W ogromnej większości przypadków to nasze mamy są dla nas pierwszym wzorem kobiecości, modelem, od którego ściągamy wiele zachowań – uczymy się malować, pielęgnować ciało, czy ubierać. Potem uczymy się od starszych sióstr, koleżanek, itd.

A co, jeśli te modele nie do końca są idealne?

 

Czego NIE nauczyła mnie moja mama

Na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że moja mama nie dała mi wiele rad na temat makijażu czy pielęgnacji. Jej młodość przypadała na czasy, kiedy za tusz do rzęs robiło płaskie pudełko z czarnym smarem i szczoteczka podobna raczej do tych stosowanych do czesania brwi, niż do dzisiejszych szczoteczek od tuszu. Szminki dostępne były w niewielkiej gamie tandetnych kolorów, a żeby zaróżowić policzki, po prostu się w nie szczypano.
Moja mama leczyła też trądzik nie żadnymi kosmetykami czy lekami, a pod lampami kwarcowymi (powiedzmy, że taki odpowiednik solarium) albo stosując spirytus  salicylowy bezpośrednio na zmiany. Ostatecznie musiała z niego po prostu wyrosnąć. Do dziś mama prawie się nie maluje, nie używa tuszu do rzęs, bo uważa, że ma na to za mało rzęs (!), ogranicza się do kredki, szminki, korektora i czasem podkładu, od lat używa tych samych kolorów lakierów do paznokci. Jedyne, co od niej przyswoiłam, to to, że po kąpieli zawsze trzeba nałożyć balsam.

Beztroskie, bezmakijażowe czasy

Brak wzorców dbania o urodę we własnym domu (siostry nie mam, czego zawsze żałowałam…) spowodował, że długo nie interesowałam się makijażem.
W podstawówce i gimnazjum nie malowałam się w ogóle, chyba że jakiś kosmetyk typu błyszczyk czy lakier był akurat dodany do Dziewczyny czy BravoGirl. Moje koleżanki z klasy też niezbyt interesowały się tematem. Powszechne były obgryzione paznokcie, ukrywanie pryszczy pod zbyt ciemnym pudrem, czy używanie agresywnych kosmetyków oczyszczających, po których skóra błagała o litość.
O tym jak się ubierałyśmy i czesałyśmy, szkoda gadać – lata 90 i wczesne millenium były po prostu wylęgarnią obciachu. Wystarczy wspomnieć spodnie dzwony, plastikowe adidasy na koturnie, czy koszulki z boysbandami. Trudno mi się przyznać, ale sama miałam gustowny komplecik z Backstreet Boys…

Licealne potyczki makijażowe

W liceum, kiedy przybyło mi koleżanek w różnym wieku, za namową którejś kupiłam swój pierwszy tusz do rzęs z katalogu Avon podglądanego pod ławką. Zaczęłam też się wymieniać lakierami do paznokci, dzięki czemu na moich paznokciach pojawiło się coś nowego poza bezbarwnym czy czarnym.
Na przerwach chodziłyśmy razem do łazienek, każda wyciągała z torby jakiś kosmetyk, po czym wszystkie używałyśmy jednego cienia, szminki i starałyśmy się zabłysnąć przed chłopakami :)
Wtedy też miały miejsce moje pierwsze próby z prostownicą, mniej udane z samoopalaczem itp. Swój pierwszy podkład kupiłam dopiero w klasie maturalnej, oczywiście pod wpływem reklamy i próbki w gazecie. Obserwowałam moje rówieśniczki, które same popełniały wiele makijażowych błędów, ale to właśnie je naśladowałam, bo były to czasy kiedy nikt nie słyszał jeszcze o urodowych blogach, a wiedzę o makijażu czerpano właśnie z podglądania tych ‚bardziej doświadczonych’ lub z porad w gazetach.

Jak ty wyglądasz, dziewczyno!

