o ludziach i zmniejszeniu o trochę poziomu wrodzonej naiwności… :)

kubekczekolady
Gość

Ja również nie nadaje się do pracy, gdzie trzeba zaczepiać ludzi i im coś wciskać. Wszystko, tylko nie to ;)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

No cóż, niektórzy mają do tego prawdziwy talent, ale ja sprzedawać to potrafię jedynie na allegro ;D

Balbina Ogryzek
Gość

Czytałam i tamten post i ten, oba świetne :D Mam bardzo podobne doświadczenia, już za czasów liceum chciałam zarobić moje własne pieniądze, więc 'hostesowałam', rozdawałam ulotki i takie tam. Ciekawych historii jest przy tym bez liku :D Jednak podobnie jak Ty miałam i mam wielkie opory przed wciskaniem ludziom czegoś na siłę, no i przed plisowanymi spódniczkami o długości 10 cm, więc kariery w niektórych firmach nie zrobilam :D Na szczęscie trafiały się tez fajne firmy, gdzie nie trzebabyło błagać klienta na kolanach, żeby kupił jakieś badziewie. Najmilej wspominam 'hosstessowanie' z degustacjami, świetna zabawa. Albo promowanie alkoholi :D Raz byłam… Czytaj więcej »

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Wow, masz zdjęcie jako Johny? :D
Ja żałuję że nie upamiętniłam się w roli anioła, bo nigdy później już nie miałam skrzydeł ;)

Balbina Ogryzek
Gość

Nie mam, ale gwarantuję Ci, że wyglądałam jak świerszcz :D złote spodnie za kolano, coś w rodzaju podkolanówek, surdut i kapelusz :D

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Bosko! :DD

Ewelina
Gość

Nie znoszę klepania w tyłek… za to najchętniej i kop w jaja … a masz skurwielu zwijaj się z bólu ;)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

To chyba byłby skuteczny nokaut… i skuteczne wypowiedzenie z pracy ;p

Travelling Milady
Gość

Widzę, że nie tylko ja przeszłam przez całą masę dziwnych prac, które miałam wrażenie lgną do mnie wprost proporcjonalnie do tego, jak ja przed nimi uciekam. Bardzo ciekawy post, choć mnie te doświadczenia uświadczyły w przekonaniu, że niełatwo o dobra pracę.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Hmm mamy podobne szczęście :) To fakt, nie jest łatwo o sensowną pracę dla studenta, ale od czegoś w końcu trzeba zacząć… a takie doświadczenia dają jakieś rozeznanie w tym, o co chodzi w tym świecie ;)

bognyprogram
Gość

Kiedyś zgłosiłam się do agencji hostess i co jakiś czas gdzieś mnie lokowali – a to soczki w hipermarkecie, a to promocja nowego sklepu w galerii. Któregoś dnia zadzwonił pan, że sklep z bielizną chce ogłosić promocję i potrzebują dziewczyn do roznoszenia ulotek po centrum handlowym. W staniku. I szpilkach. I w takiej spódniczce w kratkę jak u Twoich kelnerek. Oczywiście nie miałam zamiaru robić z siebie gołej kretynki, nie daj Boże przy sąsiadach i znajomych, więc postanowiłam troszkę pożartować z pana, który dzwonił. – Bardzo mi przykro, ale jestem feministką, to uwłaczałoby mojej godności i musiałabym promować niezdrowy wizerunek… Czytaj więcej »

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Ha, ciekawa historia i okrutna Ty :)) tak się znęcać nad biednym facetem :)
Ale swoją drogą co to za akcja, żeby po centrum handlowym hostessy chodziły w staniku… ja rozumiem na targach erotyki, albo gier, ale tak po prostu, normalnie w biały dzień wokół sklepów? 8-o Za grubo…

Aswertyna
Gość

Tajemniczy Klient –> zawsze nęcą mnie te ogłoszenia ale doszukuję się w nich szwindlu :D że nachodzę sie za darmo :)

Subiektywna Vera
Gość

ja pracowałam jako tajemniczy klient i nigdy mnie firma nie oszukała. Zawsze otrzymywałam wynagrodzenie i zwrot kosztów :) Ale nie są to duże pieniądze :)

Aswertyna
Gość

a kontakt tez tylko mejlowy z nimi miałaś?

