Dobrze to znacie: rozmawiacie z kimś na jakiś interesujący obie strony temat. Z rozmowy robi się dyskusja, z dyskusji wymiana zdań, z wymiany zdań – regularna sprzeczka. W ferworze słownej utarczki nie zwracacie uwagi nawet na to, że wasza wymowa zaczyna być coraz bardziej soczysta (przynajmniej dopóki kropla nie trafi kogoś w oko). Ty mówisz jedno, partner dialogu coś zupełnie innego. No właśnie, skąd on to wszystko wie – dociekasz. I tu, jakże często padają święte słowa – tak pisało w internecie!


Nie neguję całkowicie Internetu jako źródła wiedzy – może sobie nim być, o ile użytkownik umie oddzielać ziarno od plew i posiada dużo zdrowego rozsądku i wrodzonej nieufności. A to trudna sztuka. Z moich obserwacji wynika, że wiele osób traktuje internetowe doniesienia zbyt poważnie – stąd też pomysł na ten artykuł i obnażenie kilku prawd o sieci. Myślę, że mogę sobie na to pozwolić, bo od ponad trzech lat jestem po tej drugiej stronie monitora – po stronie osób tworzących treści w internecie, mających realny wpływ na kształt niektórych stron www – i nie mam tu na myśli wcale blogosfery. Czas więc na obnażenie kilku mitów na temat Internetu, w które, jak się okazuje, ciągle jeszcze wierzy duża część moich znajomych, a podejrzewam, że być może i część z Was.


internet nie jest dobrym źródłem wiedzy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


@MIT 1 – Opinie na forach są bardziej obiektywne i godne zaufania niż reklamy i opisy producenta.

Jeszcze raz słowo o marketingu szeptanym – firmy dostrzegły ogromny potencjał jaki tkwi w rekomendacjach internetowych. Wiedzą, że mnóstwo ludzi przed podjęciem decyzji o jakimś zakupie/skorzystaniu z usługi, najpierw poszuka opinii w sieci. Dlatego też na forach, pod artykułami na portalach, czy w komentarzach na blogach, pojawiają się wpisy wynajętych „pisarzy”, którzy szczerze polecająsami wypróbowali mydełko, lek na hemoroidy, czy hotel nad morzem. W rzeczywistości treść takiego wpisu ma na celu tylko umieszczenie linka albo odesłanie czytelnika do konkretnego produktu, który wnoszony jest na piedestał. Jest też drugi cel – takie wypowiedzi mają zakamuflować prawdziwe, niepochlebne opinie, które nie rzucają się już tak w oczy wśród tylu pozytywnych…

Po czym poznać marketing szeptany?

Najczęściej na forach takie wypowiedzi dodają użytkownicy z nowo założonymi kontami i jednym – kilkoma postami. Jeśli z jakiegoś powodu czyjaś wypowiedź budzi nasze wątpliwości, sprawdźmy dane o użytkowniku i jego inne wpisy. Może okazać się, że spamował tak już w innych wątkach, albo… jednocześnie reklamował kilka różnych produktów. Osoby uprawiające marketing szeptany czasami też kłócą się z tymi, którzy wytykają wady produktu, uświadamiając im, że np. źle z czegoś korzystali, albo że ich opinia z jakiegoś powodu nie powinna być brana pod uwagę – wszystkie chwyty dozwolone. Jednym z najgłupszych i najbardziej bezczelnych przykładów marketingu szeptanego jaki kiedyś widziałam, był nowy wątek założony na Wizażu, w którym dziewczyna najpierw przez dwa akapity swojej wypowiedzi opłakiwała śmierć ukochanego chłopaka, mówiła o tym, jak nie może sobie znaleźć miejsca po jego tragicznym wypadku, by zaraz dodać, jak dobrze sprawdziła się firma, która sprowadziła jego zwłoki z innego kraju – oczywiście podając dokładną nazwę tej firmy. Żenada i strzał w stopę – a wszystko przez zatrudnienie najtańszych dostępnych na rynku specjalistów od reklamy…


dlaczego ludzie kłamią w internecie


@MIT 2 – W serwisach z poradami ekspertów zawsze piszą eksperci.

Znacie na pewno różne serwisy z poradami medycznymi, czy prawnymi. Oba rodzaje cieszą się w Polsce wielką popularnością – bo w naszym kraju, takim pięknym, funkcjonowanie służby zdrowia i przestrzeganie prawa przez pracodawców czy usługodawców, sprawia, że niemal każdy ma jakieś problemy z jednym lub drugim. Ludzie szukają więc porad, najlepiej za darmo, najlepiej jak najszybciej. Trafiają tym samym do Internetu, gdzie rozmaite serwisy wyciągają ku nim pomocne dłonie i udzielają odpowiedzi na wszelkie trudne pytania. Czy to w formie artykułów, czy bezpośrednich odpowiedzi ekspertów. No właśnie, czy na pewno ekspertów? Nie każdy serwis, który kreuje się na specjalistyczny i ekspercki, zatrudnia do konsultacji lekarzy, prawników, notariuszy itd. Wiem, bo sama pisałam porady na temat zdrowia do paru pomniejszych serwisów, a przeglądając ogłoszenia o pracę z mojej branży regularnie widzę anonse: „redakcja zatrudni na staż studentów prawa” itp. To może uświadomić Wam, jakie osoby czasem udają specjalistów w sieci.