U mnie na szczęście obyło się bez jakichś spektakularnych błędów.  Moje makijaże przez długi czas były tak subtelne, że aż niewidoczne, bo przesadzałam raczej w stronę ‚za mało’ niż ‚za dużo’, nie umiejąc dobrać ilości kosmetyku, czy odpowiedniego sposobu jego nakładania.
Inne koleżanki kończyły za to z podkładem odcinającym się wyraźnie od szyi, pomarańczowym ciałem po samoopalaczu, czy brwiami wyskubanymi tak, że wyglądały jakby za długo pochylały się nad palnikiem kuchenki.
Powszechne było też bezlitosne tapirowanie i nadużywanie lakieru do włosów, farbowanie się na blond w odcieniu ‚wielkanocny kurczak’ i niezbyt umiejętne dobierane stroju do sylwetki – skracanie nóg, podkreślanie wałeczków… Jakoś dotrwałyśmy wszystkie do studiów, po czym nasze drogi w większości się rozeszły.

A na studiach…

Na I roku miałam zajęcia z panem od logiki, który przyznał nam, jak lubi patrzeć na nowe roczniki przychodzące na studia. Pierwszoroczniaczki pojawiają się często w niedobranych fryzurach, sweterkach dzierganych przez babcie, są dość niezgrabne i nieobyte. Kilka lat później, przed obroną, te same dziewczyny przepoczwarzają się już często w świadome swoich walorów i braków kobiety, w których trudno szukać tych zagubionych dziewczyn z pierwszego roku. Oczywiście nie wszystkim się to udaje… i ja chyba mogę zaliczyć się do tego grona.
Moje życie studenckie było tak bogate, że nie było w nim miejsca na zbytnią uwagę poświęcaną kwestiom urodowym. Kosmetyki nadal kupowałam pod wpływem reklam, zauroczenia opakowaniem, albo porady pani w drogerii…
Najwięcej uwagi poświęcałam włosom, a raczej ich kolorowi, testując na nim całą paletę różnych odcieni. Moje koleżanki z grupy stopniowo się ‚wyrabiały’, ja w tym czasie otaczałam się częściej facetami, niż dziewczynami, bo nudziły mnie rozmowy o tipsach, fryzurach i ubraniach, wizyty u kosmetyczki uważałam za przejaw burżujstwa – tą kasę wolałam wydać na imprezę. Pewnie nie raz i nie dwa zaliczyłam modowy czy makijażowy przypał, nawet nie będąc tego świadomą…

 

Mam 25 lat i uczę się malować

Po obronie przyszedł szok – co teraz robić (dzień dobry, humanisto!)… Wróciłam do domu i między przeglądaniem ofert i wizytami w urzędzie bezrobocia, tfu, pracy, zaczęłam poszukiwać odpowiedzi na pytania typu ‚co zrobić żeby włosy się nie puszyły’, albo ‚jak powiększyć oczy makijażem’. Wcześniej jakoś te sprawy były dla mnie drugorzędne…
Tak trafiłam najpierw na Wizaż, a potem na pierwsze kosmetyczne blogi. Mając prawie ćwierć wieku na karku odkrywałam oczywiste oczywistości, otwierałam szeroko oczy czytając bloga Anwen czy Brunettes Heart (pamiętacie jeszcze starą nazwę?). Dowiedziałam się o wielu popełnianych przeze mnie błędach, o brakach i niedociągnięciach. Zaczęłam stopniowo wymieniać zawartość kosmetyczki, inaczej się malować, zmieniłam pielęgnację. I… ten proces trwa do dziś. W jego rozwijaniu zaczął pomagać mi blog, który miał być zapisem doświadczeń i polem do wyciągania nauki, a stał się też miejscem do spotkań z Wami.

Dziś…

…mogę powiedzieć wreszcie, że zrobiłam coś sensownego dla włosów, że wiem jak dbać o ciało i umiem odróżnić dobre kosmetyki od niepotrzebnych bubli (zazwyczaj). Jeszcze wiele nauki przede mną, chciałabym min. poprawić swój skill w makijażu i doprowadzić cerę do porządku, ale teraz przynajmniej wiem jak oddzielać cenne informacje od informacyjnego szumu, więc idzie to szybciej. Podobno kobieta najlepiej wygląda około trzydziestki… i widzę, że chyba u mnie się to sprawdzi. Do trzydziestki jeszcze trzy lata, które mam zamiar dobrze wykorzystać.
Może dzięki temu, jeśli bocian ześle mi córkę, będę w stanie jej coś wartościowego w dziedzinie urody przekazać, uchronić przed niektórymi wpadkami… a jeśli nie będzie chciała słuchać… może chociaż trafi na odpowiednie blogi.