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Nie ma się co obawiać firm z którymi współpracuje się drogą internetową :) Sama tak pracowałam wiele razy jako copywriter. Jeśli podpiszesz normalnie umowę to nie mogą Cię oszukać, niezależnie od tego czy widzisz pracodawcę, czy nie :) Nawet i bez umowy kilka razy wykonywałam zlecenia przez internet – trzeba po prostu wyczuć drugą stronę.
A jak się okaże że to oszuści – no cóż, takie pojedyncze zlecenia nie opiewają na wysoką kwotę więc nie jest to wielka strata, a wiadomo kogo unikać na przyszłość.

Subiektywna Vera
Gość

Tak – zawsze z tymi firmami miałam kontakt mailowy i nigdy nie podpisywałam żadnej umowy. Mimo to zawsze było wszystko ok.

Subiektywna Vera
Gość

Dzięki za drugi post z tej serii. Oba są świetne i bardzo fajnie się je czytało do końca :)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Bardzo miło to słyszeć :)

sour-grrl
Gość

Po pierwsze, dziękuję za oklaski. Po drugie – pozostaje dla mnie absolutnie niezwykłe, jak bardzo praca którą wykonujemy konfrontuje nas ze własnymi ograniczeniami i oczekiwaniami.
Dalej – dzięki bogu, że byłas za nudna, żeby wcielić się w napaloną, przerośniętą uczennicę. Z drugiej strony pomyśl, jak wiele dziewczyn na to pójdzie. Mam na swoim koncie takie prace, które nauczyły mnie przede wszystkim tego, czego w pracy dla siebie nie chcę. Nie są to najłatwiejsze przeżycia, ale z drugiej strony jakie kształcące!

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

[brawo brawo!]
Nie no, nawet jak byłabym mniej nudna, to chyba jednak nie reflektowałabym na taką pracę :) Żadna strata, bo na moje miejsce było wiele chętnych, które jak trzeba to nawet by zatańczyły na rurce, żeby tą pracę dostać :)
I racja – te wszystkie denne i poniżające prace z czasu studiów uczą przede wszystkim tego, czego mamy w przyszłości unikać :)

Pysia
Gość

widzę, że moje wyobrażenie call center jest na 5 :D mnie niestety nikt nie zapytał czy brzydzę się rzygowin jak byłam kelnerką na weselach ;/ muszę stwierdzić, że masz świetny bagaż doświadczeń :D

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Uch, czyli mówisz że na weselach na których pracowałaś, goście nie znali umiaru?

No trochę tych doświadczeń jest, dzisiaj się śmieję z większości z nich, ale na swój sposób mnie ukształtowały :)

Fashion Crown
Gość

brawa się należą bo nie wiedziałam że to takie dłuuugie i, że to przeczytam ;p ale wciągnęłam się NIEZŁY POST!! "pogadanki-opierdalanki" utkwiły mi w pamięci hehehe Pozdrawiam :)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

No to brawo :)) i dzięki za miłe słowa :)

Cathy
Gość

Praca z pizzą..brzmi smacznie :D A co do call center to w życiu bym nie chciała w takim czymś pracować, choćbym miała chrust z lasu zbierać :P

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Haha, zbieranie chrustu to przy tym taka relaksująca, przyjemna praca…to świeże powietrze, odgłosy natury i wewnętrzny spokój :))

Paulina G
Gość

Twoje doświadczenia z pracą są takie rozbudowane, że można się uczyć na Twoich błędach ;) Stojąc w stroju aniołka i wciskając ludziom jakieś pierdółki też by mi uśmiech znikał z twarzy. Ewentualnie dostałabym jakiegoś skurczu mięśni. Domyślam się, jaki ta menagerka musiała mieć ubaw.Darmowe jedzenie też super :) To chyba najlepsza dorywcza praca, jaka Ci się trafiła ;) O call center się nie wypowiem, a jeśli chodzi o kelnerkę, to opcja fajna – ale tylko prywatnie dla chłopaka ;) Jakbyś tam pracowała to by chyba zabił. Ja bym tego nie zniosła. Zboczeni, nawaleni faceci, nie daj Boże jeszcze niewyżyci kawalerzy..… Czytaj więcej »