Musicie wiedzieć, że nawet jeśli porad udziela lekarz medycyny Jan Nowak, a przy artykule jest jego zdjęcie, to często okazuje się, że nazwisko zostało dobrane tak, aby w Polsce występowało kilkunastu lekarzy nazywających się tak samo, a zdjęcie pobrane jest z baz zdjęć takich jak Istock czy inne. W rzeczywistości poradę pisze studentka albo wszechstronny copywriter. Oczywiście nie dzieje się tak we wszystkich przypadkach i nie zawsze copywriter czy student się myli, ale jednak uczulam Was, by nie ufać bezgranicznie internetowym specjalistom.

nie wierz wszystkiemu co przeczytasz w internecie, dlatego że obok cytatu jest zdjęcie


#FAKT 1 – Internet jest pełen błędów merytorycznych, ortograficznych itp. 

Nawet na stronach wyglądających profesjonalnie, często nikt nie sprawdza tekstów oddawanych przez autorów. A podstawą bezbłędnych treści jest to, by zobaczyła je przynajmniej jeszcze jedna osoba poza autorem. Niestety, w praktyce wychodzi tak, że internetowe redakcje nie mają często na to czasu. Skoro nikt nie jest nieomylny, to nawet poważne artykuły zawierają literówki, błędy ortograficzne, lub co gorsza – merytoryczne –  różne przeinaczenia, mijanie się z prawdą, niezamierzone pomyłki. Biorąc pod uwagę, że ortografii i stylu pisania uczymy się najczęściej przez to, co czytamy, rzeczywistość wygląda tak, że masowo powielamy błędy, na które napatrzyliśmy się w sieci.


#FAKT 2Reklamy na stronach i blogach są w wielu miejscach nieoznaczone.

To zjawisko znacie przede wszystkim z blogów, które dla mnóstwa osób są obecnie podstawą wiedzy np. o pielęgnacji, czy zdrowym stylu życia. Jeśli znana blogerka opisuje tam jakiś problem urodowy i poleca produkt, który go rozwiązał, wielu czytelników jest gotowych kupić go w ciemno. A tymczasem bywa, że cały wpis został stworzony tylko po to, żeby od niechcenia i niby naturalnie wpleść do niego pojawienie się tego właśnie kosmetyku. Rażą mnie takie nieoznaczone reklamy, w których przoduje kilka blogowych ‚guru’. A wystarczyłoby tylko napisać – wpis jest elementem współpracy z marką XY… Takie same rzeczy dzieją się na niektórych dużych portalach. Określenie ‚artykuł sponosorowany‚ pojawia się na nich dość rzadko.

#FAKT 3 – Nawet na wielkich i znanych portalach często piszą nieprofesjonalni stażyści.

Jak w punkcie o ekspertach. Dla wielu portali sposobem na tanie i szybkie uzupełnienie stron w świeże treści jest zatrudnianie stażystów i praktykantów, którzy często nic nie zarabiają za swoją pracę, a to chcąc nie chcąc przekłada się na jej jakość. Czytaj: błędy, głupie, niefortunne porównania i generowanie mini-kryzysów wizerunku.


wikipedia robi nasze prace domowe od 2001

 

 

 

 

 

 

 

 

 


#FAKT 4 – Pamiętaj: Wikipedię możesz edytować nawet Ty, nie mając żadnej wiedzy.

Wikipedia – doing our homeworks since 2001. Dla nowego pokolenia synonim encyklopedii i podstawowe źródło wiedzy. Dla starszego coraz częściej też. Oczywiście wśród twórców wikipediowych artykułów nie brak ekspertów, ale możliwość swobodnej edycji czy utworzenia nowego hasła kusi wiele osób. Zwłaszcza, że aby to zrobić, nie trzeba się nawet rejestrować. Nowe treści są kontrolowane m.in. przez zatrudnionych w Wikipedii pracowników, ale tych jest zbyt mało, a ich pensje opłacane są z corocznych dobrowolnych darowizn od internautów (nawet teraz chyba trwa taka zrzuta) – zatem czasami nie wystarcza i błędy w hasłach potrafią uchować się na długo. Żeby tylko błędy… Ciekawym przykładem z polskiej  Wikipedii było całkowicie zmyślone hasło Henryk Batuta. Można było przeczytać pod nim artykuł tłumaczący, że to od tej postaci pochodzi nazwa jednej z ulic w Warszawie. Ktoś stworzył życiorys rzekomego komunisty, który tak naprawdę wcale nie istniał, tymczasem nazwa ulicy oznacza jedynie przedmiot – batutę używaną przez dyrygentów. Kogoś bardzo poniosła fantazja, ale taki artykuł widniał na Wikipedii przez ponad rok.


 

internet nie jest dobrym źródłem wiedzy

Ten post w zasadzie mógłby mieć podtytuł everybody lies. Skąd więc czerpać wiedzę, skoro na każdym kroku chcą nas oszukać, ogłupić, wprowadzić w maliny? Ja stosuję się do kilku zasad, jeśli naprawdę zależy mi na tym, żeby znać prawdę:

– szukam potwierdzenia w naukowych badaniach lub publikacjach, i nie poprzestaję na jednym źródle;
– jeśli chodzi o rekomendacje produktów lub usług – pytam najpierw znajomych, potem przechodzę na zaufane blogi, a kiedy muszę szukać na tych nieznanych, uważnie przyglądam się autorowi i oceniam co sobą reprezentuje;

– dzielę wszystko na dwa i analizuję, analizuję, analizuję… Ot, tyle, i aż tyle.

 


* – wiem, że nie mówi się „pisało”, ale takie słownictwo moim zdaniem pasuje do osób, które w ten sposób argumentują swoje racje.