 

Źródła zdjęć: 1, 2, 3, 4

51
Dodaj komentarz

avatar
21 Comment threads
30 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
50 FAKTÓW O MNIE CZ.2 - Króliczek DoświadczalnyKroliczek Doswiadczalnyżaneta serockaAnne MademoiselleOla / belleoleum.com Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Buduar Margotki
Gość

Króliczku, świetny post. Przeczytałam z przyjemnością. Jeśli Cię to pocieszy, nasze mamy należą do tej samej szkoły wizażu. Moja jeszcze mnie straszyła, że jak będę używała pudru, to moje pory zrobią się rozszerzone i brzydkie. Heh…

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Dziękuję :)
Moja też mi mówiła wiele razy 'jak będziesz nakładać tyle na głowę, to wyłysiejesz' plus wiele innych 'dobrych' rad :) Mama do tej pory ogranicza się do szamponu, nie używa odżywek czy masek. Ale np. udało mi się przekonać ją do używania henny – przedtem w ogóle nie podkreślała brwi, a miała jaśniejsze ode mnie. Sukces ;)

Buduar Margotki
Gość

A nie, muszę Ci powiedzieć, że moja mam nauczyła się używania masek do włosów. Pewnie dlatego, że zamawiam jej co lepsze produkty przez Allegro i wysyłam do domu. Jej wrodzona oszczędność nie pozwala ich wyrzucić, więc są używane :) O ampułkach do twarzy już nie wspomnę.
Do makijażu nigdy jej nie przekonam. Swoją przygodę z kosmetykami kolorowymi zakończyła około 10 lat temu i nie zamierza tego zmieniać.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Oj to jak ja kupię, to potem ścieram z tych rzeczy kurz w łazience, jak przyjadę do domu…

Paulina S
Gość

:* super post :) ja zaczęłam się malować po troszku w wieku 15 lat (błyszczyk, tusz, lakier do paznokci) dopiero w wieku 20 zaczęłam na poważnie :) a teraz to już na całego ;)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Dziękuję :)
Ja rozkręcam się cały czas, zobaczymy co będzie za parę lat…:)

Fabryczna
Gość

Z wielką przyjemnością czytało się ten post, naprawdę. :)
Moja mama też wiele mi nie przekazała jeśli chodzi o makijaż czy kosmetyki. Czasami mam wrażenie, że "uczę" moją mamę od nowa o kosmetykach czy makijażu. :) Pomagam dobrać krem, a często też słyszę pytanie "a co tam mówią o tym produkcie na tych blogach?". Fajnie jest wykazać się taką malutką (w porównaniu do innych dziewczyn) wiedzą na tematy kosmetyczne.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Dziękuję:) Ja też mojej mamie czasem podpowiadam jakieś nowinki w dziedzinie kosmetyki i wychodzi że sytuacja się odwróciła ;) inna sprawa to to, czy ona ich słucha ^^

Fabryczna
Gość

No tak, słuchanie to zupełnie inna sprawa, ale warto próbować. :)

Majowa Malaga
Gość

Moja mama to w młodości nigdy się nie malowała, ogólnie to 2 razy w życiu była pomalowana. Jeśli chodzi o pielęgnację, to również pawie nic mi nie przekazała. Jeśli chodzi o moje ogarniecie i zainteresowanie blogami to pojawiło się na ostatnim roku studiów magisterskich. Obecnie moja świadomość siebie, pielęgnacji przeszła ogromna metamorfozę. Jeśli chodzi o makijaż to fluid od gimnazjum-pryszcze.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

No to widzę że masz dosyć podobną historię:)
Ja też jak porównam siebie sprzed jeszcze paru lat, a teraz – zmiana ogromna!