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Hah, taki z tych wszystkich prac pożytek, że mogę napisać o nich chociaż posta i przy okazji coś przekazać innym ;)
Tajemnicza pizza była rzeczywiście najlepszą z opcji, a co do kelnerki to fakt – takie przebieranki to co najwyżej w domu ;)

elaree
Gość

Przeczytałam oba posty, ten i poprzedni i bardzo przyjemnie spędziłam czas na tej lekturze :)Pracowałam kiedyś w call center i robili podobne numery, albo gorsze. Były dni spoko, ale były dni kiedy mówili że kto nie będzie miał dwóch umów to nie dostanie kasy za ten dzień (podstawy, prowizje d umowy były swoją drogą), albo dostanie tylko za tzw. talk-time. Czyli siedzisz tam 6-7 godzin a zapłacą Ci za 2 całe 14 zł, tylko dlatego ktoś nie chce mieć abonamentu (namawiałam na przejście z karty na abonament). Najgorsze było to że wciskało się takie umowy staruszkom, które niewiele z tego… Czytaj więcej »

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

To prawda, takie firmy kojarzą się z obozami pracy, i też strasznie mnie męczyło psychicznie że ludzie wokół mnie cieszyli się jak trafili na numer jakiejś babci albo starszego dziadka, który za bardzo nie kojarzył, ale wystarczyło że wyraził zgodę, sam nie wiedząc na co, i już kurier do niego jechał z umową… nie mogłabym spokojnie spać po takiej pracy, bo to w dużej mierze żerowanie na ludzkiej naiwności, nieuważności itd…

Sylwuśka
Gość

ze tak powiem…. Chce jeszcze. :D uwielbiam Twój styl! Też pracowałam w Call Centre i tak samo najbardziej przeszkadzały mi cyferki i nacisk na wyniki. A do tego te spotkania motywujące… Masakra.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Na razie sobie trochę odpocznę od tematyki prac, zatęskniłam za pisaniem o czymś innym ;)
Oj sporo studentów zalicza pracę w call center, a te miejsca bazują na ich wykorzystywaniu, byle jak najniższym kosztem odwalić robotę…

frambuesa
Gość

Hah super druga seria !! :D
Też mam problem z zapamiętywaniem twarzy ! To jest okropne :D Potrafie nie poznać znajomego na ulicy :D Na aniołka na pewno bym się nie nadawała z tym przekonywaniem ludzi do zakupy – nienawidzę czegoś takiego :D
Tajemniczego klienta zazdorszczę !! Sama chciałąbym jeść za darmo ^^

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Mam dokładnie tak samo, czasem poznam kogoś jednego dnia, a drugiego minę go na ulicy, bo zupełnie nie pamiętam jak wyglądał… nazwisk i imion też nie zapamiętuję, ktoś musi mi zaleźć za skórę albo się spodobać, żebym go od razu zapamiętała ;)
Tajemniczy klient to była super sprawa, nawet teraz bym chętnie to robiła po pracy :D

Alicja Kozubska
Gość

Oj zapamiętywanie twarzy to coś, czego nie potrafię. Ludzie mnie znają, mówią mi "cześć", a u mnie w głowie zapala się lampka – kim Ty u licha jesteś człowieku. :P

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Hah, znam ten ból, ludzie mnie czasem brali za gbura, bo słyszałam gdzieś cześć, a myślałam że to w ogóle nie do mnie i nie odpowiadałam, bo twarzy nie rozpoznałam ;)

Ewelina B
Gość

Bardzo ciekawy wpis, ja właśnie jestem na etapie poszukiwania pracy co jak się okazuje nie jest takie proste przy 2 kierunkach, dyspozycyjność jest wymagana chyba częściej niż doświadczenie :)
Pracy jako cichy klient zazdroszczę, mi też się marzyła taka praca kiedys, chociaż nie wiem jakby zareagowała na to moja waga :)

paranoJa
Gość

Ależ bym chciała być tajemniczym pizzowym klientem!:D

Słonecznik
Gość

Świetny post :) Też byłam taki aniołkiem ;) Ale na szczęście dziewczyna, która nas nadzorowała nie stała nad nami ;)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

O proszę, Ty też? Mam nadzieję że masz lepsze wspomnienia niż ja, czy Pepa (opisane poniżej).