MałaMi
Gość
MałaMi

Lekki, przyjemny i interesujący post :) Tak samo miałam ze swoja mamą. Sama do tej pory używa tylko tuszu do rzęs do malowania, a reszta kolorówki to zło.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Dla mojej tusz to zło, i ja też przez długi czas tak uważałam. A jak kupowałam nawet te swoje pierwsze tusze, to i tak potrafiłam zrobić makijaż kredką i cieniem ale bez tuszu, bo nie lubiłam (i nadal nie lubię) go zmywać :P

Mila
Gość

Ja miałam podobnie – moja mama się nie malowała i zawsze mówiła, że puder niszczy skórę i w wieku 20 lat będę pomarszczona… a ogarniać się zaczęłam w wieku 18 – 19 lat :)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Może kiedyś rzeczywiście te kosmetyki kolorowe niszczyły skórę… pudry i podkłady były ciężkie i toporne z tego co słyszałam. No ale teraz to jest trochę inna generacja kosmetyków:)

Mila
Gość

Na pewno tak było, chociaż mentalności się nie zmieni, bo moja mama nadal tak powtarza :) Mam też fajne porównanie mojej generacji z generacją mojej młodszej o 8 lat siostry, która ma teraz 13 lat… dziewczyny w jej wieku, w tym ona, są na poziomie wiedzy o makijażu, na jakim była część moich koleżanek w liceum :D Dla mnie to takie mega dziwne… co prawda mając 13 lat też nakładałam jakiś podkład i tusz od święta, ale zazwyczaj to był pomarańczowy, źle rozprowadzony puder w kremie, tusz i fiolet na oku (wyglądałam jakby ktoś mi je podbił). A moja siostra… Czytaj więcej »

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Też to zauważyłam. Pomagałam kiedyś w lekcjach takiej 13-latce, nie była zbyt zainteresowana nauką, ale za to była bardzo biegła w wymyślaniu nowych fryzur i wyszukiwaniu kosmetyków. W tym momencie też pewnie już maluje się lepiej i ciekawiej ode mnie ;)

Klaudia Kawczyńska
Gość

Pokazałaś tutaj jak każdy z nas dosłownie ewoluuje w coś zupełnie odrębnego i bardziej świadomego!

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Hmm, czasem spotykam młode dziewczyny które mają świetne makijaże, fryzury i styl, także u niektórych to jest prawie wrodzone;)

Misislipy
Gość

U mnie bardzo podobnie ;-) sama kiedyś miałam podobną notkę o mojej przemianie kosmetycznej ;) uważam że w większości przypadków takie przemiany i uświadamianie sobie pewnych rzeczy jest bardzo pozytywne ;-) niestety są też makijażowe porażki przesądzające się w klauny ale na szczęście to rzadkość ;) pozdrawiam :-*

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Niestety niektórzy zdobywając kolejne umiejętności makijażowe robią sobie tylko więcej krzywdy niż wcześniej… czasem to idzie w stronę przesady, łatwo można przedobrzyć.

Misislipy
Gość

Tak,dokładnie wyglądając jak klaun…

Esy, floresy, fantasmagorie
Gość

Uśmiecham się do Ciebie serdecznie za ten post :)
Jestem jedynaczką a moja Mamula nie znosi kosmetyków w żadnej postaci :)
Ja się uczę dopiero malować aa jestem stara na tyle, że w mojej pamięci mam gustowny komplecik z New Kids on the Block (kicha, kicha na całego – do dziś nie mogę sobie wybaczyć tej fascynacji)
Spektaturalny błąd – to używanie szminki w roli różu i malowanie cienami brwi (na przykład zielonymi)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

…ale że zielone brwi?? :D serio? :D

Buduar Margotki
Gość

Esia esia, a pamiętasz The Kelly Family? Ja pierwiastkuję… I te wszystkie plakaty z Bravo Girl. Soft porno na ścianach.
A zielone brwi wybaczamy, taka moda była.
Żeby Cię pocieszyć, ja malowałam czarną kredką nawet usta. Kiedyś nie było fajnych kosmetyków. Teraz bez problemu kupisz czarny cień do powiek, czy pomadkę.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Tata mi kiedyś podarował jakiś pięciopak płyt Kelly Family… długo nie mogłam się po tym pozbierać…;) i też miałam eksperymenty z malowaniem na czarno wszystkiego wszystkim.

tekashi
Gość

Króliku, ja też humanistka (rok młodsza)! :)
Ale nie o tym. Ja również dopiero teraz uczę się malować, chociaż idzie mi to koślawo. ;] A koleżanki, z których podkład można było szpachlą zdejmować nigdy nie zapomnę. I dzwonów, i koszulek z zespołami, i reszty wariactwa. ;D

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

O proszę:)
Niektórym ta szpachla została do dziś z tego widzę, także możemy się pocieszać że nie jesteśmy takie ostatnie ;)

Jusia
Gość

Hmm.. jesteśmy chyba nieco z innego pokolenia, ale wiele rzeczy się zgadza. Moja kosmetyczna przygoda z Gimnazjum była krótsza. Mój tragiczny makijaż, uwzględniający dosłownie wszystkie błędy przetrwał jedynie w I gimnazjum. Potem stopniowo było coraz lepiej, szybko zrozumiałam jak tragicznie wygląda czarna kreska, czy zły podkład i tona różu. Zabawne jest to, że przygodę z włosami zaczęłam już w 6 klasie, bo pofarobowałam włosy szamponetką za co matka chciała mnie zabić, ale tak mi się spodobało, że już w gimnazjum od czasu do czasu było to… obowiązkowe. Tak więc jako 15 latka, byłam już wyrobiona w podstawowym lekkiem makijażu bez… Czytaj więcej »

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Oj ja nie zapomnę do tej pory krzyków mamy jak pofarbowałam się pierwszy raz z blondu na brązowo, gdzieś w początkach liceum. Kazała mi szorować głowę chyba z 10 razy pod rząd :PP
To szybko to u Ciebie poszło, ja mając 15 lat nawet jeszcze nie miałam własnej kosmetyczki :)

Aswertyna
Gość

ahahahahha jakbym czytała o sobie :DMoja mama –> prawdopodobnie są z Twoją w podobnym wieku, pamietam nawet że jak byłam w podstawówce to kręciły mnie te jej dziwne śmierdzące plastikiem smarowidła :D a teraz? moja mama się nie maluje, nie tuszuje rzęs, a po wypadku nawet ust nie maluje… taka sytuacja.Spodnie dzwony? plastikowe koturny w adidasach? –> miałam :D a jakże i jeszcze jaka dumna byłam z tego :D teraz jak o tym pomyślę, to bym chyba na ulice nie wyszła ale wtedy…. wtedy to byly inne czasy :Dpodglądanie katalogu Avon -> na w-f gdy się ciwczyc nie chciało :D… Czytaj więcej »

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Ty serio pytasz? :) nie wiem czy to komplement czy wręcz przeciwnie:P
mentalnie mam tyle co Ty, tak sobie wmawiam;) ale jestem z rocznika 86.

Aswertyna
Gość

serio :D KOMPLEMENT najwyższej rangi :D

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

no, to mogę spać spokojnie :P

Lila
Gość

świetnie czyta się ten post, mogę nawet powiedzieć, że "pożera jednym tchem" ;)u mnie było to samo…mama nie nauczyła mnie makijazu, chyba tylko, zę lepiej nie nakładać jeśli nie trzeba i nie przesadzać z ilością. Jedyne co ona do dnia dzisiejszego używa to podkład(jedyny jej kosmetyk z kolorówki) i ja od tego zaczęłam zabawę. Ile nakupowałam podkładów żeby znaleźc idealny odcien, o zgrozo…dobrze że zaczynałam od tych z najniższej półki ;)u mnie wpadki akieś z pewnością się pojawiły i pewnie jeszcze nie raz pojawią :D ale takie jest życie ;) Dzwony, adidasy na koturnie również i ja pamiętam :D Bravogirl…booże… Czytaj więcej »

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Ale się rozpisałaś szalona:) robisz konkurencję do mojego posta:P
Teeeż miałam czerwone włosy. Fajna szamponetka na parę myć, aha, akurat:) potem chodziłam z tym spłukanym czerwonym, który na blondzie wyglądał jak paskudny rudy, a fuj! żeby się go pozbyć mama zaprowadziła mnie siłą do fryzjera który mi zrobił obleśne blond pasemka:/ ech, co ta moja głowa przeszła, to trudno by wymienić wszystkie jej metamorfozy…