Pepa
Gość

Byłam takim aniołkiem i również wytrzymałam 2 dni. Zajęcie upierdliwe, ale popracowałabym dłużej gdyby nie [o drugim dniu nagle powiedzieli nam, że jeśli nie będziemy sprzedawać 25 sztuk podczas zmiany, to w ogóle nie dostaniemy pieniędzy za pracę. Na rannej zmianie sprzedawało się mniej niż połowę z tego, bo nikogo praktycznie do 15 nie było w centrum, więc podziękowałam i już więcej tam nie przyszłam. Oprócz napomnień "szefowej" doczepił się do mnie jeszcze "tajemniczy klient". Facet przez dobrą godzinę za mną łaził, po czym ujawnił się i zaczął się czepiać, że krzywo trzymam koszyk itd. Ciągle spotykałam się z tekstami… Czytaj więcej »

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Piękne :D
Pepo, mianuję Cię oficjalną bohaterką i patronką wszystkich byłych i przyszłych aniołków!
[Chociaż oby tych przyszłych' było jak najmniej…]

Pepa
Gość

Oby, nie życzę nikomu takiej roboty… Najgorsze było, że nie chcieli mnie i moim koleżankom później wypłacić pieniędzy. Okazało się, że ta fundacja "na chore dzieci" wcale nie istnieje. Musiałyśmy ich postraszyć podkablowaniem do skarbówki (lewe umowy, które były targane po zakończeniu pracy i noszone w koszyku na wszelki wypadek) i nagłośnieniem sprawy nie istnienia fundacji. Po tych użeraniach się o to co mi się należy, dopiero dostałam te 80 zł za dwa dni. Nigdy więcej!

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Ciekawe czy to była ta sama firma… zasady działania wydają się podobne, nie wiem tylko czy moja fundacja rzeczywiście istniała, czy nie, a umowy miałyśmy prawdziwe. No i 80 zł to chyba dostałam za jeden dzień… także ostro tam miałaś i nie dziwię się że ich szczułaś dresiarzami…
Masakra!

Klaudia Kawczyńska
Gość

Hostessą też swego czasu byłam, co by sobie co nie co w wakacje dorobić :D ciężka praca, szef nie miał szacunku, ale kasę zarobiłam i byłam zadowolona :)
Ale najbardziej interesuje mnie ta praca #2 z tajemniczą pizzą :D nosz kurcze, zamawiasz co chcesz, i to jeszcze za free tylko żeby wydac opinię. I jeszcze za to idzie kasa! Robota marzenie- jak dla mnie :D

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Oj bycie hostessą to wbrew pozorom nie tylko stanie i ładne wyglądanie, jak niektórzy ludzie uważają… no i zazwyczaj właśnie pracodawcy nie szanują takich osób i na nich zdzierają…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Podoba mi się tutaj! Przeczytałam i powiem szczerze, że Twoje spostrzeżenia bardzo mi pomogą przy szukaniu pracy. Nie dziękuj, nie dziękuj tylko pisz tak dalej! Czytałam o tajemniczych klientach (ogólnie, sklepu, nie pizzerii), że często są problemy przy ankiecie, że strasznie głupie pytania -za ile minut podejdzie obsługa, czy była miła, po zadawaniu upierdliwych (podanych) pytań czy dostałaś odpowiedź, jak za długo pokręcisz się przy jakieś półce -po jakim czasie ochroniarz do Ciebie podejdzie? (Tutaj duży nacisk, bo pieniążki dodatkowe były na ochroniarzy). I później dużo obcinają za "źle wypełnioną ankietę". I za zakupy nie zawsze wychodzisz na zero. (Bajkowo… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Przypomniałam sobie inne: czy na półkach był kurz? Czasem tego tak dużo było, że trzeba było sobie zanotować na co zwrócić uwagę i najlepiej nagrywać :D
Fajnie, że piszesz też mniej więcej ceny -nie zawsze da się znaleźć takie informacje w internecie.
Jeszcze raz: Podoba mi się tutaj!

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Przegapiłam ten komentarz – z opóźnieniem, ale bardzo dziękuję za słowa uznania :)
Cieszę się że Ci się podobało:)

trackback

[…] zarobku, zgłosiłam się do pewnego call center (o tej i innych studenckich pracach pisałam TUTAJ). Bez problemu przeszłam 2-tygodniowe szkolenie i egzamin, problem pojawił się dopiero, gdy […]

trackback

[…] EDIT:  część druga opowieści, jeszcze ciekawsza, już jest – czytajcie pod linkiem. […]