Pepa
Gość

Świetny wpis!! Lata 90… może i ubierałyśmy się wtedy tandetnie i kiczowato, ale moim zdaniem była w nich jakaś magia i ja bardzo miło je wspominam. Bravo, Filipinka, zamszowe buty na koturnach, dzwony z materiału w prążki, czapki z daszkiem :D. Ja nie miałam koszulki z Bacsreet Boys, ale za to dezodorant Spice Girls :D. Mnie mama też za dużo nie nauczyła jeśli chodzi o makijaż. Używała pomadki i tuszu do rzęs, który mieszała z wodą i malowała się resztkami. Po szkole lubiłyśmy z koleżanką chodzić do kwiaciarni i oglądać kosmetyki. Błyszczyki smakowe, odżywki do rzęs tzn. wg. nas przezroczyste… Czytaj więcej »

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Nie przeczę, te czasy były wyjątkowe na swój sposób. Dezodoranty Spice Girls to był lans:)) tak jak samo jak owocowe, przezroczyste błyszczyki z kulką, niesamowicie tłuste. Tanie perfumy i niebieskie cienie – ach, kobieta miała pełną paletę możliwości… :)

narja
Gość

Moja mama też niewiele, a właściwie wcale nie nauczyła mnie w sprawach kosmetycznych, wszystko zrobił internet:D.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Co byśmy bez niego zrobiły… :)

rose vanilla
Gość

Bardzo fajny post, czytałam z uśmiechem na twarzy :) Ileż z tego co napisałaś mogłabym podpiąć pod siebie? Prawie, że wszystko :D Pozdrawiam :)

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Dziękuję:)
czyli widzę że w pewnym przedziale wiekowym takich przypadków było więcej :)

włosowe szaleństwo
Gość

rewelacyjny post !

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Dziękuję, miło to czytać:)

Ola / belleoleum.com
Gość
Ola / belleoleum.com

Czytając Twój post widziałam siebie :) Też nie miałam od kogo nauczyć się wszystkiego, co teraz wiem o pielęgnacji i makijażu, musiałam to zrobić sama, metodą prób i błędów. I też miałam takie koszmarne adidasy na koturnie, coś okropnego :D

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Hmm może dlatego zostajemy blogerkami? :))

Anne Mademoiselle
Gość

Ja pierwszy podkład kupiłam na 1 roku studiów :) Ale pamiętam, że już w gimnazjum moje koleżanki się malowały. Przeważnie wyglądały jak ofiary solarium, bo wszystkie buźki były pomarańczowe. Najgorzej było zimą, kiedy nosiły golfy, bo to wszystko zostawało na swetrze. Ble. Pamiętam te pierwsze kosmetyczne dodatki w gazetach typu "Filipinka" :) Ach te wspomnienia.

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Oj tak, te swetry i kurtki wypaćkane podkładem – piękne czasy :D

żaneta serocka
Gość

cudownie się to czytało. Masz talent, Może praca w gazecie? Trafiłaś z tą metamorfozą. ja byłam na studiach to też to zauważyłam nawet po sobie. to tylko kilka lat a różnica olbrzymia. Na pierwszym roku przesadzamy z tapetą, zależy nam na wyglądzie i mamy naście lat, z czasem jesteśmy co raz bardziej świadome siebie i stawiamy na naturalność, znamy swoje zalety i wady, jesteśmy ukształtowane

Kroliczek Doswiadczalny
Gość
Kroliczek Doswiadczalny

Dziękuję:) wiele dziewczyn przy mnie przechodziło takie metamorfozy, na moją czas nadszedł trochę później :) trzeba trochę czasu żeby w pełni odkryć kim chce się tak samo jak to, jak chce się wyglądać…

trackback

[…] Zaczęłam się malować dopiero gdzieś pod koniec liceum, choć były to takie makijaże, że makijażami bym ich nie nazwała… Dobrze, że nie mam […]